Kulturalne getto

Kulturalne getto

Kulturę zamyka się w pokoju bez klamek. Robi się z niej wariatkę, której nikt nie rozumie i wskazuje na jej prostytuującą się siostrę – popkulturę, dodając że nie można inaczej.

Nie włączam telewizora i nie oglądam „Rolnik szuka żony”. Nie oglądałem „Warsaw Shore”, a „Kuchenne rewolucje” i łatwość, z jaką Magda Gessler gnoi ludzi na ekranie przypominają mi o jednym – szkoda czasu na półgłówków czy wredną babę, która może i chce dobrze, ale zapomina po co robi rewolucję, zachowując się gorzej niż ta poniżana przez nią pomoc kuchenna. Gdzie jest ten „MasterChef”, który rzeczywiście wkłada serce w potrawę, którą tworzy? Nie ma, bo już dawno ktoś mu pokroił w kostkę to serce, jak na „Hell’s Kitchen” przystało. Ma być piekielnie duża oglądalność.

A człowiek? A człowieka ma się w dupie. Bo widz tego pragnie. I aż dziw bierze, że ten, który kompletnie nie wie, czego ten ciosany dziadostwem widz oczekuje, stara się mu wmówić, jakie są jego potrzeby. Otóż nie, bratku. Widz ma inne potrzeby, których Ty, za cholerę nie spełniasz.

Mówię STOP!

Strażnicy kultury śpią snem kamiennym. Przyznam, że nie czuję się wielkim znawcą, ale wystarczy, że jestem istotą myślącą, która dużo widzi, dużo słyszy, dużo czyta i nadziwić się nie może, dlaczego wszyscy zgadzamy się na takie traktowanie.

Telewizja zalewa nas gównem. Nie boję się tego stwierdzić – to jest szambo w czystej postaci. Fekalia ludzkich historii, które mają niby tak bardzo być nam bliskie, a tymczasem odbijają się jak ping-pong w serwie, raz na jednym polu, raz na drugim, zawsze skrajnie – to nie do zniesienia. Gdzie się podziewa rozrywka wyższych lotów? Gdzie programy, które wnoszą wartość i motywują do pozytywnych zmian? Brak.

Mój dobry kumpel napisał do mnie – Damian, nie ma już podziału na kulturę wyższą i niższą. I załamało mnie to trochę, że być może on ma rację. Popkultura, która dla mnie zawsze była pięknie pachnącą kurtyzaną, niejednego zaprosiła do swojego wielkiego łoża. Kultura, o którą starać się mógł tylko artysta o czystym sercu i dłoniach, odchodzi w niepamięć, do lamusa. Nie dość, że się zestarzała, to przecież nikogo nie interesuje.

Mówię STOP! Mówię STOP po swojemu, tutaj, na blogu. Kultury nikt nie zamknie w getcie TVP Kultura. To nie jest zwierzę w zoo, choć fakt, że na tym polu panuje prawo dżungli, które nakazuje przestrzegać zasady silniejszego. Tylko, czy większość kiedykolwiek wyznaczała standard? To populizm, a nie standard. Czy silniejszy zawsze wygrywał? Nie, to brutalizm ekonomiczny, z którym na własne życzenie się godzisz.

Mniejszość zawsze była niezrozumiana, twórcza, myśląca inaczej, przedzierająca się przez puszczę rutyny i odkrywająca nowe ścieżki w myśleniu. Mam się zgadzać na to spopowiałe wszystko i mówić, że nie można inaczej? Mam patrzeć jak rządzi bzdet i gadżet, a później uśmiechnąć się do tych ochłapów, które rzucane mi są z pańskiego stołu? W imię czego?

Zawartość kultury w kulturze

Nie, nie zwariowałem. Rodzi się we mnie wielki bunt wobec przyzwolenia na płyciznę. Nie jestem naiwniakiem, który idealistycznie pragnie, aby kultury w kulturze było 100%. Oj, nie. Wystarczyłoby mi, aby telewizja publiczna realizowała swoją misję, a nie zakrzywiała rzeczywistość i próbowała nieudolnie nadążyć za komercyjną konkurencją, żyjącą wiecznie na kredyt z idealnie nieszczerym, perłowym uśmiechem na ustach, by na koniec rzucić patelnią w nieidealnego człowieka. Dla słupków oglądalności, dla liczb, dla tej niskich lotów przyjemności, uczącej widza, że tak jest właściwie. Nie jest.

Wybieram wolność myślenia. Współczesne niewolnictwo polega na zgadzaniu się na słabiznę i akceptowanie faktu, że ktoś mówi nam jak jest. Nie, nie mówcie nam jak jest. Posłuchajcie nas, jak chcemy by było. Usłyszcie jacy jesteśmy, zamiast krzyczeć na nas i kazać Wam czapkować za nasze pieniądze. Poczujcie Wasze bąki puszczane nam w twarz, które śmierdzą dużo gorzej niż wypierd żula z Dworca Centralnego. Zapach kloszarda jest przynajmniej szczery i uczciwy, a Wy już nawet śmierdzieć nie potraficie naprawdę. Kto jest winny? Oczywiście my, widzowie.

Wam piekielnie śmierdzi z ust, gdy mówicie nam jak mamy żyć, co mamy oglądać i podciągacie to wszystko pod misję poszerzania naszych horyzontów. Żyjecie w innym wymiarze. Nawet jeśli to wymiar większości, to ja w to nie wchodzę, bo to tak, jakbym wdepnął w gówno i uśmiechał się do kamery, że teraz taka moda, by paradować z kupą na obuwiu.

Nic się nie stało, Polacy? Cały czas się dzieje. Na oczach, uszach i w portfelach każdego z nas.

Obiecuję. Nie przestanę myśleć i nie będę zgadzał się na nicość. Odebrałem od Was pocztówkę.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+3Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Kiedy rozglądam się u siebie „w robocie”, to z każdej strony widzę pożądanie płaskiej treści w TV. Obserwuję z ciekawością i notuję szczegóły mentalności roboli, z którymi obcuję i okazuje się, że wcale nie tak trudno wejść w buciory takiego piwosza-janusza. Cholera, śmierdzą jak ten cały syf, o którym piszesz. Tylko każda refleksja „dlaczego tak się dzieje” kończy się moim wzruszeniem ramionami i wnioskiem „A czym oni mają karmić swoje dusze? Rzygają ciężką robotą za psie pieniądze, a Trudne Sprawy w Szkole i Szpitalu są dla nich jak palce, które wkładają do ust we wiadomym celu”.

    Nie wiem jaki procent społeczeństwa stanowi taki zmęczony element bez woli odchamiania, ale wypowiadam się o swoim podwórku.

  • lorelle

    Całkiem niedawno odkryłam Twój kawałek blogosfery i jestem zachwycona. Odnośnie zastanawiająco wysokich słupków oglądalności skrajnie durnych programów… Jak powiedziała całkiem niedawno Agnieszka Holland – jeśli się widza przez wiele lat karmi mielonką, to później, jak dostanie befsztyk, nie potrafi go pogryźć. Myślę, że potrzeba co najmniej kilku lat konsekwentnego powrotu (być może nawet nie powrotu, a dziewiczej podróży) do Kultury, żeby większa część społeczeństwa wykształciła zdrowe uzębienie.

    • :) Dziękuję Ci za komentarz, lorelle. Cieszę się, że dotarłaś do mnie, bo jednym z moich środków do celu jest właśnie potrzeba szerokiego docierania.

      Agnieszkę Holland oglądałem w rozmowie w ASP na Przystanku Woodstock 2014 (online) i rzeczywiście sypała mądrościami na prawo i lewo. Tacy ludzie są bardzo cenni, choć nie zawsze „mili w dotyku” :)

      • lorelle

        Znalazłam Cię dziwnym sposobem przez Kulturą w płot.
        Dokładnie z tej rozmowy zaczerpnęłam tę ‚mądrość’, tyle że miałam okazję posłuchać jej na żywo. Polubiłam też teorię dotyczącą Czechów nagrywających dobre komedie, a Polaków – dramaty (picie dużych ilości piwa/wódki). (:

  • Ja nie jestem na bieżąco z tym, co się dzieje w TV, bo od dawna nie oglądam. Ale zdarza mi się rzucić okiem, gdy jestem u kogoś, kto ma telewizor… i za każdym razem jestem w szoku. Być może, jak się nie widzi tego na co dzień, to jeszcze wyraźniej widać jakie to jest bagno. Przeraża mnie, że taki rodzaj telewizji jest codziennością milionów ludzi, że w tak wielu domach telewizor sobie po prostu gra całymi popołudniami, a ludzie są skazani na ten chłam. Bo to nie tylko o „popkulturę” chodzi, lwia część tej sieczki to reklamy, które też są na żenującym poziomie. I niestety skutecznie wpajają ludziom określony styl życia.

    I zawsze mnie zastanawiała jedna kwestia: czy ludzie, którzy to oglądają są naprawdę zadowoleni z poziomu tych programów, czy oglądają, bo są na nie skazani, nie mając innej alternatywy? Przecież robi się jakieś sondaże oglądalności, więc niby poziom programów powinien odzwierciedlać poziom społeczeństwa. Jakoś mi się nie chce w to wierzyć. Ja mam przekonanie, że jednak ludzie tęsknią do bardziej ambitnych rzeczy, tylko wmawia im się, że ta masowa sieczka jest czymś normalnym. To aż smutne, że tak potężne medium o takich możliwościach trwoni tę swoją misję i kształtuje tak płytką rzeczywistość.

    Na pocieszenie powiem Ci, że polska kinematografia ma się dobrze :) Wczoraj byłam na filmie o Relidze. O kurcze. Wbiło mnie w fotel.

    • Z reklamami bywa różnie. Ja mam z kolei inny pogląd – od kiedy ich rynek został uwolniony, Polacy wymyślają naprawdę genialne kampanie. Jedyny zarzut wobec reklam to taki, że jest ich za dużo i nawet świetny pomysł, który „żre” może zostać wyrzygany. Jak we wszystkim – co za dużo to niezdrowo. W przypadku tych pożal się Boże szołów – to samo.

      Dziękuję, Małgosiu :)

      • Masz rację, są reklamy świetnie zrobione;) Prawdziwe perełki. Ale wiesz, mi chodzi taki typowy szlam w przerwach filmów, gdzie nachalnie wciska się ludziom kit podkolorowany ideologią. Ewidentnie traktując nas jak debili. To jest niestety wręcz uwłaczające.

        • Przykro mi to pisać, ale niestety masz rację.

  • Ania

    Tak dobrze to napisałeś, że nie mam nic do dodania.
    Podsiadło pisał kiedyś „Jest we mnie obóz koncentracyjny, z którego wychodzi się tylko wyobraźnią.” i kiedy patrzę na telewizję dzisiaj, to mam wrażenie, że właśnie tak jest. Zamknięci w obozie, z którego nigdy nie wyjdą, bo brakuje im wyobraźni.

    • Piękny ten cytat z Dawida :) Skubaniec jest. Tak niewiele lat na karku, a jest w nim niesamowita naturalność, prawda i ta świadomość siebie.

      Dziękuję Ania :)

      • Ania

        oj nie, to nie Dawid. To Jacek Podsiadło. ;)

        • Ależ gafa, przepraszam :) W takim razie podrzuć link do jego publikacji, książek, które czytałaś. Może wyciągnę z nich też coś dla siebie.

          Niemniej o Dawidzie uważam nadal to samo :)

          • Ania

            tak Dawida też bardzo lubię. Lubię się wgryźć w jego teksty. Jacek Podsiadło to głównie wiersze. W książce „Być może należało mówić” są pozbierane. Jest też „Pod światło” ale tylko w wersji pdf był jakiś czas temu. nie wiem jak teraz ;)