Kazania z katolickiej ambony

Kazania z katolickiej ambony

Gdy idę na niedzielną Mszę, za każdym razem ogarnia mnie strach. Zastanawiam się, co znów odkrywczego usłyszę z ambony.

Co z tą modlitwą?

W ostatnią niedzielę z Ewangelii dowiedziałem się, że modlitwa ma moc i jest ważna, byle była wytrwała i żarliwa. Jako katol zgadzam się, że jest potrzebna i istotna dla rozwoju wiary. Mówi się ładnie, że to taka rozmowa z Bogiem. W sumie to ja też tak ją odbieram, ale nie zgadniecie, czego dowiedziałem się z niedzielnego kazania.

Otóż księżulo stwierdził, że tylko człowiek modlący się jest wartościowy. Wszystko, co w życiu robisz powinieneś podporządkować temu obrządkowi. Pracę, kontakty międzyludzkie, nawet swój rozwój osobisty i naukę. Bez modlitwy ani rusz! Najbardziej odkrywczym stwierdzeniem było, że jak się nie pomodlisz zostaniesz pusty, nijaki, a wręcz podporządkowany tym wszystkim złym sprawom jakie daje dzisiejszy świat. Mój Boże, słyszysz to? – pomyślałem pod nosem.

Niektórzy księża nie powinni głosić kazań

Nie dziwię się, że tak wielu ludzi odwraca się od Kościoła. Nie trzeba być geniuszem, by domyślić się, że słuchając całe życie co niedzielę (a może i częściej) takich nawoływań kształtuje się potulnego baranka, który ocenia siebie jako ultra-wyjątkowego wspaniałego i jedynego w swoim rodzaju… buca. To wyjaśnia tę negatywną energię wśród mega-katoli, którzy są w stanie nieraz pociąć się za to, by innych na siłę nawrócić. Bo przecież bez modlitwy, bez wiary, bez Kościoła nic nie można, nie wolno i w ogóle wszyscy są do dupy, jeśli się nie modlą. To ma być otwartość, dialog z wyznawcami innych wiar, ateistami, poszukującymi? Mówić, że są do niczego, bo my, katole, jesteśmy lepsi?

Rozumiem, dlaczego niekiedy tę wspaniałą wspólnotę, jaką jest KK postrzega się jako grupę zindoktrynowanych żołnierzy, którzy bez emocji krzywdzą innych w imię wyznawanych wartości. Na dodatek przekonanych o niepodważalnej słuszności swojej sprawy.

Mogę podziękować m.in. księżom grzmiącym z ambony podobnie jak bohater ostatniej niedzieli. Tego rodzaju kazania wzbudzają pogardę do innych i przekonanie o własnej wyższości. Czy tak brzmi nauka KK? Gdzie w tym wszystkim pokora i postrzeganie modlitwy jako relacji z Szefem? Gdzie przykazanie miłości? Przykro było mnie, katolikowi, patrzeć na mój kościół i zebranych w nim ludzi. Siedzący ze spuszczonymi głowami czekają aż piewca nowych prawd skończy, po czym mówiący „Bóg zapłać”. Nie tak sobie wyobrażam prawdziwą wspólnotę.

Parafianie na ambonie

Co by się stało, gdyby nagle ewangeliczne nauki przekazywali nam zwykli ludzie, ojcowie, matki, żony i kochanki? Czy idea wspólnoty Kościoła zawaliłaby się, gdyby na ambonę wchodzili parafianie, próbujący po swojemu interpretować to, co usłyszeli w liturgii słowa? Nie miałby mocy zarzut do księdza co on może wiedzieć o wychowywaniu dzieci, przecież ich nie ma. Nieżyciowość kazań przestałaby istnieć. Zebrani ludzie mogliby wreszcie lepiej się poznać, nawiązać ze sobą dialog, wyjaśnić postrzeganie swojego małego odcinka życia w oparciu o prawdy wiary. Może wreszcie powstałaby między nimi więź i poczucie wspólnoty? Rola księdza nadal byłaby taka sama, z tą jednak różnicą, że zamieniłby się z arbitra w moderatora. Byłby wreszcie blisko nas i naszych realnych problemów, a Msze nie kojarzyłyby się z szarym obowiązkiem i przekształciły się w ciekawe wydarzenie, na które czeka się cały tydzień.

Może wtedy spotkanie z Bogiem na pamiątkę Zmartwychwstania Chrystusa stałoby się wreszcie także spotkaniem z drugim człowiekiem w prawdziwym wspólnotowym duchu. Mam nadzieję, że to mogłoby się udać.

Zdjęcie w nagłówku autorstwa Elvisa Santany
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Katolka

    to się udaje, ale w małych wspólnotach, np. Neokatechumenalnych. A w ogóle -> dzięki za wpis, podzielam zdanie, sama nie umiem już słuchać kazań przewielebnych… pozdrawiam :)

  • Ania Burmistrzak

    A ja mam problem z tym pomysłem. Tak jak i z samymi księżmi w mojej parafii. Niestety. Uciekam z tego kościoła i szukam po innych parafiach, bo u mnie się po prostu nie da. Jeden ma depresję i przekłada to w swoich kazaniach na wiernych, więc wychodząc z mszy mam ochotę się powiesić. Każdy by miał słysząc jacy to ludzie są źli, okropni i w ogóle bez szans na zamianę. Drugi jest autorem zakazu w szkołach zeszytów z Hello Kitty, a trzeci nie potrafi nic więcej niż sypanie cytatami z Sienkiewicza. Koszmar.
    Ale idea świeckich kazań… u mnie to nie przejdzie. Może jestem zacofana, ale od tego są wspólnoty ewangelizacyjne, duszpasterstwa wszelkiego rodzaju. Niestety, katolicy mają praktycznie żadną wiedzę na temat Biblii czy Katechizmu. Tego bardzo zazdroszczę protestantom, bądź co bądź oni wiedzą w co wierzą. Dlatego w KK to nie przejdzie. Szafarze przeszli, owszem, ale oni nie głoszą Słowa Bożego. I dzięki Ci Boże za Franciszka, który wreszcie próbuje rozruszać te skostniałe, rutynowe Msze.

    • Ależ właśnie tu nie chodzi o to, by byli specjalistami, ale by mieli szansę się nimi stać. Kiedyś, jak chodziłem na pielgrzymki do Częstochowy trafiłem na tzw. Szpakowisko, czyli pielgrzymkę tzw. trudnej i zagubionej młodzieży prowadzoną przez ks. Andrzeja Szpaka. Jacy oni byli kolorowi i inni, radośni, nie nabzdyczeni. Spałem w namiocie na wspólnym z nimi obozowisku. Zrobili sobie Mszę w plenerze. I tam właśnie po raz pierwszy widziałem to zjawisko, gdy każdy kto chciał i poczuł – wychodził i mówił, co mu przyszło do głowy podczas Ewangelii. O dziwo nie były to bzdury, choć język niektórych osób pozostawiał wiele do życzenia. Ks. Szpak jednak moderował całą sytuację i w razie „W” reagował. Ci ludzie naprawdę byli ze sobą i się modlili, a ja… byłem w szoku.

      • Ania Burmistrzak

        Ja jestem dzieckiem pielgrzymek salezjańskich, które prowadzą ks. Zioła i ks. Presnal. Na takiej pielgrzymce więcej skinów i rastamanów niż „normalnych szaraków”. Wiem co masz na myśli, mówiąc o spontaniczności ;) Ale wydaje mi się, że są pewne miejsca i sytuacje, których się nie przeskoczy. W Salezjańskich Wspólnotach jest coś takiego jak „ewangelizacja ludzi”, czyli to młodzi ludzie „idą w teren” i opowiadają o Ewangelii w trakcie jakiś zorganizowanych akcji, prowadzą scenki, grupy etc. I to jest świetne, bo ucząc innych uczymy siebie. A świeckie kazania…nie wiem, to dla mnie trochę tak jakby uczniowie zastępowali nauczycieli. Ale może przesadzam :)

        • Dlaczego kazanie nie może być dyskusją? Czy nie mamy wielu nakazów i zakazów w Piśmie? Nie wystarczy już nam? :) Takie kazanie, a raczej dialog byłby czymś świeżym i mógłby zaktywizować te smutne opuszczone głowy. Nie uważam tego rozwiązania za jedyne słuszne, ale za takie, którego można byłoby spróbować.
          Kimże jest z kolei ksiądz, by nas uczyć jak żyć? Może nam powiedzieć o prawdach wiary, o Bogu, o tym, z czego został wyszkolony i co sam przeszedł. Ale reszta to my.

          • Ania Burmistrzak

            Rozumiem co masz na myśli i w pewnym stopniu się z tym zgadzam (uważam za dość zabawne, że to księża udzielają rad małżeństwom, ale to inna dyskusja), chyba jednak własnego myślenia w tym wypadku nie przeskoczę.

          • Cieszę się, że próbujesz. W sumie to jest najważniejsze w otwieraniu się na inne.

  • No to katol do katola :).

    Moim zdaniem ani tak, ani tak nie jest i nie byłoby dobrze. Świeccy – matki, żony, ojcowie, kochanki, dzieci etc mają swoje szanse. Wszyscy mamy, kto chce może poszukać małych wspólnot.
    Kiepskie kazania to jednak imho realny problem. Straszenie, wymuszanie etc. Z niewolnika nie ma dobrego robotnika. I tak jest.
    Kapłan w KK to nie szef, to jakieś nieporozumienie. Nie siedzi w konfesjonale, dlatego, że jest wyżej niż świeccy.

    Ja jestem za KK otwartym. Mało jest takiego w Polsce (jak gdzieś indziej? – nie wiem). Jestem za KK, w modelu o którym dużo pisze się w Tygodniku Powszechnym – otwarty, umiejący rozmawiać, czasem pokorny bardzo i mówiący przepraszam. Szanujący innych – nawet jak nie zgadzający się z nimi. Taki mi się podoba.

  • Księża lubią sobie czasem takie głupoty do wiernych posłać. Ale nie tylko to sprawia, że do kościoła jest mi dalej niż bliżej. Tam jest po prostu nudno. Nie wiem, może powinnam zmienić parafię i mam po prostu pecha do księży, ale nie słyszę od nich nic nowego, nic co zmusiłoby mnie do refleksji. Jestem jak jeden z tych smutnych ludzi, którzy przychodzą, stoją i czekają na sygnał do wyjścia. Może faktycznie lepiej by było, gdyby z ambony mówili do nas zwykli ludzie. Chociaż wątpię, żeby było dużo chętnych;)

    • Kobieto małej wiary ;) Jasne, że na początku byłoby trudno, ale na pewno ożywiłoby to całą tę bierną postawę i gęstą atmosferę, przy jednoczesnym zachowaniu szacunku do obrzędu. Zgadzam się z Tobą, że bywa nudno. Mimo wszystko Kościół nie ma roli rozrywkowej i czasami nudno nawet powinno być, niemniej mógłby przyciągnąć, zainteresować i obudzić, gdyby choć trochę się otworzył. Na krytykę też.

      • Kilka lat temu, podczas wakacji, byłam w kościele w Darłowie i do tej pory z uśmiechem wspominam tą mszę. Wszyscy stali jak zaczarowani co jakiś czas wybuchając śmiechem. Kapłan był tak zabawnym, a do tego mądrym człowiekiem, że aż chciałoby się słuchać go dłużej:) To wspaniałe, że niektórzy księża potrafią w nietypowy sposób zainteresować wiernych.
        Tak, w Kościele muszą zajść pewne zmiany i mam nadzieję, że stanie się to jak najszybciej.

  • OK. Przemawiam z pozycji gościa, który niegdyś był lektorem, obsługiwał posługę przy biskupach i innych ichmościach. Dziś z szacunku do mojej inteligencji i dla higieny psychicznej unikam osób związanych otwarcie z kościołem. Takich, którym ewangelizacja nie schodzi z ust. Nie ufam im. Budzą mój niepokój i czasem nawet agresję. Nie chodzi o niespójność wypowiedzi, mieszanie faktów i poziomów rozmowy, które w etyce katolickiej uznawane są za kłamstwo. Nie. Chodzi mi o to, że żyjemy w rzeczywistości. Mamy sygnalizatory świetlne, emocje, problemy, samochody i lustra. Ludzie w ciągłej ewangelizacji nie mają kontaktu ze światem rzeczywistym, wiszą w autoerotycznym bąbelku robiąc sobie przyjemność spoglądając na własne uniesienie i dystans do świata. Czelność mają wychodzić na ambony i mówić ciężko pracującym ludziom jak mają żyć, myśleć, klęczeć, jeść i srać. Buta i dźwięczna pustota panów w sukienkach huczy mi w uszach. Nie mogę z rozedrgania zebrać się do kupy. Unikam ich. Chodzę z przymusu, dla utrzymania relacji w rodzinie i dla spaceru. Jak już ich spotkam długo dochodzę do siebie.

    Muszkieter. Dbaj o siebie. Lubię Cię, nie zmuszaj się do słuchania tego bełkotu. Blogi czytaj.

    • Maciek, to czemu chodzisz? To trochę bez sensu.

      • Chcę ochrzcić syna

        • Po co? Bo rodzina focha zepnie? Bo ciotki będą za plecami gadać? Bo co…? Bo chcesz Juniora władować na minę wiedząc, że ona śmierdzi na odległość.

          „Chodzę z przymusu” ???? Wybacz, ale nie ogarniam. Masz 10 lat, że starzy cię zmuszają? Witki mi opadły…

          • Chcę, bo chcę. Wybieram, pod jakim przymusem się uginam, a pod jakim nie, kalkuluję zyski i straty. Już pod koniec liceum wyrosłem z buntu dla buntu.

          • Ile osób tyle punktów widzenia. Osobiście wybieram życie w zgodzie z samym sobą. A jak doczekam się potomka to go nie ochrzczę, bez żadnych kalkulacji.

          • Trzymam kciuki. Serio, bo to trudne, jak ci się uda masz we mnie fana. Nie zapomnij

  • Sensownie, Muszkieterze. Podoba mi się idea świeckich kazań :)

  • Fajnie spotykać na swojej drodze katolików którzy nie przyjmują wszystkiego bezrefleksyjnie. To dobrze rokuje :)
    Pozdrawiam.

    • Jest wielu takich jak ja. Katolicy nie są czarno-biali, choć wiedzą co jest czarne, a co białe (przynajmniej z założenia).

  • Myślę, że podobne myśli towarzyszyły ojcom reformacji ;)

    W swoim życiu usłyszałam może ze trzy fajne kazania u katolików. Ostatnio towarzyszyłam znajomemu w KK i usłyszałam, że Trójca jest bo jest, i mam się nie zastanawiać jak to możliwe, że jest jeden Bóg w Trójcy, bo od myślenia mogę zejść na złą drogę jak „nasi bracia heretycy”.

    Powiem tak: zgadzam się z Tobą. Dlatego zmieniłam flagę. W Kościele Ewangelicko-Reformowanym naciska się na samodzielne myślenie, a pastor jest na równi z członkami zboru (dlatego też np nie ma konfesjonałów) – to lider, nie szef. Pozdrawiam :)

    • Dlatego wiary powinny się wymieniać doświadczeniami, uczyć się od siebie. Tego brakuje w naszym nieco zapyziałym KK.

      • Nie zawsze i nie wszędzie ;) Wyobrażasz sobie, że skrajny liberał-protestant może się w czymś zgodzić z konserwatystą-katolikiem? I to w temacie „Kiedy zaczyna się człowiek” o in-vitro, aborcji, antykoncepcji, etc.? Widziałam to na własne oczy :D Jak też chcesz zobaczyć, to obejrzyj tę debatę: http://www.youtube.com/watch?v=HIytkEQfrLA