Ojciec, Tato, Tatuś

Ojciec, Tato, Tatuś

Bardzo się waham, by pisać o ojcostwie, ponieważ stoję w rozkroku pomiędzy byciem chłopcem, któremu brakowało Taty, a stawaniem się mężczyzną gotowym przyjąć dar ojcostwa.

Zawsze, gdy mam rozterki czy publikować tekst, wiem jednocześnie, że będzie dla mnie bardzo ważny. Cały dzień myślami byłem w dzieciństwie, mimo tego, że moją głowę zaprzątało sporo spaw prywatnych i zawodowych. Z naturą jednak nie wygram i dlatego to czytasz.

Jest we mnie „coś nie tak”, bo za każdym razem, gdy myślę o byciu Ojcem – nie boję się. Ale kiedy rozważam jak to jest być Tatą – zaczynam mieć obawy. A Tatuś? To już kompletny kosmos.

Mam wiele blizn z dzieciństwa i nie chcę o tym pisać, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Dzięki temu całe życie bujam się od problemu do problemu, od psychicznego kuksańca do innego psychicznego kuksańca. Podobnie jak taki trochę zagubiony facet, który wszedł do gabinetu luster, stał się chłopcem i nie do końca wie, które odbicie jest jego, a już na pewno nie rozumie, dlaczego ten w lustrze to niestety on. Przykry żart losu, z którym trzeba się zmierzyć, bo jak inaczej dojrzeć do bycia mężczyzną?

Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że Ojcem może być każdy, Tatą niewielu, a Tatusiowie są na wyginięciu. Musiałem stworzyć w swojej głowie taką kwalifikację. Na początek, żeby nie zwariować, a później już świadomie wybierając szufladę, do której wrzucam spotykane przypadki. Dojrzałość dała mi wolność wyboru. Gorzką, smutną nieraz, ale nieskażoną niczym niezależność. Sam wybieram, kim chcę być, choć nie zawsze jestem tym, do kogo nie mam pretensji. Walka odbywała się kiedyś w domu rodzinnym, a dziś odbywa się w mojej głowie. To bardziej starcie duchowe, które musi przejść każdy chłopiec, by stać się mężczyzną. Tak przynajmniej mi się wydaje.

Mógłbym teraz napisać o odpowiedzialności, bo to wspaniała rzecz, ale to sprawa oczywista. Mniej oczywiste jest ciepło, którego potrzebuje chłopiec od dorosłego mężczyzny, poznanego w pierwszej kolejności, by móc tym mężczyzną stawać się później. Syn potrzebuje Ojca, Taty i Tatusia. Czyli mężczyzny 3 w 1.

Nie dziwię się sobie, że boję się być 3w1. Fucha wymagająca wielkiej elastyczności, mądrości, inteligencji i przede wszystkim umiejętności bycia obok, bycia przy. Cennymi cechami prawdziwego Taty są również słuchanie, gdy mówi Syn oraz milczenie, gdy Syn o to prosi. Bycie, gdy tego potrzebuje, dotrzymywanie obietnic rzucanych mimochodem oraz poważne traktowanie. Tato też był kiedyś chłopcem. Dlaczego nie miałby rozumieć? Nawet nieidealnie, bo nie ma doskonałych rodziców.

Często zapomina Wół jak był Cielęciem, a przecież od niego zależy, czy wychowa Cielaka, czy wspaniałego Byka.

Chciałbym być dobrym Ojcem i Tatą. Tatusiem być nie muszę, nawet nie za bardzo to do mnie pasuje, ale mam wielką chęć zmierzenia się z tą rolą. Nie po to, by udowodnić coś sobie, choć i takie myśli przeleciały mi przez korę mózgową. To by było głupie i niedojrzałe, by dziecko traktować jak dwupasmówkę do realizacji niespełnionej ambicji, do tego nie mojej. To dla mnie trudne, cholernie ciężkie brzemię, które daje znać o sobie częściej, od kiedy na liczniku pojawiło się 30. Ale żyję z nim i na swój sposób kocham tę swoją wrażliwą strunę, coraz częściej trącaną przez męskie serce.

Boję się, ale z odwagą chcę wkroczyć w świat ojcostwa. Nie tylko biologicznego. Nie bagatelizuję przeszłości, bo wiem, że jej echa odezwą się nie raz, nie dwa, ale będą gdzieś tam skwierczeć do momentu, gdy nie staną się rutynowym dźwiękiem wpisanym w otoczenie. Jak stukot kół pociągu podczas jazdy. Niby jest, ale go nie słychać w miarę upływu kilometrów. Wybieram się świadomie i szykuję w podróż do miasta Rodzicielstwo.

Tak, mój przyszły Synu. Jestem gotowy być Ojcem i Tatą. Przygotowany na 100% nie będę nigdy, ale zdecydowany już zawsze. Życzę sobie powodzenia, abyś co roku w dniu 23 czerwca potrafił złożyć mi życzenia: Dziękuję, że jesteś i byłeś wtedy, kiedy tego potrzebowałem, Tato.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest2

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • rozsądna

    Najważniejsze to zachować umiar i nie przeginać w żadną stronę. Nie jest łatwo być dobrym rodzicem nawet jak ma się dobre przykłady w rodzinie, bo to zawsze jest wypadkowa indywidualnego podejścia rodzica i potrzeb dziecka. A każdy człowiek jest inny i to, co dobre dla jednego, nie zawsze będzie dobre dla drugiego.
    Mój mąż miał ( i wciąż ma) dobrego ojca, ale on wcale tak nie uważał, bo jego zdaniem teść powinien był bardziej wpływać na swoich synów, kierować nimi, a nawet narzucać pewne rozwiązania skoro sami nie rozumieli, co dla nich dobre. I sam usiłuje to robić w stosunku do swoich dzieci, co z oczywistych względów nie cieszy się ich uznaniem i dla nich on nie jest Tatą tylko Ojcem, bo za bardzo ingeruje w ich wybory, poucza, wtrąca się. A ja mam naprawdę inteligentne i poukładane dzieci, które wiedzą, czego chcą ( w końcu mają moje geny i swojego mocno dominującego ojca), więc nie można się dziwić, że unikają kontaktów z ojcem jak mogą, żeby się nie kłócić i nie walczyć o swoje racje, a zwyczajnie robić swoje.

    Dzieciom zawsze trzeba dawać wsparcie, podsuwać dyskretnie pomysły, podpowiadać, ale wybór ostateczny pozostawić im, bo to ich życie i ich prawo do popełniania błędów na drodze do spełnienia ICH marzeń.

    • Dawno Cię tu nie było, ale cieszę się, że wróciłaś (BTW, jakiś czas temu uruchomiłem Muszkletter, a powiadomienia o notkach na maila zostały wyłączone, więc zachęcam Cię do subskrypcji: http://muszkieter.in/muszkletter-zapisz-sie/).
      Nie sposób się nie zgodzić, zwłaszcza że jesteś matką „z praktyką” :) Też zastanawiałem się jak nieraz rodzic musi cierpieć lub przynajmniej męczyć się z tym, że dziecko popełnia błędy, którym on jako ten bardziej doświadczony też uległ i chce je ograniczyć. Ale tego się chyba nie da uniknąć, bo nawet jeśli dziecko słucha rodziców, to w pewnym momencie chce przeżywać samodzielnie swoje życie, bez grożenia palcem, ale z konsekwencjami na własnej skórze.

      Dziękuję za Twój komentarz :)

      • rozsądna

        No cóż, mam dwa ogrody, plantacje malin, aronii, wiśnie, porzeczki itp., a teraz akurat czas zbiorów i przetworów, więc cierpię na permanentny brak czasu :)
        Ale zaglądam tylko nie wszystko komentuję.

  • Nie mogę powiedzieć Ci nic z doświadczenia osobistego, bo ani Ojcem, ani Tatą, ani Tatusiem nie jestem. Jednak jestem przekonany, że będziesz w tych dwóch pierwszych (na pewno, a w trzeciej prawdopodobnie też – nawet nieświadomie) rolach doskonały. Bo o tym myślisz. Bo to analizujesz. Bo chcesz. I choć czasami na pewno zabraknie ci narzędzi i pomysłów – będziesz świetny.
    Skąd ta pewność? Bo mam to szczęście, że posiadam Ojca i Tatę. Tatusiem bywał – zawsze w momentach dla mnie zaskakujących. Tych odpowiednich. Przez wiele lat go obserwowałem (zwłaszcza tych ostatnich – bardziej świadomie). Jasne, że popełniał błędy – też jest przecież człowiekiem, ale widziałem, że mu zależy. Myślał o tym, wiele razy ze mną rozmawiał i niejednokrotnie przepraszał, że nie wiedział co w danym momencie zrobić i robił coś źle. Piszę w czasie przeszłym, bo nie ma już takiego wpływu na moje życie, jak kiedyś, ale doskonale sobie zdaję sprawę, że ten proces nadal trwa i właśnie zdałem sobie sprawę, że teraz coraz częściej jest Tatusiem. Nie wiem czy to kwestia doświadczenia, czy własnie zmniejszenie „wpływu” na moje życie?
    Moja argumentacja nie jest do końca solidna, logiczna i niepodważalna, ale w Twoich przemyśleniach czuję to coś, co widziałem często w jego oczach i o czym nie raz z nim rozmawiałem. Coś co pozwoli Ci być świetnym Tatą.

    Powodzenia!

    • Błażej, nawet nie zdajesz sobie sprawy jaki ważny dla mnie komentarz napisałeś. Bardzo Ci dziękuję. Dobrze jest popatrzeć oczami kogoś, kto doświadczył ojcowskiej miłości, tej niedoskonałej, ludzkiej, ciągle uczącej się, ale pokornej. To niesamowite!

      Jeszcze raz Ci bardzo dziękuję :)

  • Ana

    Nie tylko synowie potrzebują tego 3w1, choć dla synów na pewno jest to ważniejsze. Przyznam, że uważam podobnie jak Magda – że mając tę „skazę” z przeszłości, poruszasz się po gruncie ojcostwa bardzo powoli, ostrożnie stawiasz każdy krok i że to bardzo dobrze. Bardzo dobrze nie powielać wzorów sprzed lat.

    • Nie znam punktu widzenia dziewczyn, więc cieszę się, że uzupełniacie moją wiedzę :)
      Co do wzorów – to zawsze w jakimś stopniu je powielamy i nie da się wyeliminować swojego „dna” zaszczepionego w dzieciństwie. Uważam jednak, że można tego wewnętrznego dzieciaka z przeszłości wychować już jako świadomy dojrzały człowiek. To trudne, ale nie niemożliwe. To za automatu ogranicza wpływ przeszłości, bo ona ulega modyfikacji. Blizny jednak zostają i przypominają, ale z tym można sobie poradzić.

      Z kobiecego punktu widzenia ładnie, choć gorzko napisała też Kamila. Polecam: http://www.archiwumchaosu.pl/powiedz-stary-gdzies-ty-byl/

  • Może przez blizny, o których wspomniałeś, staniesz się jeszcze lepszym „dwuwymiarowym” Tatą (pisanym z wielkiej litery)? Myślałeś w ten sposób? Uważam, że mając „skazę” z przeszłości, poruszasz się po gruncie ojcostwa bardzo powoli i ostrożnie stawiasz każdą stopę. Ale to dobrze. Bo dla wielu bycie Tatą oznacza tylko zarabianie na rodzinę i nic poza tym. A to za mało.

    • Magda, dziękuję Ci za ten komentarz. To ciągle jest akademicka rozmowa, bo dopóki nie zostanę tatą, nie będę mógł powiedzieć, że jestem Tatą :) (wyjaśniam już dlaczego duża litera – chciałem wyróżnić Tatę, Ojca, Tatusia, jako osoby ważne z punktu widzenia dziecka, takie duże, dorosłe, darzone szacunkiem).
      Zawsze byłem zwolennikiem myślenia, że nawet na największym śmietnisku wychodzi słońce i rosną kwiaty, więc wpisuje się to w Twoje postrzeganie „skazy” jako doświadczenia pozwalającego mocniej skupić się na prawidłowym realizowaniu swojej roli w rodzinie. Czasem jednak wydaje się, że to wszystko nie ma sensu i potrzeba potwierdzeń, bo niewiadoma toczy umysł i nie pozwala się w żaden sposób odnieść do rozterki.
      Twój komentarz mnie trochę uspokaja :) Dziękuję.

  • Czasem myślę sobie, że światu najbardziej potrzeba właśnie dobrych, świadomych ojców.
    So good luck with that :)