O odpowiedzialności słów kilka

O odpowiedzialności słów kilka

Podejmujemy w życiu różne decyzje, od błahych jak wybór koloru skarpetek, po te najtrudniejsze jak związanie się na całe życie i płodzenie dzieci. Z obiegowych opinii wynika, że w skarpetkach nie wiadomo dlaczego robią się dziury, a małżeństwa rozpadają się po tym, gdy na świat przychodzi mały obywatel.

Definicja odpowiedzialności

Odpowiedzialność definiuje się bardzo różnie, dlatego trudno jednoznacznie określić co nią tak naprawdę jest. Na pewno ma ścisłe powiązania z konsekwencjami. Czy jednak człowiek konsekwentny potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje działania? Niestety nie zawsze to się udaje, bo na horyzoncie pojawiają się dojrzałość i akceptacja.

Gdyby tak podsumować powyższe, to z mojej perspektywy na odpowiedzialność składają się dojrzałość, akceptacja, konsekwencja, bez których ani rusz. W przypadku życia na własny rachunek stosunkowo łatwo spełnić te wymagania. Problemy moją pojawić się dopiero w momencie wspólnego bytowania. Współdzielenie celów i wszelkich trosk (radości też) związanych z ich osiąganiem to wyższa szkoła gotowania na gazie.

Odpowiedzialność za drugiego człowieka

Wchodząc w związek małżeński, przysięgając przed Bogiem, sytuacja mężczyzny się komplikuje. Nagle zaczyna czuć ciężar bycia odpowiedzialnym za wybrankę serca oraz to, co razem stworzą – rodzinę. Model, gdy to facet jest głową, nawet przy pełnej otwartości na partnerskie podejście do związku, my mężczyźni mamy zakodowany w DNA. Można nam wmawiać, że wszystkim powinniśmy się dzielić, wspólnie podejmować decyzje i brać na klatę wszelkie problemy razem. Wiem jednak doskonale, że to piękne teorie, które z rzeczywistością mocno się nieraz rozmijają.

Mimo wszystko, fakty są takie, że za rodzinę odpowiadają obydwie jednostki – kobieta i mężczyzna. Za decyzję o jej założeniu – odpowiedzialność jest rozłożona również jednakowo. Za sakramentalne „tak” – też. Za wychowywanie dziecka – także.

Akt życia z podziałem na role

Role w małżeństwie można sobie określić, bo wszystko jest kwestią partnerskiego podejścia do sprawy i w drodze dialogu – podziału obowiązków. Cały czas jednak z tyłu głowy należy mieć wałkowaną tu dziś odpowiedzialność. Jednym z najtrudniejszych wyborów jest zajście w ciążę. Nie można winić się nawzajem za brak decyzji, która musi zostać podjęta wspólnie, aby życie ruszyło naprzód. Nikt przy zdrowych zmysłach nie weźmie zobowiązania na siebie bez możliwości analizy za i przeciw. To wyraz wolnej woli, ale osadzonej w związku. Najgorszym, co może zrobić kobieta, gdy chce mieć dziecko, to przestać się zabezpieczać i oszukiwać swojego nieświadomego partnera. Co w sytuacji, gdy na świat przyjdzie istota chciana tylko przez jednego rodzica? Tragedia i psychiczne kuksańce do końca życia gotowe. Dla kogo? Dla dziecka.

Odwracając sytuację – mężczyzna chce, kobieta chciałaby, a boi się i w rezultacie nie chce. W zamian znajduje mnóstwo innych działań zagłuszających jej instynkt, czyli najczęściej rzuca się w wir pracy, pasji, rozwija się i robi tzw. karierę.

Odpowiedzialność nie ma płci

Znam taki kawał: dlaczego kobiety żyją dłużej? Bo nie mają żon. Oczywiście wszystkie babki, którym go rzucam przy rozmowach na tematy związane z podejściem do życia przez różne płcie, krzywią się i podkreślają, że to one mają trudniej. Zgadzam się. Pod pewnymi względami kobiety istotnie mają gorzej: co miesiąc jazda, a po zajściu przez 9 miesięcy jazda, po rozwiązaniu x miesięcy jazdy. W tym wszystkim jednak mężczyzna może jej pomóc przez samo bycie obok i wsparcie.

Jak kobieta może pomóc mężczyźnie? Przyjmuje się przecież, że facet nie ma problemów, bo jest twardy i z problemami radzi sobie jak lew na polowaniu. Tymczasem mężczyzna ma bardzo odpowiedzialne zadanie, wynikające już z samego poczucia, że jest odpowiedzialny za swoją partnerkę i owoce ich miłości. To zupełnie inny świat dla kobiety, która wymaga i oczekuje wsparcia, bo tak została stworzona. U mężczyzny jest jak po drugiej stronie lustra. Nie chce wsparcia, bo uwielbia sobie radzić, utwierdzając się w przekonaniu, że podołał misji i jest coś wart. Dlatego faceta tak łatwo zranić odbierając mu możliwość potwierdzenia bycia mężczyzną. Dlatego to właśnie kobieta potrafi ranić go najmocniej i najdotkliwiej.

Odpowiedzialność nie ma płci. Podejmowanie jej w związku jest najwyższą formą partnerstwa, opartą na bezgranicznym zaufaniu. Małżeństwo wymaga poświęceń, ale pozwala też na poczucie spełnienia, jeśli partnerzy bezwarunkowo zaakceptują słowa wypowiadane w przysiędze. Przestaje być wtedy ważne kto jaką ma rolę, czy obciążenia rodzinne, społeczne, zawodowe są równoważne. Ostatecznie istotne jest, czy żyją w zgodzie ze sobą przed i po wspólnej decyzji.

W skarpetkach robią się dziury, bo używa się ich codziennie, a przecież paznokcie obcina tylko raz na jakiś czas. Małżeństwa rozpadają się po tym, jak na świat przychodzi mały obywatel między innymi dlatego, że jego rodzice nie potrafią być odpowiedzialni wspólnie za konsekwencje swojej decyzji. Skarpetki można wymienić na nowe i częściej obcinać paznokcie u nóg. Natomiast tylko prawdziwe małżeństwo zostaje na całe życie, nawet jeśli wyobrażenia zderzyły się z rzeczywistością i trzeba ostro pracować, by wspólnie żyć oraz być dla siebie i swojego dziecka. Aby poczuć różnicę między skarpetką a małżeństwem, potrzeba właśnie odpowiedzialności.

photo credit: LeonArts.at via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Ach ten słodko-gorzki smak odpowiedzialności.

  • rozsądna

    Podjąłeś bardzo trudny temat – odpowiedzialności w związku. Ludzie ogólnie mają tendencję do zwalania odpowiedzialności za wszystko (a zwłaszcza za błędy) na innych. A teraz ten brak odpowiedzialności wręcz rozplenił się w społeczeństwie – większość młodych (i średnio młodych) ludzi chce się bawić, być singlami jak najdłużej, prześlizgiwać się przez życie, gonić za przyjemnościami.
    W grudniu świętowaliśmy 50-lecie ślubu moich teściów, a w przyszłym roku planowana jest taka uroczystość dla moich rodziców. I jedni i drudzy mieli troje dzieci, które „wyprowadzili na ludzi” – pozakładali rodziny, dali dziadkom wnuki i też wciąż są małżeństwami.
    Myślę, że duży wpływ miał na to przykład rodziców, bo pewne wzorce postępowania w małżeństwie, sposoby rozwiązywania kwestii spornych i wychodzenia z konfliktów wynosi się z domu

    • W związku dwojga ludzi nie ma łatwych tematów. Moi rodzice nie umieli rozwiązywać konfliktów, czy to oznacza, że i ja nie będę potrafił, bo nie wyniosłem tego z domu? Z tym stwierdzeniem się nie zgadzam, bo akurat tego można się nauczyć. Nie na zasadzie myków/metod itp., tylko zobaczenia innej perspektywy niż swoja i zrozumienia jej. To, co zostało nam dane w dzieciństwie ma na nas niebagatelny wpływ, ale nie oznacza, że musimy się z tym pogodzić. Ja nie miałem łatwo, nigdy nie pogodziłem się z tym, że „jestem uszkodzony do końca życia”, ale zaakceptowałem ciężar. Teraz żyję na własny rachunek, pamiętając o przeszłości, ale nie rozpamiętując jej przy każdym problemie. To też odpowiedzialność, za swoje życie, za swoje działania. Inaczej wszystkie błędy można wytłumaczyć, że „tak mnie wychowano”.

      • rozsądna

        Zaobserwowałam w swoim otoczeniu pewną prawidłowość – znajomi, których rodzice wciąż są małżeństwem lub byli razem do śmierci, sami też zwykle (chociaż oczywiście nie zawsze) utrzymują swoje małżeństwa. Natomiast ci, których rodzice się rozwiedli – w znacznej większości sami są już po rozwodzie lub w trakcie.
        Wyciągnęłam więc wniosek, że tym, którzy wychowywali się w pełnych rodzinach jest łatwiej utrzymać związki, bo w codziennym życiu obserwowali, jak działa normalny związek. Co nie znaczy, że pozostali nie mogą się tego nauczyć, to tylko znaczy, że zapewne jest im trudniej. I nie wszystkim się chce zdobyć na taki wysiłek, jak praca nad udanym związkiem. Bo to codzienna praca, nie ma gotowych wzorców, gdyż każdy człowiek jest inny, nie tylko indywidualnie, ale też w interakcjach z poszczególnymi osobami. Ten sam mężczyzna może stworzyć nieudany związek z jedną kobietą, a potem naprawdę szczęśliwy z inną, bo ich wzajemne interakcje będą idealnie współgrać.

        „Jestem przekonany, że najważniejszą decyzją, jaką podejmuje istota ludzka, jest wybór, z kim spędzi życie, może już do końca” – William Wharton „Opowieści rodzinne”