Co Ty wiesz o liderowaniu

Co Ty wiesz o liderowaniu

Wydaje mi się, że niewiele wiem o liderowaniu, bo do tej pory byłem głównie szefem, a nie każdy szef potrafi być liderem. Czy każdy lider powinien być szefem?

Zastanawiasz się pewnie, dlaczego podejmuję temat liderowania. Szybko spieszę z wyjaśnieniem. Rozpocząłem eksperymentalny projekt z kilkorgiem arcyciekawych i jednocześnie nieznanych mi osób. Zaprosiłem ich do mojego świata, a oni mnie do swoich. Choć na początku czułem się jakbym to właśnie ja wprosił się w ich przestrzeń, to okazało się, że to było potrzebne, aby zacząć działać razem. Już na starcie każdy z nas, z pełnym szacunkiem i świadomością ryzyka odmowy, zadał drugiemu pytania: czy na pewno chcesz? Czy wchodzisz w to i będziesz ramię w ramię ze mną tworzył nasz wspólny świat, oparty na miksie naszych osobistych światów?

Każda odpowiedź była jednoznaczna – bawimy się i idziemy za wspólną przygodą. O samym projekcie nic więcej już nie powiem, bo taką przyjęliśmy zasadę. Niemniej poprzez mój udział w nim zdałem sobie sprawę, że jestem liderem, a szefem być nie lubię. Nie kocham się we władzy, ale uwielbiam mieć odpowiedzialność. Nie potrzebuję zagarniać wszystkiego pod siebie, ale kocham dzielić się wspólnym sukcesem (i porażką też!). Tylko wtedy czuję, że jestem wśród „swoich”, dlatego dziś piszę o liderowaniu z mojej perspektywy. Ona nie jest jedyna i słuszna. Jest moja, więc jeśli masz inną – nie przejmuj się. Zawsze możemy się skonfrontować w komentarzach, ale zanim to zrobimy, odpowiedzmy sobie na pytanie.

Kto może być liderem?

Liderem może być każdy, ale dobrymi liderami są tylko wybitne jednostki. Właśnie dzisiaj dotarło do mnie, że wybitny jest określeniem pasującym do osoby doświadczonej. Bo przecież nie chodzi tu o predyspozycje, choć one odgrywają główną rolę w procesie stawania na czele. Istotną cechą lidera jest liczba przeżyć i wniosków, z których rodzą się mądrość, rozsądek i wspomniana wybitność. Odczarowuję nieco to słowo, ponieważ kojarzy się ono z genialnością, a ja wierzę, że każdy z nas może być genialny, bo wszyscy mamy jakieś zdolności. Doświadczenia pozwalają je nam odkrywać i rozumieć, gdzie nasze naturalne zasoby i właściwości posiadają punkty kulminacyjne. To świat naszych wartości, które możemy traktować jak ciężar (dla przykładu myślałem, że moja wrażliwość jest słabością, a teraz uważam ją za siłę!) albo jako grunt, podstawę potrzebną do wybicia się ponad przeciętność, bo ta właśnie daje pole do liderowania.

Liderowanie opiera się na wartościach, a nie schematach. Człowiek rozumiejący odpowiedzialność za to kim jest, potrafi zobowiązać się do odpowiedzialności również za innych. On dobrowolnie bierze na barki tych, dla których jest liderem. Weryfikacja czy jest właściwym człowiekiem na tym stanowisku przychodzi w napotykanych problemach, dotykających wszystkich w grupie, której przewodniczy. W takich sytuacjach lider przecież staje się jasnym punktem orientacyjnym, dzięki któremu każdy wie co ma robić.

Lider jest jak przewodnik, który wchodząc na szczyt prowadzi linę, do której przypięci są pozostali członkowie grupy. Gdy powinie mu się noga i zacznie spadać, zależnie od tego jakich dobrał sobie współpracowników i jak bardzo szanowali wytyczne dotyczące wspólnego bezpieczeństwa (np. nakaz przypięcie się do liny) – grupa przetrwa kryzys i pójdzie dalej lub spadnie w otchłań. Lider może być przecież najlepszym na świecie wspinaczem, ale niechlujstwo, lenistwo, bunt, źle pojmowana niezależność czy zwykła głupota członków jego grupy spowoduje, że wszyscy ucierpią. Szczyt nie zostanie osiągnięty, a przewodnik wyprawy i jego podopieczni roztrzaskają się o skaliste zbocze. Brrrrrr…

Odpowiedzialność grupy

Dobry lider potrafi wzbudzić w swojej grupie wzajemną odpowiedzialność. Team ma być jednością, w której każdy ma swoje określone miejsce, pole działania i zakres obowiązków. Jasno, klarownie, precyzyjnie i adekwatnie. Grupa pod wodzą dobrego lidera uczy się jak ufać sobie i innym członkom ekipy, bo zaufanie jest podwaliną dla kolejnych szalenie ważnych wartości – szacunku do drugiego człowieka, jego pracy, kompetencji i umiejętności.

Lider może być wybitny, ale jeśli członkowie jego grupy nie pozwolą mu być najlepszym w tym, co robi i dodatkowo wykazując się absolutną ignorancją – nie odrobią lekcji ze współdziałania, współodpowiedzialności oraz współzależności, to on sobie może flaki wypruć i z jego syzyfowej pracy zrodzi się tylko obustronna frustracja.

Żeby lider mógł robić swoje, potrzebuje ludzi chętnych do bycia prowadzonymi. Brzmi dramatycznie źle, prawda? Ale tak jest i nie łudźmy się, że każdy kto ma chęć, może być dobrym liderem. Brak pokory w stosunku do swoich możliwości potrafi zatruć najlepszy team. Za to świadomość swoich ograniczeń jest drogą do pozwolenia najlepszym być najlepszymi.

Jeśli taka Pani Zofia robi piękne szaliki na drutach, które zechce hurtowo produkować – niekoniecznie poradzi sobie z organizacją pracy dla pięciu innych zdolnych Pań Zofii. Czy przez to Pani Zofia ma zamkniętą drogę do bycia liderką? Skądże znowu! Otóż Pani Zofia może okazać się pierwszą kobietą na świecie, która produkuje autorskie wzory samoczyszczących się szalików. Nigdy nie będzie szefem z prawdziwego zdarzenia, bo nie czuje organizacji pracy ludziom, ale kocha zarządzać wełną i właśnie w tej kategorii stanie się liderką. Dodam, że szczęśliwą liderką, która nie musi być szefem, by się spełniać.

Czy zatem szef powinien być liderem?

Szef lider

Połączenie marzenie, cud miód. Gatunek rzadki, na wyginięciu – nie bez powodu. Z mojej perspektywy bycie szefem i liderem, to piekielnie wykańczająca fucha. Szef zarządza i kładzie nacisk na wykonywanie i zakańczanie zadań, podczas gdy lider przewodzi, by te zadania zostały wykonane jak najlepiej. Połączenie szefa z liderem potrafi być mieszanką wybuchową, bo oczywistym jest, że wykonywanie i zakańczanie zadań z możliwie jak najlepszym wynikiem przed, w trakcie i po bywa po prostu niemożliwe. Takie podejście grozi niekończącym się niespełnieniem, bo albo zadania nie są najlepiej wykonywane, albo inicjatywy nie są najlepsze, a wszystko przecież ciągle jest w proszku i już dawno powinno być skończone!

Jest na to jedno lekarstwo – osoba, która jest szefem, nie może być jednocześnie liderem. Według mnie dobry przełożony ma swoich liderów, którym ufa i na których polega. Oni są kapitałem, którym szef powinien mądrze obracać i go mnożyć. Gdy ciągle wchodzi w rolę lidera, nie pozwalając w ten sposób wyłaniać się naturalnym liderom grup, w dłuższej perspektywie doprowadza do katastrofy w grupie, której wartości opierają się na: braku zaufania, braku zadowolenia, braku wyników, braku samodzielności, braku wiary w siebie, braku możliwości rozwoju, braku szczerości. Rezultat: brak ludzi, którzy chcą pracować dla takiego szefa, a on, biedaczek, jednocześnie przestaje być również liderem, bo niby dla kogo?

Aby zostać dobrym szefem i zrozumieć rolę lidera potrzebna jest szczera rozmowa ze swoimi potrzebami, przesianymi przez możliwości.

Bezrefleksyjne rekiny

Przyszło mi żyć w czasach, gdy każdy chce być kierownikiem, dyrektorem, prezesem. Wiąże się to przecież z władzą, pieniędzmi, poważaniem, statusem w społeczeństwie. Jednocześnie jestem szczerze zaskoczony, że te łase na pływanie w słodkich głębokich wodach rekiny, które co rusz szczerzą białe, wyostrzone zęby, nie zdają sobie sprawy z ogromnej odpowiedzialności i następstw zajmowania odpowiedzialnych stanowisk. Uzębienie nie zastąpi przecież zdrowych relacji, szczerości w komunikacji, uczciwości względem siebie i innych, racjonalnego zarządzania, ale i szacunku oraz odpowiedniej przestrzeni do wyzwalania potencjału podwładnych. Za to świetnie nadaje się do gryzienia, szarpania, rozdrabniania i zabijania.

Szef nie pracuje nad innymi, bo ma od tego liderów. On pracuje nad sobą, by być najlepszym przełożonym dla swoich pracowników, którzy wiedząc, że pracują dla najlepszego szefa – codziennie będą stawać się lepszymi pracownikami.

Nie bójcie się być liderami, którzy nie są szefami. Choć nigdy nie zastąpią Wam szefów – szanujcie liderów, bo praca właśnie z nimi i według ich wytycznych przyniesie najlepsze owoce. Bądźcie pracownikami, dla których warto być szefem, bo wtedy zawsze wśród Was znajdzie się naturalny lider, któremu powinniście pozwolić być najlepszym, skoro taki jest.

I na koniec muszkieterski apel – drodzy szefowie, odpuśćcie sobie liderowanie. To nie jest Wasza działka.

Aktualizacja, 24 września 2014, 13:26

Trafiłem na artykuł z genialnymi cytatami i dlatego polecam: Jaki powinien być lider startupu. Nie lubię zangielszczeń i na początku odstraszył mnie tytuł, ale to nie przypadek, że znalazłem tę notkę w dniu publikacji muszkieciny o liderowaniu. W końcu nie ma co oceniać książki po okładce :)

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • BGN

    „I na koniec muszkieterski apel – drodzy szefowie, odpuśćcie sobie liderowanie. To nie jest Wasza działka.”
    Cholernie prawdziwe. Aż boleśnie.

  • Zawsze myślałam, że między liderem a szefem jest taka różnica jak pomiędzy przywódcą a władcą. Różnica między nimi ujawnia się dramatycznie w trudnym czasie, np. podczas wojny. Władca woła do swojego wojska „Idźcie, dalej, do przodu” a sam zostaje z tyłu z obstawą. Przywódca woła „Naprzód, za mną”! Twoja wizja szefa bez liderowania kłóci się trochę z moją negatywną wizją, i chyba muszę to jeszcze przemyśleć.

    Za to bardzo mi się przydają inspiracje dot. lidera. Pilot powinien mieć niewiele z szefa w takim razie, za to dużo z lidera. Podczas pracy mi pomaga taka (wyczytana gdzieś) myśl:
    „Kiedy męczy mnie to kim jestem DLA was, myślę o tym, kim jestem Z wami.” :)

    • Ania, dziękuję Ci za komentarz, bo wyłapałaś świetne porównanie :) Przywódca i władca to ciekawa relacja, choć z Twojego opisu wynika, że władca to ten taki trochę nieciekawy typ, który nie lubi brudzić sobie rączek. Tymczasem gdyby na to spojrzeć pozytywnie – dobrego przywódcę można zastąpić lepszym, dobrego władcę – rzadko kiedy. Takie ustawienie tej relacji tłumaczy dlaczego nie jest ona niczym złym. Można nawet powiedzieć, że to niezwykle rozsądne i mądre rozwiązanie.

      Inne porównanie – głowa i ręka. Głowa myśli i bez niej ręka jest bezradna, bo nie wie co ma robić. Niemniej głowa sobie może myśleć, ale jeśli ręki zabraknie, to nie zostanie wykonane żadne działanie. Która jest ważniejsza? Żadna. Są tak samo ważne, choć głowa zawsze ma palmę pierwszeństwa.

      Bez głowy ani rusz, co w przedstawionym przeze mnie kontekście nabiera ciekawego znaczenia :)