Jaka jest Twoja misja?

Jaka jest Twoja misja?

Każ­dy z nas ma jakąś misję na tym świe­cie. Wie­rzę, że ja swo­jej jesz­cze nie odna­la­złem, ale cią­gle szu­kam. Czy i Ty jesteś w tym samym punk­cie, co ja?

Gapię się w ekran, pio­no­wa kre­ska miga, a ja zasta­na­wiam się, co tym razem chcę prze­ka­zać w tek­ście. Zako­ła­ta­ło mi się w gło­wie sło­wo misja. Niby pro­sta fra­za, a jed­nak dużo wyma­ga od czło­wie­ka, bo żeby wejść w dia­log ze swo­ją misją, naj­pierw trze­ba ją posia­dać. Aktu­al­nie łatwiej mi wymy­ślić, co nie jest moją misją, a myśla­łem, że nią jest. Nie jest moją misją bycie coachem, nie jest nią tak­że mówie­nie ludziom, jak mają żyć. Rzy­gam, gdy ktoś pró­bu­je wbić jaki­miś moty­wa­cyj­ny­mi hasła­mi w gło­wy swo­ich odbior­ców, że świat jest pięk­ny. Bo świat bywa pięk­ny, jeśli tyl­ko jest się w zgo­dzie ze sobą i w miej­scu, w któ­rym chce się być.

Miejsca, do których wracam

Zda­rza mi się żyć prze­szło­ścią. Ile razy patrzę w kubek z nie­do­pi­tą kawą, przy­po­mi­nam sobie nie­prze­spa­ne noce, gdy pro­wa­dzi­łem impre­zy i byłem ich czę­ścią. Wyda­wa­ło mi się, że to pro­ste prze­sła­nie - dawać ludziom radość. Dziś myślę, że byłem głu­pi i krót­ko­wzrocz­ny, bo dając sze­rzej, tra­ci­łem to, co bli­sko i na wycią­gnię­cie ręki. Co było misją w tam­tym cza­sie? Zaba­wa. Nauka przez zaba­wę. Zabaw­na nauka o niczym. Mam spo­ro dobrych wspo­mnień i poczu­cia bycia "on top", ale kie­dy wylą­do­wa­łem już na dupie, prze­sta­ło być tak kolo­ro­wo. Ludzie zaczę­li mnie pytać: quo vadis, a ja nie potra­fi­łem nic odpo­wie­dzieć. Czy dziś potra­fię? Sam nie wiem, dla­te­go tu jestem, bo mam mnó­stwo wąt­pli­wo­ści.

Zmienne życie

Życie lubi się zmie­niać wte­dy, gdy nie mamy na nie pomy­słu. Jeśli nie żyjesz według swo­je­go rozu­mie­nia świa­ta, przyj­mu­jesz już jakieś utar­te szla­ki, to co wte­dy z Two­ją misją? Gdzie się podzia­ła? Ktoś Ci po pro­stu zle­cił swo­ją, a Ty masz wyko­nać ją jak roz­kaz. Bez poczu­cia spraw­stwa i goto­wo­ści na nowe, bo ktoś wyty­czył ścież­kę, po któ­rej kro­czysz. Ktoś, nie Ty.

Ile razy by mi się życie nie zmie­nia­ło, zawsze jestem cie­ka­wy świa­ta, choć zda­rza mi się go bać. Co przy­nie­sie nowy dzień, czy będę miał gdzie pra­co­wać i za co żyć, co tak napraw­dę mnie teraz inte­re­su­je i cze­go pra­gnę. I wiesz co nasu­wa mi się na myśl? Oka­zu­je się, że mam pro­ste pra­gnie­nia jak bycie kocha­nym, bycie potrzeb­nym, bycie podzi­wia­nym, bycie w tym moim byciu. Tu i teraz. Samot­ność pozwa­la mi lepiej zro­zu­mieć sie­bie i swo­je emo­cje, ale mogę je odkry­wać tyl­ko w towa­rzy­stwie innych ludzi. Bra­ku­je mi roz­mów po świt, kie­dy słoń­ce budzi nowy­mi pro­mie­nia­mi, a Ty wsta­jesz, choć nie spa­łeś i chcesz żyć, czer­pać gar­ścia­mi z tego, co daje Ci nowy dzień. Bra­ku­je mi tej chę­ci i wyda­je mi się, że odzy­skać ją na ten moment jest moja misją. Odkry­wać i nie bać się tego, co zasta­nę pod pod­nie­sio­nym z zie­mi kamie­niem, bo zawsze mogę go wyrzu­cić i nie wdep­ty­wać w to, co pod nim zasta­łem. Nie­waż­ne, co tam jest, waż­ne, żeby coś było. Rzu­cam się więc w wir zadań, poszu­ku­jąc sen­su, rów­nież i w pisa­niu tutaj. Bo czym­że jest mój think­sty­le, ktoś zapy­ta. Ja nie potra­fię odpo­wie­dzieć, poza krót­kim: pisa­niem dla ludzi myślą­cych. Nad­wraż­li­wość poma­ga mi wycią­gać z dna te naj­in­tym­niej­sze prze­ży­cia i cza­sem się nimi tu podzie­lić, jak teraz, w uryw­kach myśli o misji.

Chłonąć nieznane

W tle leci kolej­na pio­sen­ka tygo­dnia. Wszę­dzie jest cisza, a słoń­ce wdra­pa­ło się już na szczyt swo­ich moż­li­wo­ści tego dnia. A ja umie­ram po tro­sze, gubię swój rytm, bo cią­gle bra­ku­je mi misji, któ­rej mógł­bym się oddać. Zazdrosz­czę tym, któ­rzy już wie­dzą, choć wyda­je mi się, że w tej mate­rii nigdy nie moż­na być nicze­go pew­nym. I wra­cam do myśle­nia, że moją misją jest odkry­wać i łapać życie w istot­nych uryw­kach. Modlę się, żeby nie prze­ga­pić tych momen­tów, pra­gnę je zapa­mię­tać, żeby zosta­ły ze mną na dłu­żej i komuś posłu­ży­ły. Bo daję Wam tu frag­ment sie­bie, któ­ry z każ­dym naci­śnię­ciem "Opu­bli­kuj" jest odkry­ciem sie­bie na nowo. Misja: napi­sać naj­lep­szy arty­kuł na Zie­mi, Cel: zdo­być zaan­ga­żo­wa­nie i spo­tkać nowych ludzi, Wyko­na­nie: Opu­bli­kuj i cze­kaj.

Nie cierpię oczekiwania

Nie­na­wi­dzę cze­ka­nia. To naj­gor­sze uczu­cie w zdo­by­wa­niu celu, czym­kol­wiek by on nie był. Nie­na­wi­dzę też być sam, z poczu­ciem, że wszyst­ko stra­co­ne, bo choć przy­cho­dzą chwi­le krót­kiej załam­ki, wiem wte­dy że jestem zda­ny tyl­ko na sie­bie. A dobrze jest mieć wspar­cie, dobre sło­wo, czu­ły uśmiech. Jesz­cze nie zna­la­złem takie­go miej­sca na zie­mi, gdzie dostał­bym to wszyst­ko naraz i może jestem zachłan­ny, ale cią­gle wie­rzę, że gdzieś tu jest coś spe­cjal­ne­go dla mnie. Wie­rzę w misję na zie­mi, wie­rzę w misję tam, w nie­bie, gdy pod koniec życia doj­dzie do roz­li­cze­nia. Mam się cze­go wsty­dzić, mam się czym pochwa­lić, nie wiem tyl­ko na ile jed­no góru­je nad dru­gim, a może to con­stans i jestem dosyć zbi­lan­so­wa­nym czło­wie­kiem? Może i Ty dziś zada­jesz sobie to pyta­nie. Nie odpo­wie­my sobie tutaj, ani Ty, ani ja. Poza tym trud­no się publicz­nie dzie­lić tym, co tam w głę­bi.

Pozo­sta­je cią­gle szu­kać, cią­gle odkry­wać, cią­gle wal­czyć ze swo­im stra­chem. I to dzi­siaj jest moja misja.