Odrestaurowana Edyta Bartosiewicz – płyta Renovatio

Odrestaurowana Edyta Bartosiewicz – płyta Renovatio
Ocena4.5
  • Muzyka
  • Teksty
  • Kreatywność
  • Technika

Nie jestem jedynym i pierwszym, który napisze te słowa: bardzo oczekiwany powrót jednego z najlepszych polskich kobiecych głosów, czyli Edyty Bartosiewicz dłużył się niemożliwie. Na szczęście dziś możemy posłuchać jej nowej płyty Renovatio.

Oczekiwania i niepokój

Chyba nie ma nikogo, kto nie słyszał chociaż jednego numeru tej wokalistki. Niektórzy się na niej wychowali, inni ledwo liznęli jej twórczość, ale na pewno każdy zna określenia typu dziki szał czy że ona ma na imię Jenny i może to coś zmieni. Ile razy ktoś z Wami chciał zatańczyć ostatni raz? Tak, Edyta wsypała wiele pereł do woreczka polskiej muzyki. Czego zatem można było się po niej spodziewać po 15 latach (!) przerwy? Ciekaw jestem też, co sobie wyobraża sama Edyta, bo taki powrót z pewnością nie jest dla niej łatwy psychicznie (a dla kogo by był). Sam odpalając płytkę byłem na przemian zniecierpliwiony i nieco zaniepokojony tym, co usłyszę. W duchu prosiłem Edytę, by nie zburzyła dotychczas wybudowanego pomnika i nie zachęciła do tego, by ją znienawidzić.

Prosto, gitarowo, przyjemnie, Bartosiewiczowo

Ufff… Już pierwszy numer (Pętla) rozwiał wszystkie moje wątpliwości. Wróciła! Znów mogę słuchać jej ochrypłego głosu, przyjemnej gitary akustycznej, lekko leniwych, ale bardzo miłych dźwięków. Ale zaraz, zaraz. Na płycie jest jakoś spokojnie, już nie jest to dziki szał i walka o mądrość w świecie. Wszystko jakby smakuje inaczej. Teksy pachną większym doświadczeniem życiowym, mniejszą nerwowością i pewnością, że wreszcie znów jest się na swoim miejscu. Chrypa Bartosiewicz też pociąga za inne sznurki w duszy.

To jest w tej płycie najpiękniejsze. Edyta zaserwowała nam stonowany melodyjny talerz piosenek, które wcale nie brzmią jak odgrzewany kotlet i nieudolna próba powrotu na szczyty list przebojów. Artystka nie sili się na bycie młodszą niż jest. Brzmi tak samo, ale nieco już inaczej – dojrzalej. Poraża mnie jej pokora, która co rusz przejawia się zgrabnie wpleciona w narrację piosenek. Nową płytę odbieram jako rozliczenie się z przeszłością, akceptację teraźniejszości i pozytywne spojrzenie w przyszłość. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Renovatio to dopiero pierwszy rozdział powrotu Edyty. Taka płyta przejściowa, która pozwoli jej uporządkować swoje życie artystyczne, by móc robić dalej to, co kocha i za co kochamy ją my wszyscy.

Udało się

Muzycznie pozytywnie zaskoczyły mnie elektroniczne wstawki (chyba znak czasu), które są na tyle nastrojowe i nienachalne, że dodają uroku prostym kompozycjom. Teksty cymesik! Najbardziej ruszyły mnie: balladka Żołnierzyk (mój faworyt, mimo lekkiego podobieństwa do znanych już Rozbitków), oczko puszczone do reggae – Orkiestra tamtych dni (kapitalne przedstawienie wspomnień za pomocą postaci i instrumentów), rewelacyjna Pętla (odbieram ten numer jako romans z muzyką, od której Edyta nie może się uwolnić) oraz oparty na truizmach Upaść by wstać (ale piękny i taki bardzo Edytowy wokalnie). Na uwagę zasługuje też hulający w radiach numer Niewinność, który na płycie przeszedł drobny lifting z korzyścią dla brzmienia.

Fani Bartosiewicz będą zadowoleni. Ja cieszę się przede wszystkim dlatego, że wróciła i to w najlepszym stylu jaki mogłem sobie wyobrazić. Nie przekombinowała, jak to się zdarzało z wieloma artystami próbującymi przypomnieć o sobie po latach. Mam tylko jedno życzenie do Edyty: niech nie każe nam czekać kolejnych 15 lat na nowy materiał. Nie zniósłbym drugi raz takiej straty dla polskiej muzyki i marnowania wspaniałego talentu.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Przesłuchałem raz. Nie rzuciło o ziemię.
    Ale ciesze się, że jest.
    I może rzuci po drugim lub trzecim razie.

  • Takiej recenzji się spodziewałem, jak pewnie większość utęsknionych za Edytą fanów.
    Kupuję.

  • Przekonuję się, może wieczorem, w ciemni… :)

    • Co Ty się tak tej nowej Edyty boisz? Ze starą masz coś na pieńku?

      • Na pieńku to ja mam z Panią Krystyną P. Do śpiewania utworu Edyty byłam zmuszona. Poza tym często wydaje mi się ona przygnębiająca. Taka muzyka, którą się słucha, jak ma się doła, by się pogrążyć. (Może nie ‚szał’, ale inne utwory). Smutne, wzruszające… No i śpiewałam.

  • Ania Korzeniewska

    Tak bardzo na nią czekałam, i się nie zawiodłam – jest w końcu i niech już nie odchodzi :)