Nocne myśli

Nocne myśli

Jest noc. Bardzo chcę pisać, choć nie wiem jak. Zadaję sobie pytania egzystencjalne. O sensie życia też myślę. Ponoć.

Za dużo myślisz – tak mówi mi już któraś z rzędu osoba. Coś w tym jest, choć nie chciałbym, żeby było. Walczyłem z tym natręctwem, bezskutecznie. Nie da się wyłączyć myślenia, a w czasie, gdy niewiele się udaje, analizy przychodzą jakby same, nieproszone wdzierają się w zmęczoną gimnastyką głowę. Można oszaleć, co wydaje się całkiem normalne.

Tylko co to jest to całe szaleństwo? Co to jest ta cała normalność? Ani jedno, ani drugie nie istnieje.

Bywają momenty, że chcę krzyczeć. Tak jakby z niemocy. Chwilę później, gdy już ochłonę i rozglądnę się po moim świecie – zdaję sobie sprawę, że nikogo nie interesuje moja rozdarta gęba. Jestem tylko ja sam, z tym, co dała matka natura i co zabrał ojciec doświadczenie. Taka świadomość dodaje energii, gdy zdajesz sobie sprawę, że masz wpływ, bo mieć wpływ, to czuć sens. Samotność jednak nie jest moją mocną stroną. Ona jest dobra na czas refleksji, wyciszenia, zatrzymania się. Do wszelkich innych działań potrzeba ludzi, którzy są blisko, a paradoksalnie wydają się jak szklane figurki. Spoglądamy na nie, nie widząc co jest w środku, a złudzenia optyczne kłamią nam, że tak naprawdę to nic nie ma, pustka.

Tęsknimy za tym, czego nie ma. Pragniemy nieistniejącego. Szukamy daleko i głęboko, a to co wartościowe zazwyczaj jest tu, obok, przy nas.

Czy człowiek kiedyś zmądrzeje? To pytanie brzmi w moich uszach bardzo głośno za każdym razem, gdy w jakichś dziwacznych okolicznościach dążę do autodestrukcji. Nie robię tego specjalnie, ale łapię się i myślę, że to wariactwo. Chciałbym odrzucić świat, który zastałem. Życie w nim wydaje mi się małe, nijakie, a te rutyny, z których można się cieszyć, są czymś, co dodatkowo wkurza. Ciesz się z małych rzeczy. Cieszę się, gdy już nie ma nic innego do wyboru. I tylko wtedy.

W świecie jest tyle do odkrycia. Dziś czuję, jakbym znalazł już wszystko i zaczynał „dziadzieć” w niezgodzie na to jak jest. To nie jest oznaka słabości. Wrażliwości już bardziej. Tyle spraw można naprawić dzięki niej.

Był kiedyś taki film, w którym Mel Gibson słyszał myśli kobiet. Wyobraź sobie, że wychodzisz w świat i oglądając się wokół – słyszysz wszystkie kompleksy, traumy, smutki, skrzętnie ukrywane pod maskami uśmiechu i otwartości. Ja wiem, że nie może być idealnie, bo każdy człowiek ma wiele skaz (i niektórzy twierdzą nawet, że na tym polega jego piękno). I to jest moja największa skucha – nie potrafię się z tym pogodzić.

Chcę, żeby było idealnie, bo czemu nie? Skazuje mnie to na wieczne niezadowolenie, ale i motywuje do pracy, do działań nieszablonowych, do szukania w miejscach, w których niby wszystko zostało już odkryte. Łudzę się naiwnie, że z życia da się wycisnąć więcej. Nie wierzę, że ono musi być proste, by było ciekawe. Gdzieś jest granica, którą chętnie przekroczę, by poznać bardziej i upajać się tym poznaniem. Nie jest możliwe, by zrobić to jednym ostrym cięciem.

Zgrzyt. Ostrza przeżyć przypominają o miejscach blizn. Macam dalej w poszukiwaniu wolnej przestrzeni na kolejny „ciach”. Tak, jesteśmy frankensteinami, poskładanymi z wielu elementów, w które tchnięto życie. Niespójni, inni, lecz dopasowujący się, by nie czuć się za bardzo niestandardowymi.

Bo standard jest dobry. Cóż to za obraz, którego malarz nie pomyślał, że kiedyś go oprawi? Ramy są potrzebne, by powiesić dzieło na ścianie. Niech inni podziwiają. I tak dochodzimy do sedna. Wszystko ma swój koniec, a nawet jeśli nie CHCE dobić do mety, to MUSI. Proces twórczy jest jak kotlet schabowy przed rozbiciem. Po potraktowaniu go młotkiem rozejdzie się szeroko i zajmie całą patelnię. O jego smaku decyduje nie panierka, a spożywający.

Jesteśmy odbiorcami swoich żyć. Nieskończoną głupotą jest wieszać swoje dzieło do oceny w korytarzu metra, gdzie wszyscy się spieszą. Nie samym chlebem żyje człowiek, a robić to, co się podoba ogółowi bez dystansu przypomina poddanie się atmosferze igrzysk. Wszyscy klaszczą, klaszczę i ja. Wszyscy buczą, buczę i ja.

Nie wymagajmy od tłumu, by rozumiał. Zasiewajmy wątpliwość. To na początek wystarczy. A co będzie dalej – nie wiem. Będzie, a to jest najważniejsze.

Spójrz w sufit przed snem i pomyśl życzenie. Wyobraź sobie to, czego pragniesz. Później zamknij oczy i zrozum, że to, co będziesz robił, by osiągnąć ten cel zacznie wyglądać zupełnie inaczej, gdy zaczniesz.

A teraz śpij spokojnie. Jutro nadejdzie nowy dzień. Dobranoc.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • „Nie wierzę, że ono musi być proste, by było ciekawe. ” Dokładnie – musi być trudne, bo inaczej nic nie ma sensu. Po raz kolejny czytając Ciebie, poczułam się tak, jakbym sama to napisała. Nie potrafię inaczej tego skomentować. Normalnie jestem potokiem słów, a teraz nie muszę.

    • Dziękuję :) Wiem jak to jest i dlatego dobrze, że mamy blogosferę, w której spotykamy ludzi o podobnej wrażliwości.

      • Ania

        Nie tylko w blogosferze można ich spotkać. Oni są wszędzie, ale szukając odpowiedzi na pytania, na które nikt nie umie odpowiedzieć nie zauważamy ich w tłumie. Oni się nie wyróżniają są zwykli a tych zwykłych często się nie widzi bo nie przykuwaja uwagi. Ot cały problem. Idąc ulicą zwrocisz uwagę na klowna żąglujacego pileczkamu czy na osobę siedzącą za nim i delikatnie się usmiechajaca? Większość na klowna…
        Wrażliwość jest wszędzie trzeba tylko ja dostrzec.