Niebo jest limitem

Niebo jest limitem

Ludźmi rządzą szablony, z którymi nie walczą, ponieważ wygodniej jest pójść po linii najmniejszego oporu, ze strachu przed brakiem akceptacji. Czy warto tak żyć?

Wydaje się, że nasze życia posiadają jakiś standard. Rodzimy się w jakichś rodzinach, idziemy do jakichś szkół, później do jakichś prac, zarabiamy jakieś pieniądze, bierzemy jakieś śluby, płodzimy i wychowujemy jakieś dzieci. Wszystko jest jakieś i choć mamy możliwość nadać temu kształt, nie wierzymy w to, że od nas zależy nasz „szablon”.

Często słyszę „żyj nieszablonowo! bądź kreatywny! miej pasje!”. I szczerze – takie puste slogany kompletnie nic mi nie dają. Mam nawet wrażenie, że bardziej wbijają w frustrację, bo jak mam pozbyć się szablonu, gdy opatulę się w pieluchy, będę miał kredyt na głowie i każdy kolejny dzień będzie kojarzył mi się z gonitwą za groszem. Dodatkowo decydując się na klasykę życiową – wypada, abym wszystko robił podporządkowując się społecznym normom, przyjętym w środowisku, w którym przebywam.

Brzmi jak dramat? A przecież można inaczej.

Jej Mość Nieszablonowość

Żyć nieszablonowo to znaczy nie bać się być nieakceptowanym, nieraz samotnym, ale szczęśliwym w swoim małym gronie, które Cię kocha, lubi i szanuje. Między innymi za to właśnie, że nie jesteś kalką, nie jesteś szablonem, który działa zgodnie z przewidywaniami oraz wytyczoną wcześniej ścieżką.

Żyć nieszablonowo to żyć bez nudy, bez rutyny, a z każdego dnia robić cud. Brzmi jak oczywistość, czyli jak cytat z Damiano Muszkieteiro, ale to prawda. Nie da się być nieszablonowym na siłę, bo trzeba mieć tę iskrę bożą, ten błysk w oku, ten dziki pomysł. One razem wzięte pojawiają się tylko wtedy, gdy damy im szansę. To jak bycie swoim wewnętrznym rodzicem, który mimo strachu, puszcza dziecko na imprezę, bo ufa, że nic złego mu się nie stanie i wierzy w jego rozsądek. To nie jest naiwność – to jest budowanie zaufania do siebie.

Nieszablonowość ma swoje zasady, bo bez ograniczeń nie ma prawdziwej wolności w tworzeniu, mówieniu, działaniu i ostatecznie w życiu. Wśród reguł gry, którą tworzymy jest jedna, niedyskusyjna: zasada konsekwencji. Łatwo mówić „żyj nieszablonowo”, ale wtedy brzmi to jak pusty frazes, którymi zalane są niektóre poradniki. Brak w nich dopowiedzenia, bo dużo lepiej brzmiałoby „żyj nieszablonowo, ale miej świadomość Twojej odpowiedzialności za to, jak żyjesz”. Bo nieszablonowość kojarzy nam się z brakiem ograniczeń, a tymczasem ona nakłada na nas mnóstwo zobowiązań. W działaniach niestandardowych czyha wiele pułapek, jak choćby podstępna pycha i wynikający z niej brak szacunku do ludzi prostych, z mniejszymi ambicjami i możliwościami.

Niebo jest limitem

Możesz latami zdobywać swoje nieszablonowe szczyty, a ludzie, których spotkasz będą widzieć tylko TO, CO OSIĄGNĄŁEŚ. Ty jednak powinieneś pamiętać i pokazywać JAK TO OSIĄGNĄŁEŚ oraz ile pracy Cię to kosztowało. Najlepiej o tym opowiedz, podziel się, bo to też będzie nieszablonowe. Przyznaj, ile razy się męczyłeś, aby wykrzesać z siebie kreatywność, ile razy miałeś problem, aby pójść dalej, ile kłód wrzucono Ci pod nogi. Opowiedz o pocie, krwi, łzach, bo one stanowią trzon i prawdziwą wartość Twojej przygody w drodze na wyżyny. Właśnie dzięki nim dowiedziałeś się jakie masz ograniczenia i dlaczego podjąłeś swoje decyzje.

To prawdziwa odwaga, do której ludzie nieszablonowi są przyzwyczajeni. Ci bardziej standardowo myślący, w tych samych opowieściach usłyszą raczej strach i ryzyko. Nie można ich za to winić, bo mogą być naprawdę dobrymi ludźmi, przy jednoczesnym „życiu na komforcie”, ale gołym okiem widać ich standardowość. Ich światy są po prostu mniejsze i to wcale nie jest nic złego, choć akurat mnie nie odpowiada.

Niebo jest limitem, mówią niektórzy. Dla mnie to znaczenie nie ogranicza się tylko do niebieskiego tła nad naszymi głowami. Jestem katolikiem i rzeczywiście uważam, że w moich dzikich jazdach, to Niebo powinno być limitem. Ty możesz mieć swoje Niebo, bo każdy ma do niego prawo. Również Ty, podobnie jak ja, możesz codziennie zadawać sobie pytanie, czy to co robisz jest tym, co chcesz i powinieneś robić oraz czy to jest dobre dla Ciebie i innych. Następnie czy chcesz trwać w tym, w czym trwasz określając w ten sposób swoją strefą komfortu? Nie zachęcam do wychodzenia z niej, bo wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, ale na ten przykład ja mam wielki głód świata, ludzi, wydarzeń, miast, wspólnych działań. Do tego nie nadają się ciepłe kapciuszki w jakimś M3 na kredycie i codzienny jogging przed pracą od 7 do 14.

Wybrałem brak szablonu, bo takie działanie to gigantyczny rozwój i choć mam standardy, które chcę spełnić, to ich warunek jest jeden – muszą być moje i takie, w których sobą, moją pracą i życiem przydam się innym.

A Ty? Jesteś nieszablonowy czy wolisz standard?

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+2Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Tragedią wielu ludzi jest to, że nawet nie wiedzą, że żyją według szablonu. Wydaje im się (i to jest słowo – klucz), że przecież postępują według własnych reguł, że sami o wszystkim decydują, np. oczywiście chcą mieć dzieci i rodzinę, oczywiście chcą mieć pracę na etacie, bo to i bezpieczne i nobilitujące (bo nie każdy ma). Przez długi czas nie zauważają tego przymusu, który im wpojono i który decyduje o ich życiowych wyborach. Myślą kategoriami ‚bo należy’, ‚bo powinnam’, ‚bo wypada’. A zapominają (albo nie umieją) o najważniejszej – ‚bo chcę’.

    • Sęk w tym, czy mają świadomość, że by to zmienić, decyzja leży po ich stronie :) Życie bez wizji każde światu decydować o naszych działaniach, a z tego nigdy nie wychodzi nic dobrego dla nas samych.

      • W rzeczy samej :) Decyzja nigdy, wbrew pozorom, nie jest narzucona. Zawsze ma sie wybor tylko nie kazdy o tym wie.

  • głupie serce

    Kuszące odgrywanie roli w byciu „nie szablonowym”. Jakimś.
    Nie przypisanym do żadnego schematu, żadnego standardu, takie zupełnie po
    swojemu. I tu się zaczyna. A no bo jakieś potencjalne społeczeństwo w którym się
    obracamy. Z jakimiś oczekiwaniami. Z jakimiś stereotypami w które chcą cię
    wpasować. Bo oni tak uważają. Bo oni tak sądzą. Możesz zaprzeczyć i dostać
    wiadro wody na łeb ( co czynię ), możesz przemilczeć lub udawać, że nie
    słyszysz. A jak już dostaniesz to wiadro, to tuż po nim pinezkę w plecach. I
    kartkę. Z łatką. Bo inność jest niepożądana. Bo ludzie tacy są. Bo chcą wmówić,
    że ich sposób życia jest lepszy, niż twój. Bo czas na dzieci jest teraz i teraz,
    na małżeństwo teraz i teraz, na taki światopogląd teraz i teraz. Korporacja
    ogranicza. Bo chcesz być „jakiś” ale nie. Bo wmówią Ci, że na jakość twojej
    pracy wpływa to czy rękaw od koszuli masz podwinięty ¾ czy opuszczony. Czy
    spódnica sięga aby na pewno do kolana a Ty dupą nie świecisz. Jak by co
    najmniej się świeciło. Że rudy kolor włosów, też oczywiście, a jakże wpłynie na
    jakość twojej pracy. Jak również pomarańczowy lakier na paznokciach, of kors.
    No i niby by się chciało. Ale jak ma się chcieć jak na każdym kroku wali się w
    łeb o czerwoną tabliczkę z napisem STOP. Złoty środek? To poproszę ;-)

    • Wydaje mi się, że nie ma w tej kwestii złotego środka. Jeśli akceptujesz sytuację, gdy Twoja inność jest „grzechem”, to jesteś na dobrej drodze do frustracji, nienawidzenia świata, ludzi i siebie.

      W mieniu racji najlepsze jest to, że nikt jej nie ma, albo mają wszyscy. Kwestia tego, kim jesteś dla siebie i całej reszty świata zależy od Ciebie, bo to od tego, co komunikujesz sobą i w sposób bezpośredni jest podstawą do ocen dla odbiorców tej komunikacji.

      Zniewolenie przez „szablon” jest więzieniem, w którym drzwi są otwarte. Od Ciebie zawsze zależy, czy wyjdziesz przez nie, czy raczej będziesz próbować przegryźć kraty, dziwiąc się, że połamałaś sobie zęby.

      Lepiej wybierać wolność i robić wszystko po to, by żyć dla siebie i swojej rodziny, a nie dla innych i ich oczekiwań.

  • Gdy myślę o życiowych szablonach, a zwłaszcza o ich braku, od razu przychodzi mi do głowy biała, czysta kartka papieru. Trzeba mieć naprawdę dużą odwagę, żeby tak patrzeć na swoje życie. Bo wszystko, co namalujesz lub napiszesz na tej swojej kartce, zależy od początku do końca od ciebie. Nie masz gotowych rubryczek do wypełnienia, ani wskazówek drobnym drukiem. To jest cudowne ale i przerażające. Ta całkowita odpowiedzialność za własne życie i ogrom możliwości.
    I muszę przyznać, że ja się czasem boje tej właśnie „nieszablonowości” :) Zdarza się, że chciałabym po prostu spokojnie wypełniać sobie rubryczki jak większość ludzi wokół. Zdarza się, że niepokoi mnie ten pusty, niezapisany obszar, z którym nie wiem co zrobić. Czasem też obawiam się, ze nikt nie zrozumie tego, co chcę namalować, bo jest to tak inne niż wszystko wokół, abstrakcja jakaś ;)
    Ale to są tylko momenty zwątpienia. Nigdy nie zamieniłabym mojej czystej kartki na najpiękniejszy nawet szablon :)

    Bardzo, bardzo cenna jest ta Twoja myśl o pokazywaniu innym ludziom, jak osiągnąć nieszablonowość. Zabieram sobie :)

    • Małgosiu (się chyba nauczyłem!), dziękuję za wspaniałe porównanie do czystej kartki i Twoje myśli. Bardzo dobrze mi się z Toba thinkstajluje, bo czuję podobnie wielką odpowiedzialność za te dary i talenty, którymi dysponuję. Odpowiedzialność jednak nie może blokować, aby z nich korzystać i ryzykować konsekwencje: niezrozumienie, przegraną, krytykę, dyskomfort. Nie widzę i nie znam innego sposobu, by doświadczać, jak działanie – zarówno przemyślane, jak i spontaniczne. Czasem coś tak mocno się przecież czuje, że nie wyrzucenie tego z siebie grozi wybuchem! :)

      Jeśli się wahasz, to polecam Ci sposób, który swojego czasu wyczytałem u Joasi Malinowskiej-Parzydło. Przesiej to, co robisz przez sito prawdy, pożyteczności i dobra. Wtedy nie będziesz mieć już żadnych wątpliwości. Sprawdzone (i sprawdzane nieustannie) na sobie :)

      Dziękuję za Twój komentarz.

  • Nie lubię standardu, chociaż są ludzie, którzy usilnie próbują mnie w niego wtłoczyć. Te wszystkie: „powinnaś…”, „dlaczego nie robisz…”, słyszane od tych, którzy nie wiedzą, że można inaczej. Często od rodziców. Do furii mnie to doprowadza. Moi rodzice mają tak również z moim bratem. Chłopak sam się kształci, dzięki ciężkiej pracy został naprawdę zdolnym grafikiem komputerowym, robi świetne rzeczy, do których dochodził krok po kroku, pracuje dla naprawdę poważnego i dużego portalu. Pracuje w domu, zarabia całkiem ładne hajsy, a rodzice: „znajdź sobie jakąś normalną pracę”. No szlag by to, czy normalna to taka, w której się o siódmej pięćdziesiąt pięć przybija pieczątkę na zakładzie?

    • Nasi rodzice żyli w innych czasach jak byli młodzi i moim zdaniem trzeba starać się zrozumieć ich sposób postrzegania świata. Oni po prostu nie znają innego standardu i trudno od nich tego wymagać, a takie teksty są raczej wyrazem troski o przyszłość.

      Czy warto im to tłumaczyć? Czasem tak, czasem nie, ale na pewno warto uczyć ich akceptacji, oswajania się z tym, że mamy inaczej niż oni. Budowanie pomostu wymiany doświadczeń między pokoleniami to klucz do lepszego jutra. Brzmi jak banał, ale zdecydowanie od jakości dialogu zależy to, czy młodzi i starsi będą ze sobą tylko monologować bez szacunku. Jakość rozumiem w tym przypadku jako umiejętność opowiedzenia sobie o swoich światach w sposób pojmowalny dla obu stron.

  • Skojarzyłam z cytat z „Twierdzy” Exupery:
    „Liczy się droga, a nie cel, który jest złudzeniem podróżnika”.
    Kocham tę drogę, kocham to szaleństwo, które wybieram codziennie rano, gdy ciało chce rutyny i ciasnych kapci, a dusza się wyrywa i wciąż wymyśla nowe, obala to, co skostniałe, z przyzwyczajenia i schemat „trzeba jak wszyscy”.
    Kocham ten stan, mimo że czasem niewygodny. Uwielbiam ludzi, z którymi można pogadać, ot tak, którzy nie brną za swoim jedynie słusznym zdaniem, nie pojmując „innego”. Uwielbiam ten moment zaskoczenia, gdy jakiś zdejmuje mi klapki z oczu i mówi „pomyśl odwrotnie”. Można wtedy żyć w pozornie trudnych realiach, z prawdziwą łatwością.