Kiedy umiera przyjaciel

Kiedy umiera przyjaciel

Są takie trudne momenty w życiu człowieka, kiedy coś się kończy. Uważam za bzdurzenie i za bezmyślne powtarzanie hasełek w rodzaju przyjaźń się nie kończy, bo to znaczy, że nigdy nią nie była. Stawiam za to tezę, że jeśli coś się kończy, to znaczy, że zawinił człowiek i jego nieświadomość siebie.

Co się stało?

Spieszę z wyjaśnieniem – nikt mi fizycznie nie umarł, ale ten tytuł najbardziej pasuje do oddania moich uczuć. Gdy tracisz przyjaciela, czujesz jakby ktoś Ci właśnie umarł. Nie tylko Tobie zresztą. Cząstka Ciebie także. Trudno wyjaśnić słowami, co czuje człowiek, który nagle uświadamia sobie toksyczność związku, wynikającego z uczucia równie silnego (a może nawet o większej mocy), co miłość. Nie da się określić jasno i wprost, co jest przyczyną. W pewnym momencie coś się dzieje, coś drga, coś pęka. Wykrzyczanych słów nie da się cofnąć mocą żadną i schodzi się ze sceny bez oklasków, pokonanym. Nie rozumiesz, ale masz już świadomość, że właśnie coś się skończyło, coś pieprznęło, któryś trybik unieruchomił całą maszynę i nie da się jej naprawić. Przykre.

Żyć w zgodzie ze sobą

Bardzo długo nie zdawałem sobie sprawy ze swojej ukrytej mocy, dzikości, którą próbowałem kontrolować i tłumić, myśląc, że jest czymś złym lub co najmniej niepoprawnym. Działałem wbrew sobie i wyrządzałem coraz większą krzywdę, dziwiąc się, że moje bycie dobrym dla innych „nie działa”. Pewna książka otworzyła mi oczy. Ostatni raz tak mocnego kopa świadomościowego dostałem od życia niecałe 12 lat temu. Poległem, nie poradziłem sobie, potrzebowałem pomocy z zewnątrz. Dziś mam dużo więcej siły i doświadczenia, a nowo zdobytą wiedzę przyjąłem z pokorą. Bez zbędnych pytań dlaczego? po co? czemu ja? Nie zmieniłem się nagle. To moje myśli powędrowały w zupełnie nieznany świat, z którym bałem się zmierzyć. Byłem tchórzem poszukującym bezpiecznych rozwiązań, ale na tyle odważnym, aby ciągle szukać. Nie mam pojęcia, gdzie ta droga mnie zaprowadzi. Nie potrafię przewidzieć przyszłości, ale zaczynam krok po kroku czyścić przeszłość. Ucinam głowę ciepłemu, miękkiemu, pluszakowi, którym po prostu nie jestem. Czuję się z tym znakomicie! Po raz pierwszy w życiu wiem kim jestem, zamiast zastanawiać się, kim nie chcę być. Wiem, kim chcę się stać i powoli wyciągam z głębin mojego serca to, co w nim najcenniejsze. Prawdę. Nie jest łatwo, a każdy kolejny etap, który wiele mi daje, odbiera także sporo dotychczasowego świata, który jednak nie był prawdziwy. Był taki, jaki chciałem go widzieć, zamiast zauważać jaki jest realnie, czy mi się podoba, czy chcę być jego częścią. Dziś mówię – nie, nie podoba mi się. Potrzebuję zupełnie czego innego. To jak katharsis, wyzwolenie z kajdan swoich ograniczeń i korzystanie z talentów, które dostałem od Boga, by je pomnażać i robić wreszcie to, co czuję.

Ludzkie kręgi

Znajomi i przyjaciele są w kropce. Nie biorą pod uwagę, że stają się częścią świata, do którego nigdy nie pasowałem. Chcą tego starego Damiana, tego, co już był, którego znają. On jest bezpieczny, przewidywalny, obliczalny. Rozumiem, że wielu z nich się odwróci, bo nie będę pasował do dotychczasowego schematu. W sumie to nawet im dziękuję. To najcudowniejsze potwierdzenie (i zaprzeczenie) wszystkich pięknych deklaracji, składanych najczęściej pod wpływem lub niedopowiedzianych, cichych, schowanych głęboko, bo przecież nie trzeba mówić głośno. Ich decyzje też mnie oczyszczają. Cóż za paradoks.

Czuję, że wszedłem wreszcie na ścieżkę poznania, które dotyczy mnie samego. Do tej pory zgłębiałem psychikę otaczających mnie ludzi, szukając odpowiedzi jak zaspokoić ich pragnienia i ciągle pozostać sobą. Dziś odpowiadam: nie da się. Jedyna osoba, której możesz dać szczęście jesteś Ty sam. Reszta to chwile radości, tej współdzielonej, szczerej, bliskiej. Nie mylił się Riedel, gdy śpiewał, że w życiu piękne są tylko chwile, a ja dośpiewywałem po swojemu nie doceniają ich tylko debile. Nie byłem i nie jestem kretynem. Wspomnienia będę szanował do końca życia, bo sztuka zapominania jest mi obca. Żyję jednak tu i teraz, myśląc o przyszłości. Mam bagaż i znam jego ciężar. Będę pakował tam nowe doświadczenia, bez względu na to, czy w tym kręgu ludzi, w którym przebywam teraz, czy w innym. Już się nie boję strat, bo wbrew pozorom, to one mogą być dla mnie największym zyskiem.

Och, życie kocham cię nad życie.

photo credit: notsogoodphotography via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • „Jeśli przy­jaźń się nie koń­czy, bo to zna­czy, że nigdy tak naprawdę się nie zaczęła.”.
    Długo funkcjonowałam z takim właśnie przeświadczeniem. Nie brałam chyba jednak wtedy pod uwagę, że człowiek zmienia sie i kształtuje przez całe życie. Prawdziwa przyjaźń jest warta poświęceń, jest w stanie wiele wybaczyć, jest czymś wyjątkowym. Ale nie jest przyjaźnią relacja gdzie druga strona ma nas za manekin, który ma pozostać taki jak na początku znajomości. Przyjaciel da nam kopa w dupę, żebyśmy wzięli się w garśc i zrobili to na co nie mamy odwagi a o czym marzymy. Będzie nas dopingować. Nie będzie zazdrościć. Bo wierzy w nas i wie, że z naszej strony może liczyć dokładnie na to samo. Przyjaźń niewiele różni się od miłości. Ta prawdziwa jest bezwarunkowa. Taka, w której jest miejsce na trzeźwe spojrzenie, ale też na wspólne bujanie w obłokach. Przyjaźń nie ogranicza, przyjaźń pomaga się doskonalić. Przyjaźń daje wolność. Tak w skrócie :)
    Świetny wpis ! Powinniśmy mieć odwagę odejść od tego co nas ogranicza i czyni nieszczęśliwymi i nie czuć się winnymi z tego powodu.

  • Do boju brat!

  • travelinmyself.wordpress.com

    Jeju, a myślałam, że takie rzeczy ludzie przeżywają tylko będąc na etapie „dorastania”, kiedy zmienia się nam światopogląd i podążamy w zupełnie innym kierunku niż nasz dawny przyjaciel. To ogromnie boli. Doskonale Cię rozumiem.

    • To nie tak. Jeśli przyjaźń nie jest w stanie wznieść się na wyższy poziom i nadal trwać w sytuacji, gdy dwójka ludzi ma zupełnie inne priorytety, to znaczy, że była uczuciem mocno egoistycznym. Przyjaźniliśmy się z kimś dlatego, że… jest taki sam jak my? Albo myśli tak samo jak my? Jakież to ograniczone i nie mające nic wspólnego z prawdziwą przyjaźnią opartą na szacunku i szczerości.
      Do cennych uczuć dojrzewa się całe życie, które jeśli tylko chcemy może być świetną przygodą.

      • travelinmyself.wordpress.com

        Zastanawiam się nad tym, co napisałeś. Chyba strasznie trudno pozbyć się tego egoizmu, o którym mówisz, mając lat powiedzmy dwadzieścia.

        • Myślisz, że osoby mające „powiedzmy lat dwadzieścia” nie są w stanie wyzbyć się egoizmu w imię relacji międzyludzkiej? Znam piętnastolatki, które życie zdążyło nauczyć, że w przyjaźni i życiu rodzinnym liczą się nie tylko one same, ale też drugi człowiek. Znam też poważne sześcdziesiątki, które o poszanowaniu drugiego w relacjach międzyludzkich nie mają bladego pojęcia. Radzę spojrzeć trochę szerzej na ludzi niż tylko przez pryzmat wieku i utartych schematów.

  • a co jeśli to ja zabiłam przyjaźń (przyjaciela)? trudno o babską racjonalność, chyba czasem wolałabym być facetem

    • Bo widzisz, prawda jest taka, jaką pokazuje internet w tym wypadku: facet facetowi da w ryj, minie chwila i idą na piwo. W większości wypadków, bo są jednak grzechy niewybaczalne ;)

      • @justwelldriven:disqus to kurewsko krzywdzący stereotyp faceta i męskości, robiący z nas prostaków, którzy jednym piwem „się pogodzą”. Mnie nie pasuje takie postrzeganie prawdziwych mężczyzn, zwłaszcza przyjaciół.

        • Krzywdzący? Nie jest krzywdzacym fakt, ze nie żywimy urazy tylko potrafimy się dogadać w kilku słowach. Lepsze to, niż trwanie w obrażenia. Oczywiście do czasu, jak powód tego nie przerasta.

          • Tu nie chodzi o urazę, stary. Tu chodzi o przyjaźń. Napić się browca i klepnąć kogoś w mordkę mogę z każdym znajomym. Obrażanie? A co to takiego? Gdzie jest granica, kiedy powód coś przerasta? :) To wszystko jest kwestią totalnie umowną i nie ma żadnego przełożenia na płeć. Znam niehumorzaste kobiety (to może raz na miesiąc, ale nie mają na to wpływu) i mega-chimerycznych facetów. Nie ma reguły.

    • Jeśli zabiłaś przyjaźń w zgodzie ze sobą, to jej nie zabiłaś. Podjęłaś decyzję, mierz się z jej konsekwencjami. To nie są przyjemne rzeczy, ale jeśli mają Ci szkodzić, to… po co? Nie trzeba być facetem, żeby myśleć racjonalnie. Głowa do góry :)

  • rozsądna

    A co Ty się tak rozszalałeś, że tracisz przyjaciół? Bardzo wiele można wybaczyć, jeśli więź między ludźmi jest prawdziwa i silna. Przyjaźnie na ogół nie przeszkadzają w osobistym rozwoju.

    • Niby nie przeszkadzają, ale jak widzisz, że w swoim myśleniu/ postrzeganiu świata zawędrowałaś dalej, to niektóre znajomości mogą przybierać dziwaczne kształty. Podobno ze znajomości czy przyjaźni wyrasta się, jak z za małych butów, bo ludzie się zwyczajnie zmieniają. Spotykamy się z innymi na różnych etapach życia, bo w danym momencie jesteśmy sobie potrzebni, potem każdy idzie w swoją stronę. A ciężko czasami komuś wytłumaczyć drogę jaką się przebyło. To zupełnie tak jakby opowiadać niewidomemu o kolorach…

      • rozsądna

        Przyjaźnię się z trzema dziewczynami od podstawówki (a parę lat temu przekroczyłam czterdziestkę), a z czwartą, która mieszka od 25 lat za granicą spotykamy się co parę lat, jak przyjeżdża do Polski i wciąż mamy wspólny język. Mężowie też weszli w ten krąg i się świetnie odnaleźli.

        To nie znaczy, że spotykamy się co tydzień i godzinami plotkujemy. Spotykamy się parę razy w roku, bo wszyscy sporo pracują, maja własne firmy. I zawsze sobie pomagamy, jak jesteśmy w stanie. Nigdy nie rozmawiamy o polityce, tylko o dzieciach, życiu, biznesie itp. Z pewnością nie jesteśmy wszyscy na jednakowym poziomie rozwoju osobistego, ale mamy podobne życiowe priorytety i jesteśmy wystarczająco tolerancyjni i inteligentni, żeby się porozumieć bez kłótni, co najwyżej dyskutując na sporne tematy.
        Być może to kwestia właściwego wyboru przyjaciół i odrobiny szczęścia. A może tolerancji dla wad innych ludzi, bo nikt nie jest ideałem. My też.

        • Też mam jedną przyjaciółkę od podstawówki, z drugą niestety już nie nadajemy „na tych samych falach”. Poziom akceptacji ma swoje granice ;-)

        • Wybacz, ja inaczej widzę przyjaźń, ale to też dlatego, że jestem na innym etapie.

          • rozsądna

            To znaczy jak inaczej? Przyjaciel to przyjaciel – ktoś Ci życzliwy, na kogo zawsze możesz liczyć, który wesprze Cię w trudnych momentach, pomoże, pozwoli się wygadać i czasem coś doradzi.

          • Przyjaciel to przede wszystkim partner, nie jakaś tam wróżka zębuszka, która spełnia moje życzenia i jest do mnie przyjaźnie nastawiona. Dlaczego mówi się o przyjacielu w kontekście pomocy, wygadania się, liczenia na? To bardzo egoistyczne.

          • rozsądna

            Przyznaję, że mnie zaszokowałeś. To jaki powinien być przyjaciel? I czy ja coś wspomniałam o spełnianiu życzeń?

          • ktoś Ci życzliwy, na kogo zawsze możesz liczyć, który wesprze Cię w trudnych momentach, pomoże, pozwoli się wygadać i czasem coś doradzi – to koncert życzeń, które spełnia przyjaciel, bo inaczej nie jest przyjacielem. A to osoba przede wszystkim szczera, w towarzystwie której czujesz się swobodnie i której możesz zaufać, nawet jak nie jest życzliwa. Przyjaciel zawsze jest prawdziwy, a sprawy, o których piszesz to tylko proste zasady współżycia, czyli „coś za coś”. To nie ma nic wspólnego z bezinteresownością ofiarowaną przez przyjaźń właśnie. Chyba najbliżej definicji przyjaźni jest List św. Pawła do Koryntian znany jako Hymn o miłości. Wystarczy miłość zastąpić słowem przyjaźń. To równie silne uczucie.

          • rozsądna

            No cóż, dla mnie miłość to miłość, a przyjaźń to przyjaźń. Moje uczucia dla przyjaciół nie są takie same jak dla męża czy dzieci. Miłość to namiętność, czułość, poświęcenie, troska i wiele innych, a na pewno przyjaciele nie wywołują u mnie aż takiej gamy uczuć.

            Jak pojawia się rodzina, to ona zajmuje ten pierwszy ścisły krąg najważniejszych osób obdarzanych miłością. Przyjaciele to dopiero drugi krąg, więc nie stawiam znaku równości między miłością i przyjaźnią. W końcu nie od dziś wiadomo, że „koszula bliższa ciału”. I nie wymagałabym od przyjaciół, żeby stawiali mnie na równi ze swoją rodziną.

            Ale przyjaciele zawsze powinni być życzliwi. Gdy wiemy, że możemy im ufać, że pragną naszego dobra, są szczerzy, to wysłuchamy każdej ich krytyki z otwartym sercem i umysłem, bo jesteśmy przekonani, że chcą nam pomóc i skierować nas na właściwe tory.
            I w przyjaźni nigdy nie ma „coś za coś”, bo jeśli trwa, to jest bezinteresowna, gdyż jak w każdym związku zwykle jedna strona daje więcej, jest silniejsza, bardziej zaangażowana. Nigdy nic nie jest po równo w żadnej dziedzinie życia, a już na pewno nie tam, gdzie wchodzą w grę uczucia.

            „My nie tyle potrzebujemy pomocy przyjaciół, co wiary, że taką pomoc możemy uzyskać” – Epikur

          • Hmm, czyli przyjaźń nie jest szczególnym rodzajem miłości? :)

            Skoro już cytujesz starożytnych, to mam nieco starszego filozofa, Arystotelesa, który bardzo obszernie zdefiniował przyjaźń. Polecam: http://www.teofil.dominikanie.pl/wydanie/artykuly/32 Może wtedy zrozumiesz, co chcę powiedzieć. Cytatów nie podam :)

          • rozsądna

            „Przyjaźń jest podstawą każdej miłości” – Allan McGinnis

            No i jak widzę, Arystoteles głosił to, co ja napisałam – o wzajemnej życzliwości,dobroci, pomocy, „umacnianiu się w cnocie” :)

            „Za przyjaciela bowiem uważamy kogoś, kto drugiemu dobrze życzy i okazuje mu lub zdaje się okazywać mu czynnie swą dobroć, i to ze względu na osobę przyjaciela; albo też kogoś, kto ze względu na niego samego życzy przyjacielowi, by istniał i żył; to właśnie odczuwają matki dla swych dzieci i przyjaciele nawzajem dla siebie, nawet jeśli się poróżnili. Inni uważają za przyjaciela kogoś, kto z przyjacielem współżyje i te same ma upodobania lub też wespół z nim smuci się i raduje” Wyróżnił jednak Arystoteles
            konieczne warunki przyjaźni. Przede wszystkim musi istnieć między
            przyjaciółmi odwzajemnione uczucie życzliwości. Obie strony mają pragnąć
            dla siebie dobra. Taki związek oparty jest na proporcjonalności i
            równości. Początkiem przyjaźni jest zawsze świadomy wybór przyjaciela.” (cytat z tego artykułu)

            „Przyjaciół nie pozyskuj lekkomyślnie, a tych, których pozyskałeś, lekkomyślnie nie porzucaj” – Solon

          • Lubię tę Twoją wybiórczość, żeby teoria się zgadzała ;) W tym artykule jest jeszcze o trzech rodzajach przyjaźni. W nie należy się dokładnie wczytać.

          • rozsądna

            Ale ja piszę o prawdziwej przyjaźni, a nie tej utylitarnej czy hedonistycznej :) Bo w mojej opinii to nie przyjaźń tylko wspólny interes.

          • To ja! :D