Historie życiem pisane

Historie życiem pisane

Twoje życie jest opowieścią. Dłuższą, krótszą, ciekawszą, nudniejszą, prawdziwą, zafałszowaną. Czasem przychodzi do Ciebie zwątpienie i chcesz przestać snuć swoją historię, bo nie masz pomysłu, bo brak perspektyw, bo za mało nadziei na wiatr w żagle. To moment, w którym powinieneś skonfrontować się z sobą.

 

Równaj zawsze w górę

Od dziecka dostajemy sygnały od rodziców, nauczycieli, profesorów i wreszcie babć i dziadków, by równać w górę. Co to znaczy? Nigdy nie porównywać się do słabszych, gorszych, mniej zdolnych, bo względem nich zawsze będziemy lepsi, a przecież to prostacki sposób na dowartościowanie w trudnych momentach. Ambicja każe mierzyć wyżej, bo by wejść na szczyt należy patrzeć w słońce. Niby ta postawa jest w porządku, ale z drugiej strony każe nam myśleć o sobie, że ciągle jest wielu lepszych od nas. Zawsze, wszędzie. Słońce razi tam mocno, że nie potrafimy zobaczyć, co oświetla. W pewnym momencie ten chory pęd po złote runo zaczyna być męczarnią, obsesją, nieznośnym ciśnieniem uderzającym w tętnicę „jestem do niczego”.

Mówię STOP. W czasie wspinaczki na wyżyny potrzeba także odpoczynku. Warto rozejrzeć się wkoło i zauważyć jak długa droga już za Tobą. Ile piękna, radości, ale i bólu oraz doświadczeń Cię spotkało. To cenne chwile, o których tak często się nie mówi, nie myśli, zaniedbując w ten sposób zwykłą ludzką potrzebę spełnienia i docenienia siebie. Szkoda, że notorycznie czekasz na pochwały od kogoś i zapominasz, że sam też możesz pogłaskać się po głowie. Zazwyczaj nie nagradzasz się, by zapobiec popadaniu w samozachwyt, a przecież nie ma w nim kompletnie nic złego. Zasługujesz na afirmację, jeśli tylko masz ku niej podstawy.

Lubię moje życie

Im częściej spotykam się w towarzystwie, w którym króluje brak zasad i hamulców, tym częściej zdaję sobie sprawę, jakim jestem szczęściarzem. Mam wspaniałą żonę, mam pracę, mam wytyczone cele, mam wielu znajomych i niewielu przyjaciół oraz coraz więcej wrogów. Żyję ciekawym życiem. Wcale nie oznacza to, że jest łatwe, bo bardzo często się gubię, mam poczucie pustki, zmęczenia, czy nawet straty. Jest moje i to jest wspaniałe. Zdarzało się, że robiłem bilanse i wpadałem w pułapkę przeszłości, która przecież zawsze była lepsza. Bo bardziej niewinna, mniej angażująca, mniej odpowiedzialna, szalona i romantyczna.

Ten mały chłopiec, który we mnie jest, ciągle daje o sobie znać, mimo tego, że stałem się bardziej pragmatyczny, mój optymizm z wielkiego przekształcił się w umiarkowany, a świat zmienił barwy z kolorów na bliższe szarości. Naiwność niektórych moich tez, pomysłów, nadziei jest taka pocieszna i nieraz rozpieprza na kawałki nawet mnie. Ale kocham to w sobie. Moje otoczenie, co rusz każe mi pozbywać się takiego podejścia, określając je jako wadę. Pewnego razu nawet uwierzyłem, że to prawda. Dziś wiem, że to bzdura. Kastrowałem się ze swojej niezależności myślenia, unikalnych właściwości, chęci poszukania prawdy, sensu i poznania.

Niewolnik ocen

Nie jestem facetem idealnym, oj nie. Do doskonałości mam całe lata świetlne. Długo nie rozumiałem, dlaczego niektórzy tak bardzo próbują umniejszyć moim sukcesom, osobowości, a nawet zdarzało się, że wyglądowi też. Cały czas problemów szukałem u siebie. Myślałem, że „może oni mają rację?”. I może mieli, ale spojrzałem na zimno na „owoce” tych przemyśleń i zderzyłem je z faktami. Moje historie naprzeciw ichnim. Jak walka Dawida z Goliatem. Bezsensowna i przegrana już na samym początku. No i proszę, ten słabszy, mniejszy, głupszy, brzydszy wygrywa. Przypadek? Nie. Prawda. Nie zafałszowana niczyją interpretacją, zawiścią i zazdrością.

Zrozumiałem, że jest mi czego zazdrościć. Można mnie nawet nienawidzić, bo jestem szczęściarzem. Chce się mnie gnoić, bo zbyt mocno obstaję przy swoim i w wielu sprawach jestem nieugięty. Niektórzy czują potrzebę ciągłej analizy i interpretacji nawet jednego mrugnięcia mojego oka. Ba! Nawet to, że teraz piszę, to przecież jakieś przechwalanie się i samojebstwo. Nie, moi drodzy. To nic innego jak świadomość siebie, którą buduję z mozołem, bo przez większość życia pozwalałem, aby stanowiły ją osoby z zewnątrz. Byłem niewolnikiem ocen i choć ciągle mam świeże blizny po kajdanach, to nie dam się już w nie zakuć.

Cieszą mnie i śmieszą jednocześnie momenty, gdy ktoś nieustannie przypomina kim byłem, z czego wyszedłem i jak bezsprzecznie mało znaczę. A ja wiem, że jestem cenny, choć czasem niedoceniony, narażony na śmieszność, ale nadal dowcipny, nieopierzony, choć bardzo doświadczony. Nie jestem już brzydkim kaczątkiem, Kopciuszkiem i nawet jeśli przyjdzie mi jechać na jednym reflektorze, dojadę do swojego celu. Nawet przez chwilę nie poczuję potrzeby pokazania fucka wszystkim, którzy próbują wmówić mi, że nie umiem latać, mimo, iż od lat posiadam licencję pilota samolotu Życie. „Kiedyś” to by wystarczyło, ale teraz żyję dla siebie i wiecie co? Uwielbiam być autorem mojej historii.

photo credit: dualdflipflop via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • rozsądna

    Coś jest na rzeczy, bo ostatnio moja najstarsza córka wypomniała mi, że jak dostawała z czegoś 4+, to pytałam dlaczego nie 5. Ale mnie los ukarał, bo w przypadku syna, w odniesieniu do niektórych przedmiotów, które uważał za niepotrzebne mu do niczego, pytałam – dlaczego nie 2?! :-)
    I tym sposobem przy najmłodszej córce doszłam do niemal absolutnego zobojętnienia na stopnie – ma tylko zdawać z klasy do klasy bez problemów, a czas wolny przeznaczać w sporej mierze na sport, żeby jej z nudów i nadmiaru wolnego czasu głupoty do głowy nie przychodziły, no i dla ogólnego rozwoju fizycznego.

  • Wydaje mi się, że mamy psychozę rywalizacji. I właśnie te takie niewinne teksty rodziców czy dziadków czy nauczycieli zdradzają, że nieświadomie zawsze zakładamy, że są ludzie lepsi i gorsi. Moi rodzice, kiedy wracałam ze szkoły z piątką, pytali, jakie oceny miały inne dzieci. Bo jakby wszyscy mieli piątki, to ocena liczyła się trochę mniej.

    • To zostaje w nas, ale dlatego zawsze warto spojrzeć w sposób dojrzały na sprawę i skończyć z tymi ograniczeniami, zaszczepionymi w dzieciństwie. Świat nas nie rozpieszcza, my też go wcale nie musimy, dlatego warto być w sposób umiarkowany surowym dla siebie i czasem trochę się porozpieszczać.