Klauzula sumienności

Klauzula sumienności

Mimo, że są wakacje i pogoda wręcz wymarzona – zewsząd jestem atakowany klauzulami sumień. Kompletnie nie wiem, co z nimi zrobić.

Zadeklarowanie czystości sumień

Każdy z nas ma swoje sumienie, a jak już w szkole podstawowej uczą – wolnoć Tomku w swoim domku. Można by zatem powiedzieć, że sumienie jest jak prawda – każdy ma swoje. Tymczasem okazuje się, że naród lub jego część – może mieć sumienie zbiorowe.

I tak – sumienie mają lekarze, teraz też nauczyciele, a za chwilę okaże się, że i sprzątaczki je posiadają! Ale dość ironizowania, bo sprawa jest poważna, a przynajmniej na taką się kroi.

Długo nie zabierałem głosu odnośnie klauzuli sumienia, bo jakakolwiek rozmowa w tej materii jest bezcelowa. Nie można rozliczać czyjegoś sumienia jednocześnie nim nie będąc. Od momentu pierwszej spowiedzi w moim Katolickim Kościele wiem, że moje sumienie kształtuję tak naprawdę ja sam. Jeśli robię coś wbrew niemu, to czuję się coraz gorzej, bo ciągle mój wewnętrzny głos podpowiada mi, że postąpiłem źle. Zazwyczaj wtedy mam poczucie winy, chęć zmiany i poprawy swoje życia, więc szukam rozgrzeszenia. W sumie na tym oparta jest spowiedź przed Bogiem, a którą katolicy realizują w konfesjonale.

Gdy słucham dyskusji o tym, że prawo boskie jest nad prawem polskim, to jednak zastanawiam się, czy aby na pewno ktoś dobrze rozumie słowa Pisma Świętego. Na mój muszkieterski rozum, to Bóg nie potrzebuje, abyśmy rozsądzali po ludzku w prawach boskich, a właśnie takich działań jestem świadkiem. Gdy Chrystus mówił, że oddajcie Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie, chyba nie miał na myśli tylko monet. Może się mylę, ale moim zdaniem właśnie w przypadku wszystkich deklaracji mamy do czynienia z amnezją odnośnie tego przykładowego podziału wprost z Biblii.

Role się pomieszały

Lekarz ma leczyć, ratownik ratować, nauczyciel uczyć, ksiądz ewangelizować, a przeciętny człowiek – żyć. Przyporządkowanie wydaje się zbytnio uproszczone, ale oczywiste i wynikające z ról społecznych. Gdzie w takim razie popełniono błąd, gdy ksiądz zaczyna leczyć, ratownik uczyć, przeciętny człowiek ratować, a lekarz ewangelizować? Cieszy mnie fakt, że mamy w Polsce tak wielu erudytów, ale jednak wolałbym patrzeć na mój kraj jak na miejsce, w którym uczestnik społeczeństwa jest traktowany równo, zgodnie z przyjętym prawem, a jego przekonania religijne pomagają mu tego prawa przestrzegać. Ostatecznie przecież nie zapominajmy, że nie wszyscy są Chrystustami i mogą odpowiadać co najwyżej za siebie, a nie całą ludzkość lub Polskę.

Zawody o podwyższonym ryzyku skazy na sumieniu

Czy ateista ma sumienie? No jasne, że tak! Tylko niekoniecznie ukształtowane przez katolickie prawdy wiary. Czy przez to jest gorszy? W żadnym wypadku. Kieruje się za to innymi wyznacznikami, ale w gruncie rzeczy zbliżonymi kulturowo do tych katolickich. Wniosek: powinna zostać sporządzona lista zawodów o podwyższonym ryzyku skazy na sumieniu, do podejmowania których będą dopuszczani ludzie o odpowiedniej konstrukcji psychicznej.

Waga decyzji podejmowanych codziennie przez lekarzy, prawników, strażaków, policjantów, dziennikarzy, księży i polityków jest tak duża, że wydaje mi się, iż nie każdy aktualnie piastujący to stanowisko powinien nadal je zajmować. W tych zawodach odnajdą się tylko wybitne jednostki, ponieważ niejednokrotnie od ich decyzji zależy życie pozostałych członków społeczeństwa. Czy zatem wszyscy lekarze, prawnicy, strażacy, policjanci, dziennikarze, księża i politycy są geniuszami i zawsze podejmują działania zgodnie z ich sumieniami? Śmiem wątpić. Powiem więcej – gdyby je podejmowali tylko w oparciu o sumienie, co najmniej kilka razy dziennie nie mogliby dobrze wykonywać swoich zawodów.

Bo sumienie to tylko element człowieczeństwa i obywatelstwa. Nie zawsze można wybrać dobrze, gdy opcje są dwie: źle lub bardzo źle. Nie jestem zwolennikiem wybierania tzw. „mniejszego zła”, bo czarne jest czarne, ale jeśli moja decyzja wyrządza komukolwiek krzywdę, a ja świadomie ją podejmuję, to moje sumienie nie warte jest absolutnie nic. Nieświadomość nie jest wytłumaczeniem następstw, ale „dzięki niej” łatwiej je wtedy wybaczyć. Tymczasem brutalne działanie z premedytacją jest czymś, co tylko człowiek może zgotować drugiemu człowiekowi w ramach piekła na ziemi.

Nie nazywajmy tego postępowaniem „zgodnym z sumieniem”, bo o czyje tu sumienie się rozchodzi i jakim trzeba być hipokrytą, by odbierać drugiemu możliwość wyboru?! Moje sumienie nie pozwoliłoby mi komuś kazać żyć lub umierać w sposób, jaki mnie się akurat podoba. Nie wracajmy zatem do chorych czasów, w których niewolnicy zakuwani byli w kajdany, a do wyboru mieli bezwzględne podporządkowanie się swoim panom lub chłostę, a nawet śmierć.

Wywalczona wolność wyboru to odpowiedzialność, a zasłanianie się przekonaniami, gdy stawką jest życie – to zwykłe tchórzostwo. Nasze społeczeństwo jest w totalnym chaosie, gdy ogląda całą tę klauzulową szopkę, bo w tle cierpią przeciętni ludzie, choć sobie na to nie zasłużyli.

Jest jednak szansa i nadzieja! Kres problemom mogłoby położyć zwrócenie uwagi na podstawowe znaczenie słowa „sumienny”. To przecież taki, który skrupulatnie wywiązuje się z powierzonych obowiązków, przykładający się do swojej pracy, wykonujący ją dokładnie i rzetelnie.

Klauzula SUMIENNOŚCI

Drodzy lekarze, prawnicy, strażacy, policjanci, dziennikarze, księża i politycy. Proszę jako obywatel Polski. Zdeklarujcie się na papierze, że będziecie wykonywali swoje zawody zgodnie z nabytą wiedzą w Waszych dziedzinach. Pamiętajcie przy tym o SUMIENNOŚCI, abyście mogli później z czystym sumieniem powiedzieć, że wykonaliście wzorowo swoją pracę. Nic więcej Polsce do szczęścia nie potrzeba. 
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Pingback: FLOWsówka #6 - I found my FLOW...()

  • Ana

    Ja wobec tej całej afery z klauzulą sumienia mam mieszane uczucia. Bo problem się zaczął, gdy została sformalizowana, a przecież i wcześniej byli lekarze, którzy się nią kierowali. Jej zasady tak naprawdę od wieków wpisane są w przysięgę składaną przez adeptów sztuki lekarskiej. Bawi mnie też rozdmuchiwanie tej sprawy, bo czymże jest 3 tys. pracowników i studentów WSZYSTKICH zawodów lekarskich i okołolekarskich? Kropla w morzu, a awantura, jakby wszyscy podpisali. Jedyną wątpliwością z mojej strony jest tylko „wykonanie” tej klauzuli. Nie powinno być tak, by sumienie lekarza decydowało o sumieniu pacjenta – lekarz nie chce się podjąć takiego zabiegu czy leczenia, powinien bez żadnego „ale” wskazać kogoś, kto się tego podejmie. I wilk syty, i owca cała, i sumienność 100-procentowa. Bez żadnych nagonek medialnych i politycznych, bo to właśnie one są powodem całego zła związanego z tymi klauzulami.

  • Wrzucę i ja swoje kilka groszy do dyskusji. Również, jak i ty, zastanawiałam się nad napisaniem postu w tej sprawie. Sprawa ta wyświechtana na wszystkie strony, poprzeinaczana, insynuacyjnie potraktowana już nieco przycichła. Tymczasem wracasz do niej na spokojnie. To dobrze. Popolemizuję z Tobą i ja.
    Kwestia Bogu, co Boże, cesarzowi, co cesarskie-> chodzi tutaj o to, że nie ma się insynuować, że tutaj na ziemi tworzymy swoje państwo. Jest porządek państwowy i jemu każdy obywatel płacący podatek powinny podlegać. To jest ta druga część, cesarska, tej zasady. Więc ja jako ja płacę podatki, biorę udział w wyborach itp – te cechy nadają tożsamość narodową. Są też obowiązki chrześcijanina – albo te cechy, które nadają człowiekowi jego chrześcijańską tożsamość – to jest właśnie ten pierwszy człon. I wobec tego ja, jako ja, nie mogę się zgodzić na to, by kogoś zabito, np.
    Wobec tego tak jak prawo naturalne jest ponad prawem stanowionym, państwowym. Tak samo i prawo chrześcijanina jest ponad prawem stanowionym, państwowym. To drugie skodyfikowało zasady prawa naturalnego, gdyż w obydwu znajdziemy podobne zasady.
    Wobec tego ja wciąż nie wiem, czemu się tutaj obruszać. Z chęcią chodziłabym do katolickiego lekarza, bo o ile nie jest osobą fanatyczną, co w pewien sposób wyklucza go z pojęcia katolik, to będzie ten prawdopodobnie będzie o wiele lepszym lekarzem od tego, który np. nazywa się katolikiem lub chrześcijaninem, a kompletnie nie kuma czaczy lub ateisty. Nie może inaczej.
    Mnie wkurza to, kiedy nikt nie podnosi spraw wypisywania wszystkich pigułek „uzdrawiających” ciało kobiety, a później kierujących je prostą drogą do klinik invitro. Ten człowiek krzywdzi nieświadome pacjentki nie zlecając podstawowych badań, które sprawdzają, czy może ona przyjmować pigułki. Ale niech nam żyją takie konowały!
    Więc twój post, mimo całego szacunku do ciebie, jawia mi się jako nieprzemyślany i dość mocno populistyczny.
    @vanfurio:disqus a ja, jako osoba również płacąca w tym kraju podatki, nie chcę łożyć na zabiegi in vitro, bo wspieranie małżeństw (raczej związków) jedynie w ten sposób wygląda. Również zarabiam moje pieniądze i nie chcę pracować na zamrożonych człowieczków. I co, jako obywatel państwa, taki sam jak ty, nie mam do tego prawa?
    To są bardzo trudne kwestie i powinny być dyskutowane, jednak bez stereotypów, zakrzywiań rzeczywistości i wyświechtanych przykładów.

    • Wlasnie sie zbieralam do napisania czegos podobnego. Nie zapominajmy o prawach i istnieniu ludzi, ktorzy uwazaja takie deklaracje za potrzebne, nie traktujmy wybiorczo. Nie chce, by w kraju, w ktorym place podatki szly one na rzeczy niezgodne z moim sumieniem i przekonaniami. Ponadto w konstytucji jest zapisane prawo do wyznawania tego w co sie wierzy a jak ma to sie do „przymuszania” lekarzy katolikow do np wykonywania aborcji? ponadto prawo w roznych okresach wygladalo roznie-czesto okazywalo sie bardzo zawodne i niedoskonale, a wielu tak krzyczacych za przestrzeganiem prawa w jednej dziedzinie lamie je w innej, bo twierdzi, ze wie lepiej- zalatuje hipokryzja etc
      Znam bardzo wiele osob, w tym zaliczam siebie, ktore ucieszyly sie z tej deklaracji sumienia, bo wiedza jakim lekarzom moga teraz bardziej zaufac, oczywiscie dziala to tez w druga strone- ateisci moga sobie zobaczyc i ewentualnie nie skorzystac z ich opieki- taka przejrzystosc jest dobra.

      • Zostawcie już te podatki, bo to wyjątkowo słaby argument. Równie dobrze osoby niewierzące mogą nie chcieć, żeby z ich podatków opłacano nauczanie religii w szkołach. A zmotoryzowanym może nie podobać się tworzenie ścieżek rowerowych.
        Never ending story.

        • Wlasnie, ze podzial pieniedzy publicznych to bardzo dobry argument np. oprocz religii sa lekcje etyki- jest wybor, o ten wybor i zdolnosc do wspolegzystowania roznych opcji w sppleczenstwie chodzi.

          • Dlaczego zatem nie ma do wyboru całego wachlarza religii, od buddyzmu po islam, a jedynie katolicka? Przyzwyczailiśmy się do tego, że jeśli Polak to musi być katolik, więc podana przez Ciebie opcja raczej nie działa na zasadzie równości i współegzystowania w społeczeństwie. Ale my tu dziś nie o tym :)

          • jesli znalazloby sie odpowiednio duzo zainteresowanych inna religia to na pewno takie lekcje by byly organizowane- do tej pory jednak znaczna wiekszpsc Polakow deklaruje sie jako katolicy ( inna kwestia ile warta jest ta deklaracja) stad tez wybor tej wlasnie religii, u mnie w szkole bylo do wyboru chodzisz na religie, etyke- ktora tez miala elemety innych religii lub nie chodzisz na nic.

          • Joanna, to dobrze, że u Ciebie takie opcje działają, jednakże czy to oznacza, że jeśli u Ciebie, to u wszystkich? Wiadomo, że nie. Dlatego tego rodzaju tez jestem zupełnie niepewny.

          • No właśnie, najpierw mamy ten problem, że tyyyle osób deklaruje się jako katolicy, piszą się na obowiązkowy ślub kościelny i na Wielkanoc postoją pod kościołem. A później narzekają, że mają tzw. katolickie państwo. Ja nie chodzę do synagogi, cerkwi czy meczetu. Choćby jak fajną liturgię ślubną i nie tylko mieli.

          • KasiaC

            Dziś nie o tym, ale się wypowiem:p

            Problem z etyką/religią jest taki, że za zainteresowanych decydują rodzice, sami uczniowie mogą jedynie tuż przed maturą – dopiero w połowie drugiej, a czasem i dopiero w 3 klasie liceum.
            Druga sprawa, że przez to, że ocena z religii/etyki wlicza się w średnią można wybrać mniejsze zło/ łatwiejszą opcję.
            Trzy – jak naprawdę powinny wyglądać lekcję religii, czego dotykać, a co oznaczają w praktyce.
            Za moich czasów: – podstawówka-katechetka dyktuje półstronnicową notatkę po każdych zajęciach, sprawdzian co 2 miesiące, wystarczyło toćka w toćkę wystukać; – gimnazjum -osoby niechodzące kończyły lekcje godzinę wcześniej, reszta przepisuje zdania z podręcznika, koniecznie nowego wydania, które od starego różni się okładką i numeracją stron; -liceum – zajęcia z wikariuszami, niektórzy „nawiedzeni”, niektórzy ludzcy – dopiero z tymi można było porozmawiać o codziennych wątpliwościach i problematycznych sytuacjach (typu bycie chrzestną czy świadkiem, gdy uroczystość odbywa się według obrządku będącego odłamem kościoła rzymskokatolickiego).
            Obecnie – z tego co widziałam u młodszego kuzynostwa religia opiera się na wypełnianiu ćwiczeniówki rysunkami, kolorowankami, które mają zobrazować pewne pojęcia, nad którymi ja 23letnia baba musiałabym się zastanowić, by oddać ich sens.

            Sama chętnie poszłabym na lekcję etyki, żeby „ogarniać temat” i wiedzieć, gdzie są punkty wspólne, a gdzie różnice, mogłyby się odbywać pod hasłem „katolik wśród innych wiar”, tylko problem jest taki, że mało jest osób kompetentnych, by takie coś poprowadzić, a i dla szkoły jest to kłopot, bo musi zatrudniać kolejnego nauczyciela, i tak układać plan, aby zbieranina 30 osób z całej szkoły mogła w jednym czasie chodzić na te zajęcia – tak było w moim LO z etyką.

          • Pomiędzy urodzeniem dziecka a aborcją też jest wybór (ograniczony). Pomiędzy hormonalną antykoncepcją a NPR również jest WYBÓR. Tak właśnie współegzystują różne opcje. Za wspólne pieniądze.

          • Jak widac po ostatnich wydarzeniach oraz postawie np lekarzy, ktorzy podpisali klauzule sumienia owo wspolegzystowanie nie dziala jak powinno tzn tak, by nie przymuszac nikogo do dzialania wbrew sobie i swemu sumieniu. Stad tez poprzednie wypowiedzi dotyczyly takiej sytuacji, w ktorej powolanie sie na sumienie jest odzwierciedleniem owego wyboru lekarza (wyboru do podjecia dzialan zgodnie z wlasnym sumieniem) oraz wyboru pacjenta, ktory chce byc leczony rowniez z poszanowaniem wlasnych przekonan. wspolegzystowanie bez umniejszania tego prawa do wyboru zadnej ze stron jest wlasnie idealem do ktorego jeszcze, jak widac, troche nam brakuje.

          • I tu się zgodzę, do wielu rzeczy musimy jeszcze dorosnąć, jako ludzie i jako społeczeństwo.

          • Pomiędzy hormonalną antykoncepcją a NPR nie ma wyboru, żaden ginekolog ci tego nie zaproponuje. Też za moje składki na Fundusz mam wysłuchiwać, że jestem dziwadłem.
            I widzisz, chodzę do tego lekarza, którego sobie w sieci wygrzebałam, dlatego, że nie ma u niego kolejek. Ale kiedy mi jego poglądy zbrzydną już do końca, to spokojnie znajdę sobie w sieci innego lekarza. Nie wiem, czemu tzw. niewierzący nie mogą szukać w sieci lekarzy.

          • Wygląda więc na to, że znalezienie lekarza o określonych poglądach jest równie trudne dla wszystkich, którzy mają specjalne wymagania.

      • Właśnie to nasze prawo nie każe wykonywać lekarzowi katolikowi aborcji, ale nakazuje mu wskazać innego lekarza, który może wykonać zabieg. I nie jest to decyzja, którą powinien podejmować lekarz będący pod wpływem silnych emocji. Po to mamy właśnie prawo, które jest w stanie na zimno ocenić zasadność działań.

        Spójrz też jak zaczynasz dzielić lekarzy na tych, którym „można zaufać” i tych, którym już nie, bo do nich niech sobie idą ateiści. Zaryzykuję stwierdzenie, że ateistę nie obchodzi, kto go leczy – katolik, muzułmanin czy pastafarianin. Istotnym dla niego jest aspekt, czy jest w stanie go wyleczyć. I do takiego podejścia zachęcam wszystkich, w tym katolików.

        • Wiesz dobrze, ze wskazanie innej osoby w oczach tego lekarza jest rownie niezgodne z jego wiara.
          Tak „,dziele” ich na swoje potrzeby, bo wiem czego sie moge spodziewac ergo jesli uwazam, ze cos jest dobre/lepsze to moge to ocenic jako godne mego zaufania. a co do ateistow i innych to mylisz sie- wystarczy przejrzec wpisy ludzi pod takimi tematami gdzie pelno hasel ” zobaczcie do jakich oszolomow nie chodzic, beda nam zdrowaski wypisywac na recepcie” itp.

          • Skupmy się jednak na faktach, a nie wypisywanych opiniach. Mam wielu znajomych ateistów, dlatego zaryzykowałem to stwierdzenie. Na hejterskie komentarze, które przytoczyłaś reaguję w jeden sposób, bo nie mają żadnej wartości: nie czytam, a jeśli się tu pojawią – usunę.

            Ja po lekarzu spodziewam się tego, że będzie mnie leczył. Czy jeśli nie wyleczy Cię katolik, a przykładowo zaszkodzi – to dalej będziesz bardziej ufać lekarzom-katolikom? Przecież to nielogiczne.

          • No wlasnie ja tez mam takich znajomych i patrzac na ich wpisy na fb moge powiedziec, ze czesto podzielaja logike przytoczonego komentarza..
            Tez sie tego spodziewam po lekarzu, ze mnie wyleczy- ale za probe leczenia nie uznaje proponowania aborcji, tabletek, homeopatii itp takze jak widac duzo mniejsze mam ryzyko takich propozycji ze strony lekarzy katolikow niz innych, ale z drugiej strony nie wszystkie specjalizacje zahaczaja o te sporne kwestie.

          • Mam w takim razie do Ciebie pytanie. Jest trudne, więc jeśli nie odpowiesz – nic się nie stanie. Wyobraź sobie, że masz męża i jesteś w ciąży. Przy porodzie okazuje się, że lekarz musi wybierać – albo ratować matkę, albo dziecko. Czyje życie wybierasz?

          • Wlasnie dzieki temu, ze tak przez niektorych oczerniany dr Chazan odpowiedzial ” ratujemy oboje” zyję. Tak, inny lekarz chcial sie pozbyc klopotu- mnie ale cale szczescie znalazl sie odpowiedzialny lekarz, ktory uratowal oba zycia. Poza tym zauwaz, ze w wierze katolickiej w takiej sytuacji zagrozenia nie jest „zabronione” uratowanie kobiety czasem kosztem dziecka- nie pamietam w tej chwili zrodla tego stwierdzenia czy to byl katechizm czy inna regulacja. ale wazne, zeby rozroznic np aborcje od ratowania zycia kobiety przy porodzie w sytuacji naglej etc.

          • Pewnie zdajesz sobie sprawę, jakie ryzyko podjął ów lekarz i wcale nie nazywałbym tego odpowiedzialnością, ale podjęciem karkołomnej decyzji. Tylko się cieszyć i dziękować Bogu, że się udało, bo skoro nie było racjonalnych podstaw do takiego działania, to Szef musiał „mieszać” przy sprawie :) Nie ma innej siły. Może dlatego podchodzisz w taki jednoznaczny sposób do spraw wiary. Kto wie :) Niemniej przywołany przeze mnie przykład tylko obrazuje jak bardzo obciążony jest lekarz i jak sama zauważasz – przy podejmowanych decyzjach to nie jest kwestia sumienia, a odpowiedzialności. Przed, w trakcie i po.

          • Chodzilo glownie o to, ze tamten lekraz nie mial takiego doswiadczenia a wiadomo bylo, ze porod bedzie skomplikowany. Zreszta dowiedzialam sie o tym dopiero niedawno gdy wybuchla ta cala afera wokol dr Chazana, wiec nie mialo to wplywu na moje poglady, ktore juz wczesńej mialam na ten temat uksztaltowane. Sumienie nie staje w sprzecznosci z odpowiedzialnoscia a wrecz przeciwnie- przynajmniej tak powinno byc.

      • Nikt nie będzie zmuszał lekarza do wykonywania aborcji, ale jeżeli ni chce tego robić to jego zakichanym OBOWIĄZKIEM jest wskazanie innego (tu tego zabrakło jeśli mówimy o sprawie Chazana). Mnie też się nie podoba zakaz picia piwa w miejscach publicznych ale takie są przepisy więc się do nich stosuję. Secundo lekarz ma leczyć! W dzisiejszych czasach oznacza to również podejmowanie wyboru mniejszego lub większego zła. Jeśli przeszkadzają mu w tym sumienie to proszę bardzo zwolnić się z państwowego szpitala i prowadzić praktykę prywatną gdzie będzie leczyć różańcem i wodą święconą. Proste i logiczne!

    • Zastanawiam się w takim razie, kto ustanowił prawo naturalne, skoro… przekazali je filozofowie w Starożytności. Poza tym prawo naturalne jest prawem silniejszego, a zatem ten kto słabszy skazany jest nad podporządkowanie się silniejszemu. Nie ma w nim miejsca na wolność i równość, tylko na naturalny rytm, a to bardziej „przyrodnicze” podejście do prawa, aniżeli wynikające z cywilizacyjnych zmian i postępu, czyli większej świadomości zagrożeń, które niesie to naturalistyczne podejście do życia.

      Idąc dalej, gdy piszesz, że prawo chrześcijanina jest wyżej niż prawo stanowione, to też zastanawiam się, jakiego klucza używasz do takich stwierdzeń, bo to dla mnie niepojęte. Skoro Chrystus uczył nas „miłuj bliźniego swego jak siebie samego” i nazwał to przykazaniem miłości, najważniejszym, którego mamy się trzymać, to jak to się ma do prawa naturalnego, stanowionego czy chrześcijańskiego? Odpowiedź jest prosta. Bądź tą matką, która urodzi dziecko, które z góry wiadomo, że umrze. Doświadcz tego, a wtedy łatwiej będzie Ci kochać tego bliźniego i rozumieć, co musiał przeżywać. Nie życzę takich historii nikomu, w tym Tobie.

      Nie musimy się zgadzać, mnie to nie przeszkadza, ale nie używaj dlatego argumentów w rodzaju, że post jest nieprzemyślany i populistyczny, bo to raz, że nieprawda, a dwa – nie stanowi żadnego argumentu merytorycznego w dyskusji, która jak sama zauważasz – powinna odbywać się bez stereotypów, zakrzywiań rzeczywistości i wyświechtanych przykładów.

      Szanuj moje odmienne zdanie, bo ja tu nikogo nie obrażam, a swój post bardzo mocno przemyślałem, dlatego nie napisałem go od razu, gdy sprawa wyszła. Nie sądziłem też, że społeczna dyskusja zejdzie na takie manowce, więc uznałem za słuszne jako obywatel Polski i katolik wypowiedzieć się w sprawie, która i mnie może dotyczyć.

      • Do nazwania go populistycznym i nieprzemyślanym, choć może raczej powinnam była napisać mocno subiektywnym skłoniło mnie kilka twoich stwierdzeń, w tym także i to: ” Nie wracajmy zatem do chorych czasów, w których niewolnicy zakuwani byli w kajdany, a do wyboru mieli bezwzględne podporządkowanie się swoim panom lub chłostę, a nawet śmierć.”. Bo w sytuacji z klauzulą, którą podpisała garstka osób, która mnie się jawia jako spreparowany przez media przedmiot dyskusji zastępczej to ja się czuję zakuwana w kajdany, stąd także mój głos u ciebie.

        I kiedy piszesz Muszkieterze o drugim przykazaniu, to weź pod uwagę, że miłość bliźniego polega właśnie na służeniu mu jak najlepiej się potrafi, nie na zabijaniu. Bo weź pod uwagę, że tutaj sobie ustalamy, że małe dziecka się nie liczą, bo są niewidzialne. Za chwilę ustalimy, że osoby, które były w szpitalu powyżej 2-3 dni już się nie nadają albo wprowadzimy inne kazusy, które akurat okażą się przydatne.

        Poza tym nie mam nic przeciwko twojemu odmiennemu zdaniu – my tu sobie dyskutujemy o rzeczach dość ważnych czy też o tym, co w tym naszym społeczeństwie nas boli albo też w czym upatrujemy bycie człowiekiem, czy też kiedy się nim jest.

        I chociaż rzeczywiście w Twoim wpisie i w moich odpowiedziach pojawiają się odwołania do tej sprawy ze spartaczoną ciążą z invitro, to jednak zastanawia mnie jak to jest, że kiedy garstka lekarzy wyraziła na głos zasady, z którymi żyli i jak mniemam działali wcześniej, to tak bardzo zaczęło to uwierać.

        Btw, kiedy idę do lekarza, sprawdzam, co o nim piszą w internecie. Kiedy przychodnia nie ma podpisanego kontraktu z NFZ, to szukam innej przychodni w sieci. Znalezienie innego lekarza nie jest takie trudne.

        Wydaje się, że mamy się za otwartych na innych z jednej i z drugiej strony, a jednak coś tu nie działa. I choć każdy z nas ma swoje prawa, wydaje mi się, że będą respektowani tylko wtedy, kiedy zaakceptujemy prawo innego.

        Pozdrawiam!

        • Starajmy się nie mieszać zbyt wielu wątków. Jeśli chodzi o dyskusję na temat dziecka, kiedy ono jest już człowiekiem i kiedy się je zabija – sprawa jest dla mnie oczywista. Dziecko to dla mnie dziecko, zawsze, nawet w brzuchu. I tu zamykam ten wątek.

          Jeśli zaś chodzi o „garstkę” lekarzy i rozgłos siany przez media – nie zgodzę się z tym. Skoro sprawa stała się na tyle nośna, że spowodowała niepokój społeczny i zastanawianie się niedoszłych pacjentów nad tym, z kim mają do czynienia idąc do szpitala, to znaczy, że rozwiązanie problemu nie jest oczywiste. Zwłaszcza, że nauczyciele też kombinują już swoją klauzulę.

          Ciągle podtrzymuję stanowisko, że być dziś dobrym katolikiem to sztuka, wymagająca nie lada gimnastyki umysłowej i ostrożnych wypowiedzi oraz ruchów. I to nie jest wina mediów.

          • Ok i myślę, że w naszej dyskusji dochodzimy do sedna i do wątku już poruszanego – mamy różne definicje „bycia katolikiem” i pewnie katolicyzmu w ogóle. Wydaje mi się, że w obrębie naszych definicji przytaczamy logiczne i spójne argumenty. Nie zgadzamy się ze sobą, ale osiągamy zrozumienie punktu widzenia drugiej osoby. Przynajmniej tak to widzę.
            Co do mediów – zbyt długo śledzę ten wątek, żeby się z tym zgodzić.

          • I dobrze widzisz :) Rozszerzmy to na sumienie i okaże się też, że każdy ma swoje, a są jednak wartości uniwersalne, które nie są od niego zależne i które powinni przestrzegać wszyscy, w tym lekarze.

          • rozsądna

            Mam wobec tego pytanie. Skoro twierdzisz, że prawo boskie nie powinno być ponad prawem (polskim czy innym) to znaczy, że dopuszczasz aborcję i eutanazję na życzenie pacjenta? A lekarz nie ma prawa się sprzeciwić, bo jego sumienie Cię nie obchodzi – ma przestrzegać prawa, a ono w wielu krajach to dopuszcza? Czy tak?
            No bo skoro klauzula sumienia to bzdura i przerost formy nad treścią…

          • Nie tak, rozsądna. Eutanazja w Polsce nie jest zgodna z prawem, a ja w jej temacie waham się, bo z jednej strony to odbieranie komuś życia, a z drugiej, jeśli ktoś tak potwornie się męczy i wiadomo, że umrze, to po ludzku chciałoby się, aby poczuł już ulgę. Mówię tutaj np. o ludziach z rakiem, dla których nie ma już ratunku. Odnośnie aborcji – jeśli zagraża zdrowiu i życiu matki, dziecko będzie niezdolne do funkcjonowania, czyli ciężko chore lub dziecko jest wynikiem gwałtu, to uważam, że decyzja powinna należeć do matki. Zresztą zgodnie z prawem polskim.

            Lekarz ma prawo się sprzeciwić, ale i taka sytuacja jest uregulowana – przekazuje sprawę innemu lekarzowi, skoro jakiekolwiek działania były wykonywane wbrew jego zasadom.

            Zauważ, że nigdzie nie napisałem, że klauzula to bzdura i przerost formy nad treścią. Uważam, że jest używana w sposób niewłaściwy i niezgodny z jej przeznaczeniem, a co za tym idzie – wprowadza większy chaos i dzieli ludzi, którzy powinni spróbować się zrozumieć.

          • rozsądna

            No i tu się zgadzamy – jest potrzebna, należy tylko w sposób właściwy z niej korzystać. Bo nie wszyscy podchodzą do zagadnień prawa relatywnie – to jest zabijanie, a to już tylko pozbywanie się problemu albo skracanie cierpienia.

          • W takim razie po co ona jest, skoro nie porządkuje, a wprowadza chaos? To jak martwe przepisy w prawie. Są, bo wypada, żeby były. Stąd sprawy sumienia według mnie powinny zostać sprawami sumienia, a nie umowami spisywanymi pomiędzy „kontrahentami”.

          • rozsądna

            Klauzula nie wprowadza chaosu, to ludzie (lekarze) niewłaściwie z niej korzystają, nie stosując się w pełni do jej zaleceń regulujących sporne sytuacje. Bo ludzie, jak wiadomo, to istoty omylne, niedoskonałe i pomyłki czy wręcz złe intencje są nie do uniknięcia – będą się zdarzały.

          • Zapałki w rękach dziecka? :) Wiadomo, że jak coś nie działa jak powinno, to zawsze można to zmienić i uświadamiać jak działać powinno. Sprawa przebiega jednak z polityczną i medialną walką w tle, więc właśnie od zdrowego rozsądku zależy jak potoczy się dalej. Ja swoje zdanie wyraziłem i nie zamierzam usprawiedliwiać lekarzy jako istotny omylne i niedoskonałe, na litość boską :)

          • rozsądna

            Nie chodzi o usprawiedliwianie, ale o zrozumienie, że nie żyjemy w idealnym świecie, pośród idealnych istot ludzkich, które zawsze wiedzą, jak należy postąpić i nigdy nie popełniają błędów.
            Skoro, jak mówisz, trzeba zmieniać to, co nie działa, to chyba trzeba zmienić 10 przykazań, bo nie działają – ludzie wciąż je łamią, trzeba zmienić prawo, bo nie działa – sądy nie wyrabiają, więzienia przepełnione.

            Tak podchodząc do problemu dojdziemy do absurdu:)

          • Nie roztrząsamy tutaj jednak jak człowiek jest nieidealny, ale temat klauzuli sumienia. Nie ma co porównywać jasnych wytycznych typu „nie zabijaj” do „rób jak Ci pozwala sumienie”, bo to nie ta ranga. Więc proponowałbym jednak iść od ogółu do szczegółu, a nie na odwrót. Łatwiej się wtedy rozmawia używając argumentów, a nie tylko wyobrażeń, więc wróć proszę do tematu albo uznaj, że się wyczerpał.

          • rozsądna

            Wybacz, ale uważam, że wciąż jestem w temacie. I to jak najbardziej ta ranga, bo to sumienie właśnie jednym pozwala zabijać bez skrupułów, a innym nie.

            Żaden zapis nic nie znaczy, gdy ktoś nie kieruje się sumieniem. I obojętne czy to 10 przykazań czy klauzula sumienia, bo wszystko zależy właśnie od człowieka, a nie od zapisanych praw. Można zapisać i przykazać wszystko, ale stosowanie się do tego wszystkiego zależy już tylko od człowieka. I tu dochodzimy do tego, co kluczowe w naszych rozważaniach – żaden człowiek nie jest doskonały. Dlatego nigdy żadne prawo, żadna religia, żadna klauzula nie będzie doskonała, bo stosują je niedoskonali ludzie.
            I na to trzeba brać poprawkę.

          • Jesteś poza tematem, a jeśli już – to tylko w pośrednim związku niestety. Bo nie mówimy tutaj o kondycji sumienia człowieka, ani o jego niedoskonałości, ale o klauzuli, która moim zdaniem nie realizuje swojej funkcji nie przez niedoskonałość człowieka, a swoją niedoskonałość i niefortunność. Nie mówimy również o tym, by stworzyć doskonałe prawo i religię, więc naprawdę nie wciskaj mi czegoś, bo uważasz to za jedyną słuszną drogę. Na autorytarne zapędy reaguję buntem, dlatego bardzo Cię proszę, też weź na to poprawkę.

            Twoje stwierdzenia nie zachęcają do dyskusji, one ją zamykają, więc zrozum, co chcę Ci powiedzieć zamiast mówić kompletnie nie zważając na moje słowa. To brak szacunku do rozmówcy, a ja nie będę tego tutaj tolerował.

  • Szanuję prawo kobiety do wyboru, ale gdybym była tym, który jej to umożliwia i de facto wykonuje – ręka by mi zadrżała. Tak myślę, bo przecież mogę tylko gdybać, nie stoję na co dzień w o obliczu takich dramatów. I dziękuję za to Bogu.
    Myślę, że roszczenia nauczycieli to już histeria, bo od ich sumienia nie zależy w jakimś dużym stopniu ludzkie życie czy los. Ale sytuacja lekarzy to co innego. Dyskutujemy sobie dość żwawo o ich pracy, stojąc obok i nie mając pojęcia z czym muszą się zmagać w swoich sumieniach. Nie niesiemy takiej samej odpowiedzialności.
    I myślę, że to nie jest tylko kwestia odpowiednich predyspozycji psychicznych do określonego zawodu. To ważne, ale pewnego obycia i fachowości nabywa się często gdzieś po drodze, robiąc to, co się robi. A zwyczajna ludzka wrażliwość nie jest czymś, co skreśla człowieka z listy niektórych zawodów.
    Miejmy trochę więcej zdrowego rozsądku w tym wszystkim. W obie strony.

    • I mnie by zadrżała, dlatego na lekarza się nie nadaję, niestety. Listę zawodów potraktuj z przymrużeniem oka, bo wiadomo, że to sprawy nie rozwiązuje. Mam w ogóle wrażenie, że na ten moment nie ma dobrego rozwiązania. Jest po prostu wybór i odpowiedzialność za ten wybór. Czy on spocznie na lekarzu, czy na matce – to nie jest istotne, ale niejasne sytuacje, w których należy podejmować klarowne decyzje to test dla wszystkich. Tych, którzy są świadkami oraz tych, którzy uczestniczą w wydarzeniach bezpośrednio.
      Takich sytuacji zapewne jest całe mnóstwo, ale dopiero teraz ktoś opisał ją głośno i podzielił społeczeństwo. Podobnie jak Ty, uważam, że musimy zachować zdrowy rozsądek i umiar. Niestety tego ostatnio niestety brakuje nie świeckim, a ultrakatolickim środowiskom i osobiście mnie to dotyka.

      • O tak, ultrakatolikom brakuje i to wcale nie ostatnio;)
        Mnie to już przestało boleć. Czasem myślę, że są mi równie obcy światopoglądowo jak skrajni lewacy, trochę szkoda, bo wolałabym inaczej. Przykre, że rozdmuchują bardzo delikatne sprawy do ideologicznych wojen.

  • Chciałem podejść do tej sprawy filozoficznie (w końcu to moja dziedzina), ale Ty zrobiłeś to bardzo sprawnie. Stąd ja skomentuję to tylko w aspekcie prawnym. Jako obywatel RP, jako osoba pracująca, płacąca podatki, utrzymująca cały aparat administracyjny, jako osoba z każdej strony zobligowana do przestrzegania ŚWIECKIEGO PRAWA, żądam przestrzegania tego prawa przez wszystkich innych, którzy w dowodzie osobistym mają wpisane „narodowość – Polska” bez względu czy mowa o lekarzu, księdzu, nauczycielu czy menelu spod budki z piwskiem. Powoływanie się na jakieś bliżej niesprecyzowane, niepisane przepisy będące ponad prawem świeckim to absurd i przede wszystkim łamanie POLSKIEGO PRAWA!
    Terroryzowanie jakimiś klauzulami sumienia (przez bydlaków najczęściej sumienia pozbawionych exemplum Chazan) przyniesie wyłącznie krzywdy i cierpienie.

    • Furio, Ty to jesteś jednak furiat trochę :) Pewnie stąd ksywa. I choć może w innych słowach, ale podpisuję się pod tym, że należy przestrzegać prawa stanowionego. Nie można całkowicie pomijać innych praw, w tym nawet tego naturalnego, na które się powołują piewcy klauzul sumienia. Zapominają jednak o tym, że prawo natury jest prawem silniejszego, a ja jednak chcę żyć w społeczeństwie, w którym są traktowani równo i słabi, i silniejsi.

      • Trafiłeś celnie, jak na muszkietera przystało. Niestety, ale nie potrafię inaczej reagować w starciu z takim poziomem głupoty, jaki stanowią wszelkiej maści klauzule sumienia…

  • Ten tekst powinien dotrzeć do najdalszych zakątków sieci.

    • Dziękuję, ale to już ode mnie nie zależy :)

  • Muszkieterze drogi, lepiej tego ująć nie mogłeś. Podpisuję się pod tym w całej rozciągłości. Od siebie dorzucę jeszcze, że czasami mam wrażenie, że niektórzy w przypadku braku dostatecznej wiedzy (tak, niestety to też się zdarza w zawodach przytoczonych przez Ciebie) zasłaniają się właśnie klauzulą sumienia i uważają, że mają problem z głowy.

    • To by było krzywdzące stwierdzenie, bo mimo wszystko – jeśli ktoś popełnia błąd, bo w jakimś sensie jest zindoktrynowany, to niekoniecznie oznacza, że nie zna się na swoim fachu. Ale fakt – w taki sposób też może być ta klauzula (nad)używana, co tylko obniży i tak już wątłe zaufanie do zawodów z misją.