Koncertowy tuman

Koncertowy tuman

Temat zawsze prze­cho­dził mi bokiem, a prze­cież zaj­mu­ję się nim zawo­do­wo - orga­ni­za­cja even­tów. Kon­cert zupeł­nie ina­czej wyglą­da od zaple­cza wzglę­dem fron­tu. Skrzy­żo­wa­nie doświad­czeń jed­ne­go i dru­gie­go pozwo­li­ło mi wysnuć parę cie­ka­wych wnio­sków.

BoliPupcia #1 - bilety za drogie

Naj­czę­ściej narze­ka się, że bilet za dro­gi. Zależ­nie od gwiaz­dy, klu­bo­wo bile­ty waha­ją się w prze­dzia­le 30-100 zł, przy czym kate­go­rycz­nie wyż­sze ceny mają kon­cer­ty zagra­nicz­ne. Cóż się na ten bilet skła­da? Prak­tycz­nie nie­wie­lu łak­ną­cych roz­ryw­ki wie, że są to głów­nie kosz­ty:

  • hono­ra­rium wyko­naw­cy,
  • tech­ni­ka (obsłu­ga i wyna­jem świa­tła oraz dźwię­ku według spe­cy­fi­ka­cji tech­nicz­nych tzw. ride­rów),
  • pro­mo­cja (przy­go­to­wa­nie wszel­kich mate­ria­łów tek­sto­wych i gra­ficz­nych oraz ich kol­por­taż, druk bile­tów, druk pla­ka­tów, pla­ka­to­wa­nie, opła­ce­nie reklam na nośni­kach elek­tro­nicz­nych miej­skich typu ekra­ny LED, opła­ce­nie reklam w inter­ne­cie, kon­takt z media­mi i pilo­to­wa­nie kam­pa­nii, usta­wia­nie wywia­dów),
  • ochro­na i obsłu­ga klu­bu (wyda­wać by się mogło, że to żaden koszt, a to jeden z więk­szych wła­śnie),
  • cate­ring (spójrz­cie na pierw­szy lep­szy rider cate­rin­gu, w któ­rym zawie­ra­ją się oprócz kla­sycz­nych potraw kanap­ko­wych nie­raz bar­dzo spe­cy­ficz­ne dania do zapew­nie­nia, czy obia­dy dla kil­ku­na­stu osób, całe mnó­stwo napo­jów włącz­nie z wysko­ko­wy­mi),
  • hote­le (to rów­nież nie­ma­ły koszt bio­rąc pod uwa­gę róż­ne upodo­ba­nia arty­stów),
  • opła­ty licen­cyj­ne ZAiKS, STOART.

Jak tak przyj­dzie zło­żyć cały ten budżet w jed­ną całość, to oka­zu­je się, że orga­ni­za­tor wręcz dopła­ca do bile­tu. Śred­nio suma wyno­si kil­ka­dzie­siąt tysię­cy, mniej wię­cej 50k+. Wia­do­mo, że wszyst­ko zale­ży od nego­cja­cji, sta­wek i poten­cja­łu kon­cer­to­we­go dane­go wyko­naw­cy, ale narze­ka­nie na bilet za 30 zł? Tyl­ko tuman kon­cer­to­wy to robi.

BoliPupcia #2 - a kto taki termin wymyślił?

Takie narze­ka­nie jest naj­pięk­niej­sze. Ile razy czy­tam, tyle razy się śmie­ję. Odpo­wiedź jest pro­sta - nikt! Sor­ry, taki miał kli­mat mena­go i orga­ni­za­tor, że zgra­li się w danym dniu. Zespół jedzie tra­sę kon­cer­to­wą, więc, aby obni­żyć kosz­ty trans­por­tu, na któ­re wpły­wa głów­nie odle­głość mię­dzy mia­sta­mi i kon­cer­ta­mi, robi się takie "dziw­ne manew­ry", że szu­ka odpo­wied­nich dat. Tyl­ko tuman kon­cer­to­wy tego nie rozu­mie.

BoliPupcia #3 - co to w ogóle za kolejność? Zespół X powinien grać przed Y!

Tak to wła­śnie jest jak się daje linij­kę do mie­rze­nia siu­sia­ka dzie­cia­kom. Nie ma lep­szych i gor­szych zespo­łów, a kolej­ność zawsze wyni­ka z usta­leń umow­nych. Zda­rza­ją się znaw­cy-dow­ci­pa­sy, któ­re twier­dzą, że kape­la z dużym sta­żem i zasłu­ga­mi dla muzy­ki powin­na grać wcze­śniej niż póź­niej. Bo tak! Bo ja tego zespo­łu nie lubię i już! Tyl­ko tuman kon­cer­to­wy tak mówi.

BoliPupcia #4 - nagłośnienie do dupy! Nic nie było słychać!

Bar­dzo czę­ste, zare­zer­wo­wa­ne na "po kon­cer­cie" dla "kone­se­rów sztu­ki". Zazwy­czaj wypo­wie­dzi zaczy­na­ją się w ten deseń: Znów nic nie było sły­chać w tym klu­bie, ale to już stan­dard. Byłem na wie­lu kon­cer­tach i zdą­ży­łem się już przy­zwy­cza­ić, ale żeby tak krzyw­dzić nas, słu­cha­czy i ten zespół? Wstyd! O mało co nie wysze­dłem. Tyl­ko tuman kon­cer­to­wy nie wie, że zespo­ły wożą ze sobą wła­snych aku­sty­ków. Orga­ni­za­tor musi zapew­nić sprzęt według ride­rów tech­nicz­nych. Resz­ta zale­ży od dźwię­kow­ca, czy­li jego umie­jęt­no­ści i doświad­cze­nia. Napie­prza­nie na fir­mę nagło­śnie­nio­wą i miej­sce jest naj­więk­szą tuma­ne­rią na jaką zdą­ży­łem się już przez te kil­ka lat uod­por­nić.

BoliPupcia #5 - piwo z wodą, ochrona chamska, kible brudne, ileż można czekać na kurtkę

Naj­lep­sze zosta­wi­łem na koniec. Piwa z wodą nie da się za bar­dzo połą­czyć, gdy kega lub butel­ka są zamknię­te, ale to prze­cież takie oczy­wi­ste. Pup­cia jed­nak musi boleć, bo by nie było!

Że ochro­na cham­ska, bo każe dać się obszu­kać, wyrzu­cić napo­je i oddać pro­fe­sjo­nal­ny apa­rat do depo­zy­tu (no chy­ba, że ktoś ma akre­dyt­kę), to prze­cież zamach na nie­ty­kal­ność cie­le­sną! Bo ochro­na nie może być miła robiąc jak­by nie było nie­zbyt przy­jem­ne rze­czy. A jak się ludzie noszą pod sce­ną, to cha­my nie dobie­gną i nie zła­pią tych 5 osób na minu­tę. Taka ta ochro­na zła. Poza tym mają się jesz­cze uśmie­chać i być rekla­mą pasty do zębów, bo jak nie, to w ryj!

Kolej­ny temat to brud­ne wuce­ty. Urwa­ne spłucz­ki, urwa­ne wylew­ki, brak papie­ru i inne pery­pe­tie nie­stru­dzo­ne­go kon­cer­to­wi­cza. Gdy­by się tak zasta­no­wić, kto użyt­ku­je te kible, to kolej­ną oczy­wi­sto­ścią sta­je się powie­dze­nie "jak sobie poście­lesz, tak się wypróż­nisz". Za nie­czy­sto­ści w ubi­ka­cjach (o para­doks!) odpo­wia­da nie sprzą­tacz­ka, ale ten co przy­szedł i napa­sku­dził. Cza­sem przy zbyt dużym stę­że­niu alko­ho­lu i innych sub­stan­cji na dokład­kę moż­na jesz­cze coś roz­wa­lić. Te kon­cer­ty dają prze­cież tyy­y­y­le emo­cji, więc to nor­mal­ne!

Szat­nia to kolej­ne miej­sce, gdzie tuman kon­cer­to­wy dłu­go opa­da. Trze­ba cze­kać, a klient nie­zbyt cier­pli­wy, bo prze­cież pierł, bekł, rzygł, zapła­cił i cham­stwa szat­nio­we­go nie znie­sie! Ileż moż­na?! Szat­nia powin­na zadzia­łać bły­ska­wicz­nie, naj­le­piej w 5 sekund.

Tyl­ko tuman kon­cer­to­wy nie zda­je sobie spra­wy, że piwa nie da się roz­ma­ić, ochro­na musi cza­sem reago­wać siłą, za czy­stość w kiblach odpo­wia­da tak napraw­dę on sam, a szat­nia ma swo­ją wydaj­ność i jedy­nie bydło się pcha, krzy­czy, zło­rze­czy i klnie.

Kiedy pupcia nie boli?

Wte­dy, gdy napraw­dę idzie się na kon­cert, aby coś prze­żyć. Słu­cha­nie swo­je­go ulu­bio­ne­go wyko­naw­cy na żywo jest jed­nym z naj­lep­szych doświad­czeń w muzy­ce. Odbiór cało­ści zale­ży tyl­ko od nas. Moż­na patrzeć na cały event przez pry­zmat Boli­Pupć #1-#5 i wte­dy nigdy nie będzie dobrej zaba­wy. Nato­miast wiem na pew­no, że tuma­ny kon­cer­to­we nie cho­dzą na takie wyda­rze­nia dla roz­ryw­ki. Idą, bo się powin­no i dobrze to wyglą­da na zdję­ciach. Jest się czym pochwa­lić i cza­sem nawet dostać auto­graf. A zespo­ły? A orga­ni­za­to­rzy? A kli­mat? A twór­czość? A kon­takt z ido­lem? To mało waż­ne. Nimi prze­cież nie ma się co przej­mo­wać, bo zawsze się jacyś znaj­dą.

photo credit: marfis75 via photopin cc