Niezamknięte rozdziały a życie

Niezamknięte rozdziały a życie

Już za moment, już za chwi­lę roz­pocz­nę kolej­ny nowy roz­dział swo­je­go życia. Zawsze wte­dy przy­cho­dzi na myśl zro­bie­nie rema­nen­tu, a wte­dy oka­zu­je się jak wie­le roz­dzia­łów jest aktu­al­nych i żywych, choć niby zosta­ły już zamknię­te.

Mie­li­ście takich zna­jo­mych, z któ­ry­mi spo­tka­nie nagle na uli­cy przy­wo­łu­je wspo­mnie­nia, kie­dy byli­ście jesz­cze przy­ja­ciół­mi? A może jakieś zda­rze­nia, zapa­chy, obraz­ki powo­du­ją to samo? Powro­ty do nie­za­mknię­tych roz­dzia­łów.

Zasta­na­wia­łem się, czy trak­to­wać ludzi jak roz­dzia­ły w naszym życiu i wyszło mi, że moż­na, mimo wszyst­ko. To nie jest przed­mio­to­we trak­to­wa­nie, wszyst­ko pły­nie, więc i zna­jo­mo­ści mogą albo zostać, albo popły­nąć. A przy­jaź­nie? Tu jest jesz­cze cie­ka­wiej, bo ponoć może­my mieć w życiu mak­sy­mal­nie kil­ku przy­ja­ciół, bo prze­cież przy­ja­ciel prze­sta­je być przy­ja­cie­lem w momen­cie, gdy coś zawa­li na całej linii. Może­my mieć róż­ny sto­su­nek do przy­jaź­ni, ale gdy wkra­da się poczu­cie stra­ty, gdy czu­je­my, że pewien roz­dział się zamy­ka, powsta­je dziu­ra, któ­rą trud­no zasy­pać.

Rozdziały, które wciągają nas bardziej

Są takie momen­ty w życiu, gdy zmie­niasz part­ne­ra albo pra­cę albo mia­sto, w któ­rym do tej pory żyłeś. Te roz­dzia­ły, jeśli nie­za­mknię­te dają o sobie naj­bar­dziej znać, bo poja­wia­ją się pod­su­mo­wa­nia, mimo­wol­nie. Przed każ­dym nowym eta­pem nagle odwra­ca­my gło­wę, żeby spoj­rzeć na to, z cze­go rezy­gnu­je­my. Wte­dy jest cięż­ko, trud­ny to czas, bo mimo wszyst­ko nie­ła­two jest zosta­wić za sobą ścież­kę, któ­rą się do tej pory kro­czy­ło, nie­ła­two też zro­bić krok naprzód w nie­zna­ne, dla­te­go poja­wia­ją się roz­ter­ki, nie­raz sku­tecz­nie odbie­ra­ją­ce ener­gię do dzia­ła­nia. Bez dzia­ła­nia wia­do­mo, że nie ruszy się do przo­du, a wra­cać się... chy­ba nikt nie lubi cofa­nia bez więk­szej przy­czy­ny. Tyl­ko co z tymi nie­za­mknię­ty­mi roz­dzia­ła­mi? Ano nic. Trze­ba je zosta­wić albo zamknąć, ale na pew­no wypa­da doj­rzeć do zmia­ny.

Dojrzała zmiana w życiu

Z każ­dą zmia­ną ści­śle zwią­za­na jest doj­rza­łość. Nie­waż­ne jak poważ­na, trze­ba ją podej­mo­wać w zgo­dzie ze sobą, bo sprzecz­ność, choć nie­jed­no ma imię, nie jest dobrym dorad­cą. Wie­le razy zda­rza­ło mi się podej­mo­wać decy­zje w sprzecz­no­ści ze mną, z moimi war­to­ścia­mi i męczy­łem się póź­niej z kon­se­kwen­cja­mi takich poczy­nań. Nic się wte­dy nie klei, nie da się brnąć w tę bla­gę, bo oszu­ki­wa­nie same­go sie­bie to gene­ro­wa­nie wąt­ków czy roz­dzia­łów, któ­rych nigdy się nie zamknie. Czy war­to? Na błę­dach zawsze war­to się uczyć, byle przy­swo­ić doświad­cze­nie, by znów nie wdep­ty­wać w łaj­no powtó­rzeń, bo jak mówi powie­dze­nie - za pierw­szym razem, to doświad­cze­nie, za dru­gim razem - głu­po­ta.

Jestem uczulony na (swoją) głupotę

Dziś zosta­łem zapy­ta­ny "na co jest Pan uczu­lo­ny?" i odpo­wie­dzia­łem "na głu­po­tę". Rze­czy­wi­ście tak jest, że jak sam popeł­niam błę­dy, to jestem uczu­lo­ny na sie­bie, bo jak wia­do­mo - od sie­bie wyma­ga się naj­wię­cej. Nie­mniej wiem, że łata­nie czy kom­bi­no­wa­nie przy nie­za­mknię­tych roz­dzia­łach nie jest niczym dobrym i nic nie wno­si. Jest bar­dziej tapla­niem się w błot­ku prze­szło­ści i wyrzą­dza­niem sobie krzyw­dy w posta­ci prze­ży­wa­nia tego, co było, jesz­cze raz. Po co? W imię cze­go? Co Ci to da? Takie pyta­nia nasu­wa­ją mi się, gdy tra­fiam na wąt­ki, któ­re kie­dyś porzu­ci­łem, a któ­re odzy­wa­ją się ze zdwo­jo­ną siłą. Wycho­dzi mi zrów­no­wa­żo­na kon­klu­zja, że nale­ży takie nie­za­mknię­te roz­dzia­ły wyci­szać, bo świat nie stoi w miej­scu i otwie­ra przed nami nowe moż­li­wo­ści. Trze­ba tyl­ko opa­no­wać strach o to, że tam, ten krok dalej jest lepiej i cie­ka­wiej. Jestem przed dużą zmia­ną, dla­te­go o tym inten­syw­nie myślę. Zamy­kam więc roz­dzia­ły na tyle, na ile są do zamknię­cia i ruszam naprzód. W koń­cu, jeśli w duszy gra zdo­byw­ca, trze­ba zary­zy­ko­wać, bo kto nie ryzy­ku­je, ten... i tak dalej.

Życz­cie mi powo­dze­nia, a co to za zmia­na, pew­nie powiem już nie­dłu­go, gdy sta­nie się fak­tem :) Życie jest przy­go­dą, jak w książ­kach Karo­la Maya, więc hej, hej, Przy­go­do!