Niewdzięczność nasza powszednia

Niewdzięczność nasza powszednia

Wdzięczność. Wspaniała to rzecz umieć ją wyrazić, zwłaszcza, że zawsze mamy być za co wdzięczni. Wzeszło dziś słońce, był dobry dzień, spotkaliśmy mnóstwo życzliwych osób albo ktoś wyrządził nam krzywdę. Dziękować powinniśmy za wszystkie dary losu.

Nie owijam w bawełnę

Nie jestem facetem, który komplementuje, gdy ktoś na to nie zasługuje. Nie wylewam miłości na serca osób, dzięki którym mogę coś „ugrać”. Brzydziłbym się sobą. Fakt, że musiałem nauczyć się iść na kompromisy, choć nigdy nie robiłem tego w niezgodzie z własnym ja. Nie owijam w bawełnę, gdy w coś trzeba przypieprzyć, komuś przyłożyć argumentem, zmiażdżyć wiedzą czy doświadczeniem. Trzeba, bo czuję taką misję, że należy dzielić się tym, co mam i nie szczędzić światu i ludziom.

Umiem też poprosić, podziękować, przeprosić. Zdarza mi się pogłaskać i powiedzieć dobre, miłe słowo w najmniej oczekiwanym momencie. Takim, w którym wiem, że będzie potrzebne i szczere. Dlatego wdzięczność traktuję jako wspaniały element bycia człowiekiem dla ludzi.

Wokół sami lunatycy

Wdzięczność to szczególny rodzaj uprzejmości. Czy lubimy być komuś za coś wdzięczni? Skądże znowu! Uwielbiamy być zobowiązani jedynie sobie i karmić wewnętrznego zwierzaka – ego. Nie da się jednak budować własnego ja bez zdrowego poczucia własnej wartości. Dlaczego zatem tak nie lubimy być za cokolwiek wdzięczni? Bo to nas osłabia i czyni w jakimś sensie zależnymi. Wdzięczność kojarzy się z zobowiązaniem wobec drugiego człowieka, a my nie lubimy tego rodzaju związków.

Dziś chcę znów kląć i napisać, że brak wdzięczności wkurwia mnie niemiłosiernie! Niszczy relacje międzyludzkie, tworzy gęstą i trudną atmosferę, a także od początku swojego występowania – wyklucza zaufanie. Nie wiem, kiedy ludzie zrozumieją, że do obcowania ze sobą potrzeba zależności. Od dziecka oczekujemy pochwał, które potwierdzają nasz wkład i poświęcenie. W życiu zawodowym potrzebujemy wyzwań, by móc sobie z nimi radzić, okopując się na stanowisku z etykietką „jestem dobry w tym, co robię”. Czy zatem współpracownicy są wdzięczni za to, że dzięki pracy w zespole osiągamy sukces? Często niestety nie. Czuję się wtedy, jakby wokół mnie byli sami lunatycy, co rusz potykający się o siebie głusi, ale prący bezwzględnie do przodu z opaską na oczach.

Wdzięczność na długim dystansie

Najtrudniej okazywać wdzięczność na długich dystansach. Im dłużej pracujesz, współdziałasz i przez to coraz lepiej znasz swoje środowisko, tym trudniej Ci zrozumieć, że potrzeby współtowarzyszy broni są ciągle żywe. Niezwykle cennym jest umieć powiedzieć przepraszam, choć kajało się już milion razy, zamiast używać trybu rozkazującego – zwyczajnie poprosić. Najbardziej skomplikowane jest jednak dziękowanie, bo to niemal przyznanie orderu za dobrze wykonaną pracę. Nie wolno! Bo może przypadkiem taki doceniony współpracownik pomyśleć sobie za dużo i w dupie mu się poprzewraca. Taką mamy przykrą mentalność.

Niewdzięczność nasza powszednia jest jak komórka rakowa polskiej siermiężnej produkcji. Nikt jeszcze nie wynalazł na nią leku, a pojawia się znikąd i potrafi mieć przerzuty na pozostałych członków społeczności, czy to rodzinnej, czy pracowniczej, nawet kumpelskiej. Terapia rzyganiem tęczą nie jest rozwiązaniem, bo stanowi pochodną nieszczerości, czyli przeskok z deszczu pod rynnę. Gdyby jednak więcej osób chciało okazywać zwykłe uczucie wdzięczności względem osobników, na których im zależy, którzy są dla nich ważni i którym po prostu wypada podziękować, nasze małe światy obfitowałyby w prawdziwie szczęśliwych ludzi, chętnych do współpracy i wzajemności. Nie potrzeba na to kasy, tytułów, pozycji społecznych. Lekami na polskiego raka niewdzięczności są człowieczeństwo i dojrzałość społeczna.

Czy to takie trudne?

photo credit: Jiuck via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • rozsądna

    „Wszel­kie nieza­dowo­lenie z te­go, cze­go nam brak, płynie z bra­ku wdzięczności za to, co posiadamy.” (Daniel Defoe)

    Jeśli robię coś dobrego dla kogoś, to robię to z potrzeby swojego serca, więc nie oczekuję od nikogo wdzięczności. A skoro nie oczekuję, to nie czuję się zraniona, jeśli jej dowody się nie pojawiają :)

    „Ocze­kiwać oz­nak wdzięczności, to tra­cić przy­jaciół i stwarzać przy­jem­ność wrogom.” (Czesław Banach)

    „Niew­dzięczność jest gor­sza niż kradzież” (J.W. Goethe)

    I nawet nie dlatego, że ranimy naszego dobroczyńcę, ale dlatego, że sami nie spotkamy się z odzewem na nasze akty dobroci, gdyż wszechświat działa na zasadzie akcja-reakcja czyli co wysyłamy w świat, to do nas wraca, w dodatku pomnożone. Niewdzięczność też.

    „Wdzięczność i pszenica rosną tylko na dobrych glebach” (F. de la Rochefoucauld)

    • rozsądna, przywołuję Cię do porządku! Ileż tych cytatów będziesz tu sypać. Wolę czytać to, co masz do powiedzenia, od siebie, więc nie fisiuj :D

      • rozsądna

        Ale aforyzmy to kwintesencja mądrości – zastępują tysiąc słów, więc nie sposób się nimi nie podeprzeć zamiast tworzyć epistoły :)

        • Nie przeszkadza mi to do momentu, gdy cytaty stają się 80% Twojej wypowiedzi.

          • rozsądna

            OK, ok już nie marudź, zrozumiałam :) I postaram się dostosować, żebyś mnie stąd nie wyrzucił ze złości :D

          • Marudzą marudy, a ja tu od Ciebie oczekuję czegoś więcej, bądź rozsądna :D

  • Niestety to jest trudno.
    Zdumiewające jest dla mnie to, że jesteśmy zaskoczeni i rozczuleni tym, że ktoś tą wdziecznośc potrafi ukazać i gloryfikujemy to bo jest czymś nadzwyczajnym. A powinno być normą.
    Z drugiej strony będąc osobą ktora nie szczęści wdzięczności, przyznam, że przykrym jest zderzyć się z jej brakiem od innych. Czy to już łechtanie swojego ego?

    • Wdzięczność za wdzięczność – to chyba tak nie działa. Wydaje mi się, że warto czasem dać niewdzięcznikowi do zrozumienia, za co wdzięczny być powinien. Może nie wiedzieć, że robi coś nie tak (śmiesznie to brzmi, ale to częste). Takie zabiegi świetnie działają na wyobraźnię i czasem otwierają ludziom oczy.

      • Nie, nie chodziło mi o wdzięczność za wdzięczność. Bo to wtedy interesownośc jest i robienie biznesów.
        Bardziej
        o to, że reprezentujesz sobą jakąś postawę wobec generalanie każdego bo
        tak masz a w odpowiedzi dostajesz po twarzoczaszce bo nikt już nie
        mysli o Tobie. I to jest trochę przykre i smutne w sumie bo masz
        poczucie bycia ukaranym za nic. To o tą stronę mi bardziej chodzi.
        I o tą gdy wdzięcznośc jest wybiórcza.
        Na
        przykład przy projekcie pracuje pięc osob bardzo intensywnie. A ktoś
        kłania się tylko jednej. Mimo, że zaangazowanie każdej pozostałej było
        takie samo.

        • To wskazuje naturalnego lidera tej grupy, który przez świat zewnętrzny jest właśnie tak postrzegany. Żeby nie wiem jak bardzo był równy wobec reszty – będzie zbierał naręcza podziękowań. Oczywiście, jeśli nie jest to podział formalny, przed taką osobą stoi zadanie – albo dzielić się tą wdzięcznością, albo zrobić formalny podział i być odpowiedzialnym za wewnętrzne potrzeby grupy i… dzielić się tą wdzięcznością :)