Moralność polskiego Kalego

Moralność polskiego Kalego

Posiadam w swoich zasobach trzy punkty G. Działają trochę inaczej niż ten klasyczny. Ich po prostu nie wolno drażnić, bo wtedy budzi się we mnie niebezpieczny dziki zwierzak. Nazywają się godność, sprawiedliwość i szacunek.

„Polacy rasiści, każdy to powie”

Nie jestem rasistą, ale czasem trudno mi zrozumieć inne kultury. Bywa, że boję się ich „dotykać”, bo są tak odległe i odmienne, że nie mogę jednoznacznie powiedzieć, czy już je akceptuję, czy raczej tylko toleruję (a jak wiadomo, to spora różnica). Mieszkałem kiedyś w składzie w akademiku z dwoma Murzynami. Przyjechali do Polski z bardzo daleka, bo tutaj mogli lepiej żyć. Mieli także łatwiejszy dostęp do nauki oraz możliwość rozwoju. Miałem mieszane uczucia, gdy po raz pierwszy wchodziłem pod ten sam prysznic, z którego przed chwilą korzystał Gilbert. Podświadomie szukałem smrodu (bo Murzyni ponoć mają intensywniejszy zapach potu niż Europejczycy) i myślałem, że będę musiał dokonywać dezynfekcji za każdym razem. Przecież „czarnuch” korzystał, więc na pewno coś będzie nie tak z zarazkami i złapię jeszcze jakąś dżumę lub inne cholerstwo. Stałem tak nad tym prysznicem 2 minuty i się zastanawiałem czy czasem nie zwariowałem i nie przeczę sam sobie. Zawsze przecież chciałem poznawać inne i miast bać się – próbować rozumieć. Po chwili bez wahania wszedłem do brodzika i… umyłem się. Zrozumiałem szybko swoje głupie uprzedzenie, które było przecież oderwane od rzeczywistości. U mnie (na szczęście) nie zakiełkowało, bo wyrwałem chwasta w momencie, gdy zaczynał wyglądać promieni Słońca i aprobaty.

Z Murzyna można się ponabijać…

Takich jak ja, w pierwszej chwili tendencyjnych, jest pewnie całe mnóstwo. Okazuje się, że jest też dużo gorsza nacja, którą nazwałem sobie roboczo rasowymi dowcipasami.

Pewna Murzynka

Gdy zobaczyłem taki ćwierk na Twitterze i to wysłany przez jednego z moich znajomych, zdębiałem. Miało być śmiesznie, bo przecież większość Murzynów to przestępcy (?!), ale żeby posuwać się tak daleko i żartować z aborcji, czyli odbierania życia, które nie zdążyło się jeszcze narodzić? To było dla mnie nie do pojęcia. Moim zdaniem żart (o ile w ogóle można go tak nazwać) jest niesmaczny i nawet, jeśli w zamyśle autora było zrobić sobie jaja z Murzynów, to niestety nie wyszło. Nie ma tu nic śmiesznego, bo co może sprawiać radość w przypadku siedmiokrotnego dzieciobójstwa odznaczanego medalami? Nie, nie zwariowałem. Brzoza tym razem nie ścięła skrzydła samolotu i sorry, nie mamy tutaj takiego klimatu. Ten bełkot jest obelżywy, szargający godność człowieka o innym kolorze skóry i pokazujący aborcję jako coś dobrego dla społeczeństwa. To ma być dowcip? Łomatkobosko.

W zamian dowiedziałem się, że nie mam dystansu, czepiam się, kreuję się na wszechwiedzącego i nieomylnego. Jestem zamknięty i nie mam poczucia humoru, bo zechciałem zwrócić uwagę, że taki ćwierk obraża Murzynów oraz uderza brakiem szacunku do ludzkiego życia. Fakt, jestem nie do ruszenia w sprawach wspomnianych trzech punktów G i teraz je powtórzę: godność, sprawiedliwość, szacunek. Nie potrafię się z nich śmiać, bo to dla mnie wartości uniwersalne, niepodważalne, do których nie można mieć żadnego dystansu. W sprawach ich dotyczących jestem nadwrażliwcem i jak ktoś próbuje je nadwyrężać, przestaję być grzecznym chłopcem z przyklejonym uśmiechem, powstałym na skutek żartu, który nie jest wart złamanego tynfa.

Postanowiłem zrobić eksperyment, czyli odwrócić kota ogonem. Ponabijać się z Polaków.

…bo ośmieszanie Polaka jest zabronione!

Odwróciłem ćwierk i zamiast Murzynki wstawiłem Polkę, zamiast przestępczości – pijaństwo i kurestwo.

Nagle na sali lica pobladły i nikt się z radością nie obnosił. Żart przestał cieszyć, a ja po raz kolejny przeczytałem o swoim niezbyt wyszukanym poczuciu humoru. Było mi przykro, że tak niewielu zrozumiało, co chciałem pokazać. Ćwierk o Murzynce w zamyśle szydził ze stereotypów dotyczących ciemnoskórych. Pozwoliłem sobie zadrwić z polskich schematów i czar prysł. Tak, drodzy Polacy, nie potrafimy dworować z samych siebie, za to brylujemy w obrażaniu innych. Murzynów, Cyganów, Chińczyków i Żydów. Pewnie jeszcze kilka innych narodowości by się znalazło, ale szkoda mi Twoich oczu, by wymieniać litanię naszych narodowych „wrogów”. Największym polskim nieprzyjacielem jest sam Polak i jego ciepła, zapierdziana przez konformizm poduszka polaczkowatości. Siedzi na niej jak ten karzeł i próbuje dyrygować innymi.

Nie chcę takiej Polski. Wolę silny, znający swoje zalety i wady naród, który nie ma kompleksów, a już na pewno nie rekompensuje ich sobie poniżając innych. Świadomy i pracujący na lepsze jutro. Nieobojętny na sprawy, wobec których słowo dystans jest wyświechtanym frazesem.

Nie stań się nigdy polskim białym Kalim ze swoją pokrętną moralnością. Polaku, bądź prawdziwy, normalny i trzymaj fason. Tego Ci życzę także dziś.

photo credit: nathangibbs via photopincc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Powiem więcej. Murzy­n, Cyga­n, Chiń­czy­k i Żydów też mogą być Polakami. Tak jak blondyn i szatyn, dryblas i kurdupel mogą być Polakami. Jeśli zaczynamy kreślić ostre kryteria, że żeby być „prawdziwym” Polakiem to trzeba się tu urodzić (albo być od 2 pokoleń, albo od 5…), być białym katolikiem i cytować Słowackiego z pamięci, to wkraczamy w świat ksenofobii. Nie jestem naiwnym zwolennikiem radosnego, utopijnego multi-kulti. Jestem pragmatykiem. Ale ksenofobii mówię nie. Amerykanie jakoś są zlepkiem ludzi z całego świata i jakoś nie przeszkadza im to w byciu dumnymi Amerykanami. Dobry tekst, dobra obserwacja, dobry pstryczek w nos. Trolling ze stereotypami – piękny.

  • Myslę, że Polacy umieją się ‚z siebie’ smiać o ile to ‚siebie’ ich nie dotyczy tylko np. jakiś żuli pod sklepem etc. Albo z tych dowcipów, gdzie był ‚Rusek, Niemiec i Polak’.

    • Zauważ, że dowcipy o Rusku, Niemcu i Polaku zawsze dziwnym trafem stawiają tego ostatniego w dobrym świetle.

      • o ile klimat tych dowcipów może kogokolwiek postawić w dobrym świetle ;)

        • Spójrz, chodzi o to przecież, aby pokazać zaradność (może czasem przez głupotę, ale jednak w wydźwięku pozytywnym), inteligencję i pomysłowość Polaka względem innych narodów.

          • zauważ & spójrz, że tak zapożyczę od Ciebie, że w tych dowcipach Polacy wygrywają w piciu, oszukiwaniu, byciu głupim etc, no jak dla mnie to jednak jest zawoalowana autoironia, choć może zbyt wiele wymagam od durnych dowcipów ;)

          • Coś w tym jest, ale chyba za mało, by nazwać dystansem do siebie :)

  • To chyba kompleksy Polskie i próba ich ukrycia na zewnątrz. Błaznowanie…

  • Muszkieterze, co do odległych kultur, jestem zwolenniczką relatywizmu kulturowego. Podrzucam od razu definicję, w razie gdyby ktoś nie wiedział i nie chciało mu się szukać :P

    „Relatywizm kulturowy – pogląd głoszący, iż żadna praktyka kulturowa
    nie jest dobra ani zła sama w sobie, ale musi być oceniona w kontekście
    w jakim funkcjonuje. Takie spojrzenie doprowadziło obserwatorów do
    powstrzymania się od ocen oraz sądów wartościujących obce praktyki z
    punktu widzenia własnej kultury. Relatywizm kulturowy odrzuca więc
    możliwość wartościowania obcej kultury przez pryzmat własnych wartości, prowadząc do większego obiektywizmu w postrzeganiu „swojej” i „obcej” kultury.”

    Dawno temu przestałam oceniać, przestałam szydzić, przestałam głosić, że coś jest złe, bo różni się od tego, co znam. Dlaczego bowiem miałabym rościć sobie prawo do decydowania o tym, co jest dobre? Ponieważ mieszkam w Europie? Ponieważ jestem reprezentantką „cywilizowanego” (rzecz dyskusyjna) światopoglądu? Nie mam prawa oceniać. Mogę się dziwić i mogę nie rozumieć. To, co dla mnie niezrozumiałe, dla przedstawicieli innej kultury jest najzupełniej normalne. A przecież to, co u nas stanowi normę, jest nie do pomyślenia dla kogoś z Malezji lub z Zambii.

  • Meipu

    Całą chwilę patrzyłam na ćwierk, nie mogąc znaleźć sensu w tych słowach. Może jestem za mało polska, może nie mam poczucia humoru, a może mam zakodowane za mało stereotypów. Aborcja nigdy nie bawiła mnie i bawić nie będzie. Stereotyp że murzyn = przestępca też umknął gdzieś mojej uwadze. Żyję w wyidealizowanym świecie, w którym człowiek jest po prostu człowiekiem a aborcja to dzieciobójstwo. Ale co ja tam wiem. Mam wszak czwórkę dzieci, więc jestem patologią ;)

  • Żarty z definicji mają ośmieszać i grać na, czasem skrajnych, emocjach. Inaczej nie byłyby śmieszne. Ale trzeba też znać środowisko w którym się chce nimi zabłysnąć. I nie chodzi mi o to, żeby tego typu żarty przeznaczyć na lokalne zebranie KKK, tylko używać ich w obrębie ludzi, co do których mamy pewność, że po pierwsze nie urazimy niekogo, a po drugie wiemy, że mają dystans do siebie i odpowiednie poczucie humoru.
    Twitter nie spełnia żadnego z tych kryteriów, co doskonale pokazuje przytoczony przez Ciebie przykład.

    A brak dystansu do siebie jest niestety powszechny nie tylko wśród Polaków.

    • Co to jest odpowiednie poczucie humoru?

      Poruszyłeś za to ważną kwestię – na ćwierkaczu takie „żarty” zostają na dłużej. W podchmielonym towarzystwie, zazwyczaj bliskich osób, rozeszłoby się po kościach i nie przeniknęło do przestrzeni publicznej. Pięknie o tym pisał swego czasu Paweł Tkaczyk: http://pl.paweltkaczyk.com/prywatnosc-social-media/

      • Podoba mi się Twoje słowotwórstwo :)

        Co do Twittera to nie do końca o to mi chodziło, chociaż oczywiście masz rację. Miałem na myśli to, że możliwości, żeby kogoś obrazić są praktycznie nieograniczone. Wystarczy parę retweetnięć (wyzywam Cię, spolszcz to!) i liczba potencjalnych odbiorców, a więc i potencjalnych osób, które można skrzywdzić się rozrasta.

        Co do pytania, to nie trzeba być rasistą, żeby nabijać się ze stereotypów rasowych. Spójrz na amerykańskie standupy. Tam idzie się, żeby posłuchać jak komik obraża kogo się tylko da, wykorzystując każdy możliwy stereotyp. Zaczynając od tych, które można by do niego przypiąć.

        Odpowiednie poczucie humoru to takie, które jest akceptowane w danej grupie. Im szersza i bardziej różnorodna grupa tym bardziej trzeba się liczyć ze słowami.

        • Granica między obrażaniem, a nabijaniem się jest zawsze bardzo cienka. Jak nabijasz się z Żydów, że dusigrosze, z Polaków, że ciągle nietrzeźwi, z Chińczyków, że ciągle coś produkują, Cyganów, że wszędzie im dobrze, ale w jednym miejscu najgorzej – to są żarty ze stereotypów i nikt nie powinien się za to obrażać. Ćwierk podany w poście pokazuje jak można kogoś nieśmiesznie poniżać i nie ma to nic wspólnego z żartem.

          Godność człowieka jest wartością stałą, nie zależy od jakiejkolwiek akceptacji w grupie.

          PS
          Co do retweeta, to po prostu przećwierk. Retweetnąłem – przećwierkałem to dalej :)

          • Nie zgodzę się. Ale tylko częściowo.
            Nie ma problemu, jeżeli ktoś obraża innych i pozwala obrażać siebie. Jest sobie takie towarzystwo, które zna się jak łyse konie i jeden nazwie drugiego „czarnuchu” (oczywiście adekwatnie do koloru skóry). Jestem w stanie sobie wyobrazić układ, w którym wyzwany się nie obrazi. Bo przy najbliższej okazji potraktuje pierwszego „grubasem”.
            Oba te wyzwiska są obraźliwe, ale akurat w tej konkretnej sytuacji są akceptowane i moim zdaniem nie naruszają godności tych ludzi.
            Zgodzę się z tym, że losowe obrażanie ludzi, za pomocą medium, które tę losowość potęguje i ma praktycznie nieograniczony zasięg, w dodatku połączone z nieumiejętnością śmiania się z samego siebie, jest nieakceptowalne.

          • Sława! :)