Ofiary zimnej wojny – serial „Zawód: Amerykanin”

Ofiary zimnej wojny – serial „Zawód: Amerykanin”
Ocena4
  • Fabuła
  • Scenariusz
  • Gra aktorska
  • Zdjęcia
  • Muzyka

Z lekkim sceptycyzmem podchodziłem do tego serialu, zanim nie wciągnąłem się na dobre. Zawód: Amerykanin (eng. The Americans) nawet jeśli nieco mija się z prawdą historyczną, to jest świetną opowieścią o ludzkiej stronie szpiegostwa.

Szpiedzy tacy jak my

Serial opowiada historię dwójki szpiegów KGB, którzy żyją jak przykładni Amerykanie w swoim amerykańskim domku, wychowując swoje amerykańskie dzieci. Dla społeczeństwa i sąsiadów są niczym nie wyróżniającą się parą, pracującą na co dzień w biurze podróży i zmagającą się z losem z typowym amerykańskim uśmiechem na twarzy. Wydawałoby się, że są tak świetnie wyszkoleni, iż nie ma szans, aby pojawiały się w ich głowach rozterki dotyczące sensu ich pracy. Życie nawet przeciętnego Amerykanina jednak daje dodatkowe możliwości, których z pewnością zabrakłoby w ich matczynej Rosji. Jak zatem radzą sobie z rozdarciem wewnętrznym i czy jest w ich życiu miejsce na patriotyzm nie nawiązujący do wojny? O tym właśnie traktuje serial.

Dlaczego warto?

Wydaje się trochę śmieszny fakt, że za serial o szpiegach KGB biorą się Amerykanie, ale to tylko na pierwszy rzut oka, ponieważ w żaden sposób nie idealizuje USA. W zamian rzetelnie przygląda się zimnej wojnie, niby nieinwazyjnych wyścigach między Rosją i Ameryką, które pochłonęły wiele ofiar. Nigdy nie dowiemy się pewnie ile sytuacji zatuszowano, ale Zawód: Amerykanin pokazuje przynajmniej namiastkę w jaki sposób się to odbywało. Nie sprawdzałem, czy serial odwzorowuje prawdziwe historie, ponieważ aż tak mnie to nie interesuje. Znalazłem w nim jednak coś ważniejszego, chyba najistotniejszego w całej produkcji.

Phillip (Matthew Rhys) i Elizabeth (Keri Russell) tworzą wspaniałą parę bardzo różnych osób, posiadających wspólny cel – służyć Rosji. Misja w Ameryce odbiera ich życiu jakiekolwiek elementy normalności. Żyją w fałszywym małżeństwie, pracują we fałszywej pracy, zmieniają twarze jak rękawiczki. Wszystko odbywa się z chirurgiczną, niemal nieludzką bezuczuciową precyzją. Prawdziwe za to są dzieci i ich problemy wieku cielęcego. Prawdziwi są także sąsiedzi, zwłaszcza gdy dołącza do nich agent FBI wraz z rodziną. Najbardziej gorzkie i prawdziwe jest ciągle poczucie strachu, że mogą w każdej chwili zginąć, zostać zdemaskowani, stracić coś, do czego przywiązali się przez wiele lat. Im dłużej wykonują swoją misję, tym bardziej zaciera się granica między sprawami wagi państwowej a rodzinnymi. Pojawiają się dylematy moralne, ponieważ człowiek z założenia tylko czasem kłamie, a gdy całe jego życie jest fałszywe, coraz bardziej chciałby podzielić się prawdą ze światem. Zabrzmi to nieco niefortunnie, ale właśnie taki obraz szpiegów stanowi o największej sile oddziaływania tego serialu. Widzimy ich jako ofiary systemu i czasów, w których się znaleźli oraz źle rozumianego, wyniszczającego patriotyzmu.

Spokojny rytm

Każdy odcinek Zawód: Amerykanin jest oddzielną historią, rzadko kiedy ciągnącą się przez kolejne. Para aktorów, którzy odgrywają główne role świetnie się w nich odnalazła. Zimne i surowe oczy Keri Russell rewelacyjnie korespondują z ciepłem i wrażliwością Matthew Rhys. Tak doskonale odwzorowują fałsz rodzinny, że w pewnym momencie zaczyna się im wierzyć, iż to wszystko jest prawdziwe. Oni sami w to wierzą i właśnie tak grają, jakby byli przykładnymi pracownikami, gdy wychodzą do biura podróży, świetnymi zabójcami i łamaczami woli, gdy biorą udział w akcji oraz idealnymi rodzicami, gdy wracają do domu.

W scenariuszu nie ma zbędnego patosu, a sytuacje przezeń kreślone są bardzo prawdopodobne, więc elementy fantastyczne typu zabili go, ale uciekł nie męczą, bo ich liczba ograniczona jest do minimum. Rytm serialu jest spokojny, podzielony w równych proporcjach między akcję, przemyślenia i rozmowy oraz zwykłe życie Amerykanów na tle historycznych zmian (często pojawiają się wypowiedzi Ronalda Reagana w kolorowym TV). Niektórych to właśnie może zrazić i nudzić.

Ciekawe studium psychologiczne głównych bohaterów i ich pozycji na różnych płaszczyznach to najcenniejsza cecha serialu, dlatego mimo bycia tylko dobrym, pretenduje do bycia dużo lepszym.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest2

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Ja się wynudziłam przestrasznie. Zaintrygowała mnie główna bohaterka. Będąc młodym dziewczęciem oglądałam ją w serialu „Felicity” (wiem, błędy młodości;) ). Niestety ani ona, ani jej partner mnie nie przekonali. Fabuła też średnia na jeża. Fajna akcja z kolesiem w bagażniku i tyle. Nie dokończyłam, może kiedyś wrócę. Na razie wzdycham przy drugim sezonie „Wikingów” :)

    • No właśnie zależy czego oczekujesz, jak mniemam akcji. A ten serial skupia się właśnie bardziej na psychologii i dosyć dramatycznych przeżyciach głównych bohaterów. Na początku też myślałem, kurczę, nuda trochę, ale zacząłem oglądać go inaczej :) Podobne klimaty miałem z Good wife (Żona idealna) oraz Mad Men.

      • Nie, nie jestem jakoś szczególnie łasa na akcję. Po prostu serial, film, książka musi mieć to coś. Tutaj jest jakoś tak płasko, bez koloru. W „Top of the Lake” momentami tak przynudzali, że tragedia, a jednak zeżarło. W każdym bądź razie amerykańce są, czekają, może kiedyś najdzie mnie ochota:)