Ojciec rozum, matka depresja

Ojciec rozum, matka depresja

Czło­wiek w depre­sji czu­je się jak mysz zamknię­ta w klat­ce. Jak jakieś zwie­rzę, ale to bez­bron­ne, małe, wystra­szo­ne i do tego okra­to­wa­ne. Ja też kie­dyś byłem taką myszą.

Kie­dy pisa­łem o swo­ich kom­plek­sach, czu­łem się podob­nie jak dziś.  Nie wiem czy to dobrze, ale muszę przy­musz­kie­cić, bo zwa­riu­ję. Opo­wiem Wam dziś frag­ment moje­go życia. Może dla­te­go to takie waż­ne i deli­kat­ne, nie­mniej scho­wa­ne głę­bo­ko w mojej pamię­ci nie będzie słu­żyć niko­mu, a mnie się już nie przy­da, więc... wolę podzie­lić się tym z Wami. Może dzię­ki temu ktoś, kto wła­śnie prze­cho­dzi depre­sję i czu­je się kom­plet­nie nie­zro­zu­mia­ny, nawet przez ludzi, któ­rzy są leka­rza­mi, dowie się, że nie jest sam? To dla depre­sjo­ni­sty jest naj­waż­niej­sze w życiu, któ­re w następ­stwie samot­no­ści chce sobie ode­brać.

Depresja Muszkietera

Gdy przy­sze­dłem na stu­dia na AGH, nie zna­łem tu kom­plet­nie niko­go. Nawią­zy­wa­nie kon­tak­tów z nowy­mi ludź­mi nie było jed­nak dla mnie żad­nym pro­ble­mem. Mia­łem 20 lat, otwar­tą gło­wę i wyda­wa­ło mi się, że wszyst­ko jest niby OK. Tym­cza­sem nie dosta­łem się na upra­gnio­ną polo­ni­sty­kę (tak napraw­dę dzien­ni­kar­stwo było upra­gnio­ne, ale nie umia­łem angiel­skie­go na tyle, aby zda­wać egza­min), spe­cjal­ność edy­tor­stwo, bo odkry­łem, że chcę być czło­wie­kiem mediów. Zda­łem matu­rę roz­sze­rzo­ną i dosta­łem się na (brzyd­kie jak noc dla mnie wte­dy) AGH. Tech­nik elek­tro­nik o spe­cjal­no­ści sys­te­my kom­pu­te­ro­we poszedł sobie na elek­tro­tech­ni­kę. I wszyst­ko by się zga­dza­ło, gdy­by nie to, że nie­na­wi­dzi­łem elek­tro­tech­ni­ki. Nie czu­łem miej­sca, w któ­rym się znaj­du­ję, czy­li AGH. Mia­stecz­ko Stu­denc­kie i ta radość ze spusz­cze­nia z rodzi­ciel­skiej smy­czy nie były moim udzia­łem. Zaczą­łem nie­na­wi­dzić sie­bie, gdy posy­pa­ły się pierw­sze złe oce­ny z zajęć. Nic mi nie szło, a wszy­scy wokół wyda­wa­li się inte­li­gent­niej­si, szczę­śliw­si, bogat­si i mają­cy cokol­wiek do zapro­po­no­wa­na świa­tu. Ja myśla­łem wte­dy bar­dzo moc­no, że nie mam abso­lut­nie nic.

Wpa­dłem w depre­sję. Kum­ple rano ścią­ga­li mnie z łóż­ka, abym poszedł na zaję­cia, a ja nie chcia­łem na nie iść, bo koja­rzy­ły mi się z trau­ma­mi, w któ­rych jestem poni­ża­ny i doło­wa­ny. Nie mia­łem siły wstać z wyrka, choć byłem mło­dym i spraw­nym czło­wie­kiem. Cier­pia­ła moja dusza, cier­pia­ła moja gło­wa i osta­tecz­nie cier­pia­ło moje cia­ło. Byłem po pro­stu cho­ry.

W tym samym cza­sie na stu­dia poszła moja żona (wte­dy jesz­cze moja dziew­czy­na). Bory­ka­ła się z tymi samy­mi kło­po­ta­mi co ja: nowe mia­sto, nowi ludzie, aka­de­mik, pro­ble­my z komu­ni­ka­cją - ot, po pro­stu zde­rze­nie z innym świa­tem. Jej reak­cja na nowe była za to zupeł­nie inna. Była szczę­śli­wa, choć zmę­czo­na i nie­ustan­nie bie­gną­ca z zajęć na zaję­cia. Wal­czy­ła o mnie jak lwi­ca i była dla mnie wspar­ciem. Poja­wia­ła się na każ­de moje zawo­ła­nie, a tych zawo­łań było w rezul­ta­cie tak dużo, że i ona nie dawa­ła już sobie ze mną rady. Ode­bra­ła tak­że parę tele­fo­nów, w któ­rych szan­ta­żo­wa­łem ją "jeśli nie przy­je­dziesz za 0,5 h, to może mnie już nie być".

Tak wła­śnie wyglą­da depre­sja, moi mili.

Depresjonista egocentryk

Czło­wiek w depre­sji jest cho­ler­nym ego­cen­try­kiem. Zacho­wu­je się tro­chę jak pies ogrod­ni­ka - sam nie potra­fi nor­mal­nie żyć i przez to nie daje też nor­mal­nie żyć innym. Musi na sobie sku­piać uwa­gę, ponie­waż czu­je się nie­do­ce­nio­ny, a nie potra­fi robić nic, za co moż­na go cenić, co wpę­dza go w jesz­cze więk­szy dół. Na tym pole­ga cały pro­blem depre­sji, któ­ra jest naj­zwy­czaj­niej­szą w świe­cie cho­ro­bą, obja­wia­ją­cą się w nie do koń­ca zwy­czaj­ny spo­sób.

Depre­sjo­ni­ści sami sie­bie nie rozu­mie­ją, dla­te­go tak bar­dzo potrze­bu­ją obec­no­ści dru­gie­go czło­wie­ka. Para­doks pole­ga na tym, że jed­no­cze­śnie pra­gnąc bycia z kimś, są nim znie­chę­ce­ni. Zacho­wu­ją się jak­by strze­la­li fochy, bo ktoś nie speł­nia ich ocze­ki­wań, roz­ka­zów, a w rezul­ta­cie mają cią­głe pre­ten­sje do świa­ta, że jest za głu­pi, by rozu­mieć ich genial­ność.

Praw­da jest taka, że depre­sjo­ni­ści nie są genial­ni. Są tyl­ko bar­dzo wraż­li­wi i nie mają świa­do­mo­ści, jak wspa­nia­łą cechą obda­rzył ich Bóg. Nie­na­wi­dzą sie­bie za nad­wraż­li­wość, bo nie pasu­ją do świa­ta, któ­ry jest prze­cież bez­ro­zum­ny i zim­ny. Tym­cza­sem praw­da jest pośrod­ku. Świat zły nie jest, a oni nie powin­ni nie­na­wi­dzić sie­bie, bo są inni. Wycho­dze­nie z depre­sji zaczy­na się wte­dy, gdy zaczy­na­ją kochać i sza­no­wać sie­bie.

Leczenie depresji

Mat­ka depre­sja doty­ka osób, któ­re są w kon­flik­cie wewnętrz­nym, a same nie potra­fią i nie mogą tego zauwa­żyć. Dla­te­go aby się z nią roz­pra­wić, bo to jest pato­lo­gicz­na mat­ka - potrzeb­ny jest wyspe­cja­li­zo­wa­ny i doświad­czo­ny lekarz, któ­ry będzie udzie­lał wspar­cia, pro­wa­dził roz­mo­wy, a cza­sem dawał tyl­ko zwy­kłą obec­ność, bo ta z kolei, jest isto­tą wal­ki z depre­sją.

"A co Ty o tym wiesz?" - zapy­ta­cie. A to wiem, że jestem po rocz­nej psy­cho­te­ra­pii. Nie radzi­łem sobie z tą myślą, że "jestem psy­chicz­ny", ale dziś trak­tu­ję psy­cho-leka­rzy jak każ­de­go inne­go dok­to­ra. Masz pro­blem z nogą - idziesz do orto­pe­dy. Masz pro­blem z uchem - idziesz do laryn­go­lo­ga. Masz pro­blem z ocza­mi - idziesz do oku­li­sty. Masz pro­blem z psy­chi­ką, któ­ra prze­sta­je być logicz­na - idź do psy­cho­lo­ga. Pro­ste jak drut.

Posze­dłem zatem do porad­ni. Byłem mło­dym stu­den­tem, któ­ry ode­bra­ny został jako ściem­niacz uni­ka­ją­cy nauki. Powie­dzia­łem więc pani psy­cho­log, zgod­nie z praw­dą i szcze­rze: Ja chcę się zabić. Pla­nu­ję to, tyl­ko nie mam odwa­gi. Powstrzy­mu­je mnie to, że moja dziew­czy­na będzie cier­pieć, moja mama i rodzi­na też.

Wte­dy dopie­ro zosta­łem potrak­to­wa­ny poważ­nie. Skie­ro­wa­no mnie do tzw. oddzia­łu dzien­ne­go, czy­li byłem "na wol­no­ści", ale mia­łem swo­ją gru­pę wspar­cia oraz roz­mo­wy z psy­cho­lo­giem oraz psy­chia­trą. Psy­cho­log dbał o stan umy­słu i ducha, a psy­chia­tra o "stan tech­nicz­ny", czy­li far­ma­ko­lo­gię i jej wpływ na mój orga­nizm. Na spo­tka­niach gru­po­wych spo­tka­łem wspa­nia­łych ludzi, któ­rzy mie­li więk­sze pro­ble­my niż ja i ich histo­rie sta­ły się począt­kiem moje­go wycho­dze­nia z ciem­no­ści. Zoba­czy­łem, że pięk­ne dziew­czy­ny myślą o sobie, że są brzyd­kie, a inte­li­gent­ni chłop­cy, że są total­ny­mi bez­mó­zga­mi. Roz­kła­da­li­śmy tam na czyn­ni­ki pierw­sze nasze uczu­cia, w praw­dzie, bez uda­wa­nia niko­go, kogo uda­je­my na co dzień, aby ukryć to, co wyda­wa­ło się nam w nas naj­gor­sze - nas praw­dzi­wych.

Patrząc na tę gru­pę dziś, z per­spek­ty­wy cza­su, moc­no czu­ję jak wie­le rze­czy zro­bi­li­śmy razem. Dali­śmy sobie szcze­rość, wspar­cie, wza­jem­ną pomoc i wał­ko­wa­ną tu prze­ze mnie do znu­dze­nia - obec­ność. Leki poma­ga­ły nam nor­mal­nie funk­cjo­no­wać, ale to nasza wia­ra w dru­gie­go czło­wie­ka i wza­jem­ne pobu­dza­nie się do dzia­łań poma­ga­ły wsta­wać z łóż­ka i mieć siłę, by roz­po­cząć nowy dzień. My w sie­bie nawza­jem wie­rzy­li­śmy, ucząc się przy tym, że tyl­ko taka dobra wia­ra w sie­bie, za któ­rą idą kon­kret­ne dzia­ła­nia nada­je naszym życiom jakiś sens. Dowia­dy­wa­li­śmy się od sie­bie, że leże­nie i złość na świat, że nie jest takim, jakim sobie go wyma­rzy­li­śmy, jest pie­kiel­nie nie­lo­gicz­ne i złe. Za to racjo­nal­nym jest, aby ten swój naj­mniej­szy świat, jed­nost­ko­wy, ten wokół nas, zmie­niać na lep­szy. Bo na nie­go mamy wpływ.

Ojciec rozum zawo­dzi, gdy mat­ka depre­sja przy­tu­la swo­je dzie­ci. On wte­dy idzie na urlop, bo depre­sja jest szcze­gól­nym rodza­jem cza­su wol­ne­go, któ­ry gdy nas dopad­nie - nale­ży spę­dzić w poko­rze. Każ­dy z nas na co dzień prze­ży­wa więk­sze i mniej­sze depre­sje, ale nie każ­dy jest w sta­nie sobie z nimi pora­dzić, dla­te­go gdy zaczy­nasz cho­ro­wać - poproś o pomoc. Leka­rza, księ­dza, part­ne­ra, przy­ja­cie­la. Nie jest istot­ne, od kogo zaczniesz. Waż­niej­sze jest to, że zdasz sobie spra­wę, że nici z Two­ich wysił­ków - nie masz mocy, by sam się uzdro­wić. Potrzeb­ny Ci jest dru­gi czło­wiek, w któ­rym znaj­dziesz opar­cie w wycho­dze­niu z depre­sji.

Osta­tecz­nie leczysz się sam. Potrze­bu­jesz jedy­nie wspar­cia, aby się wyle­czyć sku­tecz­nie.

PS

Posła­nie do nad­wraż­li­wych - Kazi­mierz Dąbrow­ski