Mam 32 lata i lubię ponarzekać

Mam 32 lata i lubię ponarzekać

Taki jeden Wojtek, Kardyś z nazwiska napisał tekst pt. „Mam 26 lat i nie narzekam” . Pomyślałem „ja mam 32 lata i lubię ponarzekać”. No to zaczynamy.

Podoba mi się postawa Wojtka. Wszędzie go pełno, próbował wielu rzeczy w życiu i ciągle jest głodny kolejnych wyzwań. To wspaniałe, że „młodzież” w jego wieku (26 lat na karku to już nie taka znowu młodzież) nadal chce się rozwijać i walczyć o swoje. Wpis Wojtka to jednak „manifest” nie tyle piękny, co mocno naiwny i pozbawiony samokrytyki.

Mam 32 lata i też lubię wyzwania. Pracowałem w kilku miejscach, byłem wolontariuszem i nadal czasem bywam, gdy tylko uznam, że idea pasuje do mnie i mogę jej coś dać od siebie. Uznaję się za osobę doświadczoną zawodowo, choć nie spełnioną jeszcze do końca, abym osiadał na laurach. Gdybym tak chciał się porównywać do Wojtka, to pewnie nic by z tego nie wyszło, bo jesteśmy kompletnie różnymi osobami, więc sobie daruję. Lepiej skupić się na temacie – narzekaniu.

Narzekanie to zło?

Przeczytałem „manifest” Kardysia i zadałem sobie pytanie: co jest złego w narzekaniu? Myślę o sobie jak o dojrzałym facecie, ale jeszcze na tyle młodym, by zrozumieć potrzeby dwudziestoparolatków, bo głównie z nimi pracuję na co dzień w środowisku studenckim. Nie znajduję żadnego problemu w tym, by ponarzekać na młodych, którzy wiele rzeczy mają w dupie (a już najbardziej ciężką pracę swoich rodziców, którzy finansują im studia); na kraj, w którym płacę podatki, a nie mogę zrobić normalnej operacji kolana, bo dostaję termin na 2020 rok; na wielkie dziury w jezdni i niebotyczne rachunki za mechanika; na ciągle utykającą organizację w systemie edukacji; na… i mógłbym jeszcze sporo podać takich przykładów.

Nie widzę absolutnie nic złego w narzekaniu, ponieważ wykonuję działania, aby to, na co narzekam się zmieniało. Niekoniecznie globalnie, ale w moim małym otoczeniu. Zmiany zaczyna się właśnie od jednostki. Wojtek zresztą jest tego świetnym przykładem, ale czy na pewno chodziło tylko o to, by powiedzieć, że nie ma co narzekać? Wiem, że teraz trzeba się wszędzie lansić, by istnieć, ale z całym szacunkiem i sympatią do Kardysiowych klimatów – ten „manifest” wygląda jak… CV. Nie ma w tym nic złego, tylko dorabianie ideologii w kontekście przekazu wygląda po prostu źle. Ale ja znów nie o tym.

Kraj uśmiechniętych ludzi

Aktualnie mamy kult tęczy, niestety. Mnie taka rzeczywistość bardziej denerwuje niż problemy, z którymi boryka się przeciętny Kowalski. Nie wolno narzekać! Zakaz narzekania! Polaku, nie narzekaj! Tak, wszystko fajnie i racja, że naród nasz niezbyt uśmiechnięty (bo czasem nie ma gdzie zębów wyleczyć na NFZ, to i rzadziej je pokazuje) i ciągle roszczeniowy wobec sytuacji generowanych przez życie, ale z drugiej strony – bez przesady. Jak trzeba pieprznąć w stół i powiedzieć, że coś jest do dupy, bo jest do dupy, to nie jest wyjściem hasło „nie ma się czym przejmować”, bo to jak zamiatanie brudów pod dywan. One tam gniją przez lata, dekady i pokolenia.

Młodzi powinni zmieniać świat, a nie się do niego dostosowywać. Młodzi powinni walczyć o swoje, a nie łapać się wszystkiego, co się da, bo tak trzeba i narzekać nie wolno. Młodym brakuje minimalnej strategii na ich życie i nie ma co ich za to winić, bo nikt ich tego nie uczy. Mogę spokojnie ponarzekać na to, że tylko nieliczni szukają. Nie rozwiązań, ale sposobów, a to wcale nie jest takie kolorowe, bo sposoby powinni podsunąć im ci starsi, by młodzi skupili się na rozwiązaniach, lepszych niż dotychczasowe. Dlatego na tych starszych też mogę ponarzekać, bo zamykają się we własnych światach i całą resztę (podobnie jak młodzi) mają w dupie.

Żyjemy w społeczeństwie, które nie widzi problemów ludzi żyjących obok do momentu, gdy sprawa nie dotyczy go przynajmniej w sposób pośredni. Dla przykładu nagle większość ojców dostaje strzał między oczy, gdy inny ojciec nieumyślnie zabija swoje dziecko. Takie sytuacje budzą i zwracają uwagę na fakt, że należy wyjść ze swojej orbity i spojrzeć na innych znajdujących się dookoła. Patrzeć szerzej niż tylko na własny nos.

Naszym wspólnym Słońcem jest przecież Polska, a każdy Polak to planeta. Możemy obracać się po ściśle ustalonych trasach albo spróbować przecierać nowe szlaki. Nie na „hurra!”, ale w sposób przemyślany, mądry, w oparciu o doświadczenie pozostałych planet, dłużej żyjących w układzie planetarnym. Da się? Na razie się nie da. Mentalność skrzeczy.

Można narzekać, jeśli jest na co

Świat nie jest czarno-biały, choć domeną właśnie tych młodych ludzi jest widzieć go zero-jedynkowo. Można narzekać i robić swoje, a nawet być szczęśliwym! Nie trzeba rzygać tęczą i łapać każdej sroki za ogon, by udowodnić światu i sobie, że „da się”. Nie trzeba też robić dobrej miny do złej gry. Czasem trzeba się poddać, by pójść dalej i osiągnąć więcej, ale to wymaga dojrzałości i umiejętności przeżywania trudnych okresów w swoim życiu. Nikt nie nauczył młodych, by radzić sobie w trudnych warunkach, dlatego nie dziwne, że spieprzają jak boćki do ciepłych krajów. Boćki jednak w końcu wracają, wiją gniazda na polskich domach i wychowują młode. Polacy niekoniecznie.

Moje marzenie spełniłoby się, gdyby w tym kraju starsi chcieli pomagać młodym lepiej żyć. By robili im (mądre) warsztaty odporności i przeżywania trudnych momentów, dzielili się doświadczeniem, a także miejscami pracy. By jedni myśleli o drugich, ponieważ są od siebie zależni. Wtedy takie Wojtki nie musiałyby #NieNarzekać, by móc się cieszyć, dzielić swoim doświadczeniem i lansować CV.

Tak. W piątek, 13 czerwca dokładnie tego bym sobie życzył.

Czy świat bardzo się zmieni, gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy, wkurwieni? (Jonasz Kofta)

Zdjęcie zarąbałem z fejsa młodego gniewnego Kardysia
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Patrycja Longawa

    Dzięki za ten wpis Damian! Szkoda, że dopiero dziś na niego trafiłam :<
    "Można narzekać i robić swoje, a nawet być szczęśliwym!" – that's right
    Nie uważam, żeby ukrywanie narzekania za wszelką cenę było zdrowe. Jak inaczej wyrazić swoje rozczarowanie czy niezadowolenie?

  • Narzekanie to taka trochę psychoterapia, pomaga „wypłakać” gorzkie żale, ale dobra jest tylko na chwilę. Powiedzmy kilka dni doła po utracie miłości, pracy, itp na pewno dobrze zrobi. Katharsis każdemu się może przydać.

    Gorzej jest jednak, gdy ludzie nie potrafią zająć się czymś co wyciągnie ich z tego stanu. Rozładowanie emocji, podjęcie nowych wyzwań, pozbieranie się jakoś i pomoc bliskich dużo daje. Naprawdę można chwilę ponarzekać bo to zdrowe, ale należy też działać i wrócić do dynamiki życia jaka się miało.

    Niżej wspomniane przez Lucy eS – narzekanie dla sportu to domena ludzi, którzy nie potrafią wyciągnąć wniosków z tego co się stało, bo już nie chcą dalej działać. A działać trzeba działać, bo inaczej się pogrążymy.

    • Dzięki za komentarz. Tak, masz rację – narzekanie to też jakiś kurek pozwalający się zwyczajnie wyrzygać, gdy coś leży na żołądku. Jak każdy żołądek – kiedyś przecież dojdzie do siebie, nie ma ochoty na dalsze wypróżnienie, tylko raczej wprowadzenie pełnowartościowego posiłku :)

      Dlatego uważam, że narzekać można i zupełnie to nie przeszkadza w działaniu antynarzekawczym.

      PS
      Bardzo fajny adres wykombinowałeś :) ARRRR :D

      • Hehe, dzięki – Muszkieter też mi się podoba :) Obaj mamy dość ciekawe nazwy i w jakimś sensie spójne. Możemy kiedyś wspólnie wyciągnąć szpady i pisać ;)

        Ciekawie piszesz – myślisz podobnie jak ja – z głową i wyciąganiem sensownych wniosków. Masz też ciekawą oprawę laya. Polubiłem ;)

        • Dzięki i spoko, wchodzę w to! :) W walkach o lepsze możemy stanąć do siebie plecami. Nikt nas wtedy nie zaskoczy.

  • Paulina

    A ja wszystkimi kończynami popieram hasło „STOP NARZEKANIU”.
    Narzekanie coś zmienia? Co? Jak?
    Czy jak będziesz codziennie koledze narzekał na NFZ, rząd, ludzi mający wszystko w d*** to zmienią się przyczyny narzekania? NIE.
    Zmienią się jeśli ze swoją krytyką pójdziesz do źródła. Zbiera się podpisy od ludzi, organizuje spotkania wysyła pisma i to jest opcja zmiany. Narzekanie jest po pierwsze męczące dla osoby, która musi tego słuchać a po drugie NIC realnie nie zmienia poza upuszeniem negatywnych emocji przez narzekającego. Sam narzekający przez taką paplaninę usprawiedliwia swoją niemoc i robi z siebie ofiarę „systemu” i „ich” .

    • W pełni się z Tobą zgadzam. Najpierw ponarzekam, a później zacznę działać, bo wiem na co narzekałem, więc jednocześnie wiem, co zmieniać. Czasem nie wiem jak, ale dlatego szukam różnych rozwiązań.
      Nie jestem za stopowaniem narzekania i robienia z ludzi małpek wydających radosne odgłosy, gdy ktoś rzuci bananem. Jak się potkniesz na nierównym chodniku, to czasem powiesz „kurwa”, zamiast biec ze szpachelką i cementem, by dziurę załatać. Nie lubię przesady i idealizowania rzeczywistości. Polacy narzekają, bo mają na co. Nie zmienia to faktu, że robią wszystko (a przynajmniej chcę tak myśleć), aby nie mieć na co narzekać. Wtedy na salę proszone są zaradność, inteligencja i kreatywność :)

  • Ana

    A najlepszy jest złoty środek: realne zadowolenie, a nie kurtuazja podszyta liskiem chytruskiem „zobacz, jak ja mam wspaniale, Ty masz na pewno gorzej!”, a narzekanie tylko wtedy, gdy naprawdę jest ku temu powód, a nie chęcią pokazania, jak ja to mam źle, na pewno nikt nie ma gorzej. Bo my, Polacy, tak mamy – lubimy skrajności. Albo niech nam zazdroszczą, albo się ulitują.

    Natomiast co do tej tęczy… akurat pójście w kierunku „Hey! How are you?” – „Thanks! I’m fine!” mi się podoba. Dopóki nie jest to sztywna maska, jest to przynajmniej lepsza opcja niż wysłuchiwanie litanii o niepowodzeniach w pracy, braku chłopaka/dziewczyny, plotek kto z kim, jak, gdzie i dlaczego oraz całej listy bolących narządów.

    • Ze skrajnościami pełna zgoda, ale czy potrafisz wyłapać, kiedy to sztywna maska, a kiedy prawda? :)

      • Ana

        To jest faktycznie trudne, ale mam wrażenie, że jednak między bezmyślnym „happy”, a takim normalnym nieużalaniem się da się wychwycić tę drobną różnicę w gębie :)

  • ważne, żeby nie tylko narzekać, ale coś w kierunku poprawy sytuacji robić : ) bo niestety narzekanie niczego nie zmienia i to jest ten ból. gdyby tak to działo, czuję, że nasze życia już dawno byłyby idealne!

  • Kojarzysz kampanie #ComeAndComplain ? Mam wrażenie, że Wojtek na swój sposób zripostował do tamtych filmików i przekazów. Ponadto Wojtek zripostował do panującego wszechobecnie narzekania na „Matura to bzdura, w Polsce jest do dupy, pracy nie ma, państwo nie opłaci mi emerytury”. Owszem, wylistował swoje „CV” jako dobry przykład przysłowia: „Jak się chce to się szuka sposobu, jak się nie chce to się szuka powodu (narzeka)”.

    Wpis Kardysia (krzyczał nie będę, zapomnij!) sprowokował też Huberta do podsumowania swojego żywota. Czytnij sobie: http://www.wyrzykowsky.com/2014/06/mam-19-lat-i-nie-narzekam/

    W skrócie, postawa Huberta jest bardzo podobna do Wojtka. Działać, działać i jeszcze raz działać. Mogliby sobie usiąść na ławce w parku, narzekać, że to słońce w oczy świeci (zamiast zarobić te kilka złotych i kupić sobie kapelusz bądź też okulary p-słońce), że to wiatr wieje i zimno jest (jak wyżej, zamiast zarobić i zdobyć kilka złotych i kupić sobie polar albo kurtkę), że to szkolnictwo jest do kitu (zamiast przejść się do biblioteki i poczytać na dany temat czy po prostu praktykować daną dziedzinę) i tak dalej i tak dalej.

    Dodatkowo, czymże do jasnej cholery jest ów „kult tęczy”? Cieszenie się z drobnostek jest aż tak ofensywne dla otoczenia, że zasługuje na ironiczne miano kultu? Skoro ktoś chce się cieszyć z tego, że słońce świeci tak a nie innaczej, że deszcz zacina w taki a nie inny sposób, to czemu by nie? Nie rozumiem dlaczego by krytykować czyjąś manierę która wywołuje uśmiech niż chęć wyklęcia osobnika który jest malkontentem.

    Żeby nie było, uważam siebie za introwertycznego realistę (ekstrawertyczni optymiści mnie przerażają w pewnym stopniu) jestem na początku swojej „kariery” i przez wzgląd na miejsce zamieszkania jestem do przodu pod pewnymi względami. Ale jestem też sporo do tyłu za tymi którzy mieli możliwość wzięcia się za pewne sprawy wcześniej. Narzekam sobie owszem, ale robię to po cichu albo z osobami które wiem, że moje narzekanie wraz ze mną przekują we wnioski do wspólnych projektów. Osobiście staram się nie narzekać bezproduktywnie, bo po co? Poza popsutą atmosferą nie przyniesie to nic dobrego.

    Mam 21 lat i narzekam, po cichu.

    • Dzięki za elaboracik @Wynurzony:disqus, dawno Cię u mnie nie było :) Dla wyjaśnienia kult tęczy odbieram jako „Hey! How are you?” i odpowiedź „Thanks! I’m fine!”, czyli za każdym razem dobra mina do złej gry, ciągle win-win, ciągła gonitwa za sukcesem z uśmiechem na twarzy. Bez refleksji, ale z wielkim napisem „jestem zajebisty! wielbcie mnie”. Nie mówię, że Wojtek taki jest, choć jego tekst budzi mieszane uczucia. Mam inny punkt widzenia i nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy to zależy od wieku. Porażki, błędy, słabe momenty trzeba umieć przeżywać. Młodzi Polacy nie umieją, choć oczywiście nie jest to reguła. Czasami bezkrytycznie kupują całą tęczę oferowaną w poradnikach, na szkoleniach. To nie jest złe! Naiwne – tak.

      • Tak się wynurzam z obserwacyjnego punktu…;)

        Jeśli to jest ów kult tęczy to… podpisuje się pod nim. W sensie też jestem jego wyznawcą. Szczerze wolę skłamać i powiedzieć „a spoko, wszystko toczy się świetnie!”, niż wdrażać pytającego w serie moich osobistych problemów. Według mnie pytanie „co u Ciebie?” jest swoistą uprzejmością tylko i wyłącznie. Nie obliguje to do wspólnych rozmyślań nad istotą wszechświata czy wypisywania wszelkich przeciwności losu w dniu codziennym.

        Teraz polecę przechwałką, w okolicach „finału” projektu Gr@żyna, gdy to rzesza moich rówieśników popisała się swoją… nawet nie wiem jak to nazwać, wobec postaci w internecie było mi strasznie głupio. Wręcz wstyd za to ile mam lat i za to jakich mam rówieśników. Wtedy jeden znajomy (z tego co kojarzę to chyba Twój rówieśnik, albo niewiele starszy) stwierdził „Jesteś ich rówieśnikiem metryką, nie intelektem”. Więc zależność do wieku proszę odstawić w kąt, bo jest na tyle nikła, że… no właśnie. ;)

        Kogo nazywasz Młodym Polakiem? Dzieciaki w wieku 7-13 (podstawówka)? Młodzież w wieku 13-16 (gimnazjum)? Czy w wieku 16-19 (liceum)? Niedawno przeszedłem szczeble owej edukacji i odnoszę wrażenie, że… nie za bardzo jest jakie porażki przeżyć, błędy czy też słabsze momenty. Kartkówka na matematyce? Nieprzygotowanie do lekcji? Czy może rzucenie przez Natalię z trzeciej c? Umówmy się to nie są porażki czy błędy które jakoś specjalnie ważą na „ciągu dalszym”. Owszem wmawiają nam w szkole inaczej, nawet rodzice często ulegają temu schematowi ale to przez wzgląd na to, że zapominają o tym iż „kiedyś było inaczej”. Uogólniasz znacznie, to mniej więcej chciałem tutaj zawrzeć.

        Wydaje mi się, że narzekanie wynika z krytyki. Tylko jest to krytyka źle stosowana oraz źle przyjmowana. Bez wyciągania wniosków i z oskarżeniem „a bo Ty tylko hejcisz(jak ja nie lubię tego słowa)!”. To takie trochę bezproduktywne według mnie.

        Co do Naiwności… no cóż, nie odczuwam w żadnym stopniu. Ale ja dziwak jestem ;)

        • Błażej, nikt nie każe Ci się zwierzać z Twoich prywatnych problemów osobie, która pyta co u Ciebie, ale z drugiej strony fałszywa maska i kłamstwo to właśnie ta tęcza, która mnie obrzydza. Właśnie dlatego, że większość osób ma takie podejście jak Ty – ludzie ze sobą nie rozmawiają, nie wiedzą o sobie kompletnie nic, nie widzą problemów u nikogo poza własnymi nosami. Jakie społeczeństwo zresztą. Zbiór osób zmuszonych do przebywania obok siebie.

          Łonę znasz?

          https://www.youtube.com/watch?v=VxKxRAb6vLo

          Dla mnie Ty jesteś młodym Polakiem. Młodzież to dla mnie nastolatki wzwyż. Ja będę młodym Polakiem dla 50latka. To zawsze jest względne.

          Jeśli zaś chodzi o problemy wieku cielęcego – nigdy nie zapominam jak wół był cielęciem. Tobie też polecam. Rzucenie przez Natalię z trzeciej c ma wpływ na późniejsze postrzeganie kobiet i związków np. Nieprzygotowanie do kartkówki wpływa na to, czy kiedyś będziesz przygotowany do pracy czy egzaminu, czy jednak będziesz miał to w dupie, bo co Ci zależy (starzy nie kazali, pracodawca jest wyluzowany).

          Narzekanie może wynikać z krytyki, a co jest w niej złego? Kolejny mit siada, że lubimy krytykę, ale tylko konstruktywną. Bzdura. Nikt nie lubi krytyki, jakiejkolwiek. Nauczyć to się można ją przyjmować z godnością, o ile jest zasadna. Tymczasem uczy się nas jak przed nią spieprzać, bo… przecież nic się nie dzieje, nie ma co narzekać :) To właśnie naiwność, która uczy nieporadności, zagłuszania prawdy i rozmemłania rzeczy takimi, jakie nie są.

          Jeśli zaś chodzi o naiwność – ja jestem naiwny i daję się mamić. Jestem idealistą i potrafię oddać wiele za cele, w które wierzę. Ale nie jestem frajerem, więc nie lubię, gdy mi ktoś wciska coś, co się kupy nie trzyma. Pochwała logiki ze szczyptą emocji (choć proporcje się zmieniają, oj zmieniają).

          Jeśli nie odczuwasz naiwności to dobrze :) Ale to takie naiwne, bo każdy ma swój słaby punkt. Ich świadomość i umiejętne kierowanie swoimi zasobami nazywam dojrzałością. Wielokrotnie, gdy byłem młodszy mówiono mi, że jestem „do przodu” względem rówieśników. I zmęczyło mnie to bycie z przodu, bo nie potrafiłem przeżywać wydarzeń, które nazywam „prawem wieku”. Odbierałem sobie młodość, co dziś uważam za przydatne, ale zupełnie bez sensu. Trzeba mieć tyle, ile się ma, a nie żyć szybciej niż się może narażając na samotność i brak zrozumienia. Z doświadczenia wiem też, że nie miałem świadomości tego, co wydawało mi się, że rozumiem. Miałem za mało lat i doświadczeń.

          Dlatego uogólnię sobie, że dużo jeszcze przed Tobą względem mnie. Przede mną dużo względem starszych ode mnie. Kwestia, czy umiemy o tym rozmawiać i… czasem ponarzekać, by później to zmienić.

          • Tym razem będzie względnie krótko, bo tą dyskusje można prowadzić bez końca i nikt nikogo nie przekona do swojej postawy. Zbyt uparci jesteśmy ;)

            Nie interesuje mnie bezimienny przechodzień, którego drugi raz mogę nie spotkać już w autobusie linii którą jeżdżę do pracy. On się mną też nie interesuje. Za to przyjaciel który jest ze mną dość blisko wie o mich problemach i sukcesach różnych. Różnica polega zasadniczo na stopniu znajomości. Tu nie ma żadnej tęczy według mnie.

            Co do wniosków z młodości to się nie wypowiem bo było to na tyle nie dawno i jest na tyle świeże, że trudno spojrzeć na to chłodno.

            Nie, nie, nie. Narzekanie to według mnie źle zastosowana krytyka. Poza tym ja lubię jak krytykuje się konstruktywnie moje „twory” (czy to strona, czy to impreza którą zorganizuję, czy cokolwiek). Pomaga to wyciągnąć wnioski i daje ogląd wydarzeń z różnych stron. Prawda, nie lubię jej słuchać od ludzi którzy kompletnie nie mają pojęcia na dany temat i zgrywają postawę „widziałem w TV więc wiem co to!”, ale to kwestia postawy nie krytyki.

            Introwertykowi samotność nie straszna w dzisiejszych czasach. Zrozumienie swojej osoby przez innych też jest łatwy do osiągnięcia. Świadomość owszem nabywa się z doświadczeniem. A wpis o „prawie wieku” czytałem i pamiętam ;)

            Owszem, wiele przede mną względem Ciebie, tak na oko to z 10lat na działania. Ale nie martw się, nie dogonię Cię bo Ty też jesteś w ciągłym ruchu. A od narzekania wolę wyciąganie wniosków, efektywniejsze ;)

          • Nie choruję na mamracjonizm, a moje zdanie nie wynika z upartości, tylko z tego, że je mam :) Uważaj, żebyś i Ty się nie zaraził: http://muszkieter.in/polacy-sa-chorzy-na-mamracjonizm/

            Czy bezimienny przechodzień pyta Cię, co u Ciebie? To raczej pytanie zadawane co najmniej przez znajomych, więc dalsze Twoje wnioski sypią się jak domek z kart.

            Co do narzekania i konstruktywnej krytyki – jedziesz mainstreamem. I dobrze :) Mnie to nie przeszkadza, ale po prostu z takim podejściem się nie zgadzam i uważam je za nieprawdziwe.

            Ostatnio zrobiłem testy i wyszło, że jestem intro :) Niezłe, co? Ja lubię ponarzekać, lubię powyciągać wnioski, lubię być człowiekiem, który nie musi być (i nie jest) doskonały. To jest piękne w byciu sobą.

          • Nie pamiętam pointy tamtego wpisu, teraz nie mam czasu/ochoty czytać po raz kolejny;)

            Stosuje różne stopnie znajomości, w zależności od otwarcia się do tego znajomego. Jeden z niższych poziomów to „znamy się z korytarza, wiem jak masz na imię ale w sumie nie potrzebuję wiedzieć więcej”. Wiem, brzmi parszywie ale takie już mam podejście. Najczęściej działa jednak w dwie strony.

            Mainstream – kolejne hasło klucz które jest dla mnie swoistym workiem metafor i wymaga uściślenia ;) Umysł ścisły ma problemy z przyswojeniem. ;) Niemniej jak nasz wspólny znajomy ma w zwyczaju podsumowywać „Ale ja to szanuję” ;)

            Jakie testy? Miarodajne to-to? Ja się czuję introwertykiem, uważam za introwertyka i lubię w zakątku sobie siedzieć i analizować. Analiza jest jakaś taka efektywniejsza niż narzekanie sensu stricto.

            …tymczasem! Dalej będziemy dywagowali na poziomie detali, bezcelowo według mnie ;)

          • Lubię podejście od ogółu do szczegółu. Do bardzo fajnych rzeczy można dojść, bo zdecydowanie podejście od szczegółu do ogółu w przypadku rozmów nt. ludzi nie zadziała. Szczegóły właśnie dla każdego są inne.

            Test sobie zrób, może się dowiesz czegoś więcej o sobie: http://www.enneagram.pl/

            Ja byłem zaskoczony. Strzelaj, którym numerem jestem :D

          • Ciąg dalszy na privie ;)

          • Joanna

            4?

          • Blisko, ale nie (co było i dla mnie zaskoczeniem). Wyszło, że niby jestem 5w4 :) Obrazoburca!

          • Też kilka lat temu byłam 5w4, teraz moja osobowość ewoluował w 4w5. Ps. Kiedy się urodziles?

          • Pytasz o konkretną datę czy rocznik? :)

          • Datę urodzenia :D

          • Poszło mailem, co się tak będę publicznie z daty obnażał :)

  • Ej, robię wpis o narzekaniu (poniekąd). Podobne mamy zdania. :)
    Narzekanie jest ok, ale nie paplanina. Jak coś nie pasuje, to warto to wymienić i przerobić.

    • Chętnie przeczytam jak już opublikujesz :)

  • Za narzekaniem jako artykułowaniem realnego niezadowolenia jestem bardzo. Z niezadowolenia biorą się zmiany.

    Najgorsze jest narzekanie dla sportu, dla samego narzekania – bez cienia refleksji, jak by w ogóle miało być, żeby było lepiej.

    • Piękne dzięki za komentarz! Często „narzekactwo” właśnie (czyli powiedzmy, że ten rodzaj sportowy) wrzucane jest do tego samego worka, co narzekanie wynikające z realnego niezadowolenia i w tym całe clue. Uproszczenia są w cenie, bo łatwiej docierają, ale są tylko uproszczeniami, które zupełnie nic nie wnoszą. Tak widzę właśnie #NIEnarzekam.

  • Tylko nie zamień się w Muszkietera-Malkontenta. To nie pasuje do płaszcza i szpady ;))

    • Nie bój. Mistrzowie szpady muszą ćwiczyć, żeby mieć szanse na więcej niż jeden płaszcz. #lubieponarzekac :)