Koniec świata na literę Z – World War Z

Koniec świata na literę Z – World War Z
Ocena3.5
  • Fabuła
  • Scenariusz
  • Gra aktorska
  • Zdjęcia
  • Muzyka

Kiedy widzę w obsadzie filmu Brada Pitta, to nie zastanawiam się zbytnio nad opisem, tylko w zaufaniu zasiadam przed ekranem, by obejrzeć dobre kino. W przypadku World War Z niestety ten zabieg nie wyszedł mi na dobre.

Od czego zacząć koniec świata

Akcja filmu rozpoczyna się sielankowo. Zwyczajna rodzinka, zwyczajny poranek, zwyczajne śniadanie i wyjazd do pracy oraz szkoły. Wtem jakieś dziwne łubudu i zaczyna się tragedia. Na początku nie wiadomo, co się stało. Nasi bohaterowie są zagubieni, ale co do jednego są pewni – muszą uciekać. Kiedy tak uciekają dowiadujemy się, że na świecie rozprzestrzenia się epidemia nieznanego wirusa, który zmienia ludzi w zombie. Zombiaki w najlepsze grasują sobie po wielu miastach na całym świecie i zarażają na potęgę. Gerry (Brad Pitt) nagle okazuje się jedynym w swoim rodzaju specjalistą (tak naprawdę do końca filmu nie dowiedziałem się od czego). Tylko on może znaleźć antidotum, bo (ponoć) ma już doświadczenie. Kumpel z ONZ specjalnie dla jego rodzinki ściąga helikopter, przenosi ją w bezpieczne miejsce, czyli na lotniskowiec na morzu, a tutaj Gerry poproszony o pomoc, niewiele zastanawiając się, porzuca żonę i dwójkę dzieci, by następnie w swej dobroduszności uratować świat.

To tyle, jeśli chodzi o fabułę. Dalej jest już trochę lepiej aktorsko i gorzej fabularnie, ale jeśli powyższy zarys Cię nie zniechęcił, oglądaj, tylko nie miej pretensji, że nie ostrzegałem.

Zdarta płyta

Czy to wszystko nie brzmi jakoś znajomo? Czy schemat nie był podobny w wielu innych filmach? Ten obraz koleboce się niczym nienaoliwiony żelazny kogucik na wietrze i zgrzyta jak stara płyta z napisem „ale to już było”. Jest parę dobrych momentów, gdy Pitt ratuje tę produkcję swoją grą aktorską. Kilka scen z zombiakami w roli głównej też daje radę (jak np. kłębiące się hordy, depczące po sobie, wspinające się na wielki mur w Izraelu). Reszta to jednak kompletna klapa. Ani nie wiemy dlaczego Gerry jest taki cenny i skąd wzięło się jego doświadczenie w walce z epidemią, co by tłumaczyło dlaczego jest wyjątkowy na skalę światową. Dziurawe są też akcje z przemieszczaniem się Gerrego po całym świecie, niby to w trop za tym, co spotykał w przemierzanych lokalizacjach. Wszystko nawet nie fantastyczne, co nierealne i nietrzymające się kupy.

Nie można odmówić produkcji świetnych efektów specjalnych, trzymającej w napięciu akcji i dobrze poprowadzonych przemyśleń Gerry’ego na bazie retrospekcji, które w rezultacie pomagają mu rozwikłać zagadkę dotyczącą słabości zombiaków. Mimo tych kilku dobrych stron nie dość, że końcówka jest przewidywalna (choć nieoczywista), to jej podsumowanie spowodowało, iż przewróciły mi się w żołądku ziemniaczki zasmażane, które zjadłem na obiad.

Film jest (jak to się ładnie pisze) bardzo nierówny. Mimo zgranego schematu miał potencjał, by zrobić go lepiej, zwłaszcza, że Pitt przecież nie wypadł sroce spod ogona i jest genialnym aktorem. Nawet on niestety nie potrafił uratować dziurawego pomysłu, a raczej jego braku. Na koniec zadaję sobie tylko jedno pytanie: quo vadis, Bradzie Pitt?

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Zacznę od tego, że Gerry nie został poproszony i nie zgodził się bez zastanowienia. Nie chciał się zgodzić, ale by go razem z rodziną odesłali jako „bezużytecznych”, co zresztą zrobili z jego żoną i dziećmi, gdy zaistniało podejrzenie, że zginął…

    Film był w moim odczuciu bardzo słaby i mimo młodzieńczej „miłości” do Pitta nie zebrałabym w sobie aż tylu ciepłych słów, co Ty. Chociaż zombiaki wspinające się na mur były dobre, ale już głupota ludzi, która do tego doprowadziła… bez komentarza. Tak samo siekiera i puszka w laboratorium… a to kilka z wielu przykładów beznadziejnych pomysłów w filmie…

  • pandorcia

    Schemat zdecydowanie powielony, aż nie chce mi się tego filmu oglądać do końca… Zdecydowanie nie polecam.

    • Poczekaj, poczekaj. To nie oglądałaś i nie polecasz? :)

      • pandorcia

        Nie oglądałam do końca, wiem, że powinnam, żeby móc wystawić ocenę, ale po prostu nie byłam w stanie zdzierżyć ;)

  • Serio uważasz, że Brad Pitt jest gwarancją dobrego kina? Moim zdaniem jest gwarancją typowego kina hollywoodzkiego, czyli mnóstwo akcji, dużo się dzieje, ale tez dużo błędów, niedoskonałości, niedomówień w fabule no i, co oczywiste, jeden cel: kasa. Tak samo jest z tym filmem. Brada widziałem łącznie w może 3 dobrych produkcjach. Reszta jak w powyższym opisie.

    A sam film to, krótko mówiąc, klapa. Po raz n-ty wałkują temat zombie (zaczynam mieć dość), w dodatku rzucają bohaterem po świecie jak w jakimś filmie o Bondzie. Słabiutko.

    • Są filmy lepsze i gorsze z jego udziałem, co nie zmienia faktu, że jest świetnym aktorem. Tutaj zakutał się nieco (jest m.in. producentem filmu). Mogę powiedzieć, że Brad Pitt jest gwarancją dobrego aktorstwa, żeby być bardziej precyzyjnym. Padam czasem ofiarą znanych gąb, świadomie, więc i tutaj spodziewałem się zwyczajnie więcej.

      • Dla mnie ten facet dopiero teraz zaczyna pokazywać jak dobrym jest aktorem. Zobacz co było 10 lat wcześniej – postrzegany był głównie poprzez pryzmat tego, że był jednym z najprzystojniejszych i najlepiej wyglądających aktorów. Teraz jest to już facet koło 50ki (dobrze mówię?), prawdziwy facet z klasą. Czego zwieńczeniem jest jego udział w reklamie Chanel (świetna notabene). I takich właśnie teraz oczekuję od niego ról. A nie latanie po świecie z karabinem w poszukiwaniu recepty na zombie.

        • Babki mogły go tak postrzegać :) Ja akurat nie, bo jakimś wielkim przystojniakiem on nie jest, wręcz ma nieco małpią twarz. Ale to jest facet, który wyzwala emocje i to raczej jest miarą jego sukcesu oraz warsztatu. Świetnie zagrał np. w Babel. A świr w 12 małp?
          Z aktorem jest podobnie jak z winem – im starszy tym lepszy :) O ile się rozwija, a przez takie zombiacze produkcje jak recenzowana – Pitt może się tylko cofać.

          • Cóż, nie czuję się kompetentny, żeby oceniać to jak jest przystojny :D Ale jakiś tam plebiscyt wygrał. Generalnie jego role w 12 małpach albo podziemnym kręgu są świetne i nie ma co do tego wątpliwości. Cóż, czekam na lepsze czasy ;)