Jestem na TAK

Jestem na TAK

Oglą­da­łem film pt. "Yes Man", czy­li w skró­cie o face­cie, któ­ry zaczął być "na tak" ze wszyst­kim, co mu się przy­da­rza­ło i tak wyszedł z doł­ka. Czy to moż­li­we poza fil­mem? Zasta­nów­my się dziś.

Sztuka odwlekania

Ksią­żecz­ka o tym tytu­le namie­sza­ła mi w gło­wie i posta­wi­ła na nogi. Zro­zu­mia­łem wresz­cie, że z pew­ny­mi rze­cza­mi chcę się guz­drać, cza­sem ego­cen­trycz­nie cze­ka­jąc aż ktoś inny się tym sku­tecz­nie zaj­mie. I z jed­nej stro­ny myślę, że to dobra meto­da, ale z dru­giej stro­ny moż­na sobie ode­brać przy­jem­ność ze zdo­by­wa­nia doświad­czeń życio­wych, ocze­ku­jąc nie­moż­li­we­go. Nie da się mieć ciast­ka i go zjeść, no chy­ba że macie dwa ciast­ka.

Film "Yes Man" zain­spi­ro­wał mnie do kolej­ne­go kro­ku. Do wyj­ścia naprze­ciw temu, co mnie spo­ty­ka (a przy­znam, że ostat­nie 2 mie­sią­ce, gdy jestem "na tak", są peł­ne cudów i dzi­wów!). Gdy zaczy­nam być "na tak", dzie­je się dobrze i dla mnie, i dla moich bli­skich. Może przede wszyst­kim pozna­ję, kto jest mi bli­ski i otwar­ty na mnie bez dekla­ra­cji o otwar­to­ści (a pisa­łem o tym już wcze­śniej). Naj­cen­niej­sza lek­cja to taka, w któ­rej nie jest się uczniem, tyl­ko nauczy­cie­lem, gdy uczysz innych o Tobie, a nie­któ­rzy mówią "nie znam/​znałem Cię od tej stro­ny". Prze­sta­łem się ukry­wać, może dla­te­go.

Sztuka odkrywania

Gdy­bym miał jutro umrzeć, a dziś jedy­ną rze­czą, któ­rą miał­bym do zro­bie­nia, to napi­sa­nie książ­ki, nosi­ła­by tytuł "Sztu­ka odkry­wa­nia". Zro­zu­mia­łem, że lubię odkry­wać nowe i nie­zna­ne, w dużo więk­szym stop­niu niż moje oto­cze­nie. Nazy­wam sie­bie eks­plo­ra­to­rem, podróż­ni­kiem, któ­ry zawsze będzie zada­wał pyta­nia "dla­cze­go", "po co", "cze­mu", bo cią­gle szu­kam. Naj­trud­niej­szym ele­men­tem w byciu "na tak", nawet jeśli odpo­wie­dzi na pyta­nia zada­wa­ne zasta­nej rze­czy­wi­sto­ści mi się nie podo­ba­ją, jest prze­brnąć przez ele­ment nie­pew­no­ści, strach przed inno­ścią i akcep­ta­cja ze zro­zu­mie­niem, że wszyst­ko jest OK.

Uwiel­biam odkry­wać nowe świa­ty i pla­ne­ty innych ludzi. Czu­ję się tro­chę jak ufo­lu­dek, któ­ry dla­te­go że roz­ma­wia trak­to­wa­ny jest jak kosmi­ta. Wia­do­mo, że prze­cięt­ni ludzie mają prze­cięt­ne cele, może dla­te­go tak bar­dzo nie rozu­mie­ją wyjąt­ko­wo­ści. Może gene­ra­li­zu­ję i docho­dzę do banal­nych prawd życio­wych, ale to jest moje i nikt mi tego nie odbie­rze, że wycho­dząc od małych rze­czy, lądu­ję w trud­nych ana­li­zach, któ­re dają war­tość z sze­ro­kiej per­spek­ty­wy. To jest wła­śnie sztu­ka odkry­wa­nia, czy­li jak w prze­cięt­no­ści zna­leźć wyjąt­ko­wość.

Kto wie, może napi­szę kie­dyś tę książ­kę, zbio­rę musz­kie­ci­ny do kupy, a któ­reś z wydaw­nictw będzie "na tak". Nie wyklu­czam żad­nej moż­li­wo­ści, któ­ra jest nawet jak na moją wia­rę, nie­praw­do­po­dob­na. Bo życie jest nie­praw­do­po­dob­ne, co brzmi banal­nie, ale lubię te moje coel­hi­zmy (chy­ba gdzieś już o tym wspo­mi­na­łem).

Jed­no jest pew­ne. Chciał­bym zostać pisa­rzem, a blog jest wstę­pem do cze­goś więk­sze­go. I kto wie, kie­dy nastą­pi pre­mie­ra mojej pierw­szej książ­ki. A może już ją napi­sa­łem, bo ponad 300 tek­stów mniej­szych i więk­szych to pra­wie jak kawał dobrej książ­ki? Nie mam zie­lo­ne­go poję­cia, ale dla­te­go, że jestem "na tak", w koń­cu książ­ka doj­dzie do skut­ku, a wte­dy mam nadzie­ję - kupi­cie swój egzem­plarz z moim pod­pi­sem.

War­to być "na tak". Pole­cam ten stan.