Internet nie zapomina

Internet nie zapomina

Internet to medium naszych czasów. Jest miejscem, bez którego nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować. W dodatku ma doskonałą pamięć.

W listopadzie 2014 roku namieszałem tutaj. Zrobiłem sporo dymu, jak się okazało – bez ognia, do czego doszedłem dużo później. Nie trzeba być omnibusem, by wydedukować, że mi zwyczajnie odbiło i nic nie było mnie w stanie zatrzymać w niszczeniu tego, co budowałem z mozołem od niespełna dwóch lat. Dokładnie 19 sierpnia 2013 roku napisałem tutaj „Hello world!” i choć zapomniałem o tej dacie i w tym roku nie obchodziłem hucznie urodzin bloga, to jednak wiem ile energii i zaangażowania wkładałem w to miejsce.

Pamiętam kilka muszkiecin, w których piałem peany na cześć blogowania (np. tu – BLOGosławieństwo). To był dla mnie nowy świat, w którym czułem się jak ryba w wodzie. Nikt nie ograniczał swobody wypowiedzi. Gdy chciałem pisać o czymś pozytywnym – pisałem. Gdy chciałem coś skrytykować – pisałem. Gdy chciałem podzielić się przemyśleniami bardziej filozoficznymi – pisałem. Do tej pory pamiętam wywiad, w którym radziłem, że w blogosferze trzeba pisać, pisać, pisać. Są jednak pewne granice.

Niestety przerośnięta ambicja i frustracja nie są dobrymi katalizatorami. Na dłuższą metę – niszczą i pozbawiają perspektyw, które tworzymy tylko przez ciężką i nieraz mozolną pracę. Na dziś dzień ten zachwyt blogosferą mi przeszedł. Nie dlatego, że jest zła. Ona jest narzędziem podobnym do noża. Można nim kroić, ale i zrobić sobie krzywdę. Wszystko jest kwestią tego, jak to narzędzie wykorzystamy. Ja się naciąłem, a według niektórych – dokonałem seppuku. Słuszne i przykre wnioski.

Staram się spojrzeć na to doświadczenie z pozytywnej strony, bo taplać się w negatywnej nie wnosi niczego ciekawego. Trudno się ponieść z dna, ale nie jest to niemożliwe. Jesteśmy ludźmi, a nie bezdusznymi maszynami. Może jestem romantycznie naiwny, bo nadal w to wierzę. Zdaje się, że nie tylko ja.

Najbardziej ucieszył mnie jeden głos w tej dyskusji wyrażający wiarę w to, że wrócę (pozdrawiam Radka Kuświka). Ja też w to wierzę, choć wiem, że to już nie będzie ten sam Muszkieter, którego wszyscy znali jako dobrze zapowiadającego się blogera. Została blizna, która czasem daje o sobie znać. Wiem jednak, że zrobiłem też wiele dobrego – zgromadziłem całkiem wierną rzeszę Czytelników, którzy czekali na kolejne wpisy. Wielu, choć się ze mną nie zgadzało, ceniło i szanowało mój punkt widzenia. Mimo, że piszę w czasie przeszłym, wśród wielu osób nadal tli się nadzieja na nowe i lepsze, po upgradzie przyspieszonym dojrzewaniem do konsekwencji swoich decyzji.

To mnie buduje, choć osadzone jest raczej w przeszłości. Przyszłość stoi pod znakiem zapytania, bo sam jeszcze nie do końca zdecydowałem co zrobić z Muszkieterem. Wiem, że potrzebuje zmiany, radykalnej, opartej na odcięciu się od tego, co było złe, a skupieniu się na tym, co warte drążenia.

Internet nigdy nie zapomina. Boimy się tego stwierdzenia, dlatego nieraz w Internecie nie jesteśmy sobą. Zakładamy maski, by sobie nie zaszkodzić i tylko zasięgowi blogerzy mają kartę ulgową – pewne rzeczy wybacza się im z większą łatwością. Oni jednak mają ogromną świadomość konsekwencji błędów, zwłaszcza jeśli swoje życie zawodowe oparli właśnie w tym miejscu. Byliby nierozsądni, gdyby podcinali gałąź, na której siedzą.

Nie możemy być do końca wolni, choć mnie się wydawało, że można powiedzieć wszystko i każdemu. Internet jest przestrzenią, w której z tą samą łatwością idzie się w górę, co pikuje w dół. Nie da się od tego uciec, mimo, że jesteśmy tu często odważniejsi niż w realu. Dlatego aktualnie gryzą się we mnie te dwie płaszczyzny. Internet wydaje mi się nadal wirtualny, przeznaczony dla ludzi, którzy boją się zderzenia z rzeczywistością bez niego. Najgorsze jest to, że owoce z działań w necie przekładają się na realne pola. To czyni z niego potężną broń, którą nie każdy potrafi władać w sposób mądry.

Nie wiedziałbym o czym piszę, gdybym tego nie doświadczył na własnej skórze. Dziś jestem mądrzejszy o to doświadczenie. Czuję się bardziej dojrzały, szkoda, że tak dużym kosztem. Nie ma co jednak załamywać się porażką, gdy perspektywy nie zniknęły. Po prostu się zmieniły. Tak jak Czytelnicy – zmieniają się, odchodzą, przychodzą, wracają, trwają wiernie i kibicują. Oni siedzą na równoważni z tym, co mamy do powiedzenia. Są miarą naszego zaangażowania i pracy. Podobnie jak w życiu. Świetni ludzie przyciągają świetnych ludzi.

Nie byłem świetny, ale zamierzam jeszcze być, przynajmniej poprawny :). Potrzebuję drugiej szansy. Od Was i od siebie. Reszta się nie liczy. Niech Internet pamięta, byleby nie skupiał się tylko na tych negatywnych wydarzeniach i shitstormach. Wtedy zmieni się w medium, od którego uciekamy właśnie do niego.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • I ja zaglądam co jakiś czas, sprawdzam, czy wróciłeś na dobre :)

  • Ja czekam na Muszkietera. I nie próbuj tworzyć nowej marki, nowego bloga, nowej domeny. Po prostu pokaż siebie w tekstach. Mądrzy wrócą. Albo przyjdą nowi.
    Ach, no, i niech Ci do głowy nie przyjdzie zmieniać logo :))))

    • Co się stanie, to się okaże :) A logo… zawsze mi się podobało i nie za bardzo chcę się z nim rozstawać :P

  • A ja dalej czekam cierpliwie :)

  • wracaj no! :) i sprawdź maila :D