Januszeria

Januszeria

Kie­dyś z nudów posze­dłem na mecz. FLS, nic mi to nie mówi­ło, ale nakrę­ce­ni kum­ple z pra­cy zapra­sza­li, żeby poki­bi­co­wać jak będą bie­gać po boisku za pił­ką. I tak to się zaczę­ło.

Dlaczego Janusze?

Zna­cie pew­nie histo­rię mema, któ­ry bie­gał po necie. Sym­pa­tycz­ny star­szy pan z wąsem stał się sym­bo­lem wio­chy i pospól­stwa. Jeśli chce­cie coś wię­cej się o tym dowie­dzieć, war­to zagląd­nąć na YT. Dla­cze­go zatem kil­ku­na­stu zio­mecz­ków nazwa­ło tak swo­ją dru­ży­nę? Wię­cej sami powie­dzą w repor­ta­żu (swo­ją dro­gą świet­ny mate­riał!), ale ja znam Janu­sza Redak­to­ra i wiem, że nazwa była dla beki. Ama­to­rzy na boisku poty­ka­ją­cy się o wła­sne nogi i nie­któ­rzy Janu­sze Fut­bo­lu cza­sem się tak poty­ka­ją, albo narze­ka­ją na kola­na, ale wie­le ich łączy. Na pew­no okrzyk przed i po meczu, któ­ry mówi o chło­pa­kach wszyst­ko.

Czy wygramy, czy przegramy, jeden chuj!

Nie wiem, któ­ry z Janu­szy wymy­ślił tę ode­zwę, wykrzy­ki­wa­ną zgod­nym chó­rem, ale wła­ści­wie w niej zawar­te jest całe clue podej­ścia do gry na boisku. Chło­pa­ki bie­ga­ją dla przy­jem­no­ści, co wca­le nie ozna­cza, że nie są ambit­ni. Mie­rzą wyso­ko, zosta­wia­ją na boisku ser­ce, wszy­scy jak jeden mąż. Ci mniej bie­ga­ją­cy i ci, co spo­koj­nie mogli­by star­to­wać w zawo­dach na róż­ne (kilo)metraże. Kie­dy pierw­szy raz przy­sze­dłem na mecz, dar­łem się z grup­ką ludzi z WIOSNY. Żad­na dru­ży­na w FLS nie mia­ła takich kibi­ców. Czy słoń­ce, czy deszcz - Janu­sze wycho­dzi­li na boisko i gra­li, a na try­bu­nach zasia­da­ły ich Gra­ży­ny (czy­li part­ner­ki, bo Janusz bez Gra­ży­ny jest jak ryba bez rowe­ru) oraz wier­ni wiel­bi­cie­le (m.in. ja, pierw­szy Ultras Janu­szy). Zresz­tą sami zobacz­cie.

Nie czu­łem kom­plet­nie tego, co się dzie­je na boisku, bo pił­ka noż­na nie jest w obrę­bie moich zain­te­re­so­wań, o ile repre­zen­ta­cja Pol­ski nie gra jakie­goś waż­ne­go meczu i łapię bak­cy­la na chwi­lę. W pew­nym momen­cie Janu­sze zachę­ce­ni ład­ny­mi wygra­ny­mi powo­li sta­wa­li się osa­mot­nie­ni. Kibi­ce prze­sta­li przy­cho­dzić i oglą­dać sprin­ty Jacy albo Wojt­ka, tak­ty­kę Dawi­da, słu­chać haseł Seby czy podzi­wiać bram­ki Bła­że­ja. Na boisku robi­ło się coraz zim­niej i smut­niej, bo dobra pas­sa opu­ści­ła Janu­szy, a kibi­ców odstra­szy­ła pogo­do­wa aura i duże odle­gło­ści (kto nor­mal­ny jedzie na Nową Hutę w Kra­ko­wie w godzi­nach moc­no wie­czor­nych).

Zróbmy coś, Janusze!

Nie będę ukry­wał. Janu­sze za koł­nierz nie wyle­wa­ją. Łączy ich nie tyl­ko pił­ka, piw­ka też. A wia­do­mo, co się dzie­je jak się pój­dzie na bro­wa­rek i w lek­ko nie­trzeź­wym sta­nie zacznie fan­ta­zjo­wać (ja co naj­mniej lubię!). Więc pofan­ta­zjo­wa­łem i powie­dzia­łem coś mniej wię­cej w tym sty­lu:

- Pano­wie, chce­cie żeby kibi­ce przy­cho­dzi­li, zrób­my impre­zę na try­bu­nach!

Pano­wie to pod­chwy­ci­li i zaczę­li sypać pomy­sła­mi jak z ręka­wa. Ja odpa­li­łem janu­szo­we Trel­lo (apli­ka­cja do zarzą­dza­nia cza­sem, zada­nia­mi i pro­jek­ta­mi) i spi­sy­wa­łem wszyst­ko, co pada­ło. Tak rodzi­ła się ona, jedy­na i wspa­nia­ła, nie­po­wta­rzal­na i nie­po­ha­mo­wa­na...

...Januszeria!

Stu­den­ci mają Juwe­na­lia, Janu­sze - Janu­sze­rię (do tej pory nie wiem któ­ra for­ma jest popraw­na Janu­sze­ria jak Juwen­lia, czy jak "ta" Janu­sze­ria, ale na potrze­by pisa­nia przyj­mij­my tę dru­gą for­mę). Wspól­nie zro­bi­li­śmy pro­mo fil­mi­ki, któ­re znaj­dzie­cie na fanpage'u Janu­szy. Powsta­ły przy­śpiew­ki na zna­ne i lubia­ne prze­bo­je pol­skie (np. na muzy­kę "Mniej niż zero", Janu­szo­wi Kibi­ce śpie­wa­li "Zero zero­ooo!"). Nie da się opi­sać tego kli­ma­tu, gdy ok. 100 osób sie­dzi na try­bu­nach, jakiś facet bie­ga z mega­fo­nem i zdzie­ra gar­dło, Gra­ży­ny pom­po­nią pom­po­na­mi z wor­ków na śmie­ci i rekla­mó­wek z Bie­dry (któ­ra tak przy oka­zji, spo­koj­nie mogła­by zaspon­so­ro­wać welco­me-pac­ki, któ­re przy­go­to­wa­li Janu­sze dla nad­cho­dzą­cych gro­mad­nie kibi­ców), a jak­by tego było mało - prze­ciw­nik nie sta­wił się na boisku i Janu­sze zagra­li spa­ring sami ze sobą (na bram­kach sta­ły dwie mał­py, w sen­sie Janu­sze w stro­jach małp, bo nie było stro­jów niedź­wie­dzi, a niedź­wie­dzie dla­te­go, że Niedź­wiedź Janusz). Zresz­tą sami zobacz­cie.

Gdy emocje już opadną, jak po ciężkiej bitwie kurz...

Jak wia­do­mo, po zagra­nym meczu, po wal­ce sam na sam, po wszyst­kich tych wydar­ciach z try­bun, nastał czas na kieł­bę i piw­ko u Pana Zbysz­ka, któ­ry z miej­sca przy­gar­nął Janu­szy jak swo­ich zio­mecz­ków, wydłu­żył czas otwar­cia loka­lu spe­cjal­nie na Janu­sze­rię, po czym ugo­ścił nas po kró­lew­sku, więc wilk był syty (Pan Zby­szek nie mógł ogo­nić się od klien­tów) i owca cała (dosta­li­śmy ład­ne raba­ty, Panie Zbysz­ku, jesz­cze raz dzię­ku­je­my!).

Sam dosta­łem fla­szecz­kę wód­ki od dru­ży­ny za prze­pro­wa­dze­nie Janu­szy i kibi­ców przez cały event. Kie­dyś orga­ni­zo­wa­łem takie impre­zy na pniu, bo zaj­mo­wa­łem się tym zawo­do­wo. W przy­pad­ku Janu­sze­rii, zro­bi­łem to z czy­stą przy­jem­no­ścią, żeby znów zapeł­nić try­bu­ny i dać Janu­szom jesz­cze jeden powód (poza wygra­nym meczem) do bie­ga­nia po boisku.

Nie wiedzieliśmy nic

Nie mie­li­śmy poję­cia czy Janu­sze­ria wypa­li, czy ludzie to chwy­cą, czy Żotrek Puk zro­bi pom­po­ny z wor­ków, czy będzie pogo­da, czy Janu­sze na oczach swo­ich kibi­ców wygra­ją mecz, czy od Pana Zbysz­ka nie wygo­ni nas szcze­ka­ją­cy zaja­dle Pies Bume­rang. Jeden wiel­ki pytaj­nik ryso­wał się przed moimi ocza­mi, ale znów czu­łem, że żyję, gdy wspól­nie z Matim (Janusz Redak­tor) knu­li­śmy jak tu prze­pro­wa­dzić pro­mo­cję wyda­rze­nia i co zro­bić, gdy­by padał deszcz.

Oba­wy oka­za­ły się zbęd­ne, Janu­sze­ria zafunk­cjo­no­wa­ły jako twór opar­ty na przy­jaź­ni po pro­stu, zwy­kłej, ludz­kiej życz­li­wo­ści, wspie­ra­niu sie­bie nawza­jem.

Co to wszystko ma do Muszkietera?

Musz­kie­te­ro­wie od Duma­sa wykrzy­ki­wa­li ina­czej niż Janu­sze: jeden za wszyst­kich, wszy­scy za jed­ne­go. Mimo to, Janu­sze wła­ści­wie są jak musz­kie­te­ro­wie. Gra­ją fair na boisku, są też szcze­rzy i przy­jaź­ni poza boiskiem. Mają swo­je sys­te­my punk­to­we, któ­re moty­wu­ją do więk­sze­go sta­ra­nia się o grę na mura­wie. Zwy­czaj­ni ludzie, któ­rzy są tak bar­dzo róż­ni i kolo­ro­wi, że nie da się ich nie lubić.

Czy wygry­wa­ją, czy prze­gry­wa­ją, są razem. Dla­te­go tak bar­dzo zży­łem się z eki­pą, któ­ra na począt­ku była dla FLS jedy­nie cie­ka­wost­ką przy­rod­ni­czą, a dla mnie dru­ży­ną kum­pli. Dziś sam myślę o grze z nimi na boisku. Kto wie, może już wkrót­ce zało­żę strój Janu­sza!

Tym­cza­sem zapra­szam Was na Fan­pejdż Janu­szy (zapo­wie­dzi wymia­ta­ją, ukło­ny dla Janu­sza Redak­to­ra). Śledź­cie ich poczy­na­nia i od cza­su do cza­su posłu­chaj­cie na kara­oke w Coyote'cie, gdzie śpie­wa­ją gło­śniej niż wszy­scy, ze spe­cjal­nie unie­sio­nym pal­cem, spe­cjal­ny utwór, któ­ry rów­nież odda­je spe­cjal­ny kli­mat, zwłasz­cza wzglę­dem Gra­ży­nek.

PS 1
Niech się Janusze, których nie wymieniłem nie obrażają. Nic nie może przecież wiecznie trwać i na Was też przyjdzie pora.
PS 2
Januszowe jest to zdjęcie wszystkich Januszy, no nie? :) Jakby ktoś chciał, to tu jest link do pełnej wersji.
PS 3
Jeśli to czytasz, możesz spokojnie odebrać nagrodę za cierpliwość i spokojnie napisać komentarz. Mi się przyda, Januszki i Grażynki się ucieszą. I jakoś tak będzie przyjemniej.
PS 4
To NIE jest artykuł sponsorowany.