Omówmy obmawianie

Omówmy obmawianie

Do tej pory nie zro­bio­no z obma­wia­niem nicze­go sen­sow­ne­go. Może mnie się uda odpo­wie­dzieć na pyta­nie, kie­dy zaczy­na się mówie­nie o kimś, a kie­dy obma­wia­nie.

Zawsze zasta­na­wia­łem się, gdzie jest ta cien­ka gra­ni­ca w mówie­niu o kimś, a obma­wia­niu go. Pro­blem jest o tyle duży, że uwiel­biam roz­ma­wiać na róż­ne tema­ty, w tym o rela­cjach mię­dzy­ludz­kich. Przy takiej tema­ty­ce nie da się nie oprzeć dia­lo­gu na kon­kret­nej oso­bie.

Lamp­ki ostrze­gaw­cze poja­wia­ją mi się w momen­cie, gdy o kimś mógł­bym powie­dzieć cokol­wiek złe­go. O dobrych stro­nach nie wspo­mi­nam, bo to oczy­wi­stość, że nie prze­szka­dza kogoś chwa­lić. Pyta­nie tyl­ko czy w ogó­le mówie­nia o kimś da się omi­nąć.

Pro­blem jak zwy­kle w moim wypad­ku natu­ry filo­zo­ficz­nej, ale zmie­rzam do spo­tkań, w któ­rych uczest­ni­czy­łem i mam mie­sza­ne uczu­cia. Jestem pełen podzi­wu jak odmien­nie i opacz­nie moż­na ode­brać to, co tutaj w necie wypi­su­jem­my, a jak to zosta­nie ode­bra­ne tam, w realu.

W ogó­le może war­to zadać pyta­nie, czy cza­sem nie lepiej oddzie­lić te dwie płasz­czy­zny total­nie gru­bą kre­chą i pójść na całość tutaj i tutaj. Mam swo­je boga­te doświad­cze­nie w kre­owa­niu mar­ki Musz­kie­te­ra, któ­re opar­łem na praw­dzie i mówie­niu bez­po­śred­nio bez owi­ja­nia w baweł­nę o tym, jak widzę świat i rela­cje mię­dzy­ludz­kie. To dla nie­któ­rych nie do znie­sie­nia, a dla mnie w pew­nym momen­cie pisa­nia już nie do udźwi­gnię­cia. Pod cię­ża­rem bycia takim samym obu­stron­nie w realu i wir­tu­alu ugią­łem się i nie dałem już rady utrzy­mać pozy­cji.

To dla mnie cie­ka­wa blo­go­wa przy­go­da. Byłem obma­wia­ny i nadal jestem. Liczę się z tym, ale jestem pełen wia­ry i nadziei, że uda mi się wró­cić do gry z nowy­mi siła­mi. Ba, ja nigdy z tej gry nie wypa­dłem, a ta musz­kie­ci­na jest małą pró­bą pod­su­mo­wa­nia strat.

Chciał­bym cof­nąć czas, by nie popeł­niać błę­dów, ale to w koń­cu one nas uczą nie wcho­dzić dru­gi raz do tej samej rze­ki. Jak to się ma do obma­wia­nia - niko­go nie pomó­wi­łem, tyl­ko napi­sa­łem publicz­nie swo­ją opi­nię. Czy moja opi­nia komu­kol­wiek zaszko­dzi­ła? Wąt­pię. Czy ktoś poczuł się nie­swo­jo jak otrzy­mał parę słów gorz­kiej praw­dy mię­dzy oczy? Z pew­no­ścią.

Pod zna­kiem zapy­ta­nia pozo­sta­je zasad­ność moje­go dzia­ła­nia. Czy wypa­da, czy powi­nie­nem, czy to nie jest prze­gię­cie i posu­nię­cie się za dale­ko? I to jest dobre pyta­nie, bo wyda­je mi się, że zarów­no blo­gos­fe­ra jako całość jak i poje­dyn­cze jed­nost­ki nie są goto­we na kry­ty­kę. Sama mode­ra­cja komen­ta­rzy świad­czy o tym, że nie chce­my, aby w "naszej pia­skow­ni­cy" ktoś bawił się naszy­mi zabaw­ka­mi w spo­sób, któ­ry nam nie odpo­wia­da. Ja też nie­ste­ty nie byłem goto­wy na kry­ty­kę, a dziś jestem, bo kry­ty­ką samą w sobie było mil­cze­nie tych, do któ­rych wysta­wia­łem rękę lub środ­ko­wy palec. Efekt na tak odmien­ny ruch był o dzi­wo ten sam. Cisza i obra­bia­nie ple­ców.

Nie mogę tego potwier­dzić, ale jed­no wiem na pew­no. Ruszy­łem to, co na dnie rela­cji - uczci­wość. Dla nie­któ­rych za ostro, tro­chę nie­zro­zu­mia­le, a może i cha­otycz­nie. Zawsze byłem uczci­wy i sta­ra­łem się być spra­wie­dli­wy. Sor­ry, samo prze­pra­szam i że nie wyszło nie wystar­czy. Ja to wiem. Będę budo­wał na nowo, bo wie­rzę w to, co robię i żad­ne obma­wian­ki mi w tym nie prze­szko­dzą :). One mnie moty­wu­ją jesz­cze bar­dziej do zmian na lep­sze.

To, że były i że są jest bar­dziej niż pew­ne. Kuli­sy lubią wrzeć, na tych spo­tka­niach na żywo zwłasz­cza. I w jakimś sen­sie ja to lubię. Czy uczest­ni­cy za tym prze­pa­da­ją? Nie wiem. Czy w ogó­le zasta­na­wia­ją się nad tym, że sami sobie odbie­ra­ją wia­ry­god­no­ści mówiąc za dużo lub zosta­jąc w cie­niu. Jestem prze­ko­na­ny, że nie.

Jak zatem odróż­nić obma­wia­nie i mówie­nie o? Gra­ni­ca jest bar­dzo cien­ka. Ja sto­su­ję naj­prost­szą meto­dę - kie­dy zaczy­nam się źle czuć wobec oso­by, o któ­rej się mówi w towa­rzy­stwie (a tak zaczy­nam się czuć dopie­ro, gdy pada­ją jakieś plot­ki i dyr­dy­ma­ły, któ­re oczer­nia­ją daną jed­nost­kę) rzu­cam tek­stem, że nie powin­ni­śmy roz­ma­wiać o nieobecnym/ej. Ta pro­sta meto­da zamy­ka usta obma­wia­czom, bo sami czu­ja, że gdzieś prze­kro­czy­li barie­rę dobre­go sma­ku i zazwy­czaj pięk­nie wyco­fu­ją się rakiem.

Cza­sa­mi jed­nak zda­rza mi się powie­dzieć w towa­rzy­stwie coś przy­kre­go o kimś. I daję sobie do tego pra­wo tyl­ko wte­dy, gdy zdą­ży­łem już to samo powie­dzieć wcze­śniej temu, o kim mowa. Wyda­je mi się, że moż­na tak zro­bić bez żad­ne­go poczu­cia, że jest się nie w porząd­ku, a jed­no­cze­śnie unik­nąć posą­dze­nia o obma­wian­ki. Ale to moja gra­ni­ca i nie musi być Two­ja :)

Moż­na mówić o kimś tyl­ko dobrze. To naj­czę­ściej wystar­cza, by go nie obma­wiać. Nie jest jed­nak praw­dą, że nie da się tak obro­bić komuś ple­ców. Wszyst­ko zale­ży od moty­wa­cji. Moż­na komuś zazdro­ścić, moż­na kogoś nie­zdro­wo podzi­wiać, moż­na przy­mi­lać się, bo "tak wypa­da". I to też jest moim zda­niem obma­wia­nie w sprzę­że­niu zwrot­nym :) Tak to sobie robo­czo nazwa­łem.

Obma­wiać czy tyl­ko oma­wiać - oto jest pyta­nie. Ja wiem, że nie obma­wiam. Tobie też pole­cam. Nasze roz­mo­wy będą czyst­sze i bar­dziej think­staj­lo­we (rozu­mo­wo emo­cjo­nal­ne), mimo że nie­raz pro­wa­dzo­ne we fre­estaj­lo­wym (bez ogró­dek) duchu.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook9Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter