Nie taki święty Mikołaj, bo Nowak

Nie taki święty Mikołaj, bo Nowak

Im dalej w las, tym wię­cej drzew. Wcho­dzę coraz głę­biej w net i spo­ty­kam na swo­jej dro­dze cie­ka­we posta­cie. Choć zna­ne, to mało dają­ce się poznać. Dziś na blo­gu poja­wia się nowa kate­go­ria zna­ni nie­zna­ni, nazna­czo­na cele­bryc­kim różem.

Kilka słów o znanych nieznanych

Oglą­da­my naszych ido­li w tele­wi­zji, słu­cha­my w radio, czy­ta­my ich książ­ki, blo­gi i wpi­sy na fej­sie. Wszyst­ko zatem w porząd­ku, mamy jakiś obraz tych ludzi. Rzad­ko jed­nak zda­rza się, że zauwa­ża­my u nich zacho­wa­nia zwy­kłe­go czło­wie­ka, któ­ry ma wady i zale­ty. Jak nie­daw­no wspo­mi­na­łem (Woj­na sen­sów: czo­ło­bit­ność vs sza­cu­nek), czę­sto zapo­mi­na­my o tym, by zga­sić lam­pio­ny na ołta­rzach sła­wy i podzi­wia­jąc inspi­ro­wać się tym, co nasi ido­le nam dają. Zoba­czyć te war­to­ści, dotknąć ich i o nich dys­ku­to­wać, bo osta­tecz­nie obraz, dźwięk, sło­wo są tyl­ko for­ma­mi prze­ka­zu, a prze­cież nie­rzad­ko na ich pod­sta­wie nie­po­trzeb­nie ide­ali­zu­je­my te posta­cie.

Ten temat będę eks­plo­ato­wał (na razie eks­pe­ry­men­tal­nie) w kate­go­rii zna­ni nie­zna­ni. Obro­bię musz­kie­ter­skim okiem, uchem i mózgiem oso­by, któ­re zna­cie. Być może zoba­czy­cie w nich ludzi, zamiast mar­ki i ido­li.

[alert style="1"]Uwaga! Wpis zawie­ra loko­wa­nie pro­duk­tu, któ­rym są cie­ka­we dys­ku­sje z Mikołajem![/alert]

Mikołaj Nowak

Pierw­sze spo­tka­nie z Miko­ła­jem było co naj­mniej dziw­ne. Nie wie­dzia­łem, kto to jest i cze­go chce, ale zauwa­ży­łem, że przy­pie­prza się gdzie tyl­ko może i jak tyl­ko może do blo­ge­rów. Dzię­ki nie­mu powstał tekst Czy #BFG­dansk jest wyrocz­nią?. Jed­no pyta­nie Miko­ła­ja rzu­co­ne na fej­sie spra­wi­ło, że musia­łem zare­ago­wać, bo wyjazd na to spo­tka­nie był dla mnie bar­dzo waż­ny.

Dał mi dodat­ko­wo powód do przyj­rze­nia mu się dokład­niej, kie­dy wrzu­cił link do mojej not­ki na swo­ją oś cza­su, chwa­ląc się przy tym, że udo­stęp­nia tekst blo­ge­ra (a prze­cież tak nas nie­na­wi­dzi). Otóż oka­za­ło się, że mam do czy­nie­nia z nie byle kim, bo jed­nym ojców mediów spo­łecz­no­ścio­wych w Pol­sce, aktu­al­nie pra­cu­ją­cym dla Fak­tów TVN, wyglą­da­ją­cym na uli­za­ne­go mod­ni­sia i nie dziw­ne sko­ro skoń­czył Oxford (prze­cież wie co to zna­czy lan­ser­ka). Jak zatem z takim kole­siem dys­ku­to­wać? Na pierw­szy rzut oka - nie da się.

A teraz wejdź na jego pro­fil i zobacz o czym (i jak) pisze: KLIK!

Miko­łaj jest kla­sycz­nym pro­wo­ka­to­rem. Co praw­da ten typ nie koja­rzy się dobrze, ponie­waż zawsze wokół nie­go spo­ro iskrzy, grzmi, bły­ska­wi­ce się sypią i roz­ta­cza się spo­ro dymu. Jak opa­da kurz, zaczy­na się myśle­nie, a prze­cież moż­na ina­czej - naj­pierw pomy­śleć, póź­niej pisać. Nowak jest mistrzu­niem powo­do­wa­nia u roz­mów­ców pal­pi­ta­cji ser­ca, ponie­waż wie dosko­na­le, że w więk­szo­ści sku­pia­ją się na tym, o co on nie pyta. Nie szu­ka­ją tre­ści, a kon­cen­tru­jąc się na for­mie, zaczy­na­ją rzu­cać rzy­ga­mi pro­sto w twarz Miko­ła­ja, któ­ry (mam wra­że­nie) patrzy w ekran moni­to­ra i śmie­je się wnie­bo­gło­sy. Chwil­kę póź­niej roni łzę, bo jed­nak żyje w kra­ju, w któ­rym ludzie nie czy­ta­ją ze zro­zu­mie­niem, a oso­by pro­wo­ku­ją­ce do zasta­no­wie­nia są palo­ne na sto­sie.

Miko­łaj na pew­no jest lwem (Kot nigdy nie będzie kro­wą - tekst powstał też dzię­ki inspi­ra­cji wypo­wie­dzią z fej­sa) z giną­ce­go gatun­ku, dla­te­go cie­szę się, że dane mi go było (na razie wir­tu­al­nie) poznać. Nie­zwy­kle czę­sto się z nim nie zga­dzam i też tro­chę pod­śmie­chu­ję pod nosem, gdy jaw­nie szy­dzi ze swo­ich hej­te­rów, a oni bidul­ki nakrę­ca­ją się jak spi­ra­la jesz­cze bar­dziej. Nowak jest poły­ka­czem ich ognia i choć cyr­ko­wych zdol­no­ści raczej nie posia­da, to jest dla mnie cią­gle zja­wi­skiem nie­ba­nal­nym i spo­ty­ka­nym nie­czę­sto. Zabaw­ne jest to, że wokół nie­go nie­na­wi­dzie­li* coraz wię­cej, a on ich nie­na­wi­ścią naja­da się do syta. Mam tyl­ko nadzie­ję, że nie jest to jedy­ne jego poży­wie­nie.

Z pew­no­ścią nie jest to świę­ty czło­wiek, ale jestem świę­cie prze­ko­na­ny, że dzię­ki nie­mu wie­le świę­tych krów prze­sta­nie dawać nie­świę­te mle­ko. Miko­łaj jest cał­kiem nie­złym fil­trem, któ­ry jesz­cze nie jest na tyle zabru­dzo­ny, by na czar­ne mówić bia­łe. Na pew­no w przy­szło­ści znów mnie zain­spi­ru­je i za to mu dziś dzię­ku­ję.

* - moje wła­sne okre­śle­nie hej­te­rów