Ja zawsze, ja nigdy

Ja zawsze, ja nigdy

Nie spotkałem w życiu stabilnego emocjonalnie człowieka. Za każdym razem, gdy sam się rozchwieję i zauważam, że przed chwilą przecież wszystko było OK, odkrywam na nowo pewną prawdę. Człowiek nie jest robotem.

Stałe cechy

Człowiek jest sumą swoich cech i doświadczeń. Niezłe uproszczenie, ale jakby tak dokładniej poobserwować siebie, to najszczersza prawda. Mamy wady, mamy zalety, które dodane do siebie mówią o naszych przyzwyczajeniach, rutynach i przeżyciach danych przez lata wczesnoszczenięce. Wydawałoby się, że niewiele w tych kwestiach da się zmienić, choć rozwój kojarzy się zawsze z pracą nad sobą i walką ze słabościami oraz umacnianiem silnych stron. Dostaję po ryju od życia, gdy znów dowiaduję się, że nic nie jest stałe, a mozolna praca nad rozwojem bywa nieraz walką z wiatrakami.

Przyzwyczaić się do zmienności

Stabilizacja w sferze emocjonalnej daje poczucie bezpieczeństwa. Wiesz na co Cię stać, rozumiesz i jesteś w stanie „obliczyć” na ile stać Twoich bliskich. Wszystko jest dobrze do momentu, gdy ni stąd, ni zowąd zostajesz zaskoczony. Obliczanki, cacanki zawiodły i znajdujesz się w nowej sytuacji. Co zrobić? Jak żyć? Nie ma dobrej odpowiedzi, nie ma schematu zachowania, bo stała się rzecz nieprzewidywalna.

Jedynym normalnym ruchem wtedy jest… przyzwyczajenie się do nowej sytuacji i akceptacja. Roznosi mnie od środka ten chory mechanizm, gdy wpadam w spiralę zmienności, z którą nijak nie mogę sobie poradzić. Jeśli ktoś pisze o sobie, że lubi nowe sytuacje i potrafi szybko na nie reagować – pieprzy od rzeczy. Nie byłby człowiekiem i nikt nie był w stanie zaprogramować go, by reagował w odpowiedni sposób na każdą ewentualność, która go spotka. Powiem więcej – nigdy nie ma odpowiedniego sposobu. Istnieje tylko Twój, który wypracowujesz sam, eksperymentując.

Schematyczne, dziwne sytuacje

Nie boję się wyzwań, ale nie lubię nowych sytuacji. Uwielbiam panować nad każdym momentem swojego życia i czerpać siłę z poczucia sprawstwa. Czuję się zagubiony, gdy nie mam kontroli nad tym, co dzieje się w moim otoczeniu lub ze mną, tam wewnątrz. Pojawiają się momenty, gdy siła, moc i poczucie celu nie mają już żadnego znaczenia. Bardzo chcę, by miały, ale nie potrafię na nie wpływać. Są poza moim zasięgiem i kontrolą. Nie da się wytworzyć przeciwciał i zadziałać adekwatnie, a choroba zagubienia i „czasu mroku” toczy mózg jak rak. Bezsilność.

Pozostaje pogodzić się z sytuacją. Paradoksalnie nie robiąc nic, nie wyrządzisz sobie krzywdy i dasz czas na złapanie dystansu. W gruncie rzeczy, to chyba on jest kluczem do rozwiązania.

Zawsze dam sobie radę, choć nigdy nie radzę sobie w takich sytuacjach. Nic nie jest stałe, ale najlepsze w życiu jest to, co czyni je nieprzewidywalnym i nieschematycznym. Czując moment zwątpienia, dowiadujesz się, ile dla Ciebie powinny znaczyć chwile radości i piękna, dostarczane przez doświadczenia. Zawsze o tym pamiętaj, nigdy o tym nie zapominaj.

photo credit: Alexbip via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Fakt, że zaczęliśmy postrzegać kontrole nad własnym życiem (od tego, co się nam przytrafia po nasze emocje) to stosunkowo nowy model myślenia o człowieku, w sensie dwudziestowieczny. Tak naprawdę niewielu z nas potrafi wyjść poza to i tkwić w bezsilności, przeżywać własną bezsilność. Wolimy sobie wytwarzać złudne wyjaśnienia. Mam wrażenie, że z bezradnością nie potrafimy sobie dziś poradzić.

    • Nikt nie poradzi sobie z bezradnością, nikt :) Ale ładnie napisałeś/aś – nie umiemy przeżywać własnej bezsilności i z tym się jak najbardziej zgadzam.

  • Firefly

    Jest coś co teraz jest bardzo potrzebne wśród wschodzących pokoleń, a mianowicie zarządzanie zmianą. I coś w tym jest, nasze społeczeństwo tak szybko ewoluuje, nowości i nowinki rozchodzą się w zastraszającym tempie. Środowisko wymaga ciągłego rozwoju i poruszania się z prądem. Trzeba to zaakceptować i adaptując się do sytuacji zarządzać zmianami :)

  • Człowiek jest tak skomplikowanym i złożonym tworem, że trudno nawet określić czym jest owa „stabilizacja”. Ludzie nas często zaskakują, ale ktoś kto raz spróbuje zrozumieć i ukształtować w pełni siebie szalenie się zdziwi jakie to trudne. Bo często sami siebie zaskakujemy. Nie wiedząc czego chcemy, skąd biorą się pewne emocje, a skąd brak innych. Łatwiej określić mi innych niż siebie. Choć zawsze zrobię to zbyt płytko – to jasne.
    Tak samo jak Ty, źle czuję się w nowych sytuacjach. Ba! Ja się źle czuję nawet wtedy kiedy przewijają się przez myśl nie mając jeszcze miejsca w rzeczywistości. Ale przekonuję się też wtedy jak wiele zależy od nastawienia. Jak się zachowam, jak się uporam z nową sytuacją. To wszystko zależy od nas. Proste? No jasne, że tak, tylko od których nas? Tych, którymi stawaliśmy się przez ostatnie lata, tych, którymi rządzą traumy z dzieciństwa, czy tych którymi chcielibyśmy się stać?
    Wychodzę z założenia, że powinniśmy zaakceptować, albo starać się zaakceptować to na co nie mamy wpływu. Starać się nabrać dystansu. Bo nadchodzi w życiu moment kiedy okazuje się, że to co kiedyś było tak niezrozumiałe, coś z czym tak trudno było nam się pogodzić, teraz stało się jasne i… nieodzowne, żeby znaleźć się w tym miejscu, w którym jesteśmy. Życie jest jak wielki obrazek z puzli. Czasem dostajemy kawałek, który wydaje się być z innego zestawu. Jest on jednak częścią, z innego, oddalonego obszaru. Na koniec wszystkie te oczywiste i pozornie nie do końca pasujące kawałki stworzą całość. Idealną, pełną całość.
    I możemy sobie opisywać te wszystkie teorie, ale jak przyjdzie co do czego, to każda z nich będzie do wyrzucenia. Bo życie da nam kopa i pokaże, że wcale tacy mądrzy nie jesteśmy. Sponiewiera serce, żeby sprawdzić jak wytrzymały i silny jest rozum. No i w sumie tu już kwestia z którymi jedni się zgodzą, inni wyśmieją, ale każde doświadczenie jest dla nas swego rodzaju darem. Dla mnie od Boga, dla kogoś innego od losu czy matki natury. Nawet te najgorsze chwile są błogosławieństwem. Bo nikt, kto nie zaznał piekła na ziemi nie doceni w pełni chwili spokoju, kiedy może ze spokojem usiąść z ulubioną książką w jednej ręce i szklanką gorącego kakao w drugiej i nie musi zastanawiać się, czy to dziś był najgorszy dzień jego życia, czy może jednak jutro. Problem w tym, że nie każdy ma wystarczająco siły, żeby te chwile przetrwać. Ale to już jest temat na dłuższą (taak jeszcze dłuższą ;)) wypowiedź.

    • Łał, Ewa! Dzięki za taki wieeeelki, ale świetny komentarz. Zaglądaj do mnie częściej :)

      • Z ogromną przyjemnością, jeszcze mnie będziesz wyganiać ;)

  • rozsądna

    „Jedyna stałą rzeczą jest zmiana” (Heraklit z Efezu)

    Zmieniamy się my, ludzie wokół nas, świat. Nie ma od tego ucieczki i dlatego najlepiej radzą sobie w życiu ci, którzy łatwo i szybko potrafią się do tych zmian przystosować. Polecam do przeczytania książeczkę „Kto zabrał mój ser?” Spencera Tracy, bo świetnie ten proces przedstawia.

    A nawiązując do wypowiedzi Pawła – zgadzam się z jego poglądem, że jesteśmy tez sumą innych ludzi, gdyż środowisko, w którym żyjemy ma na nas wpływ choćbyśmy nie wiem jak się tego zapierali

    • Ma na nas wpływ, ale nie jest sumą. To duża różnica :) Otoczenie zawsze kształtuje poglądy, ale to od nas zależy ich rewizja. Nazywam to świadomością.

      • rozsądna

        Ale suma to wynik dodawania czyli dodajemy swoje cechy, doświadczenia i wpływ innych ludzi do kupy, nieprawdaż? :) I stąd suma:)

        Przy takiej interpretacji chyba się z nami zgodzisz?

        • Otóż właśnie. Piszę o tym, że gdy zdajesz sobie sprawę z takiego wpływu, łatwo możesz go zweryfikować, że to nie część Ciebie. Jesteś doświadczoną kobietą, z tego, co piszesz. Ile razy w Twoim życiu jedno doświadczenie wywalało na śmietnik każdy wpływ otoczenia?

          • rozsądna

            Ale nie zawsze jesteśmy świadomi tego wpływu, czasem nam umyka, bo jesteśmy skupieni na czymś innym. Albo odbywa się podprogowo czy w formie stałej indoktrynacji w różnych częściach świata. Żyjemy w zachodniej cywilizacji, stosunkowo oświeconej, ale nie do końca pozbawionej przemycania określonych treści do społeczeństwa.
            Nie lekceważyłabym na Twoim miejscu wagi wpływu innych ludzi na nasze życie – ostrzeżony uzbrojony :)

          • Ależ ja nie lekceważę otoczenia, bo byłbym totalnym ignorantem. Mam świadomość jego wpływu na siebie i obsesyjnie wręcz chcę mieć wpływ na ten wpływ :) Indoktrynacja jest praktycznie niemożliwa, gdy ją wypierasz i odrzucasz, proponując sobie inne rozwiązania. Żeby do tego doszło, po raz kolejny odwołuję się do świadomości.

          • rozsądna

            Nie wiem, czy masz świadomość :), że wiadomości, ktore namiętnie oglądasz w tv to też forma indoktrynacji, więc jest jak najbardziej możliwa – nie łudź się. Wystarczy obejrzeć te same wiadomości w stacjach reprezentujących skrajnie różne poglądy, a zobaczysz zupełnie inną rzeczywistość.
            Świat nie jest obiektywny, taki sam dla każdego. Istnieje tyle światów, ile ludzi, bo wszyscy postrzegają go subiektywnie, a dodatkowo wykrzywiają to spojrzenie poglądy polityczne

          • Zapewniam Cię, że mam, tylko nie wiedzieć czemu, wątpisz w to już nie pierwszy raz. Trudno rozmawiać, gdy postrzegasz mnie przez swój pryzmat, zamiast brać to, co Ci daję jako odrębną informację. To skomplikowane, ale możliwe. Polecam :)
            Co zaś do świata i innych ludzi. Jest tak wiele schematów, powtarzających się przez wieki, że aż trudno uwierzyć dlaczego ciągle bujamy się z problemami rozwiązanymi już wcześniej. Nie wiem skąd to się bierze, ale z drugiej strony – to wytłumaczalne. To już jednak temat na inną muszkiecinę.

  • „Nie spotkałem w życiu stabilnego emocjonalnie człowieka” – a chciałbyś spotkać? Przecież byłby to wariat. Nie stabilizacja w naszym „stabilnym” życiu jest czymś nieswoim, szkoda tylko, że nie widzimy tego ile w tej stabilizacji, nie stabilizacji właśnie.

    „Człowiek jest sumą swoich cech i doświadczeń.” – oraz sumą innych ludzi, którymi się otacza.

    Każdy chce być panem własnego losu, generować ten los, tworzyć świat po swojemu, ale trochę mało fanu w zaprogramowaniu, w posiadaniu mocy sprawczej nad wszystkim. To jak granie w grę, która ma jedną ścieżkę, zamiast mieć ich miliony – takie gry często dostają najniższą ocenę w recenzjach. Swoją drogą szykuję ciekawy tekst o grach i życiu ;)

    Najlepsze w życiu jest to co czyni jest nieprzewidywalnym piszesz? Trudno się z Tobą w tej kwestii nie zgodzić.

    • Jedyne, z czym się nie zgadzam, to suma innych ludzi i już nieraz o tym rozmawialiśmy :) Inni mają na nas wpływ, ale to my w naszym świadomym życiu ciągniemy w wybranym kierunku. W przeciwnym wypadku bylibyśmy zawsze tacy sami, powtarzalni.

      • Jak już nie raz pisałem, dla mnie, jesteśmy prawdziwi dopiero wtedy kiedy jesteśmy sami. W kontaktach międzyludzkich jesteśmy uwarunkowani innymi, nie jesteśmy w pełni sobą.

        To tak kończąc ten dialog, żeby Twoi czytelnicy mieli mały inside w nasze rozważania :)

        Tak, tak rozmawialiśmy o tym parę razy, mamy argumenty wspólne, mamy argumenty przeciwne i nie jest to nic złego ;) Koniec, końców jak bracia mimo różnić w zdaniach i tak kończymy przy piwie. Jak mężczyźni. Jak przyjaciele. Jak rodzina. :)