Niech naczynia umyją się same

Niech naczynia umyją się same

Nad­szedł ten czas, że zna­my się już dłu­żej jak mie­siąc. Ład­nie tu u mnie, praw­da? Szko­da, że w rze­czy­wi­sto­ści moje biur­ko zbyt upo­rząd­ko­wa­ne nie jest, a naczy­nia... No wła­śnie, nie­na­wi­dzę myć.

Chwila prawdy

Wró­ci­łem wczo­raj z pra­cy póź­nym wie­czo­rem. Czas upły­nął bar­dzo efek­tyw­nie - zała­twi­łem wie­le spraw, roz­ma­wia­łem z wie­lo­ma ludź­mi, prze­grze­ba­łem ster­tę papie­rów. Poczu­łem wresz­cie, że znów ruszy­łem z kopy­ta i łatwiej mi się pcha wózek z napi­sem TODO do przo­du.

Sia­dłem do blo­ga, by napi­sać ten tekst. I... pust­ka. Cisza. Nie byłem na sie­bie jakoś zły i nie czu­łem, że nie mam nic do powie­dze­nia. Zwy­czaj­ny brak pomy­słu o czym by tu. Zda­łem sobie wte­dy spra­wę, że calut­ki dzień poświę­ci­łem tyl­ko pra­cy. Nicze­mu wię­cej, a jeśli już, to w takim stop­niu, że nawet o tym nie pamię­tam (czy­li były to z pew­no­ścią pier­do­ły). Żeby się lepiej poczuć jąłem prze­glą­dać łap­czy­wie blo­gi i rzu­ci­łem tro­chę papu moje­mu wewnętrz­ne­mu fomia­ko­wi.

Wte­dy tra­fi­łem na not­kę o pro­kra­sty­na­cji.

Cierpię na prokrastynację

Nie ma co się okła­my­wać - wszyst­ko, co w tej not­ce prze­czy­ta­łem mnie prze­ra­zi­ło. Przy­po­mnia­ło mi się ile razy zosta­wia­łem świa­do­mie waż­ne spra­wy na ostat­nią chwi­lę. Śmie­ję się czę­sto, że będę kie­dyś spe­cja­li­stą od kry­zy­sów. Jak już coś będzie tak spie­przo­ne, że nic tyl­ko ręce zała­mać - zadzwoń po Musz­kie­te­ra. On na pew­no coś wymy­śli, sta­nie na rzę­sach i w efek­cie będzie dobrze. Cen­na cecha, ale powo­du­ją­ca masę stre­su i poważ­nie uza­leż­nia­ją­ca od adre­na­li­ny, któ­rą zaja­dam się, gdy wyko­nu­ję rze­czy nie­moż­li­we (nad cuda­mi jesz­cze pra­cu­ję, ale to już wyż­szy level).

Moż­na mieć dystans do sie­bie, tłu­ma­czyć sobie, że nic złe­go nie robisz i gła­skać po głów­ce wewnętrz­ne dziec­ko. Ale to nie dzia­ła na dłuż­szą metę. Wie­le spraw w swo­im życiu spa­pra­łem przez tę moją pro­kra­sty­na­cję. Bo jutro prze­cież na pew­no sobie dam z tym radę. Poju­trze to już w ogó­le, tyle cza­su! A jak nie zdą­żę, to week­end, bo wte­dy jest sobo­ta i nie­dzie­la, no bez jaj - wyro­bię...

Tak wła­śnie nakrę­ca się u mnie ta obłęd­na spi­ra­la, bo dni zamie­nia­ją się w tygo­dnie, tygo­dnie w mie­sią­ce, a mie­sią­ce w lata.

Co robić, jak żyć?

Myślę, że każ­dy z nas ma pro­blem z odkła­da­niem na póź­niej. Jed­ni sobie z nim radzą, wyra­bia­ją nawy­ki i w pew­nym momen­cie dzia­ła­ją z auto­ma­tu, a dru­dzy (jak ja) - odkła­da­ją na "jutro" i przy­zwy­cza­ja­ją się do dzia­ła­nia tyl­ko wte­dy, gdy nóż na gar­dle prze­tnie pierw­szą war­stwę skó­ry. Nie potra­fię sobie z tym pora­dzić - taka jest naj­szczer­sza praw­da. Zauwa­żam jed­nak, że gdy pró­bu­ję się upo­rząd­ko­wać, od razu tra­cę nadzie­ję na suk­ces, bo... tyy­y­y­y­le się tego nazbie­ra­ło. Nor­mal­nie tyy­y­y­le tych brud­nych naczyń. Pró­bu­ję je myć, szo­ro­wać, glan­co­wać, pico­wać, a koń­ca nie widać. Robal demo­ty­wa­cji zja­da wte­dy moje ostat­nie chę­ci, by coś zmie­nić, spra­wa zosta­je zamie­cio­na pod dywan i pró­bu­ję żyć dalej, czy­li zmie­nić temat oraz śro­do­wi­sko.

A może by tak...

...zała­twić zmy­war­kę do naczyń? Marzy mi się nie od wczo­raj. Pięk­na, nie­rdzew­na i przede wszyst­kim sku­tecz­na. Zda­ję sobie spra­wę, że moich nie­któ­rych garów już nawet w niej nie umy­ję, ale przy­naj­mniej je odświe­żę.

I tu zwra­cam się do Was :) Na pew­no Wy też wal­czy­li­ście z "nie chce mi się, zro­bię to jutro". Jak sobie radzi­cie w takich sytu­acjach? Któ­re z metod prze­ciw­dzia­ła­nia się spraw­dzi­ły? Od cze­go zaczę­li­ście? Podziel­cie się doświad­cze­nia­mi w komen­ta­rzach i pomóż­cie mi umyć te cho­ler­ne naczy­nia.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter