Królewska nagość

Królewska nagość

Trudno dziś o prawdziwą sztukę. Zresztą, kiedy nie było. Pewnie zawsze znalazł się ktoś, kto podziwiał kolorowy kicz. W „moich czasach” najgorszym jest relatywizacja sztuki, bo przecież mamy (fry)wolność i każdy ma prawo do swojego gustu.

Król jest nagi

Pamiętacie tę baśń Andersena pt. „Nowe szaty króla”? Monarcha, oszukany przez dwóch spryciarzy, którzy obiecali mu uszyć najcudowniejsze szaty z tkaniny widzianej tylko przez mądrych i godnych swoich stanowisk, w całej okazałości pomykał nago wśród poddanych. Dopiero dziecko z tłumu oznajmiło bez żadnych uprzedzeń, że król jest kompletnie goły.

Prawda przekazywana przez tę baśń dziś nadal ma gorzki smak, gdy kolejne rzygi z czyjegoś niezrównoważonego umysłu lecą nam prosto w twarz. Tym razem z internetu. Im zawartość wymiociny bardziej zamieszana i bogata w zupełnie niepasujące do siebie składniki – tym lepiej. Bo to jest sztuka! Tak się kiczem bawić. Chyba nigdy bzdet, gadżet i tandeta nie miały się tak dobrze.

Wiśniewski, Urbańska, Polo TV i Masłowska

Nie tak dawno na potęgę darliśmy łacha z panny filiżanny, przy okazji zapijając tę radość jakąś sodą, jakimś dżusem. Wszyscy rolowali na bekstejdżu, mimo tego, że największą oglądalność niezmiennie od 2012 roku mają Ci, co z chodnika wskoczyli na pole i już tam zostali. Brakowało nam tylko zagrychy, z masłem. Więc dostaliśmy kanapki z hajsem i chleb. Możemy zacząć wielkie żarcie.

Patrzę tak na to z boku i wiecie co widzę? Filiżanna to zwykły kubek z uszczerbanym uchem. Soda i dżus są przeterminowane i smakują po prostu źle. Nie ma bekstejdżu, bo ktoś nas wyrolował, a hajsem w kanapkach nie można się najeść, nawet jeśli gwiazdy kuchni polowej w TV mówią, że to zdrowe. Wszystkiemu jest winne najprawdopodobniej masło, bo nie ma 82% tłuszczu i smakuje gorzej niż margaryna.

O gustach nie wypada dyskutować

Jednego nie można odmówić naszej rodzimej sztuce. Szuka cały czas dna, sięgając po nie coraz głębiej i głębiej. Gdy tak twórczość raz po raz pikuje w dół, zastanawiam się zawsze jak nisko może upaść, by się sprzedać. Odbiorca zawsze się przecież znajdzie, zwłaszcza, jeśli się mu wmówi, że kupił wspaniałą szatę, jak wspomniany król z baśni Andersena. Do tego, że ów konsument nie rozumie czyjegoś chorego twórczego koszmaru, Boże broń – nie może się przyznać. Nie wypada poza tym o gustach dyskutować.

Naprawdę chcecie żyć w takiej hipokryzji lub strachu? Nie wierzę, bo nadal (może naiwnie) ufam, że w naszym małym polskim świecie jest inteligencja. To elita, w prawidłowym tego słowa znaczeniu, która potrafi jeszcze oddzielać kicz od prawdziwej, nieskażonej komercją myśli twórczej, wypływającej z serca i potrzeby oddania energii.

Relatywizuje się sztukę, a ona jest przecież bezwzględna! Ta prawdziwa jest odporna na czas i nie pokrywa się patyną zapomnienia, ciągle dając nam piękno, mądrość, wyzwania interpretacyjne. Przeintelektualizowaną papkę, pakowaną nam dziś jako smaczny posiłek, zdmuchuje jak wiatr świeczkę. Z prawdziwą sztuką sezonowy bohater kicz zwyczajnie nie ma co stawać w szranki i muszę zmartwić wszystkich znawców – to nie rzecz gustu. Proszę, przestańcie używać takiego argumentu, bo to żaden argument. Gust trzeba mieć, aby o nim dyskutować, a twórczość musi wynikać z prawdy. Nie z wyrachowania i kreacji.

photo credit: Nina J. G. via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Obejrzałam Mister D. Kojarzy mi się całość ze światem Mariolki ze „Świata wg Kiepskich”… Szkoda, że coś takiego robi szum, a prawdziwa sztuka przechodzi niezauważona. Może właśnie dlatego wielu artystów nie przystawało do swoich epok, bo je wyprzedzali i docenianio je dopiero później. To co teraz nie wychodzi z cenia być może w przyszłości prawdziwie rozkwitnie. Oby…

  • Problem polega a tym, że nie jesteś targetem jej twórczości. Swoją drogą w pewnym momencie M. znalazła sobie ciekawy sposób na ‚robienie” sztuki. Po „Kochanie, zabiłam nasze koty” powiedziała, że chciała napisać powieść o niczym, zmierzyć się z banałem, a teraz to… :>

    • Zastanawiam się, kto jest w takim razie grupą docelową jej twórczości? :)

  • Z jednej strony się z Tobą zgadzam – w mainstreamie jest gówno, straszne gówno, które z lubością ładujemy na swoje walle, szerujemy i puszczamy na imprezach. Z drugiej zaś nie zgadzam się z Twoim postulatem: sztuka nie jest bezwzględna. Jest narzędziem komunikacji, w danym (historycznym, politycznym, etc) kontekście. To, o czym piszesz, grozi jakimś elitarystycznym wyobrażeniem świątyni sztuki.

    • Może brzmi mocno i tak ma brzmieć. Coś dobrego broni się nawet po wielu latach, włącznie z mainstreamem, więc czy będzie miało kontekst polityczny i historyczny, nie ma to wpływu na odbiór.

      • właśnie ja nie wierzę w to, że są rzeczy dobre, i że to dobre dzieło zawsze się obroni.Dzieła odchodzą w zapomnienie. Dużo dzieł.
        Poza tym głęboko wierzę, że Masłowska ma jakiś fajny, chytry pomysł na ten cały projekt. Bardzo chcę wierzyć. Wbrew naoczności.
        Może to, że czy ona, czy np. Witkowski, robią takie rzeczy, to też jakiś rodzaj komunikatu: „Dlaczego kiedy traktujemy Was jak debili, to nas oglądacie i dyskutujecie, a jak usiłujemy komunikować się z Wami jak z równymi, jak z partnerami, to macie nas w dupie?”. Wyobrażam sobie, że pisarze mają dość. Że twórcom chce się rzygać. Że okazuje się, że bardziej im się opłaca robić z siebie idiotę niż próbować powiedzieć coś ważnego.

        • I dla takich głosów w dyskusji warto pisać Muszkietera :) Dziękuję.

          Jeśli zaś o zapomnienie chodzi, to Mister D zapomnimy za rok/dwa, może trzy. Wenus z Milo da się zapomnieć? :) Tak samo jak prawdziwych pastiszów nie da się zapomnieć: https://www.youtube.com/watch?v=LQGRyjzGWUI

  • Wiesz co, tak zaczynając od podstaw.
    Czy sztuki nie obraża traktowania w jej ramach maślanego tworu? Toć to tandeta, kicz i bieda taka, że aż piszczy, niczym mysz to ten chleb wcina.
    Może zamiast próbować tłumaczyć sztukę przed tymi którzy na ten maślany chlebek patrzą lepiej po prostu założyć iż ten twór ani w założeniach ani w wykonaniu nie miał się w jej ramach mieścić?

    • Wbrew pozorom o maślanym tworze nie piszę. Patrzę na komentarze, reakcje i peany. To ma być rozrywka? Łykacze maślanki kiedyś może okrzepną, ale jeśli wszyscy będą klaskać, to nikt nie powie, że król jest nagi, a przecież tak golizną świeci, że dramat :)

      • Zasugerowałam się dyskusją na fanpage’u :)
        Wiesz co, myslę, że Ci co klaszczą tez widzą, że król jest nagi. I to też poteguje dobitność tego przekazu.

        • To po co klaskać?

          • Dla fanu?
            Nie wiem, ja z tych co wolą skupiać się na tym co jest fajne niż gotować się w sobie, że coś jest złe. Lepiej mi się mimo wszystko zyje :)

          • Ja z tych, co wolą świadomie klaskać, nagradzając za dobrze wykonaną pracę :) Gotuję zazwyczaj w kuchni i choć żyje mi się w klasie średniej, to będzie mi się żyło lepiej :D

          • Nie no jasne, że tak. Już się kiedyś zgadzaliśmy w tej kwestii. Tylko widzisz, jak już jestem sam twórcą i spotykasz się z tym że ludzie zachwycają się rzeczami dużo gorszymi to masz dwa wyjscia. Albo biadolic, że czemu, albo robić swoje jeszcze lepiej. I ja wybrałam to drugie. Kicz dalej zalewa rynek, ludzie wciąż nie mają gustu. A ja się nauczyłam celować do tych 30% która kuma, rozumie i docenia.

          • I za to chętnie przybiję Ci piątkę na żywo kiedyś :)

  • Nie jestem w stanie zgodzić się z tą Twoją bezwzględnością sztuki. „Ta praw­dziwa jest odporna na czas i nie pokrywa się patyną zapo­mnie­nia” – przecież jeśli jest tak niski poziom sztuki wokół nas i ciężko wybić się tej prawdziwej, to jak niby ma nie zostać zapomniana? Garstka „światłych mecenasów” sama nie wzniesie pomnika trwalszego niż ze spiżu. Tym bardziej, że to już nie są te czasy co Horacego.

    Mam wrażenie, że usilnie starasz się postawić solidną opinię ze stabilnym fundamentem, jednakże na bardzo grząskim gruncie.

    • Skoro stawia się pomnik kiczowi, a garstka „mecenasów” poddaje się na samym starcie, to rzeczywiście czasy się zmieniły i flety zmiękły. Grunt jest stabilny, ale rzeczywiście konformiści nie będą w stanie się na nim oprzeć.

      • P.S. Dyskutujemy dwukanałowo: tu i na Twoim fanpage`u – co by nam się wątki nie pomyliły ;)

        • Dopóki rozmawiamy na temat i nie zejdziemy na „wojenkę personalną” – z dwururki można siepać :)

          • Wiesz, ja swoje zdanie przedstawiłem. Twoje także znam i poważam, więc zostaje nam tylko przypierdalać się do siebie, np. kto jest grubszy w realu ;)

          • :) Jasne, że ja!

          • No dobra, punkt dla Ciebie, ale jeszcze tu wrócę!