Minimalizm

Minimalizm

Od jakichś dwóch mie­się­cy moje rze­czy miesz­czą się w jed­ną waliz­kę i trzy tor­by, w tym jed­na na lap­top. Żyję mini­mal­nie i zaczy­na mi się podo­bać ten trend.

Osiołkowi w żłoby dano

Przy­glą­dam się bogat­szym ode mnie. Ist­nie­je jakiś taki mały punkt prze­gię­cia, w któ­rym prze­sta­ją zasta­na­wiać się, czy cze­goś potrze­bu­ją, bo stać ich, więc kupu­ją i kon­su­mu­ją. Gdzieś zatra­ca się to być, a koń­czy się na tym, że być to mieć, a jeśli już mieć, to mieć jak naj­lep­sze i naj­wię­cej. Smut­na to per­spek­ty­wa i zupeł­nie mi nie odpo­wia­da. Jesz­cze nie tak zno­wu daw­no chcia­łem być boga­ty. Chcia­łem bar­dzo mieć. I cią­gle nie mam, nawet nie­co mi bra­ku­je, więc pre­fe­ru­ję życie na kre­dy­cie (co nie jest złym roz­wią­za­niem, jeśli się umie korzy­stać z tego narzę­dzia, ja pró­bu­ję!). Chciał­bym to zmie­nić, więc zatrzy­ma­łem się w nie­wiel­kiej przy­sta­ni zwa­nej mini­ma­li­zmem.

Chcę mniej

Zro­zu­mia­łem to, gdy uwol­ni­łem gło­wę od ogra­ni­czeń finan­so­wych. Prze­sta­łem zasta­na­wiać się jak bar­dzo coś chcę mieć, tyl­ko sku­pi­łem się na tym, jak to dostać i do cze­go mi się to przy­da. Oka­za­ło się, że z góry ocze­ki­wań zosta­ło tyl­ko parę rze­czy, któ­rych napraw­dę potrze­bu­ję. Chcę żyć zdro­wo, to przy­da mi się paro­war, ale nic wię­cej. Chcę się ruszać, to przy­da mi się rower i dar­mo­wa siłow­nia na świe­żym powie­trzu (w Kra­ko­wie cięż­ko o takie, ale... chcę mieć masecz­kę anty­smo­go­wą i już mam!). Chcę zara­biać wię­cej, więc szu­kam dodat­ko­we­go zaję­cia. Chcę się pozbyć zbęd­nych rze­czy, zaczy­nam je roz­da­wać lub sprze­da­wać, jeśli mają war­tość. Bez jakie­goś wiel­kie­go sen­ty­men­tu, bo przy­wią­za­nie do rze­czy mate­rial­nych mi nie słu­ży. Wolę wspo­mnia­ny mini­ma­lizm, tyl­ko to, co napraw­dę potrzeb­ne. Może się prze­cież oka­zać, że za nie­dłu­go nie będę potrze­bo­wał i tego, co teraz mam lub kupi­łem. Wszyst­ko się zmie­nia, pan­ta rhei, wszyst­ko pły­nie, a my - kon­su­men­ci przy­zwy­cza­ja­my się bar­dzo łatwo do rze­czy i chce­my mieć wię­cej. Oka­zu­je się, że wię­cej może ozna­czać mniej, mniej rze­czy ozna­cza wię­cej wol­no­ści (a tę prze­cież kocham i rozu­miem), a ta jest wła­ści­wie bez­cen­na. Nie posia­da ceny mate­rial­nej, a jej moc kry­je się w bra­ku przy­ziem­nych ogra­ni­czeń.

Chcę mniej i czu­ję, że to dobra decy­zja, bo będę, a nie będę tyl­ko miał. Co jeste­ście w sta­nie oddać za wol­ność mate­rial­ną? Ja bar­dzo dużo i to już dziś :)