Mnożenie przez dzielenie

Mnożenie przez dzielenie

Jest takie powie­dze­nie, że mno­żysz swo­je dobra przez to, że się dzie­lisz. I tak się zasta­na­wiam moc­no, czy rze­czy­wi­ście tak jest, bo choć sam jestem przy­pad­kiem, któ­ry cią­gle się czymś dzie­li, to przy­zna­ję, że nie zawsze mi się dobro póź­niej mno­ży.

Nie ma że boli

Wie­cie jak to jest zostać osa­mot­nio­nym w bie­dzie. Każ­dy z Was prze­żył bar­dziej lub mniej taki stan. Wte­dy od razu jak na dło­ni widać ile dali­ście z sie­bie. To wte­dy dowia­du­je­cie się, kto przy­ja­ciel, a kto ma Was dale­ko w nosie. Ale nie ma co prze­ży­wać w sytu­acji, w któ­rej cho­dzi tyl­ko o prze­trwa­nie. Bo prze­trwać samot­ność, to jak przejść przez Morze Czer­wo­ne suchą sto­pą. Ist­ny cud.

Kie­dyś napi­sa­łem tekst o tym, żeby się nie pod­da­wać. To był mój czas na prze­trwa­nie, choć czu­łem się samot­ny, to mia­łem wspar­cie rodzi­ny. Napi­sać dla sie­bie tekst, któ­ry może pomóc innym, któ­rzy znaj­dą się w podob­nym poło­że­niu to wła­śnie jest dla mnie dzie­le­nie przez mno­że­nie. Zało­żę się, że nie­jed­na oso­ba, któ­ra czy­ta­ła "Nie pod­da­waj się" zna­la­zła coś dla sie­bie, ale tyl­ko dla­te­go, że się podzie­li­łem swo­imi doświad­cze­nia­mi.

Tragikomedia

Nie wiem czy zna­cie Bukar­ty­ka. Ja jestem fanem od lat, jesz­cze zanim zaczął poja­wiać się w audy­cji u Pana Man­na. Kie­dyś orga­ni­zo­wa­łem mu pierw­szy w mojej karie­rze kon­cert i to było nie­sa­mo­wi­te prze­ży­cie, sie­dzieć obok swo­je­go ido­la i mówić mu po imie­niu, jak do kum­pla. Co cie­ka­we, mój idol sypie histo­ria­mi jak z ręka­wa, a o jego tek­stach, choć niby są poezją, mówi się że są o życiu.

I zga­dzam się w 100%, że moż­na zamknąć życie w jakieś ramy, nadać im ton, pod­krę­cić kolo­ryt. Jest jed­no "ale". Bez podzie­le­nia się tym ze świa­tem, nic się samo nie pomno­ży. Po to dosta­li­śmy talen­ty, żeby je roz­wi­jać i dawać od sie­bie. Dla mnie takim miej­scem do roz­wo­ju jest Musz­kie­ter. Nie jestem gra­fo­ma­nem, choć mam cza­sem zapę­dy podzie­lić się nawet intym­no­ścią, ale nie wal­czę z tym, tyl­ko się sobie nie­raz przy­glą­dam z boku.

I wiecie co?

Wie­cie, wie­cie. Nadal będę pisał i mno­żył kolej­ne musz­kie­ci­ny. Chciał­bym umieć ubrać w sło­wa świat jak mój idol Bukar­tyk, bo choć jego tek­sty do naj­we­sel­szych nie nale­żą (zwłasz­cza ostat­nie dwie pły­ty), to jed­nak dają jakąś dziw­ną iskier­kę nadziei, że moż­na ina­czej. Sam Pio­trek przy­zna­je się w swo­jej bio­gra­fii, że więk­szość jego histo­ry­jek jest zmy­ślo­na lub pokle­jo­na z opo­wie­ści innych ludzi. I to jest znów potwier­dze­nie jak pięk­nie Bukar­tyk mno­ży przez to, że ktoś się z nim podzie­lił.

Chcę wię­cej pisać i zamie­rzam to robić, rów­nież jak skoń­czy się czas urlo­pu. Codzien­nie na tekst nie ma szans, ale podob­nie jak Bukar­tyk, raz w tygo­dniu, cze­mu nie? Do zro­bie­nia. Życz­cie mi więc szczę­ścia i trzy­maj­cie kciu­ki, abym potra­fił zła­pać balans mię­dzy tra­ge­dią a kome­dią, mię­dzy dobrym tek­stem a cał­kiem kiep­skim.

Wy bądź­cie, bo ja jestem i się dzie­lę, żeby Was pomno­żyć, Dro­dzy Czy­tel­ni­cy :)