List z Polski do Emigranta

List z Polski do Emigranta

Napisałem list z Polski do Emigranta przebywającego za każdą granicą.

Cześć Emigrancie!

Piszę do Ciebie, bo siedzę w tej naszej Polsce kochanej, a Ty gdzieś tam zdobywasz swoje szczyty, więc chciałem opowiedzieć Ci co u mnie.

Na początek przyznam Ci się, że nie jest kolorowo. Popsułem sobie kolano i kuśtykam już od kilku tygodni. Przypomina mi się wiersz Jana Kochanowskiego o szlachetnym zdrowiu. Dowiedziałem się co to znaczy być chorym w Polsce i wiesz co? Trzeba mieć na to naprawdę zdrowie. W gruncie rzeczy wszystko da się załatwić, ale gimnastyka dla umysłu, ciała oraz kombinatoryka stosowana mówią wspólnie – to nie jest kraj dla chorych ludzi. Żyję jednak, więc to chyba najważniejsze. Jestem ciekawy jak to u Ciebie wygląda, w Twoim nowym kraju. Pewnie nie ma problemu z kolejkami i lekarzami. Czytałem gdzieś w prasie, że doktorzy są na wyciągnięcie ręki, a później wyciągają obie ręce po odpowiednie sumki. Też się nie opłaca chorować, więc przyjeżdżasz do Polski na wizyty u dentysty i operacje. Bo taniej. Ech.

Nigdy nie lubiłem geografii, a o kulturze mnie w szkole nie uczyli i sam musiałem się doszkalać, ale pamiętasz chyba jak wygląda nasza mapa? Wklejam Ci, bo sobie kupiłem i nie chcę, abyś zapomniał skąd pochodzisz. Ta nasza Polska kochana! Jest taka piękna i ma taką wspaniałą historię. Zjeździłem pół Europy w poszukiwaniu klimatu, który tu panuje i niestety, stary. Jest nie do podrobienia!

Mapa Polski - Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Mapa Polski – Aleksandra i Daniel Mizielińscy (źródło)

Jest tyle miast, w których jeszcze nie byłem. Zasiedziałem się trochę w tym Krakowie. To też unikat i pomieszanie z przemieszaniem, Krakusów rodowitych z napływowymi. Ja sam przecież pochodzę z Podkarpacia i podobnie jak Ty za granicę, wyjechałem ze swojej rodzinnej Stalowej Woli. Kiedyś tam wrócę, choć jeszcze nie teraz, bo to świetne miejsce na spokojną starość. Wspaniałe zielone tereny, z kranu leci mineralna, powietrze jest czyste jak myśli dziewicy, drogi równe i nie dziurawe. Prawie jakbym nie był w Polsce! Wszystko dzieje się tam spokojniej niż w Krakowie, choć ludzie są chyba bardziej zgorzkniali. Ale do kościoła chodzą, modlą się i starają nad sobą nie użalać. Domy budują, dzieci płodzą i biznesy nawet kręcą! Mówię Ci, świetne miejsce, bo nawet tam się da, jeśli się chce.

Właśnie, mnie się, Emigrancie drogi, bardzo chce! A wiesz co mi się chce? Robić swoje! Denerwuje mnie ile przesiąka do nas syfu z Zachodu i próbuje się mi wmawiać, że to jest lepsze, bo nie moje, nie z Polski. Jestem wkurzony, gdy ktoś próbuje mi wmówić, że jestem leniem, brak mi zdolności, a postęp widziałem tylko na kreskówkach. Pieprzę taką postępowość, która ograbia mnie z tego, co moje, unikalne i wyjątkowe. Wiesz, że nigdy nie szedłem w równym szeregu i zawsze miałem wątpliwość. Nie jestem łatwy w obsłudze. A jak to tam wygląda u Ciebie w nowym kraju? Wszyscy są tacy jednakowi i równiuteńko idą zgodnie ze z góry narzuconym planem? Większość autorów pochodzących z krajów, po których się bujasz, pisze, by nie zapominać o swoich korzeniach, a sukces budować na pracy, otaczaniu się odpowiednimi ludźmi i trzymaniu się zasad. Dlatego się zastanawiam, czemu wszystko co polskie jest takie gówniane? Ja też jestem gówniany, bo piszę do Ciebie po polsku? Daj znać jak to widzisz, bo intuicja mi podpowiada, że nawijają mi makaron na uszy. Indoktrynacja to to jeszcze nie jest, ale wielu z moich kolegów i koleżanek utraciło już swoją tożsamość i nie wie kim tak do końca jest, a to chyba największa tragedia.

Martwię się trochę o Ciebie. Mam nadzieję, że dobrze zarabiasz i jesteś szczęśliwy. U nas jest sporo nieszczęścia i zwykłej prozy życia, ale sytuacja się poprawia, bo im starszy jestem, tym bardziej widzę, że to nie od stanu posiadania zależy moje spełnienie. Ty pewnie założyłeś firmę i wyrastasz na wielkiego potentata. Ja natomiast nie chcę być bogaty. Chcę żyć dostatnio, ale muszę mieć czas przecież, by te pieniądze wydawać. Jeszcze nie znalazłem swojego sposobu, ale tu jest sporo takich jak ja – poszukujących swojego miejsca w Polsce. Łatwo nie jest, ale paradoks polega na tym, że to uczy samodzielności, kreatywności i umiejętności radzenia sobie w różnych warunkach. Druga strona medalu jest taka, że zawsze jest się z kim napić i porozmawiać o starych rowerach. Masz tak u siebie, tam w tym Twoim kraju? Wiem, że nie wypada u Ciebie narzekać i wszyscy są dla siebie mili „Hey! How are You?” i „hi! I’m fine.”. Takie tam small talks. Mnie to nie kręci, ale Ty zawsze lubiłeś brać to, co błyszczące i dostępne, choć nie do końca prawdziwe. Ja się w tej naszej polskiej prawdzie lubię pozanurzać. Wiem, brzmię jak masochista i fakt, że bywam zmęczony, ale… jestem u siebie. Każdy potrzebuje przecież swojego miejsca na ziemi, a moje jest w Polsce. Tu chcę założyć rodzinę, wybudować dom, posadzić drzewo i spłodzić dzieci. Chcę, aby mówiły po polsku, tak jak ja.

Daj znać, kiedy wracasz. Ja Cię nie odwiedzę w najbliższym czasie. Mam tu całkiem sporo do zrobienia. Potrzebują mnie. Jak to mawia stare porzekadło – wszędzie dobrze, ale w domu – najlepiej. Poza tym muszę zadbać o ten dom, rodzinę i kraj. Trzymaj za mnie kciuki. Ja za Ciebie nigdy nie przestałem. A jeśli stoisz w rozkroku i nie wiesz co zrobić – wracaj, cieciu!

Pozdrawiam i do zobaczenia

Polak

PS

Sprawdź czasem sam, co u mnie. Tu masz adres.

photo credit: Cayusa via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Irena Lobocka

    Masz racje cholernom Rajcjeja i ja chcem byc tu juz …wolne Polski tam nie jestem sama tam mam rodzine tam moje dziecko ma babcia I dziadku tam jest muj don’t a tu bloka jezyka a to ludzie udjących milych a to Strach wyjsc domu

  • Ja jestem tutaj cały czas, ale uważam, że ten list nie jest uczciwy. Nie znam Emigrantów takich, jakich tu opisujesz. Znam ludzi, którzy wyjechali żeby żyć, a nie żeby być potentatem. Ludzi którzy wlewają siebie w ten kraj ile mogą przy każdej wizycie. Za którymi tęsknię i odwiedzę. Bo odwiedzanie nie jest nożem w plecy dla naszego kraju. Nasz kraj jest piękny i słaby. Nie przykrywajmy pierzynka patriotyzmu syfu, którego jakoś nie próbujemy posprzątać. Zostaliśmy i co czwarty chodzi do urny. Zostaliśmy i co piąty ciśnie na babcinej emeryturze zamiast pracować. Radzimy sobie, a jakże. Jako naród sobie. Okradając siebie nawzajem. Najbardziej ze złudzeń.

    • Czyli tu się żyć nie da? Ja z kolei nie bardzo zgadzam się na to, aby Polacy za granicą byli parobami i cieszyli się z tego, że lepiej smakują niepolskie burgery, a zarobiona na zmywaku kasa pozwala im na więcej w Polsce. Nikogo nie winię, ani Emigrantów, ani kraju. Nie piszę nic o polityce, nie mówię, że jest tu kolorowo i zawsze świeci Słońce. Nie wiem właśnie, czego spodziewają się Emigranci, bo jeśli jadą po to tylko, żeby zapieprzać za „tylko” dwa razy większą pensję, to ta przebitka zupełnie nie pasuje do tego, co tracą: kontakt z rodziną, kontakt z naszą rzeczywistością. To nie jest tego warte. Nie piszę też nigdzie, że Emigranci nie są patriotami.
      Agnieszka, to mój list, z mojej Polski, w której żyję. Nie zawsze mi się tu podoba, a za polityków i ich działania nie czuję się odpowiedzialny. Jestem za to odpowiedzialny za swoje działania, za swoje sumienie i kocham ten kraj. Nie żyję tu tylko, żeby przeżyć. Chcę normalnie żyć, ale nie z podejściem, że politycy są źli i to ich wina, emeryturożercy są źli, bo im babcie pozwalają i to ich wina, niegłosujący są źli, bo to ich wina. Wystarczy, że każdy zacznie być odpowiedzialny za siebie i zacznie walczyć z mentalnością „to nie moja wina” i „jaki mam na to wpływ”.

      • W Twojej odpowiedzi (nie listu!) przebija praktycznie wszystko to co i ja myślę. Bo przecież również tutaj siedzę. Jeżeli nie żyję na właściwym poziomie – to tylko moja wina. I tego jestem świadoma (Łońska pięknie i bezpardonowo o tym napisała). A jednak w liście jest ta dziwna złośliwość, to dziwne wypominanie. Ta szpila w „tyłek zmywaka”.
        Znam „zmywaka”, który tutaj nie dałby rady sam z dzieckiem (taka mentalność tegoż), znałam architekta, który tam rozwinął skrzydła bez zbędnych lat usługiwania stetryczałemu okien malarzu. Tak, tam jest łatwiej, i tak – niektórzy idą na łatwiznę. Mi na przykład to, że musimy kombinować w naszym kraju jak się da przeszkadza. Nie uczy nas to z reguły jak ogarnąć, tylko jak ugrać.
        Nie wyjeżdżam bo chcę móc godnie żyć we własnym kraju. I robię wszystko, żeby to zagrało. I sporo za to płacę. Bo moi najbliżsi praktycznie wszyscy wyjechali. Bo samemu ciężko żyć, mieszkać i ubezpieczyć (nie będąc corpo-singlem), ale się da.
        Różni ludzie „różnie wyjeżdżają”, po prostu czuję obowiązek zaprotestowania :). I by zadbać o ten kraj – trzeba jednak przyznać się, że jesteśmy odpowiedzialni za to koryto, z którego żre Tusk, Kaczor, Obama.

        A koniec końców: to Twój List do Emigranta. W praktyce nic mi do niego. Ale napisz jeszcze List do Ziomka, Krajana, Rodaka.
        By poczuł odpowiedzialność za bycie tutaj. :)

        • Spokojnie, na inne listy jeszcze przyjdzie czas :) Niemniej ja znam drugą stronę medalu, czyli tych, którym w Polsce wyszło i to nie przez plecy wujka, ale dzięki własnej pracy. Trochę przeinterpretowujesz mój list, ale to dobrze. Dziękuję za Twoje nieco inne światło na sprawę.

  • Hmm… Tak wprost emocjonalnego tekstu nie pamiętam u Ciebie. Ja też zostaje tutaj. Trudno mi sobie wyobrazić siebie gdzieś indziej. A jeśli chodzi o muzykę, to w kontekście wątku ojczyźnianego zawsze kojarzy mi się Republika i „nie pytaj o Polskę”, jeśli nie przekręciłem tytułu.

    • Dziękuję Ci, Wojtek! Miło jest czytać takie słowa, zwłaszcza, że nieraz mówienie o patriotyzmie, o moim kraju jest utrudnione przez patos i to, co zostało z tego słowa w aktualnym podejściu do Ojczyzny. A to jest nasz kraj, do jasnej cholery! NASZ! Jestem synem tej ziemi, więc gdybym miał ją daleko gdzieś to jakbym zaparł się własnej matki.
      Nie jest najlepszą pod słońcem mamusią, oj nie :) Ale rodziców się nie wybiera i nie wszystko da się wytłumaczyć złym wychowaniem. To w pewnym momencie zawsze jest nasza decyzja.

      • Nasza decyzja, słowo klucz. Nasza decyzja, czyli odpowiedzialność. Którą często odsuwamy od siebie i próbujemy przykryć pięknymi słowami bez pokrycia w rzeczywistym zachowaniu. Proza życia.

        • Sęk w tym, że nie musimy się zgadzać na ten populizm. Paradoksalnie więcej jest osób, które tak myślą, ale boją się nieraz ujawinić. Takimi tekstami staram się je wyłuskać, bo nieraz będąc jeszcze w Polsce można zostać mentalnym emigrantem.

          • Czyń dobro, Muszkieterze i łuskaj, łuskaj ile wlezie. Tym bardziej wśród młodych ludzi. Niech nie wstydzą się powiedzieć znajomym, że kochają swój kraj. Przecież nie wolno wstydzić się miłości.

          • To jest ten pieprzony thinkstajl, bracie! :)