Kłamstwo kłamstwu nierówne

Kłamstwo kłamstwu nierówne

Wszyscy kłamiemy, bez wyjątku. Jednakże kłamstwo nie przestaje być kłamstwem, bez względu na to, czy to małe minięcie się z prawdą, czy wielki dmuchawiec, latawiec, wiatr.

Kłamstwo boli

Wydawałoby się, że kłamiesz tylko wtedy, gdy chcesz uniknąć odpowiedzialności. Po co czuć się ze sobą źle, nawet wtedy, gdy powinieneś. Jesteś pieprzonym konformistą, który wybiera pluszowe fotele zamiast twardych krzeseł. I co Ci z tego? Dużo! Ranisz siebie, kaleczysz okłamanych i musisz z tym żyć. Z poczuciem, że walisz kogoś w bambo, żeby tylko Twoja dupa nie potłukła się o twardą podłogę. Jak byłem mały ciągle powtarzano mi kłamstwo ma krótkie nogi. Dziś mogę powiedzieć, że nie tylko krótkie, ale także niesamowicie zwinne. Kłamcy są przecież maratończykami nieustannie pokonującymi kręte ścieżki bez celu.

I ktoś chce mi powiedzieć, że to prawda boli? Bzdura.

Gdy skłamię, będzie mniej problemów

Uwielbiasz określenie mniejsze zło. W relacji mężczyzna-kobieta działa przecież najlepiej. No bo jak tu tej swojej jedynej ukochanej powiedzieć, że znów chcesz się napić browara z kumplami, zamiast spędzić z nią czas w domu. No jak? Przecież ona się zdenerwuje, strzeli focha, nagada coś do słuchawki i z seksu nici. Dojdą jeszcze ciche dni, naburmuszenie i złośliwość. A to przecież jedno małe piwko (x10). Nie ma co ryzykować, lepiej skłamać i powiedzieć, że szef zażyczył sobie raport na wczoraj i wrócić jak już będzie spała. Może się nie kapnie. Wilk syty i owca nie zjedzona.

Ona się jednak dowie. Prędzej czy później ktoś puści farbę, zupełnie niechcący, w towarzystwie, w smsie, na fejsie czy przez telefon. Wtedy to już niekoniecznie skończy się fochem czy cichoszą. Najlepsze porównanie jakie przychodzi mi do głowy to lej po bombie i pył nuklearny. Jeśli nie przepowiada on rozszarpania związku na strzępy, to co najmniej staje się początkiem końca.

Prawda zawsze powoduje problemy w związku? Bzdura.

Wytresowany oszust

Kobiety uwielbiają być czczone (nawiasem mówiąc to niby są próżne, ale tak nie napiszę, bo to krzywdzące). Nawet jeśli chwalić nie ma za co, a zupa jest naprawdę za słona i sukienka przyciasna. My, faceci powinniśmy szabrować i być jak lustereczka z Królewny Śnieżki. W naszym obowiązku jest oszukiwać wybranki serca i szczerze kłamać im w żywe oczy. W przeciwnym wypadku możemy je zranić i powiedzieć prawdę, która zaboli. Nie będzie nam również przeszkadzać to, że zupa podana gościom wykręci ryje, a sukienka gospodyni rozpruje się w talii głośno i wyraźnie, ku uciesze zebranych. Nie ma się przecież czego wstydzić, zwłaszcza, gdy wśród obecnych są faceci. Oni też winni pochwalić umiejętności kulinarne pani domu oraz jej nowoczesną kreację wieczorową.

Prawda w kwestii wyglądu, ubioru i innych walorów naszych kobiet, nie sprzyja ich dobremu samopoczuciu i potęguje stresogenną atmosferę? Bzdura.

Róbta, co chceta

Facet ma przerąbane, zgadzam się. Dostajemy od kobiet po głowach za wiele spraw, w których nie bierzemy udziału, a mimo wszystko to zawsze jest nasza wina. Najbardziej wkurzające jest, gdy rozszalały tajfun o nazwie ZOŁZA niemal rozbija talerze na głowie mężczyzny, dźga go mieczem złośliwości w samo serce, nie wiedząc nawet dlaczego to robi. I jak tak na to patrzę z boku, to… kobiety czasem właśnie w ten sposób wyrażają chęć bliskości. Tak, przez takie naparzanie w nas mówią jesteś mi potrzebny tu i teraz. W takich sytuacjach sprzedając im kłamstwo i nieszczerość pokazujemy jak głęboko mamy je w dupie. Myślimy tylko o sobie, egoistycznie chcemy mieć święty spokój i dystansujemy się od tej wrednej baby właśnie wtedy, gdy ona oczekuje wsparcia.

Nie myślcie, że ja jestem złoty i zawsze reaguję właściwie. Byłbym hipokrytą, gdybym tak stwierdził. Jedno wiem na pewno – nic nie usprawiedliwi kłamstwa, a przypisywanie mu zbawczej mocy jest zamachem na uczciwość w związku. Można spieprzyć życie sobie i komuś tworząc wyimaginowaną strefę komfortu. Chyba nikt nie chce partnerstwa opartego na kłamstwie. O tym jestem przekonany na 100%.

PS

looqash, dzięki za inspirację.

Zdjęcie w nagłówku autorstwa Simona Smetrynsa

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Kto w małych rzeczach będzie wierny ten i w dużych rzeczach będzie wierny. (raczej parafraza niż cytat – z głowy nie sprawdzam).
    Jeżeli ktoś buduje na małych kłamstwach swoje relacje to marne te relacje…
    Czytam komentarze niżej i … nie chciałbym, aby moja druga połowa mnie okłamywała w czymkolwiek. Nikt przecież nie zmusza (przynajmniej w naszym świecie) drugiej osoby do wejścia w relacje, do bycia razem. Nie rozumiem, jak to nie ten, nie ta to nie wiążcie się i tyle.
    Muszkieter wygląda na to, że zgadzam się z tym co napisałeś.
    Howgh.

  • Koszulka ‚ZOŁZA’ – noszę dumnie :)
    Tak, te sprawy to często upomnięcie się o sprowadzenie na ziemię, reakcję…
    Kłamanie nie ma snsu jako budulec, bo nawet nim nie jest. Nie ma czegoś jak kłamstwo dla dobra sprawy. Wolę usłyszeć, że nie umiem gotować i przestać niż się starać i po roku usłyszeć, że do bani… Mogłam zamówić, a tu ktoś kpił z mojej inteligencji. Nie mówiąc jaką kpiną są większe kłamstwa.

  • Jasne, że „nikt nie chce two­rzyć part­ner­stwa opar­tego na kłam­stwie”. Tyle, że chcieć można dużo, a życie układa się różnie. Tak już po prostu jest, bo kłamstwo leży w naturze człowieka. Ważne, żeby nie przegiąć. I będę bronił teorii, że kłamstwom nie można przypisywać tej samej rangi i wrzucać wszystkich do jednego worka. Inny ciężar ma kłamstwo w postaci zdrady, a inny pójście z kolegami na piwo.

    PS. Dzięki za podlinkowanie :)

    • Sęk w tym, że ja o ciężarze nie piszę. Polemizuję raczej z tym, żeby nie bagatelizować małych spraw, które wpływają właśnie na te większe.

      • A to co innego i z tym akurat polemizował nie będę ;)

      • rozsądna

        Zgadzam się, bo jak ktoś postępuje w skali mikro, tak samo będzie postępował w skali makro i zawsze znajdzie wytłumaczenie.

        A co do gotowania (kiepska ze mnie kucharka), to zawsze można powiedzieć swojej połowicy, że Ci niezbyt smakuje jej kuchnia, ale i tak ją kochasz :) To zmienia wszystko.

        U mnie uroczyste rodzinne obiady przygotowuje mąż (przedsiębiorca, żeby nie było, że zawodowy kucharz), a ja robię za pomoc kuchenną i jest OK. Ostatni weekend spędziłam u córki w Krakowie, a mąż w niedzielę (była piękna pogoda) zaprosił do domu na wsi swoich rodziców, moich rodziców, moich braci z rodziną na rodzinny obiad, który sam przygotował, a wieczorem zrobili sobie grilla w ogrodzie. Jak wróciłam późnym wieczorem, to załapałam się jeszcze na pyszną sałatkę :)

        Szczerość przede wszystkim. Jakby mąż mi wmawiał, że jestem świetną kucharką, ja nadal męczyłabym się przy garach (nie lubię), a on jadłby coś, co by mu nie smakowało i byłby ciągle niezadowolony. A tak odkrył w sobie talent kulinarny i lubi eksperymentować w kuchni. I wszyscy są szczęśliwi :)

  • Widzę, że inspirowany dyskusją u Łukasza :)

    Powtórzę tutaj, z wpisem się nie zgadzam i tyle. Istnieje coś takiego jak małe kłamstwo, jest coś takiego jak mniejsze zło. Nie przemawia do mnie postawa twardej moralności, że coś jest dobre/złe i basta. Przynajmniej nie w takich sprawach.

    A w związku można przekalkulować, co bardziej ma sens, choć brzmi to mało romantycznie i podniośle. Ale odnoszę wrażenie, że nigdy nie byłeś w długim związku opartym w dużej części na walce, z powodu charakteru jednej strony. I nie mówię tu o kilku tygodniach, miesiącach wychodzenia razem do pubu czy kina.

    Znajdź sobie taką „zołzę”, pobądź parę lat, zamieszkaj z nią, a potem sprawdź, czy będzie Ci się chciało w imię wyższych idei przeżywać 6 godzinną awanturę o jakąś pierdołę, po dwunastu godzinach pracy ;)

    Bo wiesz, idee ideami, a życie życiem :)

    • Mam moją kochaną osobistą zołzę już 11 lat.

      • To albo nie jest zołzą albo widzę Cię w następnej części The Expandables :D

        • Gdyby nie była, to pewnie nie pisałbym takich tekstów. Wojtek, nie mówię, że sposób w jaki ja to postrzegam jest idealny. Nie jest, ale ta męczarnia procentuje zrozumieniem, nauką siebie, akceptacją. Nie ma innego wyjścia. To, że większość woli kisić się w tolerancji – to już nie moja sprawa ;)

  • Fajny tekst, popieram w całości. Tak to już jest, że nawet jedno małe kłamstwo podkopuje zaufanie do partnera i człowiek zaczyna zastanawiać się: jeśli skłamał/skłamała w takiej błahostce, to może nie można mu/jej ufać w sprawach istotnych.