Jestem taki zwyczajny

Jestem taki zwyczajny

Jak tak słu­cham i czy­tam o wyjąt­ko­wo­ści, inspi­ra­cjach i moty­wa­cjach, to zbie­ra mi się na wymio­ty od nad­mia­ru wspa­nia­ło­ści. Zewsząd krzy­czy do mnie atrak­cyj­na rekla­ma i nie­ba­nal­na akcja pro­mo­cyj­na. Jaj­ca opa­da­ją mi jed­nak na samą pod­ło­gę, gdy "han­dla­rze" wsta­wia­ją na pół­ki tak­że sie­bie.

Jak tu się sprzedać?

Wszyst­ko może być mar­ką. Ty jesteś mar­ką, ja jestem mar­ką, więc musi­my sie­bie pro­mo­wać. Roz­czy­tu­je­my potrze­by publi­ki, któ­re może­my zaspo­ko­ić. Kie­dy już bra­ku­je pomy­słów, zaczy­na­my sprze­da­wać sie­bie, bo na han­dlu żywym towa­rem moż­na zaro­bić naj­wię­cej. Powód jest pro­sty - każ­dy chciał­by mieć żywą maskot­kę na wła­sność, dla­te­go tak popu­lar­nym jest wię­zić koty i psy w naszych domach. To jest mój cho­mik i będę z nim robił, co będę chciał - mówi zna­ne powie­dze­nie rzu­ca­ne w nie­śmiesz­nym żar­cie o wią­za­niu zwie­rząt­ka taśmą, aby nie pękło. Żyjąt­ko żyjąt­kiem, ale czy moż­na kupić czło­wie­ka? Teo­ria mówi, że tak. Za odpo­wied­nią kwo­tę czło­wiek może nauczyć się wypier­dzieć w wan­nie nawet Beetho­ve­na. Dla­te­go w dro­dze dal­szych prze­my­śleń pytam sam sie­bie - czy chcę być na sprze­daż? Nie mam wan­ny, Beetho­ve­na też kiep­sko znam, ale fakt, że lubię cza­sem gło­śno pierd­nąć. Prze­my­ślę to.

Dużo, głośno, niebagatelnie = pusty kolorowy balon

Krzy­czą mi wszy­scy do ucha: musisz być wyjąt­ko­wy, musisz się wyróż­niać, musisz przy­je­bać tak, żeby bola­ło. Jak tak przy­ro­lu­jesz na bek­stej­dżu, to na pew­no będzie odpo­wiedź, będzie fejm, będzie szum. Ciesz się tym.

A mnie nie jest do śmie­chu. Jest mi kurew­sko przy­kro i smut­no, gdy na pie­de­stał wsta­wia­na jest kolo­ro­wa wydmusz­ka. Prze­ły­kam gorz­ko śli­nę, gdy kota malu­je się na czer­wo­no, żeby zwró­cić uwa­gę jaką jest wspa­nia­łą inspi­ra­cją do zmian. Zasta­na­wiam się, do cze­go posu­ną się "han­dla­rze", abym kupił. Nie prze­ko­nu­je mnie płaszcz kre­acji (arty­stycz­nej), któ­rym okry­wa się więk­szość z nich, bro­niąc sła­bi­zny. To bań­ka mydla­na, a ja nie jestem małym dziec­kiem, żeby mnie to cie­szy­ło. To ochłap, a prze­cież też nie jestem hie­ną, któ­ra chęt­nie pożre każ­de ścier­wo. Sza­nu­ję sie­bie i swo­ją inte­li­gen­cję.

Wyjątkowa normalność

Chcę nor­mal­no­ści, bo to będzie dla mnie takie wyjąt­ko­we.

Porzy­gam się jak po raz kolej­ny ktoś będzie mnie chciał zachę­cić, bo coś jest inspi­ru­ją­ce, moty­wu­ją­ce, wspa­nia­łe, odświe­ża­ją­ce, jedy­ne w swo­im rodza­ju. Nie kupię takie­go wybra­ko­wa­ne­go towa­ru, a "han­dlarz", któ­ry pró­bu­je mi go wci­snąć w tak przy­głu­pi spo­sób na pew­no nie ma poję­cia o mar­ke­tin­gu.

Nasram na wycie­racz­kę wszyst­kim tym, któ­rzy będą chcie­li powie­dzieć mi, że jestem nie­cie­ka­wy, bo taki zwy­czaj­ny. Ja lubię tę moją zwy­kłość i pro­sto­li­nij­ność. Cenię ponad wszel­kie supa-hipa-bro­ka­to-pseu­do-mamu­cie-szo­ku­ją­co-zaje­bi­ste wypier­dy. Jestem ogra­ni­czo­ny i mam barie­ry, któ­rych nie prze­kro­czę. Nie jestem na sprze­daż i nie da się kupić moich opi­nii. Nie jestem imbe­cy­lem, któ­ry będzie łykał każ­dy trend i wcho­dził weń jak w masło, bo tak trze­ba i tak się teraz robi, per­so­nal-bran­ding, chłop­cze.

Zwa­rio­wa­li­ście na punk­cie kre­owa­nia wła­snej mar­ki. Ja też dałem się w to wma­new­ro­wać i walę teraz gło­wą w ścia­nę. Zapo­mnie­li­ście o kształ­to­wa­niu cha­rak­te­ru i mądrych wybo­rach opar­tych na uni­wer­sal­nych praw­dach, któ­re wca­le nie są skom­pli­ko­wa­ne. Plu­je­cie na Boga, plu­je­cie na moral­ność i ety­kę. Cha­ra­cie zie­lo­nym glu­tem na uczci­wość i spra­wie­dli­wość. Bo to się sprze­da i znaj­dzie się zyliard much, któ­re usią­dzie na tej kupie. W imię Wasze­go boż­ka - kasy, sła­wy, dobro­by­tu i zasię­gu sta­je­cie się swo­ją kary­ka­tu­rą. Oskar­ża­cie się nawza­jem o bez­myśl­ność zapo­mi­na­jąc o wraż­li­wo­ści. Pła­ci­cie wyso­ką cenę, któ­rą jest stop­nio­we pozby­wa­nie się czło­wie­czeń­stwa i uprzed­mio­to­wie­nie swo­je­go ja. Wykań­cza­cie się na wła­sne życze­nie i dry­lu­je­cie miąższ, któ­ry sta­no­wi o Waszym jedy­nym w swo­im rodza­ju sma­ku.

Wypi­su­ję się z tego zba­ra­nia­łe­go pędu. Uspo­ko­iłem już swo­ją maci­cę i będę wyma­chi­wał swo­ją szpa­dą nie­co spo­koj­niej, mniej ner­wo­wo, ale na pew­no cel­niej. Chcę to robić po moje­mu, zwy­czaj­nie i bez krzy­ku (no może cza­sem rzu­cę gło­śniej­szą kur­wą). Mój per­so­nal bran­ding będzie opie­rał się na nor­mal­no­ści, wyjąt­ko­wo zwy­kłej.

Pra­gnie jej w koń­cu więk­szość z Was.

photo credit: Whiskeygonebad via photopin cc