Nie jestem Millenialsem i nie robię za darmo

Nie jestem Millenialsem i nie robię za darmo

Nie jestem Millenialsem, choć urodziłem się po 1980 roku. Nie chcę pieniędzy za darmo. Chcę zapieprzać, mieć z tej zasuwki radość i niekoniecznie zawsze przeliczać wszystko na kasę.

Generacja Y

Rzeczywistość lubi dookreślać, więc moja grupa życiowa też ma nazwę – Generacja Y, często nazywana Millenialsami. Poszukałem definicji i w Wikipedii znalazłem, że ta oto nacja:

  • jest pewna siebie
  • używa sprawnie nowych technologii i mediów
  • jest wykształcona i ma parcie na rozwój
  • jest tolerancyjna i otwarta na inne
  • jest przekonana o swoich umiejętnościach, wyjątkowości, dlatego posiada awersję do krytyki i ma nadmierne oczekiwania

A jak Millenials podchodzi do pracy? Ponoć:

  • nie chce zasuwać całe życie
  • nie jest lojalnym pracownikiem i często zmienia pracę
  • chce sporej swobody, a praca w żadnym wypadku nie może go ograniczać
  • przełożonych traktuje po partnersku, czyli jako osoby z bogatszym doświadczeniem, ale równe jemu
  • świetnie radzi sobie z rozwiązywaniem często powtarzających się problemów, ale z niestandardowymi już nie bardzo

Żeby nie było zbyt pięknie, to ludzie z pokolenia Y są narażeni na:

  • brak umiejętności kreowania własnych poglądów i autonomicznego myślenia
  • brak kontaktu z poprzednimi pokoleniami i odrzucanie ich doświadczeń jako cennych wskazówek
  • brak autorytetów, bo sami dla siebie są autorytetami
  • przesadną pewność siebie i odpychanie jakiejkolwiek odpowiedzialności

Jakby tak to wszystko podsumować, to Millenials jest niesamowitym dupkiem, zapatrzonym we własny nos, ale także nieodpornym na krytykę i nieumiejącym rozwiązywać problemów niedojrzałym bachorem, który ma być głaskany po głowie i częstowany najlepszymi cukierkami. Rodzi się w mojej muszkieterskiej głowie pytanie: skąd takie mniemanie o sobie? Bo poprzednie pokolenia miały gorzej?

Nie jestem leniem, ale nie będę robił

Millenialsi są niespójni. Sami do końca nie wiedzą czego chcą, dlatego tak trudno zagrzać im jedno miejsce, które okaże się punktem G. Czy szukają? Oczywiście, że tak, ale przy okazji zajebiście narzekają, jak to ich okłamano. Bo przecież mówiono, że po studiach będzie wspaniała praca. Wtłaczano im do głowy, że trzeba dużo z siebie dawać, a tu się okazuje, że ich genialne pomysły są wykorzystywane do spełniania czyichś celów i zachcianek. No jak tak można, żeby w firmie, w której się pracuje (lub stażuje) trzeba było robić coś dla szefa? Toż to targanie się na ich niezależność i niewolnictwo na miarę XXI wieku! Ktoś ich biednych wykorzystuje, cały czas i bez wyjątku. A przecież są wykształceni i nigdy nie ściągali na kolokwiach. To ludzie idealni i nikt, do jasnej cholery, tego nie widzi!

Ja tu nie pasuję i się z tego cieszę

Moją pierwszą pracą była zapierdalanka w markecie, na dziale ogrodniczym. Woziłem worki z ziemią na paleciaku. W błocie, deszczu, czy słonecznej spiekocie. Miałem rozterki i zadawałem sobie pytanie: no dlaczego, za co, czym sobie zasłużyłem? Przecież jestem taki wyjątkowy, w szkole miałem piątki i dobrze się uczyłem. Więc co ja tutaj robię?

Odpowiedź była prosta – zarabiałem na chleb. Po raz pierwszy, w nieznanym mi wtedy Krakowie, poczułem, że niewiele znaczę. Miałem rozum, dwie ręce i chęć. Z tej mojej jałmużny opłacałem mieszkanie, studia i kupiłem na raty komputer oraz discmana. Żyłem skromnie i wykrwawiałem się, by przeżyć. Kto był winny całej tej sytuacji? Może rodzice, bo nie mieli dla mnie kasy? Może państwo, bo powinno mnie zatrudnić od razu w jakiejś firmie na intratnym stanowisku i docenić niespełniony potencjał? Może ja sam, bo byłem za cienki w uszach, żeby dobrze się sprzedać?

Nie ma na to rady, nie ma żadnej odpowiedzi, nic nie będzie pasować. Nie każdemu życie musi się tak układać, ale mnie nie rozpieściło na samym starcie. Takie właśnie ono jest – nieprzewidywalne. Jestem wkurwiony, gdy jakiś 20-kilkulatek pisze o tym, jak to los go krzywdzi i oszukuje. Jestem wkurwiony, że Millenialsi są tacy bezkrytyczni i bezmyślni. Cieszę się jednak, gdy spotykam ludzi przedsiębiorczych i chętnych do działania, którzy rzeczywiście biorą życie w swoje ręce. Takie jakie ono jest. Jestem zadowolony bardziej niż ktokolwiek, gdy mojemu sąsiadowi wychodzi, gdy mogę czerpać z jego doświadczeń. Inspiruje mnie praca ludzkiego umysłu, jego twórczość i elastyczność, za którymi idą działania. Do zmian motywują mnie osoby pełne pasji, które dadzą się pokroić za swoje cele i będą zasuwać po nocach w drukarni, by dopiąć swego.

Wolę być w grupie tych wszystkich pokornie niepokornych, którzy eksploatują wewnętrzną energię w przemyślany sposób i nie boją się zmian. Takim właśnie udaje się dotykać nieba, tacy powinni być Millenialsi.

PS

Notka inspirowana wpisami:

Milenials forever! # Myślę & Czuję
Doświadczenie, głupcze # AK47
Gratulujemy odważnym # Zuch pisze
Przepiłem pierwszą wypłatę # Paweł Bielecki

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Alena a

    Ostatnio już chyba czytałam o generacji Z.
    Ja nie wiem z jakiej jestem (rocznik 89) chyba sobie zrobię generację ź ze swoimi wytycznymi.

    Jak dla mnie wszystko powinno być tak po środku. Nie, że od razu ferrari po roku pracy, ale też nie tak że człowieka na nic nie stać. Skoro się pracuje to powinno się mieć na kawalerkę, normalne jedzenie, rachunki i jakieś małe przyjemności. Nie wymagajmy od ludzi, żeby radośnie zapieprzali i cieszyli się, że jedzą bułkę z pasztetem przez pół miesiąca i nie mają komputera ani niczego, bo przecież to taki luksus.

    W kwestii autorytetów- może za duży dostęp do informacji nieco nam je obrzydził, bo ciężej wykreować się na ideał, gdy krąża informacje, które chcielibyśmy ukryć.
    Ile ludzi się fascynowało sportowcami i wierzyło, że ciężka praca popłaca i można wszystko jeśli tylko się hcce, a tu zonk i dopingi.

  • Pawel Bielecki

    Wszystko napisałeś. „Wolę być w gru­pie tych wszyst­kich pokor­nie nie­po­kor­nych, któ­rzy eks­plo­atują wewnętrzną ener­gię w prze­my­ślany spo­sób i nie boją się zmian. Takim wła­śnie udaje się doty­kać nieba, tacy powinni być Millenialsi.” – Amen.

  • rozsądna

    Witam :)

    Trafiłam tutaj z bloga Wojtka Wawrzaka, bo spodobała mi się Twoja odpowiedź na jego wpis. Moja córka jest dokładnie takim Millenialsem, jak Ty, a ja zawsze popieram ludzką aktywność i życiową zaradność, bo tacy ludzie zmieniają świat i czynią go lepszym miejscem do życia. A także są inspiracją dla innych i motywują ich do działania.
    Pozdrawiam i życzę miłego (oraz owocnego) dnia.
    PS. Poczytam resztę bloga i zapewne co nieco skomentuję :)

    • Zapraszam :) To bolączka Millenialsów – brak zaradności przy jednoczesnym przekonaniu o swojej wyjątkowości. Niezły zgrzyt.

  • Ja jestem rocznik przed-1980. Niepokorny byłem zawsze. Z przełożonymi dogadywałem się źle, zwłaszcza kiedy widziałem, że są cieńsi w uszach niż ja a zachowują się, jakby zjedli wszystkie rozumy. Dla zasady kazali mi robić coś, co wg mnie było złe a potem za porażki obwiniali mnie a nie swoje decyzje. Przebujałem się przez kilka firm z których albo sam się zwalniałem, albo byłem zwalniany za niesubordynację. W końcu założyłem własną DG i chyba jestem szczęśliwy. Sam sobie kapitanem, sterem, okrętem. Pracuję ciężko, ale mam świadomość, że na siebie a nie durnego szefa. Wiem, że wszystkie podjęte decyzje są moje i sam biorę za nie odpowiedzialność. Jestem wkurzony na państwo, bo takim jak ja rzuca tylko kłody pod nogi. Samozatrudnieni płacą największe podatki! Ale jakoś sobie radzę i każdego dnia utwierdzam się w przekonaniu, że to była najlepsza decyzja w moim życiu,

  • Że istnieje takie pokolenie, to się nie da zaprzeczyć. Patrzę i widzę. A czasem widać bez patrzenia. Chcę w życiu kasy, ale to raczej z powódek historycznych. Mojej historii. I choć miłe dostać coś gratis, kasa za darmo nie dawałaby satysfakcji, to prymitywne i prostolinijne. Nie chcę wiedzieć, że kasę zawdzięczam wyłącznie bogatemu mężowi albo bo mam szczęście. Chcę móc powiedzieć ‚zrobiłam miliony rzeczy i za każdą zarabiam, ciężko pracuje i ciężko zarabiam’. No i choć mam 20parę lat, mam nadzieje, że moje żale o życiu nie przytłoczą Cię, jak coś upominaj. A tą teorię z pracą powtarzam od 12 roku życia ‚mamo, chce ciężko pracować, byle móc wydawać skupić się tylko na pracy, nie na przetrwaniu’.

    • Nie można przegiąć bagiety w drugą stronę, bo skupienie tylko na pracy odbierze Ci czas na ich wydawanie. U jak umiar.

      • Wykonywanie pracy jako swoje zamiłowania… A to możliwe tylko przy pełnym utrzymaniu, bez prób sprzedania się albo kombinowania. Moim zdaniem, dla mnie. To też nie jak lekarze… Mogą być lekarze wspaniali, ale za mało zarabiający się wykończą wiecznymi pracami i dyżurami, ci lepsi będą dobrzy, popularni, lubiani i będą mieli co do gara włozyć i za co sobie życie umilić, będą mogli pracować na własne nazwisko.

  • Połechtałeś ego milenialsa przez duże M, jestem Twoją inspiracją, dzięki! ;-)

    • Dobrze, że dobrze piszesz :) Nawet jak się z Tobą nie zgadzam, to aż przyjemnie się inspirować.

      • Z tym dobrym pisaniem, to też nie pozostajesz dłużny ;-) Teraz wypadałoby żebym ja zainspirował się Twoją polemiką i stworzył polemikę do polemiki :-)

        • Może nowy cykl Blog Wars: Imperium kontraatakuje ;)
          Lubię dyskutować.