Marzenia Muszkietera (część pierwsza)

Marzenia Muszkietera (część pierwsza)

Każ­dy ma jakieś marze­nia. Bar­dzo dłu­go nie marzy­łem, bo bałem się roz­cza­ro­wań. Jakiś czas temu zmie­ni­łem podej­ście. Chcę, aby moje marze­nia się speł­ni­ły i przede wszyst­kim nauczy­łem się je mieć.

Zapy­ta­łem Musz­klet­te­row­ców czy chcą poznać moje marze­nia, ponie­waż już wcze­śniej zasta­na­wia­łem się nad napi­sa­niem musz­kie­ci­ny na ten temat. W jakimś sen­sie to spra­wa intym­na, ale... marzeń moż­na mieć tak wie­le i w tylu sfe­rach, że na wyrost zaty­tu­ło­wa­łem ten wpis "część pierw­sza". Za jakiś czas - może rok, może dwa - wró­cę do tej musz­kie­ci­ny i spraw­dzę, co się speł­ni­ło, a w mię­dzy­cza­sie napi­szę następ­ną z numer­kiem 2 i kolej­ną daw­ką marzeń.

Dlaczego nie marzyłem?

Moje życie mnie nigdy nie roz­piesz­cza­ło. Zawsze byłem ambit­ny i mówio­no o mnie "ten zdol­ny". Z cza­sem prze­sta­łem wie­rzyć w talen­ty, bo zoba­czy­łem ile pra­cy muszę wkła­dać w jakie­kol­wiek swo­je dzia­ła­nia, aby przy­nio­sły pożą­da­ny efekt, a wte­dy efek­tem były oce­ny w szko­le. Dziś oce­nia mnie życie, któ­re jest dużo surow­szym nauczy­cie­lem niż prze­cięt­ny pro­fe­sor, a jak wia­do­mo - nie chcę żyć byle jak.

Prze­sta­łem wie­rzyć, że cokol­wiek zna­czę, a swo­ją war­tość budo­wa­łem na oce­nach oto­cze­nia. Zaprze­cza­łem przed samym sobą kry­ty­ce i wma­wia­łem sobie, że mam gdzieś to, co mówią inni. Ale to było tak na zewnątrz, choć jak­by dla mnie, żeby prze­ko­nać sie­bie i sta­ra­łem się to niby nie­win­ne kłam­stwo prze­kształ­cić w praw­dę. Wia­do­mo co dzie­je się w takich przy­pad­kach. Uspo­ka­ja­nie sie­bie koń­czy się cał­ko­wi­tą kla­pą. Przy oka­zji tra­ci się nie tyl­ko w oczach innych, ale przede wszyst­kim w swo­ich wła­snych. I to boli naj­bar­dziej.

Bałem się marzyć, bo nie wie­rzy­łem w sie­bie. Żyłem zapo­bie­gli­wie, bo ogar­niał mnie strach na samą myśl, że mogę nie mieć pie­nię­dzy na jedze­nie i dach nad gło­wą, więc sam nie dawa­łem sobie zgo­dy, by zro­bić choć tro­chę miej­sca na swo­je marze­nia i fan­ta­zje. Nie byłem i nie jestem nie­doj­dą, ale zawsze byłem nie­do­war­to­ścio­wa­ny. Piszę "byłem", ponie­waż moje świa­teł­ko w tune­lu zmian w tym momen­cie ośle­pia mnie jak 70 lamp ulicz­nych razem wzię­tych.

Marze­nia zawsze uza­leż­nia­łem od czyn­ni­ków zewnętrz­nych, a że te dla mnie nie były sprzy­ja­ją­ce - to stwier­dza­łem, że buja­nie w obło­kach nie ma kom­plet­nie sen­su. Wola­łem twar­do stą­pać po zie­mi i wyda­wa­ło mi się, że to naj­lep­sze na co mnie stać. Byłem uza­leż­nio­ny od dobrych ocen w szko­le, od dobrych słów ota­cza­ją­cych mnie ludzi, od skrzy­wio­nych min moich współ­pra­cow­ni­ków, od kłamstw i pro­jek­cji czy­ichś pro­ble­mów na mnie.

Ale powie­dzia­łem sobie: DOSYĆ!

Uwol­ni­łem się z tych pęt. Uwie­rzy­łem w sie­bie i swo­je talen­ty, ale tak napraw­dę, do koń­ca, bez potrze­by ich potwier­dza­nia przed kimś. Zaczą­łem udo­wad­niać sobie, że mogę prze­kra­czać moje gra­ni­ce, ale sta­wia­ne przez innych. Wresz­cie sam zaczą­łem budo­wać blo­ka­dy przed tok­sycz­ny­mi ludź­mi i sku­pi­łem się na poszu­ki­wa­niu takich, któ­rzy mnie wesprą lub oka­żą mini­mum zro­zu­mie­nia (czy­li nie prze­szko­dzą w reali­za­cji pla­nów). Kie­dy zapo­ry na tru­ci­znę anty­ma­rze­nio­wą sku­tecz­nie nie dopusz­cza­ły do mnie zgni­li­zny mal­kon­ten­tów - coś się we mnie zmie­ni­ło. Poja­wi­ła się nie­od­par­ta chęć kre­owa­nia cudow­nych pro­jek­tów, two­rze­nia nowych rze­czy, dzia­ła­nia na wła­sny rachu­nek. Zauwa­ży­łem, że poprzez poma­ga­nie sobie - poma­gam rów­nież uwie­rzyć innym, że są zdol­ni do zmie­nia­nia swo­je­go świa­ta, sie­bie, swo­je­go oto­cze­nia.

Naresz­cie zaczą­łem marzyć.

Marzenia do spełnienia

Nie zasko­czę Cię, jeśli powiem, że lubię psy­cho­lo­gię, filo­zo­fię i socjo­lo­gię. To nauki, któ­re pozwa­la­ją mi lepiej zro­zu­mieć świat i sie­bie. Nigdy ich nie stu­dio­wa­łem, a sam nazy­wam sie­bie domo­ro­słym filo­zo­fo-psy­cho­lem. Mam jed­nak dar, któ­ry pozwa­la mi widzieć i czuć wię­cej niż prze­cięt­ny czło­wiek (niko­mu nie umniej­sza­jąc). Umiem przede wszyst­kim zauwa­żyć, póź­niej po swo­je­mu "zmie­rzyć" i oce­nić. Z tą ostat­nią czyn­no­ścią mam naj­więk­szy pro­blem, bo nie zawsze ta oce­na jest po pro­stu dobra.

Zasta­na­wiasz się teraz - po jaką cho­le­rę on o tym pisze, zamiast podać Ci swo­je marze­nie na tacy. Ale zaufaj mi - ten wstęp był potrzeb­ny.

Dzię­ki pisa­niu tutaj zro­zu­mia­łem, że chcę ludziom wie­le dawać, zmie­niać ich na lep­sze, pozy­tyw­nie na nich wpły­wać, poma­gać im w pro­ble­mach. Mój pro­fil w róż­nych testach świet­nie paso­wał do psy­cho­lo­ga, księ­dza, nauczy­cie­la czy dzien­ni­ka­rza. Psy­cho­lo­giem, księ­dzem i dzien­ni­ka­rzem być już nie chcę, choć myśla­łem o wszyst­kich trzech zawo­dach dosyć poważ­nie. Pozo­sta­je nauczy­ciel.

Moim marze­niem, któ­re doj­rze­wa we mnie coraz moc­niej jest zaję­cie się coachin­giem. Chcę zostać tre­ne­rem oso­bi­stym osób, któ­re podob­nie jak ja mia­ły lub mają pro­ble­my z uświa­do­mie­niem sobie swo­ich moż­li­wo­ści, wyko­rzy­sta­niem ich w efek­tyw­ny spo­sób i owoc­nym życiem w spój­no­ści ze swo­imi potrze­ba­mi sygna­li­zo­wa­ny­mi przez wnę­trze. To nie są pier­do­ły moty­wa­cyj­ne, gdy ktoś mówi Ci, że to Ty naj­le­piej wiesz, co zro­bić ze sobą i swo­im życiem. Bo Ty wiesz naj­le­piej, tyl­ko się boisz, nie wie­rzysz w sie­bie, nie dajesz sobie szan­sy, a potwier­dzeń, że jakie­kol­wiek dzia­ła­nia mają sens szu­kasz tam, gdzie ich nie znaj­dziesz - u ludzi, któ­rzy nie­ko­niecz­nie Ci sprzy­ja­ją.

Dru­gim moim marze­niem jest nauczyć się płyn­nie mówić i pisać w języ­ku angiel­skim. Aktu­al­nie rozu­miem, co czy­tam, rozu­miem co sły­szę, ale to za mało, żebym mógł swo­bod­nie ope­ro­wać tym języ­kiem. Dziś nie umieć dobrze angiel­skie­go to jak być nie­peł­no­spraw­nym i tak się nie­raz czu­ję. Sta­ram się jed­nak nie przy­bi­jać aktu­al­nym sta­nem, więc sta­wiam przed sobą wyzwa­nie, któ­rym jest naucze­nie się angiel­skie­go w cią­gu naj­bliż­sze­go roku w takim stop­niu, abym ja był zado­wo­lo­ny z tego, jak piszę, jak mówię i jak rozu­miem. Na razie nie­ste­ty nie jestem.

Trze­cim marze­niem jest (uwa­ga, będzie przy­ziem­nie) bycie zamoż­nym czło­wie­kiem. To śmiesz­ne, ale praw­dzi­we - chcę, aby w życiu nie bra­ko­wa­ło mi pie­nię­dzy i mam wiel­kie par­cie na zara­bia­nie spo­rych sum wła­śnie teraz, w moim naj­lep­szym cza­sie. Nie chcę mało lub nic nie robić, a zaro­bić. Nie chcę naro­bić się i kiep­sko zara­biać, zło­rze­cząc świa­tu i wszyst­kim boga­czom. Chcę uczci­wie zasu­wać za dobre pie­nią­dze, a dobre to dla mnie aktu­al­nie po pro­stu duże.

Nie potrze­bu­ję gro­ma­dzić mamo­ny i pły­wać w swo­im skarb­cu jak Skne­rus McKwacz. Za te uczci­wie zaro­bio­ne pie­nią­dze chcę wybu­do­wać pięk­ny dom z base­nem i wspa­nia­łym ogro­dem, gdzie zamiesz­ka­my z moją rodzi­ną (to chy­ba jest kolej­ne z marzeń tak nawia­sem mówiąc). Dzię­ki kasie chcę poma­gać tym, któ­rzy mają jej mniej i nie zasta­na­wiać się czy pur­pu­ro­wa bab­cia mnie oszu­ku­je, a co za tym idzie - bez prze­my­śli­wa­nia syp­nąć jej gro­szem. Nie oble­wać się kubłem lodo­wa­tej wody, tyl­ko prze­lać odpo­wied­nią sum­kę potrze­bu­ją­cym na kon­to. Jeź­dzić po świe­cie i po Pol­sce moim wyre­mon­to­wa­nym Sło­niem - Fia­tem 125P. Uży­wać życia w zgo­dzie z moimi war­to­ścia­mi, ale bez dys­kom­for­tu finan­so­we­go.

Mówi się, że wystar­czy, żeby było zdro­wie, a resz­ta się uło­ży. W sumie jest w tym dużo racji i głu­pio było­by mi pisać, że marzę o tym, aby w zdro­wiu dożyć do sędzi­wych lat. Ale o tym też marzę, więc już napi­sa­łem.

"Słuchaj, Tato, mam taki plan..."

Moje marze­nia nie są wygó­ro­wa­ne i wyda­ją się moż­li­we. Cze­ka mnie spo­ro pra­cy, by się speł­ni­ły. Będę też potrze­bo­wał dużo pomo­cy i szczę­ścia. Czy wie­rzę, że się uda? Oczy­wi­ście. Za każ­dym razem, gdy myślę, że coś mnie prze­ra­sta, przy­po­mi­nam sobie, że jestem synem Boga. Gdy ja nie będę dawał rady, On przyj­dzie mi z pomo­cą. Jak roz­ma­wia­my o tych moich fan­ta­zjach i marze­niach, mówię: "Słu­chaj Tato, mam taki plan i chcę zro­bić to tak. Nie mam poję­cia czy to po Two­jej linii, więc jeśli Two­ja wola jest taka, aby wyszło - pomóż mi. Pra­ca nad suk­ce­sem i tak jest po mojej stro­nie, więc... bądź wola Two­ja!".

Nie muszę pisać, że to dzia­ła, praw­da? :) Już teraz robię rze­czy nie­moż­li­we (o czym wię­cej już wkrót­ce) i jesz­cze spo­ro nie­moż­li­wych zadań przede mną. Trzy­maj­cie kciu­ki, a tych wie­rzą­cych pro­szę o modli­twę. To będzie dla mnie naj­lep­sze wspar­cie od Was.

Wy też opo­wiedz­cie o swo­ich marze­niach. Niech się speł­nia­ją, a ponoć do tego muszą zostać wypo­wie­dzia­ne, zwi­zu­ali­zo­wa­ne, napi­sa­ne, więc śmia­ło.

photo credit: Toni Blay via photopin cc