Koniec świata na wesoło – film To już jest koniec

Koniec świata na wesoło – film To już jest koniec
Ocena3
  • Fabuła
  • Scenariusz
  • Gra aktorska
  • Zdjęcia
  • Muzyka

Podchodziłem do tego filmu jak pies do jeża. Jestem uprzedzony do komedii, bo w tej kategorii niezwykle rzadko wychodzi coś lekkostrawnego i rzeczywiście śmiesznego. Jak było w przypadku To już jest koniec?

Imprezujmy aż do końca świata

Film ma fabułę prostą jak budowa cepa. Dwóch kumpli udaje się na domówkę branżówkę, by poimprezować. W trakcie libacji zaczyna się koniec świata tzn. dobrych ludzi Bóg w niebieskich słupach światła transportuje do nieba, a tych niezasłużonych zostawia na Ziemi, gdzie panoszy się zło w czystej postaci (no może nie takiej czystej). Nasi bohaterowie barykadują się w domu i próbują przeżyć całą tę zawieruchę.

To obraz oparty na absurdzie, ale jak tak przystanąć na chwilę i wyobrazić sobie, że jesteśmy oto świadkami końca świata i zamknięci z bandą ludzi, których nie do końca znamy czy lubimy, nie wiedzielibyśmy co robić. Nagle jedzenie i woda jest na wagę złota, ale tak jak w życiu – nie każdy potrafi to uszanować i pogodzić się z sytuacją. W obliczu zagrożenia najwięksi twardziele okazują się tchórzami, a rozgadane grubaski zdobywają się na heroiczne czyny. Może dlatego ta komedia wcale nie jest o końcu świata i mimo gagów niekoniecznie śmieszy? Spodziewałem się więcej, bo grono aktorów komediowych całkiem zacne (James Franco, Jonah Hill, Seth Rogen, Jay Baruchel, Danny McBride, Craig Robinson), ale ostatecznie mogę powiedzieć, że nie wyszło tak totalnie źle.

To jeszcze nie koniec

Filmy tego rodzaju powinny mieć zupełnie inną skalę ocen niż ta przyjęta przeze mnie. Jak tu oceniać fabułę, skoro jej praktycznie nie ma? Jak tu oceniać zdjęcia, skoro wszystkie sceny odbywają się w góra trzech pomieszczeniach, a zniszczenie świata wyrysowane jest przez grafików komputerowych? Scenariusz… w tym wypadku no comment, bo on jest najsłabszym elementem. Muzyka? Nie ma tragedii, ale jej zadaniem jest tutaj przyjemnie bujać aniżeli być tłem dla wyczynów aktorskich. Chyba jedyną rzeczą, której w To już jest koniec nie można objechać to gra aktorska. Przyjęta konwencja (każdy z występujących gra… samego siebie) jest ciekawym rozwiązaniem, które dało reżyserowi zaledwie jedno ograniczenie – wrażliwość aktorów na swoim punkcie. Jeśli spojrzeć na produkcję przez ten pryzmat, to film jest arcydziełem. Najbardziej rozśmieszał mnie Jonah Hill, który naprzemiennie wchodził w rolę filozofującego kryptogeja i przemądrzałego tchórza, by na koniec zostać opętanym przez demona (a jak ten go opętał proponuję pominąć, szczególnie jeśli jesteś facetem hetero).

Więcej grzechów nie pamiętam i film mimo wszystko polecam obejrzeć. Ostatecznie jako zapchaj dziura się obroni, bo na wizytę w kinie szkoda czasu i kasy.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Też widziałam ten film i właściwie też się zgadzam. Produkcja absolutnie niewymagająca, ale jako materiał na deszczowe popołudnie z popcornem naprawdę spoko :)

  • Obejrzałem i z recenzją się nawet zgadzam, choć chyba poszedłbym krok dalej. Taka fajna obsada, ciekawy pomysł, materiał na naprawdę dobrą komedię, a nie zaśmiałem się w sumie ani razu. Faktycznie aktorzy grający siebie i nawiązywanie dzięki temu do realiów hollywood, innych filmów itp. to najlepsza warstwa. Ale cała reszta po prostu cieniutka. Wielkie rozczarowanie.
    Najlepsza rola to Channing Tatum :)

    • Tatum rzeczywiście miał krótki, ale mocny epizod :D