Historia jednego niebieskiego ptaka - Blue Jasmin

Historia jednego niebieskiego ptaka - Blue Jasmin
Ocena4.5
  • Fabuła
  • Scenariusz
  • Gra aktorska
  • Zdjęcia
  • Muzyka

Dużo dobre­go sły­sza­łem o fil­mie Blue Jasmin, któ­ry nie­daw­no wszedł do kin. Woody Allen, jak nie­któ­rzy napi­sa­li już przede mną - w tym fil­mie oczysz­cza z paty­ny swój geniusz.

Prosta historia

Histo­ria jest dosyć pro­sta. Tytu­ło­wa Jasmi­ne to kobie­ta suk­ce­su, a raczej żona męż­czy­zny, któ­ry ska­za­ny jest na suk­ces. Ów facet, imie­niem Hal, cią­gle obsy­pu­je wybran­kę pre­zen­ta­mi, wspól­nie z nią orga­ni­zu­je wie­le spo­tkań towa­rzy­skich "ę, ą" - żyją pięk­nie, boga­to i kolo­ro­wo. Jest cudow­nie do momen­tu, gdy oka­zu­je się, że Hal jest oszu­stem, a wszyst­kie pie­nią­dze, któ­ry­mi pro­spe­ro­wał nie są jego.

Wła­śnie w tym miej­scu zaczy­na się film, któ­ry opo­wia­da o losach Jasmi­ne. Przy­zwy­cza­jo­nej do luk­su­sów dum­nej kobie­ty, któ­ra nagle zosta­je bez gro­sza, a jedy­ną oso­bą ofe­ru­ją­cą wspar­cie jest żyją­ca "od pierw­sze­go do pierw­sze­go" i anga­żu­ją­ca się w kiep­skie związ­ki sio­stra. Mogło­by się więc wyda­wać, że już wszyst­ko opo­wie­dzia­łem, ale w rze­czy­wi­sto­ści dopie­ro od tego momen­tu wcho­dzi­my w świat Janet­te (to praw­dzi­we imię głów­nej boha­ter­ki, a zmie­ni­ła je dla­te­go, że jej się nie podo­ba­ło...).

Moż­na się domy­ślić, że Jasmi­ne nie radzi sobie ze swo­ją sytu­acją. Nie potra­fi zaak­cep­to­wać niż­sze­go stan­dar­du życia i nagle zda­je sobie spra­wę, że tak napraw­dę nigdy nie pra­co­wa­ła, bo nie musia­ła, że nie ma wykształ­ce­nia, bo stu­dia rzu­ci­ła jak tra­fi­ła świet­ną par­tię życio­wą, czy­li boga­te­go męża, że to wszyst­ko, co dzie­je się wokół niej to jakiś zły sen, z któ­re­go wresz­cie się obu­dzi. Czy rze­czy­wi­ście się jej uda? O tym prze­ko­na­cie się jak obej­rzy­cie film :)

Studium psychologiczne niebieskiego ptaka

Wróć­my na chwi­lę do sali kino­wej, gdzie wygod­nie sie­dzia­łem i oglą­da­łem Blue Jasmin. Jakaś para, któ­ra sie­dzia­ła kil­ka rzę­dów wyżej ode mnie, w poło­wie sean­su wyszła... Ja cią­gle chcia­łem dowie­dzieć co będzie dalej i jak skoń­czy się ta histo­ria. Przez cały seans męczy­łem się, poważ­nie. Nie­raz ści­ska­ło mnie już w doł­ku i odczu­wa­łem nie­mal fizycz­ny ból. Dla­te­go film mnie pora­ził w pozy­tyw­nym tego sło­wa zna­cze­niu. Allen sączył histo­rię kro­pla po kro­pli, z wyda­rze­nia­mi teraź­niej­szy­mi i remi­ni­scen­cja­mi, któ­re sce­na po sce­nie wyja­śnia­ją losy naszej boha­ter­ki. Dowia­du­je­my się na jej przy­kła­dzie o tym jak bar­dzo czło­wiek może się zagu­bić w prze­pla­tan­ce kon­for­mi­zmu, dumy i ego­izmu. Jak na wła­sne życze­nie może pozba­wić się luk­su­su prze­ży­wa­nia uczuć - rado­ści i smut­ku, miło­ści i nie­na­wi­ści, posia­da­nia i stra­ty. Oka­zu­je się, że żądza bycia "on top" może sil­nie uza­leż­nić i nie pozo­sta­wić wybo­ru. Może dla­te­go mia­łem takie, a nie inne wra­że­nie bycia w potrza­sku i klau­stro­fo­bii, bo prze­ży­wa­łem losy Jasmi­ne razem z nią. W fil­mie jest wie­le dia­lo­gów (może dla­te­go wspo­mnia­na par­ka wyszła...), ale tak napraw­dę nie moż­na się nimi znu­dzić. Każ­de wyda­rze­nie, każ­dy czło­wiek poja­wia­ją­cy się na ekra­nie jest prze­my­śla­ną ukła­dan­ką skła­da­ną z mozo­łem przez nie­mal dwie godzi­ny. O samej Cate Blan­chett moż­na powie­dzieć tyl­ko tyle - rewe­la­cyj­nie gra­ją­ca twa­rzą, ocza­mi i każ­dym naj­drob­niej­szym ruchem cia­ła. Ona jest tym fil­mem, wie­rzy­my jej od same­go począt­ku do koń­ca.

Dlaczego warto

Blue Jasmin jest ostrze­że­niem dla każ­de­go z nas, wca­le nie takim wydu­ma­nym. Allen poka­zu­je po raz kolej­ny jak bez­war­to­ścio­we są sła­wa, pie­nią­dze i bywa­nie na salo­nach w zde­rze­niu z praw­dzi­wym życiem, rela­cja­mi mię­dzy­ludz­ki­mi i nie­ro­man­tycz­ną, nie­do­sko­na­łą, ale naj­zwy­czaj­niej­szą miło­ścią. Wyja­śnia dla­cze­go nie war­to tyl­ko bujać w obło­kach, żyć bez­re­flek­syj­nie i brać, brać, brać. Kłu­je nas w oczy praw­dą, dema­sku­jąc kłam­stwa i nie­re­al­ne postrze­ga­nie sie­bie oraz świa­ta. Wła­śnie dla­te­go ten film war­to zoba­czyć i dać się zmę­czyć reży­se­ro­wi, bo o to mu chy­ba cho­dzi­ło, aby­śmy poczu­li, że nie­re­al­ne życie może bar­dzo real­nie zabo­leć.