Nie bój się strachu

Nie bój się strachu

Przez ostat­nie kil­ka dni gorzej się czu­ję. Myślę o tych wszyst­kich nie­wy­ko­rzy­sta­nych szan­sach i życiu, któ­re powo­li zaczy­na się kom­pli­ko­wać. Strach jest we mnie.

Ile razy zmieniałeś życie?

I docho­dzę do wnio­sków, że ja swo­je życie przez ostat­nie kil­ka­na­ście lat nie­wie­le zmie­nia­łem. Były róż­ne bar­dzo cie­ka­we doświad­cze­nia zawo­do­we, w kwe­stiach uczuć byłem dosyć sta­ły, ale się nie zmie­nia­łem, choć kom­for­to­wo mi wca­le nie było. Patrzę na sie­bie i widzę czło­wie­ka, któ­ry tro­chę zgorzk­niał, choć robił wszyst­ko, żeby nie gorzk­nieć. Widzę rów­nież czło­wie­ka bojaź­li­we­go, któ­ry boi się ostrych zmian, po któ­rych nic już nie będzie takie samo. Ogar­nia mnie strach i samot­ność, zwłasz­cza jak zosta­ję w ciszy swo­je­go miesz­ka­nia, cze­ka­jąc na to, że coś się wyda­rzy.

I tak sobie myślę, że para­li­żu­ję sam sie­bie stra­chem przed zmia­ną. Nie ma nic złe­go w baniu się, zwłasz­cza że za kolej­ny­mi otwie­ra­ny­mi drzwia­mi nowo­ści jest całe mnó­stwo. Akcep­ta­cja sie­bie, jakim się jest, radość z pasji, któ­re do tej pory zamia­ta­łem pod dywan, muzy­ka, na któ­rą nigdy nie było cza­su. To wszyst­ko cze­ka cały czas za kolej­ny­mi otwie­ra­ny­mi drzwia­mi.

Zgaś papierosa

Jakoś wyda­je mi się, że te stra­chy są jak papie­ro­sy. Znasz ich zapach i lubisz dym, któ­ry poja­wia się jak je spa­lasz. Pijesz kawę i faj­ka. Jesz obiad i faj­ka. Zro­bisz coś, z cze­go jesteś dum­ny - nagro­dą jest faj­ka. Od stra­chu więc moż­na się uza­leż­nić, przez co sku­tecz­nie odbie­ra nam chę­ci i ogar­nia swo­ją czar­no­ścią wszyst­ko, co dobre i na dłuż­szą metę szko­dzi. "Jak sobie z tym radzisz?" - zapy­tasz. Nie radzę sobie, ale pró­bu­ję żyć obok. Bo strach też jest potrzeb­ny, by moty­wo­wać do dzia­ła­nia, ale czę­ściej niż twór­czy, wybie­ra­my jego wer­sję zwa­ną para­li­żem. Zamiast pró­bo­wać sobie obni­żyć poziom stra­chu, dmu­cha­my w żar i sku­tecz­nie pozwa­la­my mu nas ogar­nąć. A jak poja­wia się strach panicz­ny, to mamy do czy­nie­nia z poczu­ciem stra­ty, że się nie wyko­rzy­sta­ło szans, ba!, nawet się do nich ze stra­chu nie zbli­ży­ło!

Więc jak sobie pora­dzić?

Strach jako część życia

Stra­chy, zanim sta­ną się jak stra­chy na lachy, są czę­ścią nasze­go życia. Wyda­je mi się, że war­to je oswo­ić w sobie i przy­jąć zasa­dę "a mimo to". Czy­li mimo stra­chu, dzia­łać, bo dzia­ła­nie nas okre­śla i wska­zu­je dro­gę do suk­ce­su, jak­kol­wiek go postrze­ga­my. Nie ma lek­ko, gdy wcho­dzi się na szczyt, nawet jeśli to tyl­ko pagó­rek. Jak prze­ko­nać się o sma­ku kra­jo­bra­zu na szczy­cie, sko­ro nie spró­bo­wa­li­śmy wyjść na samą górę? Nie da się. Zawsze moż­na oswa­jać swój strach poprzez sztucz­ne dotknię­cie uczuć ze szczy­tu np. poprzez oglą­da­nie cudzych zdjęć. Bo jak się oka­zu­je, naj­czę­ściej coś, z czym się buja­my, ktoś już prze­ro­bił, więc od razu przy­cho­dzi na myśl kolej­ny spo­sób radze­nia sobie ze stra­chem. Zoba­czyć i poczuć, może tyl­ko przez roz­mo­wę, doświad­cze­nia innych ludzi, któ­rzy dotknę­li spra­wy przed nami. Czę­sto mówi­my o inspi­ra­cjach, że dzię­ki komuś coś. I to jest faj­ne, dopó­ki nie idzie­my dokład­nie po tych samych śla­dach, bojąc się wziąć spra­wy we wła­sne ręce.

Strach w blogosferze

Prze­czy­ta­łem kil­ka arty­ku­łów na innych blo­gach. Ludzie tam szcze­rze odda­li kawa­łek sie­bie. Kil­ka lat temu chcia­łem być wiel­kim blo­ge­rem i tro­chę bra­ku­je mi tego uczu­cia. Boję się, że zosta­nę w niszy do koń­ca życia, ale mój strach jest podyk­to­wa­ny raczej tym, ile pra­cy przede mną. Wte­dy, gdy mil­cza­łem, inni zasu­wa­li na swo­je szczy­ty, komen­ta­rze Czy­tel­ni­ków i war­tość, któ­rą dają świa­tu. Na nowo odkry­wam to, co jest isto­tą blo­go­wa­nia i choć strach mnie cza­sem ogar­nia, to tłu­kę sobie do gło­wy - war­tość. Jeśli na chwi­lę pozwo­lę, by Czy­tel­nik uciekł od swo­ich zmar­twień lub wręcz prze­ciw­nie - prze­żył je razem ze mną, to już czu­ję war­tość z takie­go spo­tka­nia. Ostat­nio przy­po­mnia­łem mój star­szy tekst o depre­sji. Prze­czy­ta­łem komen­tarz kum­pla - "chy­ba naj­lep­szy arty­kuł o depre­sji, jaki czy­ta­łem". I takie sło­wa od razu pod­no­szą na duchu, zwłasz­cza że gdy pisa­łem tam­ten musz­kie­cin, wycho­dzi­łem z depry i dokład­nie wie­dzia­łem, co jest mi potrzeb­ne i co poma­ga więk­szo­ści ludzi, któ­rzy zma­ga­ją się z tym zabu­rze­niem. Dzie­lić się doświad­cze­niem, któ­re rzu­ca nową per­spek­ty­wę na dany temat to war­tość doda­na i coś, co war­to dać świa­tu.

Zmiana perspektywy

Nie powiem dzi­siaj jak zmie­nić per­spek­ty­wę, ale wiem, że war­to pozwo­lić się jej zmie­niać. Gdy dopa­da Cię nie­zno­śna myśl, że to co myślisz to jedy­na wła­ści­wa dro­ga, bądź nie­wła­ści­wa powo­du­ją­ca strach, przy­po­mnij sobie ten musz­kie­cin, w któ­rym mówię - gdy widzisz tyl­ko jed­ną per­spek­ty­wę, jesteś w błę­dzie, bo zawsze jest ich co naj­mniej kil­ka. Dla­te­go tak bar­dzo potrze­bu­je­my innych ludzi, któ­rzy pozwo­lą spoj­rzeć ina­czej, lepiej. Posze­rzaj­my swo­ją per­spek­ty­wę i wyko­rzy­stuj­my ludzi wokół. Oczy­wi­ście, jeśli są jed­nost­ka­mi o otwar­tych gło­wach, bo jeśli nie są - ist­nie­je ryzy­ko zawę­że­nia spoj­rze­nia na daną spra­wę.

Walcz­cie ze stra­cha­mi, bo one nie powin­ny mieć kon­tro­li nad Waszy­mi decy­zja­mi, do momen­tu, gdy nie sta­ją się moty­wa­cją do zmia­ny i wal­ki o lep­sze. To wca­le nie jest takie trud­ne, jeśli strach potrak­tu­je­my jak dym z papie­ro­sa - przez chwi­lę dusi, by póź­niej dać ulgę jak haust powie­trza.