Kręte drogi

Kręte drogi

Jest taki numer Fisza, któ­re­go ostat­nio namięt­nie słu­cham. Nosi tytuł "Krę­te dro­gi". Kto nie sły­szał, niech posłu­cha, pole­cam z całe­go ser­ca. Ale nie o pio­sen­ce mia­ło być.

Z czego się biorą kręte drogi?

Odpo­wiedź jest nie­zwy­kle pro­sta - a z tego, że żyje­my w sprzecz­no­ściach. Widzi­my świat jako czar­no-bia­ły, wpa­ja się nam od dziec­ka, że świat jest podzie­lo­ny na dobro i zło i jakoś w tym małym sza­leń­stwie zapo­mi­na się o pew­nej meto­dzie, któ­rą nazwę robo­czo kolo­ro­wą.

Otóż kolo­ry, pro­szę Fań­stwa, kolo­ry to sed­no nasze­go życia. Świat jest wie­lo­barw­ny, nie ma w nim miej­sca na sza­rość (choć to też się nam wma­wia bar­dziej niż czar­no-bia­łość). Są róż­ne odcie­nie życia, ludzi, rze­czy. Dla­cze­go na zimę czy jesień ubie­ra­my się wie­lo­barw­nie? Dla­cze­go w lato raczej woli­my być na bia­ło i jasne kolo­ry nosi­my, żeby nas słoń­ce nie dopa­dło? Wła­śnie w tym jest pies pogrze­ba­ny. Jest w świe­cie miej­sce na czar­ne, bia­łe i kolo­ro­we. Sza­re jest zwy­kłe, a zwy­kłe zna­czy pięk­ne, jak gło­si wspo­mnia­ny już wcze­śniej Fisz.

Co to ma do krętych dróg?

Ano znów ma. Bo krę­te dro­gi to takie, w któ­rych nie chce­my widzieć (albo nie może­my zoba­czyć) kolo­rów. Jak taterk­nik zdo­by­wa szczyt, spo­ty­ka po dro­dze wie­le kwia­tów, tych pol­skich, naszych. Może zachwy­cić się przy­ro­dą, może spaść w dół i stra­cić życie (a wte­dy kolo­ro­wo nie jest), może wszyst­ko, gdy osią­gnie szczyt, a wte­dy zaświe­ci mi pro­sto w twarz strze­li­sty pro­mień słoń­ca.

Świat jest kolo­ro­wy, pro­szę Fań­stwa. I nikt mi nie wmó­wi, że czar­ne jest czar­ne, a bia­łe jest bia­łe, jak rzekł jeden z mężów sta­nu, któ­re­go się okrop­nie brzy­dzę.

Żyj­cie kolo­ro­wo, nawet na krę­tych dro­gach, bo jeste­ście na nich tyl­ko gość­mi.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook12Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter