(Krótka) Ballada o lekkim zabarwieniu informatycznym

(Krótka) Ballada o lekkim zabarwieniu informatycznym

Na chwilę władzę na blogu przejmie Łukasz, którego znam od kilku lat i się przyjaźnimy. Opowiem Wam krótką historię o tym, jak został informatykiem, choć bardzo tego nie chciał.

Łukasz jest inteligentnym młodym człowiekiem z dosyć sporym ego. Zawsze łatwo rozwiązuje problemy, bo kieruje się logiką i racjonalizmem. Czasem przeszkadzają mu w tym uczucia i emocje, które co jakiś czas targają jego czachą. Nie zmienia to faktu, że jest osobą elokwentną, ciekawą świata i ciągle poszukującą swojego miejsca na ziemi.

Media, media media

Łukasz myślał całe swoje dotychczasowe życie, że będzie pracował w mediach. Ma niezgorszą prezencję, brak wad wymowy, potrafi mówić tak, że chce się słuchać i całkiem nieźle pisze. Błędem w jego życiu było pójście na studia informatyczne, ale myślał, że to go kręci. W zderzeniu z armią geeków i megamózgów, których jedyną radością jest napisanie kolejnych linijek kodu, aby ucieszyć wyłysiałego profesorka, stwierdził, że ma to daleko w dupie i jego starania o utrzymanie na studiach będą minimalne. Zaangażował się w swoje hobby, aż wreszcie wylądował w dużym medium, gdzie może nie udało mu się trafić na odpowiedni dla niego stołek, ale mimo wszystko to już było coś.

Codziennie chodził do pracy, mógł wreszcie zobaczyć cały ten magiczny świat od kuchni, poznać tych ludzi, których zawsze cenił. Wszystko układało się w najlepsze, do momentu, gdy po kilku miesiącach zdał sobie sprawę, że to miejsce jest zgniłe, bez przyszłości, a ludzie pracują tutaj, bo muszą. I nawet znalazł kilku pasjonatów, ale dziwił się jak oni mogą przy tak niezdrowej atmosferze w pracy krzesać z siebie radość z dobrze wykonywanej roboty. On tak nie potrafił i to właściwie zwiastowało koniec przygody z mediami w takim wydaniu.

Wtedy Łukasz uświadomił sobie, że informatyka może nie jest taka zła i chyba trzeba skończyć te studia.

Informatycy dobrze zarabiają

Łukasz wziął się ostro za siebie. Postanowił odejść z pracy, by skupić się na pisaniu magisterki. Znalazł temat, który mu odpowiadał, znalazł promotora, napisał pracę, z której był dumny i obronił ją z bardzo dobrym wynikiem. „Witamy Pana Magistra!” mówił sobie w duchu i sprawiało mu to tyle radości, że aż promieniał na zewnątrz.

„Wykształcenie wykształceniem, ale co tu teraz zrobić? Mam papiery, ale nie mam doświadczenia. Do mediów nie wrócę, bo informatycy i tak lepiej zarabiają, a przynajmniej pracuje się im łatwiej, przyjemniej i zwyczajnie mniej.”

Wysłał kilka CVek i… praktycznie już za drugim strzałem dostał pracę w informatycznym korpo. Zaskoczenie, radość, życie jest piękne, ach, och, super! Rzadko się zdarza tyle cudów naraz, ale można powiedzieć, że Łukasz był szczęściarzem. Udało mu się zdobyć wykształcenie i pracę w niespełna pół roku.

Nowa sytuacja

Jak to w nowej pracy, nikt się nie zna, a że korpo dopiero raczkujące na rynku polskim, to nie wszystko jest dobrze zorganizowane i czasem nie wiadomo, co ze sobą zrobić. „No rewelacja!” pomyślał Łukasz i żył sobie spokojnie z dnia na dzień, ze świadomością, że za przeglądanie stron internetowych i dłubanie w nosie można dostawać hajs.

Minął miesiąc, dwa, a nawet trzy. W firmie Łukasza niewiele się zmieniało, a on zaczął być wkurwiony doszczętnie na całą sytuację. No bo ileż można grzebać w Internecie, ileż można czytać, czy pisać do znajomych. Nuuuuuda! Zdał sobie sprawę, że zaczął się cofać. Dostaje pieniądze i jest mu z tym dobrze, ale nikt nie rzuca mu wyzwań, nie każe się niczego nowego nauczyć, nie pracuje z nim w teamie. Stagnacja i brak pomysłu. Apogeum było, gdy sam poszedł do swojego szefa i powiedział, że ma w dupie taką pracę, w której nic nie robi. Nie ma o czym raportować przełożonym, bo przełożeni również mają w dupie, czy Łukasz ma coś do roboty czy nie. Nie potrafią mu zorganizować tej pracy i określić jasno celów, a taka sytuacja – nie może trwać dłużej.

Mam zadanie!

Cóż za paradoks, że pracownik dopomina się o to, by dać mu pracę, bo nie chce zarabiać pieniędzy za nic, prawda? Wyprosił, to dostał zadanie. Miał poprawić pracę po swoim szefie, również informatyku-programiście. Dostał materiały i wszystkie informacje, które mu potrzebne, więc pomyślał „to jest szansa!” i zaczął rozkładać zadanie na czynniki pierwsze.

I nagle ZONK! ZONK jakich mało. Nie zonk. ZONK! Jego drogi szef popełnił tyle kardynalnych błędów dotyczących bezpieczeństwa w prostym skrypcie przeznaczonym na front-end aplikacji internetowej, że Łukaszowi wyskoczyło co najmniej 3 siwe włosy na klacie. Tego nie dało się poprawić, bo trzeba było to napisać totalnie od nowa.

Wtedy Łukasz zrozumiał, dlaczego nie dostaje zadań i nikt z nim nie pracuje w teamie. Okazało się przecież, że jego szef nie potrafi napisać prostych dla sprawnego programisty skryptów, więc jak ten biedny człowiek ma mu zorganizować pracę, czy choćby określić poprawność kodu pisanego przez Łukasza.

Epilog

Nadal pracuje w informatycznym korpo, bo na razie nie ma wyboru. Jest młody, jeszcze może coś zmieni. Tylko czy mu się uda? Może lepiej, żeby było chujowo, ale stabilnie. Nie potrafi sobie do tej pory na to pytanie odpowiedzieć i ruszyć z kopyta z tym, co by ewentualnie wymyślił. Na ten moment… jest stracony. A po informatyce miało przecież być tak pięknie.

Łukasz zrezygnował nieco z marzeń. Przygniotła go rzeczywistość, którą chciał czy nie chciał musiał jakoś spieniężyć. Wspomina jak chciał robić coś związanego z mediami, dobre czasy, gdy to robił i z tęsknotą w oczach rozpływa się, że to se ne vrati…

PS

Co radzilibyście Łukaszowi?

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • patrykpisze

    Siedzieć na razie w tej firmie i jednocześnie spróbować zaangażować się w swoje marzenie. Nigdy nie jest za późno, trzeba tylko podzielić uwagę. Poza tym to zawsze jakieś doświadczenie, które na pewno zaowocuje w przyszłości. Łukasz jest jeszcze młody, ma dużo życia przed sobą.

  • Andrzej

    Niech siedzi, póki nie ma innych widoków a prywatnie freelancuje. Może to nawet robić w godzinach pracy – i tak mu płacą, nie będzie się nudził, nabierze doświadczenia, pozna klientów. Jak już się rozkręci to zakłada własną firmę i jazda. Ja tak zrobiłem :)

    • To jest jakaś myśl :) Łukasz się ucieszy.

  • A co Łukasz radzi wahającej się przyszłej hot informatyczce, która nie czuje akurat popędu na informatykę, ale po niej ma być fajnie?
    Niech Łukasz siedzi w korpo i zarabia na własne korpo albo jak znajdzie super-korpo, to niech tam się uda.

    • Historia Łukasza jak widzisz pokazuje, że fajnie być nie musi. Korpo niby szczęścia nie daje, ale ja sam nie pracowałem w korpo, więc nie wiem.
      Możesz podać przykłady superkorpo? :)

      • Super-korpo najlepiej wygląda z pozycji prezesa. Korpo jest super, ale dla każdego oznacza to, oczywiście, coś innego. Ja to bym chciała mieć bieżnie w gabinecie i dobre głośniki z smooth jazzem + mnóstwo podwładnych. Może dla Łukasza to korpo, gdzie płacą osiem razy tyle, a pracy jest od cholery? Dla innych to zero pracy, same dochody… Google podobno ma fajne biura. ;)

        • Jak możesz nazywać pracą z nic-nie-robieniem i samymi dochodami? :) Toć to snobistyczna nuuuda.

          • Nie nazywam tego pracą, ale super-korpo (dla leniwców). Jest nuda, zero satysfakcji, zero wyzwań. Później depresja.

          • …i seks na biurku z podwładnym ;) Świetlana przyszłość.