Jak sprawić, by gościa ślubnego skutecznie NIE zaprosić

Jak sprawić, by gościa ślubnego skutecznie NIE zaprosić

W życiu jest parę chwil, które są ważne i takim momentem jest również ślub z weselem. Zdarza się czasem, że młode pary prześcigają się w sposobach na zniechęcanie udziału w ich święcie.

Zróbmy sobie wielkie wesele

Aktualnie ślub nie jest żadnym problemem. Jesteśmy otwarci, więc tylko cywilna wersja obrządku nie robi na nikim wrażenia. Ślub konkordatowy (czyli 2 w 1, cywil + kościelny) jest zarezerwowany dla katoli. Bez względu jednak na wybór sposobu zaobrączkowania kwestią sporną jest wesele. Tradycja każe i trzeba zaprosić tych, którzy zapraszali do siebie. TRZEBA. Nie ma wyboru, rodzice płacą, rodzice każą, przedstawiając listę, na której znajduje się bliżej (i dalej) nieznana (ale niezwykle istotna) część rodziny.

Jak sobie poradzić w tej sytuacji? Spieszę z pomocą, gdyż zebrałem już spore doświadczenie dzięki niektórym moim znajomym oraz bliższej (i dalszej) rodzinie. Oto kilka sposobów jak skutecznie NIE ZAPROSIĆ kogoś na ślub i wesele.

  AntyZapro #1  

Wyślij zaproszenie 3 dni przed imprezą

Wysyłasz zaproszenie 3 dni przed uroczystością i prosisz o potwierdzenie na 2 tygodnie przed datą wesela. Ofiara nie ma szans dostać go w terminie, a Poczta Polska jest Twoim sprzymierzeńcem i dostarczy zapewne list już po czasie. Zaproszony nie potwierdził obecności, więc można go olać.

 Wada  Data na pieczątce na znaczku. Proszony będzie wiedział, że wysłałeś za późno to zaproszenie. Zawsze możesz powiedzieć, że ta Poczta Polska cholerna zrobiła sobie przerwę technologiczną i to ich wina. Pacjent uwierzy na stówę.

  AntyZapro #2  

Podaj w zaproszeniu lewy telefon lub mail

Prościej już nie można. Drukujesz zaproszenia dla „gości specjalnych” z lewym mailem i telefonem. Ma wyglądać identycznie jak zaproszenie właściwe, tylko uważaj, żeby np. login adresu mailowego nie rzucał się zbyt mocno w oczy (np. ) i numer nie kojarzył się z niczym szczególnym (np. 666-997-997). Proszony za każdym razem przy próbie wdzwonienia lub zamailowania przywali w pustkę. Nie potwierdził, że będzie, nie masz go na liście.

W wersji hard możesz podać też lewą datę, ale dobierz ją odpowiednio, aby przypadkiem niechciani goście nie zwalili się na poprawiny.

 Wada  Jeśli pacjent jest z rodziny to masz przechlapane, bo prawdopodobnie zna telefon stacjonarny lub ma osobny kontakt do rodziców. AntyZapro #2 lepiej stosować na osobnikach z grona „piąta woda po kisielu”, ograniczając ryzyko wpadki.

  AntyZapro #3  

Zaproś przez maila, fejsa lub twitter

Metoda będzie się powoli dezaktualizować, ale na razie jeszcze działa, zwłaszcza względem osób 45+. Napisz maila, ale nie jakiegoś ładnego i oficjalnego. Ma przypominać chamską ofertę reklamową. Resztę zostaw filtrom antyspamowym oraz nienawiści do reklam w skrzynce pocztowej. Podobnie rzecz ma się z fejsem i twitterem. W ich przypadku najlepiej zrobić to za pomocą wiadomości prywatnych z lewych kont. Twoje zaproszenie ma wyglądać JAK SPAM.

W wersji hard wiadomości mogą zawierać dodatkowo WIRUSY.

 Wada  Różnie bywa ze znajomością technologii wśród proszonych. Może się okazać, że pacjent jest lepszym geekiem niż Ty i wtedy nie dość, że potwierdzi obecność, to jeszcze włamie się do Twojego komputera i usunie Internet. AntyZapro #3 należy stosować wyłącznie w wypadku zacofanych technologicznie (a czasem szczycących się brakiem umiejętności obsługi maila czy fejsa). Zazwyczaj ta grupa oburzona na brak szacunku i formę zaproszenia, obraża się lub nie traktuje go poważnie.

Kochana rodzina

Przykre jest, że tych sposobów nie wymyśliłem sam i nie wiem co o tym myśleć. Każdy kto decyduje się na wesele musi liczyć się z kosztami. Trzeba je ograniczać, zgadzam się, ale żeby tak olewać (niby tych) najbliższych, z którymi (niby to) para młoda chce się dzielić (niby to) szczęściem? W mojej pale się to nie mieści. W momencie, gdy ktoś wywija mi taki numer, od razu przestaje dla mnie istnieć. Mierzi mnie, że prawie obcy ludzie potrafią i normalnie zaprosić, i normalnie podziękować, i normalnie się bawić. Wygląda na to, że im bliżej spokrewnieni, tym gorzej i choć denerwowały mnie kiedyś zrzędzenia starego doświadczonego wuja, że „z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach”, tak sam teraz chętnie rzekłbym, iż nawet na fotkach rzadko to możliwe.

Zdjęcie w nagłówku autorstwa Gabrieli Fabri
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Pozynegatywka

    Wszystko fajnie ale toco napisałeś w pierwszej części niejako wyklucza się z końcem – jeśli rodzice płacą i wymagają zaproszenia kogoś, to wcale nie znaczy to, że młoda para tego kogoś chce na weselu, być może młodzi w żaden sposób z tymi „narzuconymi” gośćmi nie czuję się związana? Może w ogóle nie lubią tych ludzi?
    Jeśli młodzi sami płacą za weselicho to sami decydują jak duże ono będzie i również gości wybierają sobie sami.
    Wierz mi, jeśli ktoś wywija taki numer, to znaczy, że już dawno dla niego nie istniejesz więc nie masz co się fochać, nie wielka strata to dla nich.

    • Pozynegatywka

      echhh, miało być „być może młoda para […]” i „nie jest to wielka strata dla nich” – no patrz, pierwszy komentarz u Ciebie i od razu tyle baboli.
      Ale wstyd! :D

    • Ależ Pozynegatywko :) Ja się nie focham, raczej byłem zaskoczony zmyślnością rozwiązania. Mnie by było trochę wstyd. Albo zapraszać, albo nie zapraszać, bo wysyłka po ślubie to już jest przegięcie pyty.

  • hahahahah, naprawdę nadal żyjemy w czasach gdzie trzeba się uciekać do sztuczek by kogoś kogo nie mamy ochoty ogladąć, nie widzieć na swoim ślubie i weselu? :D Rozczulające :) My po prostu nie zaprosiliśmy tych, których nie chcieliśmy i wszelkie obrazy majestatów latały nam koło nie powiem czego. Nasz dzień, nasza impreza, nasze warunki, nasi goście. Żadnych zaproszeń bo wypada, bo ciocia kiedyś dała kuzynce siostry pół gęsi.

  • Świetny poradnik! :) Już wiem jak rozsyłać zaproszenia, w razie gdyby moi rodzice tudzież potencjalni teściowie kiedykolwiek naciskali na zorganizowanie wesela (a wesel szczerze nienawidzę). :D

  • smakpodniebienia.pl

    Widzę, że nadal w modzie są wszelkie wyliczanki, co jest najlepsze, najgorsze, średnie itp. Skoro publika to lubi to cóż, muszę i ja to zrobić, choć iść z falą nie jest mi po drodze. Ale jak to mówią „Dla towarzystwa Cygan dał się powiesić”.
    Widzę „dobrą” zabawę czcionką i styl kominkowy.
    Tekst git. Tak trzymać. Dobrze, że nie planuję wesela i ślubu.

    • Nie kumam o co kaman z tym Kominkiem. Piszę po swojemu, to jest styl muszkieterowy. Uświadom to sobie sobie :)
      Za pochwały dziękuję. Możesz częściej.

  • Jeden z nielicznych tekstów który mnie ostatnio ubawił w internetach :)
    Brawo.
    Gorzej jak ludzie serio zaczną korzystać z Twoich metod.

    • Ludzie już korzystają i to jest niestety przykre.

  • Dobrze, że mi nikt pierścionka nie wciska na palec. Zjeba*abym sprawę. ;)

    • Magdzior, przyjdzie taki czas, że Rycesz (nie Rycerz) przyjedzie wreszcie na białym koniu i się wtedy porycysz (nie poryczysz).

      • Jeśli chodzi o biały, to CLS spoko w bieli wygląda. I można ryczeć. I ma sporo koni.

  • Tekst taki ironiczny, a ja potraktuję go ze śmiertelną powagą i w swoim czasie skorzystam z porad, bo całkiem dobre:)

  • Umm, a nie jest łatwiej po prostu nie zapraszać? Bo co z tego, że się obrazi_ Skoro kogoś nie chcesz na swoim weselu to raczej oznacza, że nie masz potrzeby utrzymywania kontaktu z taka osobą. Więc w czym problem?

    • Ja takie zachowania tłumaczę naciskiem rodziny. Osobiście, jeśli kogoś nie chciałbym na weselu – nie zapraszałbym i tyle :) Gorzej, jeśli opisane AntyZapro są wykorzystywane naprawdę. Dla mnie to wiocha jest.

      • Dokładnie tak – presja rodziny. Nie tylko pod względem listy gości ale wesela w ogóle. Ja najchętniej w ogóle nie robiłbym wesela, a na ślub zaprosiłbym z rodziny dokładnie 5 osób, i drugie tyle przyjaciół.

        Ale to da się tak? Jak się zaprosi ciotkę Jadźkę, to jeszcze trzeba wujka Staszka. A jak oni będą to nie wypada zaprosić ich pięcioro dzieci, z których każde ma własnego współmałżonka i kolejne pięcioro dzieci. I tak dalej, masakra :)

  • olgacecylia

    Sposób czwarty – zaprosić kogoś z daleka na sam ślub i nie robić wesela. Nikomu się nie chce jechać 400 km tylko po to, żeby być na 15-minutowej uroczystości z przysięgą. Wada: nie działa na ludzi, którzy nie odróżniają ślubu od wesela i stosują te terminy zamiennie.

    • Nie wiem na ile to była Twoja intencja, ale poprawiłem w tekście niektóre sformułowania, żeby właśnie było jasne, iż chodzi o ślub z weselem. Dzięki!

      • olgacecylia

        Nie było to moim celem :-)

        Za to dyskutowałabym ze stwierdzeniem, że konkordatowy jest dla katoli. No proszę Cię. Naprawdę nie znasz par, które lecą do kościoła a) bo ładniej, i/lub b) bo rodzice/babcia/wujek/teściowie/papież się obrażą? I z drugiej strony – ile znasz małżeństw i jaki % z tego to ludzie bez kościelnego?

        • Wiesz, dla katoli, a to znaczy grupy, w skład której wchodzą katole z tradycji, katole aktywni i praktykujący, katole z nacisku przez rodzinę. Kto ma brać konkordatowy, jeśli nie katole?

          Nie spotkałem się nigdy ze stwierdzeniem, że weźmy sobie kościelny, bo będzie ładnie i pan organista nam zagra Ave Maria. Miałaś takie doświadczenia?

          Ile znam małżeństw. Łomatko, nie liczyłem :) Większość z nich brała kościelne, ale ja mam katolskie korzenie, więc trudno się dziwić. Byłem za to na ślubie znajomych, zwykłym cywilem. Odbył się w wystawnym dworku, z klasą, w dobrej atmosferze. Można by powiedzieć wzorcowo. Tam zaproszenie dostałem 2 miesiące przed wydarzeniem ;)

          • Ja znam masę ludzi co brało „dla mamy” albo „bo suknia”. Niestety.

          • Ilu z nich już się rozwiodło? ;)

          • Nikt :) Są to pary które się kochają i którym kwitek nie był potrzebny, albo wystarczyłby taki z USC ale „ulegli” namowom rodzinki, albo marzeniom o białej kiecy z trenem i wzięli konkordatowy.

          • No to ciekaw jestem, co zrobią, kiedy rodzina sobie zażyczy, żeby był chłopiec lub dziewczynka, a najlepiej co najmniej 4 sztuki dzieciorów.

  • Dobry tekst, lekko się czytało. Z mojej perspektywy trochę kontrowersyjny, bo wywalenie kilkudziesięciu tysięcy na jakiekolwiek wesele ma taki sens, jak spalenie ich w kominku (sic!) albo podtarcie się nimi po dokonaniu wiadomej czynności. Ale ja jestem nienormalny, wiem. Najlepsze są potem te nadzieje młodych zaglądających do kopert – oby się zwróciło. Jeszcze większym hardcorem jest branie kredytów na własny ślub, ale nie rozmawiajmy może o skrajnościach.