Książki, które miały wpływ na Muszkietera

Książki, które miały wpływ na Muszkietera

Ostatnio Internet żyje nominacjami. Tym razem i mnie się „oberwało”, za co dziękuję Jankowi z geekstyle.pl oraz Joasi z wglowiejoanny.pl. Będzie o książkach.

Nie będę ukrywał – czytam mało książek. Wydaje mi się, że prawie w ogóle nie czytam, dając tym samym pole do krytyki (ten Muszkieter to słabo pisze, bo za mało czyta). Na początku mojej blogowej drogi bardzo się tym przejmowałem i czułem się jakiś gorszy, niepełny. Ale przecież w blogowaniu nie chodzi o to, aby czytać, choć wiadomo, że to świetne narzędzie do poprawy zasobów językowych i rozwoju – ale by pisać.

Tymczasem ja w książkach szukam czegoś więcej niż tylko poprawiania słownictwa i kształtowania wyobraźni. Moim pragnieniem, gdy sięgam po lekturę jest mądrość oraz sens, który z niej wypływa. Uwielbiam dawać się pouczać bardziej doświadczonym ode mnie i piszę to zupełnie poważnie. Nie ścigam się o złote runo z tymi, którzy osiągnęli w życiu pełnię, ale czuję wielką potrzebę ich słuchać, rozumieć, „przeżyć” ich przygody, najlepiej opowiadane bezpośrednio ich słowami, w ich unikalnym stylu.

I takie będzie moje książkowe zestawienie. Dziś napiszę kilka słów o książkach, które zostawiły we mnie coś wartościowego lub stały się zalążkiem moich wspaniałych doświadczeń, a co za tym idzie – miały realny wpływ na moje życie.

Quo vadis” – Henryk Sienkiewicz

Wygrałem kiedyś konkurs fotograficzny, w którym dostałem wiele wspaniałych nagród. To było coś o ekologii w mieście. Wśród podarunków znalazło się okazałe, bogato ilustrowane, wielkoformatowe wydanie „Quo Vadis”. Obiecałem sobie, że jak ta książka będzie lekturą w szkole, to ją przeczytam, choć jest wielka jak stodoła.

I tak się stało. To jedna z pozycji, która miała na mnie ogromny wpływ i uświadomiła mi wtedy, co jest w stanie poświęcić człowiek, jeśli dostaje dar od Boga – wiarę. To ciekawe, że rozszarpanie przez lwy na pierwszych chrześcijanach nie robiło wrażenia, a tłum się świetnie bawił i gnił. „Quo vadis” jest również piękną opowieścią o miłości czystej, paradoksalnej, podobnej do tej, o której mówi Biblia – do nieprzyjaciół.

Warto.

Inny świat” – Gustaw Herling-Grudziński

Jeśli lubisz Stephena Kinga, to „Inny świat” powinien Ci się „spodobać”. Mnie osobiście ta książka niesamowicie umęczyła. Z każdą stroną czułem jakbym był w tym piekle, w którym znalazł się Herling-Grudziński. Tytuł został przez niego wybrany nie bez powodu i idealnie odwzorowuje zawartość. Świat, do którego zabiera nas autor jest pozbawiony zasad, moralności i godności. To brutalna podróż po zakamarkach rosyjskiego łagru, w których ludzkość zapomniała, co ją wyróżnia względem zwierząt.

Lektura nie dla każdego, ale ja akurat lubię takie trudne psychologicznie książki. „Inny świat” nie tyle zrobił na mnie wrażenie, co zmienił na chwilę optykę patrzenia na „zły świat”, który mamy wokół. Ostatecznie żyjemy w naprawdę pięknych czasach.

Pismo Święte – Bóg

Biblia jest bestsellerem od lat. Jej autor, czyli Bóg jest całkiem poczytnym twórcą, zwłaszcza, że pisze mądrze i uniwersalnie. Trudno nieraz zrozumieć, co miał na myśli, ale właśnie na tym polega fenomen tej lektury, że wracając do tych samych fragmentów, odczytujemy je diametralnie inaczej.

Biblia jest wspaniałym poradnikiem, zawierającym zbiór historii i doświadczeń ludzi z całego świata. Na ich podstawie wysnuwane są po cichutku odpowiedzi na pytanie „jak żyć?”, utwierdzające w przekonaniu, że kierując się nimi w życiu, można później całkiem dobrze umrzeć.

Lektura codzienna, obowiązkowa.

Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus” – John Gray

Książka Graya niezwykle mnie bawi i wzrusza naraz. Zawiera wiele wspaniałych porad, pomagających kobietom i mężczyznom zrozumieć swoje potrzeby, więc aż dziw bierze, że niby pozycja jest bestsellerem, a problemów damsko-męski nadal jest za dużo. Ale dosyć żartów.

Porady zawarte w tej książce należy brać z przymrużeniem oka, zwłaszcza, że była pisana w latach ’90, a od tego czasu bardzo wiele się zmieniło. Mnóstwo kobiet nabrało cech męskich, mnóstwo mężczyzn – kobiecych. Niemniej, jeśli czyta się ją ze zdrowym rozsądkiem – można wyciągnąć masę ciekawych wniosków, które ułatwiają życie w związku.

Moja żona jest zadowolona z transformacji, które inspirowane m.in. tą książką, zacząłem wprowadzać w nasze życie codzienne. Jesteśmy szczęśliwsi nie dlatego, że się pozmienialiśmy. Nauczyliśmy się dokładniej słuchać i częściej używamy translatora marsjańsko-wenusjańskiego.

Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy” – John Eldredge

O tej książce już pisałem na blogu. Była dla mnie gorzką podróżą przez blizny, świeżo zagojone rany, ale i jeszcze rozognione miejsca, które koniecznie musiałem odkazić dobrem. Każdy mężczyzna, młody czy stary, powinien przeczytać „Dzikie serce”. Autor uzmysławia w niej, opierając się na logicznych wnioskach z życia wziętych, że każdy facet musi stoczyć bitwę, zdobyć miłość Pięknej i przeżyć przygodę. Inaczej ciągle będzie tęsknił za swoją tożsamością.

Dla poszukujących zrozumienia swoich potrzeb.

Bloger” – Tomek ‚Kominek’ Tomczyk

Pierwsza książka znanego Kominka, w której staje się Tomkiem z krwi i kości. Może dlatego tak bardzo ją polubiłem, zaprzyjaźniając się przez to nieco bardziej z wizerunkiem Tomczyka w sieci i zrozumiałem, o co jemu chodzi z tym blogowaniem. Wbrew pozorom to nie jest książka o tym, jak pisać bloga, ale poradnik jak uwierzyć w siebie i swoje możliwości. Druga książka Tomka nie zrobiła już na mnie aż tak dobrego wrażenia, ale „Bloger” pozwolił zrozumieć, że malkontenctwo innych ludzi nie powinno blokować moich marzeń. Zwłaszcza teraz, gdy o nich otwarcie napisałem, uświadamiam sobie jeszcze bardziej tę wielką moc słów Kominka. Nie dziwię się, że osiągnął szczyty. Od początku wysoko mierzył i ciężko pracował… to ma i ja się z tego bardzo cieszę.

Porwanie Baltazara Gąbki” – Stanisław Pagaczewski

To śmieszne, ale zachodziłem w głowę, którą książką zamknę moje zestawienie. Znajoma bardzo prosiła mnie, abym pożyczył jej „Dzikie serce”, bo mam w wersji papierowej, a ona woli analog. Zgubiłem gdzieś tę książkę i przerwałem na chwilę pisanie tej muszkieciny, by przewalić pół mieszkania i ją znaleźć. Udało się, ale przy okazji mignęła mi niebieska okładka „Porwania”. Wspomnienia odżyły, więc muszę Was w nie lekko wprowadzić.

Kiedy jeździłem autobusami z centrum Krakowa na drugi jego koniec, Prokocim (pracowałem tam jako sprzedawca w markecie OBI na dziale drzewnym) – okropnie się nudziłem. To było ok. 12 lat temu, więc komórki wtedy nie były jeszcze smartfonami, a ja nie wiem, czy ktokolwiek wiedział, co to tablet. Miałem więc możliwość albo chrapać, jak większość autobusu, albo czymś zająć mózg. Nauka nie wchodziła, bo kto się uczy całek o 6:00 nad ranem jak jedzie do pracy?!

Mieszkałem wtedy na ul. Czarnowiejskiej, w starej kamienicy. Któregoś dnia przesuwałem szafy, żeby przemeblować pokój i znalazłem ją – książkę pt. „Porwanie Baltazara Gąbki”. Pomyślałem, że to pozycja dla dzieci (a ja oglądałem wersję animowaną w Dobranockach), ale stwierdziłem, że dam jej szansę.

Nawet nie wiecie jak bardzo się śmiałem, gdy jeździłem z „Porwaniem” do pracy, a po mojej lewej, w autobusowej szybie, budzony przez słońce rysował się Wawel. Piękne uczucia, pozytywne emocje i cudowny początek dnia, w którym po raz kolejny dowiadywałem się, że „myślisz może, że więcej coś znaczysz, bo masz rozum, dwie ręce i chęć”. Dlatego ta książka będzie dla mnie zawsze bardzo ważna, zwłaszcza, że czyta się świetnie, przepełniona jest specyficznym humorem i pachnie starą, krakowską kamienicą.

"Porwanie Baltazara Gąbki" - Stanisław Pagaczewski

Mam tę książkę do dzisiaj :)


Czas zatem na moje nominacje. Chętnie dowiedziałbym się, co takiego czytają, że ma na nich wpływ:

Napiszcie kiedy chcecie i gdzie chcecie (skoro np. nie na blogu) :)

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Ana

    „Quo vadis” to chyba jedyna książka Sienkiewicza, którą połknęłam w trymiga, a połykałam z własnej nieprzymuszonej woli. „Krzyżaków” i to do szkoły ciężko mi się czytało. Może to też kwestia zainteresowań, bo z okresów historycznych bardzo lubię starożytność.

  • Kasia Jundziłł

    Wychowałam się w domu, w którym nigdy nie kładziono nacisku na kwestie wyznaniowe. Zawsze panowała wielka dowolność. Wzajemnie szanowaliśmy i szanujemy swoje religijne wybory. Moim wyborem stał się ateizm. Jednak jako osoba z natury ciekawska, lubię wiedzieć.
    Jako, że w wielu utworach literackich pojawiają się nawiązania do religii chrześcijańskiej (i nie tylko), czuję wewnętrzną potrzebę zgłębiania wiedzy dotyczącej tego tematu. Tak więc od jakiegoś czasu czaję się, by przeczytać Pismo Święte. Ciekawa jestem swoich odczuć z tym związanych, oraz wniosków jakie wyciągnę po przeczytaniu. Żeby była pełna jasność, w młodości zapoznałam się w jakimś stopniu z Biblią, więc to nie tak, że ja o niej bladego pojęcia nie mam, ale czymś zupełnie innym jest świadomy wybór lektury przez dorosłego człowieka i późniejsza próba jej analizy.

    • Biblię polecam. Nic tak skutecznie nie leczy z urojeń religianctwa jak lektura tej absurdalnej książki.

      • Ostrzeżenie numer 2. Po raz kolejny kogoś lub coś obrażasz. Nie akceptuję takiego zachowania w komentarzach. Zmień proszę ton i nie obrażaj Pisma Świętego. Jestem katolikiem i w moim towarzystwie nie życzę sobie nazywania Biblii absurdalną książką.

        Kolejnego ostrzeżenia nie będzie.

  • „Dzikie serce” obowiązkowe nie tylko dla każdego faceta, ale również jego kobiety (to nawet bardziej istotne), niech go choć w procencie zrozumie ;)

  • Biblia – Bóg. Mocne! :)

    Czytałam je wszystkie oprócz „Blogera” i „Porwania…” – tę ostatnią muszę koniecznie nadrobić, tak zareklamowałeś!

    • Koniecznie przeczytaj „Porwanie…”. Jajcarski język Pagaczewskiego i pomysły, świetne i dowcipne opisy – dla mnie czad. W tej książce jest wszystko dosyć absurdalne i tak jednocześnie podobne do naszego prawdziwego świata, że zapewnia rozrywkę na świetnym poziomie.

  • Biblia zawsze spoko :)

  • Mile jestem zdziwiona kilkoma tytułami, że ktoś jeszcze prócz mnie czyta takie rzeczy jak Biblia ;P

    • Biblia, obok Bhagawadgity i Tybetańskiej Księgi Umarłych jest na mojej liście książek do przeczytania :D

      • Przy Bhagawadgicie poległam z kretesem parę lat temu.
        Strasznie trudny tekst, nad każdym wersetem trzeba się solidnie pochylać – lektura na dłuższy okres czasu…

        • Trudny, ale jaki mądry. Mnie oczarował ten cytat: „Ten, kto pozostaje beznamiętny bez względu na to, czy spotka go zło, czy dobro; ten kto nie pożąda i nie odczuwa nienawiści, jest mędrcem którego rozum zastygł w prawdzie.” – Bhagawadgita