Co wiem o „Golgota Picnic”?

Co wiem o „Golgota Picnic”?

Nie mam czasu na telewizję, więc pozyskiwanie informacji ograniczyłem do kanałów RSS i słuchania radia. O co tyle szumu z „Golgota Picnic”?

Jestem katolikiem, często to powtarzam i wiem, że to mnie zobowiązuje. Nie jestem jednak katolem, jak równie często się określam, przewrotnie nieco. To też obliguje mnie do posiadania otwartej głowy. W sytuacji, gdy kolega z branży muzycznej zaprasza mnie do wsparcia podpisywania petycji, gdzie polscy artyści protestują przeciwko cenzurze, pomyślałem że coś tu dzieje się nie tak i warto zainteresować się sprawą sławnego spektaklu Rodrigo Garcii pt. „Golgota Picnic”.

Golgota Picnic - fot. Dawid Ruano

„Golgota Picnic” – fot. Dawid Ruano (źródło: materiały prasowe Malta Festival)

Szukałem (przyznam się, że niezbyt mocno, bo po co) informacji o spektaklu i jedyne, co znalazłem to zdjęcia na stronie Malta Festival i mnóstwo linków, pod którymi można przeczytać o protestach i walkach Polaków z Polakami. Walczy się tu Różańcem, Koronką do Miłosierdza Bożego, wystąpieniami, transparentami. Z wrogiem pod postacią pornografii i Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze, bo niewielu (o ile ktokolwiek) widziało spektakl. Ale walczą, bo wróg jest potrzebny.

O sztuce wiemy za to jedno: jest kontrowersyjna. Na czym polega kontrowersja – jak na razie nie jest mi znany powód tak do końca, bo widziałem tylko dosyć mroczne zdjęcia.

Po drugiej stronie barykady stanęły oddolne ruchy, które stwierdziły, że pokażą środkowy palec „cenzurze” i zaczną czytać publicznie tekst sztuki, będą spotykać się ze sobą, odtworzą nagrany spektakl gdzie tylko się da i podyskutują. Fajnie, bo mogą. Żyją w wolnym kraju.

Całe zajście wydaje się paranoją, ale to już nie pierwszy w ostatnim czasie zatarg z wolnością słowa. Uśmiecham się ironicznie, że całkiem niedawno świętowaliśmy tak szumnie 25 lat wolności, a co chwilę wyskakują kolejne wrzutki ograniczające ją. Tak, w wolnym, demokratycznym kraju gwałci się wolność słowa, co mnie niepokoi, bo na razie to luźne próby, które ostatecznie niczego nie wnoszą, ale są sygnałem do działania dla piewców swoich doktryn.

Z punktu widzenia katolika, zapewne na sztukę „Golgota Picnic” nie poszedłbym spoglądając na zdjęcia, a jeśli już to tylko dlatego, żeby dowiedzieć się czy dla mnie granica została przekroczona. Bo to, czy została – zależy ode mnie, a nie od dziadzia z Różańcem (przy całym szacunku do dziadzia i do Różańca). Dlaczego ktoś na siłę próbuje powiedzieć mi, co jest dla mnie właściwe? Dlaczego ktoś używa tak silnych i zakorzenionych w Polsce symboli do walki z czymś, czego nawet nie zna?

Byłem kiedyś na koncercie Behemotha. Występ był świetny, choć połowy nie zrozumiałem, ale to charakterystyczne dla tego typu muzyki. Jakiś facet, wymalowany i wystylizowany na mrocznego, coś do mnie krzyczy, bo lubi taką formę wyrazu. Wolny kraj. To, że obraża mojego Boga, że drze Biblię – to nie jest OK. To mnie denerwuje, przeciw temu mogę się buntować i nawet powinienem, bo to dla mnie ważne. Ale mój szacunek do tego twórcy polega na tym, że nie będę chodził na jego koncerty. Nie będę agitował z krzyżem, bo on nie obraża moich uczuć religijnych. Jeśli komukolwiek robi krzywdę, to sobie, ale tylko z mojego katolickiego punktu widzenia. Ja się za niego co najwyżej mogę pomodlić, aby przestał wykrzykiwać głupoty i nurzać się w tym bezsensie, bo to trochę razi potrzebą istnienia i obrazoburczym wizerunkiem, który ma sprzedawać. Niemniej szacunek do Nergala mam, bo jest świetnym artystą i technicznie bardzo sprawnym muzykiem. Koncert Behemotha był po prostu wspaniałym show. Niczym więcej. Następnym razem na nie nie pójdę, bo to dla mnie jednak trochę za daleko z klimatem, ale byłem raz i już wiem, czego się spodziewać.

Golgota Picnic - fot. Dawid Ruano

„Golgota Picnic” – fot. Dawid Ruano (źródło: materiały prasowe Malta Festival)

Z „Golgota Picnic” jest inaczej. Odgórnie chce się zabraniać ludziom zobaczyć spektakl. Zabrania się im wyboru, bo przypadkiem może zaszkodzić. Tylko komu? To tak jakby zabronić wychodzenia na ulicę, bo można wpaść pod samochód. Tak, samochody są niebezpieczne i do tego zatruwają naszą atmosferę. Decyzję o wejściu na ulicę pozostawia się jednak nam. Miejsce przechodzenia na drugą stronę – oznacza pasami, by było bezpieczniej, ale to ciągle my wybieramy którędy pójdziemy.

Jako pointę chciałbym zacytować Panią Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Małgorzatę Omilanowską: Nie widzę miejsca dla cenzury prewencyjnej i nie wyobrażam sobie, żeby kiedykolwiek w Polsce można było zapobiec wydarzeniu artystycznemu tylko dlatego, że ktoś – nie znając treści wydarzenia – protestuje przeciwko niemu.

Jako katolik i obywatel Polski mówię: dziękuję, Pani Minister, za zdrowy rozsądek i amen. Niech każdy wybiera sam, czy pójdzie na taki spektakl i jak się do niego odniesie. Niech sam podejmuje odpowiedzialność za siebie. W przypadku dzieci – można się jeszcze zastanawiać, czy nie ograniczyć wiekowo wstępu, ale to jedyna regulacja jaka powinna nastąpić. W innych przypadkach to zwyczajna cenzura. Szkoda, że ma ona twarz babci z Różańcem. Bardzo mi przykro z tego powodu.

Zdjęcie w nagłówku pochodzi z materiałów prasowych Malta Festival, autor Dawid Ruano
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook14Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Ana

    Ja o „Golgota Picnic” nie wiedziałam nic, dopóki nie zaczęła się ta cała szopka. Chociaż nie, coś mi się obiło o uszy. Ale nie zainteresowało. Teraz może intryguje mnie, co ktoś musiał usłyszeć lub zobaczyć, że mamy taką szopkę. Jednak nie mam czasu tego śledzić i szczerze – nie chce mi się. Jako wierząca katoliczka pewnie powinnam, ale aż nadto przypomina mi to wszystko przywiązywanie się babć z różańcem do krzyża pod Pałacem Prezydenckim, bo ktoś raczył wpaść na pomysł, żeby ten krzyż przenieść z placu do budynku kościoła tuż obok. Bo jak to krzyż można zanieść do kościoła!? A po co on tam? Tak samo jest teraz. Ludzie walczą, ale chyba sami nie wiedzą z czym. Też jestem ciekawa, ilu z tych żarliwie wojujących ludzi zadało sobie choćby minimum trudu, by dotrzeć choć do fragmentów spektaklu, jego treści. Zastanowiło się, co robi i dlaczego.
    I tak potem ludzie innych wiar lub niewiar wrzucają wszystkich katolików do jednego worka. Ale gdy widzę takie obrazki, sama mam ochotę wrzucić katolików w tym kraju do takiego wora. Zawiązać i już nie otwierać. Całe szczęście, są internety i tacy mądrzy katolicy jak Ty – chwała Bogu :)

  • Nie słyszałem o ‚Golgota Pinic’ za dużo, tylko tyle, że katole (dobrze to ujęte btw.) się bulwersują. Nie wiem co w jest w tym spektaklu złego, a co dobrego. Z chęcią go na pewno jednak zobaczę, bo kontrowersje lubię.
    Ale kontrowersję są ‚be’ dla ludzi. Ma być poukładane od ‚a’ do ‚z’, ma być spokojnie i bez nerwów, bez wywyższania się. Odmienność zdań i poglądów u nas jest zła, właściwie nie wyrośliśmy jeszcze z PRLowskiego patrzenia na świat. Jeszcze 20 lat dajmy sobie, do zmiany pokoleniowej, może wtedy będzie lepiej.

    • Trudno dialogować z kimś, kto tego dialogu nie potrzebuje i traktuje go święconą wodą. Według mnie nie ma co czekać na zmiany, trzeba próbować i walczyć słowem, myślą i uczynkiem, a nie zaniedbaniem :) Żyjemy w czasach, w których jest mnóstwo środków, za pomocą których można przekazać światu swój punkt widzenia. Ja to robię tutaj i w realu, o ile ktoś nie jest nastawiony jeżem do dyskusji. Przewaga bloga nad rozmową (nienagrywaną, sic!) jest taka, że słowo pisane jednak zostaje i zawsze można do niego wrócić, odwołać się i w razie czego zweryfikować.
      Przez tę całą burzę, by się odnieść zacząłem szukać tekstu „Golgota Picnic”. Znalazłem tylko fragmenty i rzeczywiście jest tu sporo prowokacji i obraźliwych tekstów wobec postaci Jezusa Chrystusa, Jego nauk. Są przedstawiane w trudnym do przyjęcia dla katolika kontraście, ale nie pozbawione sensu. To nie jest łatwo zjadliwy tekst. Przychylam się do słów o. Dostatniego, że to świetny przykład jakie dekonstrukcji dokonuje dzisiejszy człowiek na archaicznej postaci Jezusa Chrystusa. Wobec tego katolicy nie powinni protestować, ale zastanowić się, dlaczego człowiek XXI wieku, ten niewierzący lub wychowany w wierze katolickiej zaczyna odwracać się i zmienia się w opozycjonistę w tak skrajnym przejawie agresji względem nauki Chrystusa. Można to wszystko wytłumaczyć działaniem szatana, jak to zwykle bywa, ale ten z kolei nie działałaby, gdyby człowiek nie decydował się z nim współpracować.
      W jakimś sensie gorzko cieszę się, że ten temat w Polsce wyszedł na wierzch z pomocą takiego dziwacznego środka. Mamy do czynienia z kontrowersyjną sztuką, ale i kontrowersyjną reakcją. Nie trzymając żadnej strony, spoglądając na całe zajście przynajmniej w jakimś stopniu neutralnie, łatwo można wyciągnąć wnioski, kto na tym skorzystał.

  • A tak to wyglądało w Krakowie… https://www.youtube.com/watch?v=RcN32S2-TNI

    • No i kto tu kogo sterroryzował… Masakra. https://www.youtube.com/watch?v=hP0MdZcPYXU

      • Znalazłem też ciekawą wypowiedź o. Tomasza Dostatniego, który widział „Golgota Picnic”:

        Obejrzałem spektakl „Golgota Picnic”. Nie jestem nim zgorszony, nie jestem nim obrażony. Choć rozumiem zarazem, że dla wielu moich braci w wierze może on być szokujący, obrazoburczy, obsceniczny i miejscami nie do zaakceptowania w swojej dekonstrukcji przedstawiania wątków religijnych. Ale język teatru, wyrazu artystycznego, dziś różni się od języka kazań czy katechezy w szkole. I może warto, abyśmy jako chrześcijanie żywej wiary zadali sobie trud przynajmniej zrozumienia podstawowego przesłania takich spektakli, w których przenika się ważna krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego z rozpaczą wypływającą ze spojrzenia na kondycję dzisiejszego człowieka oraz właśnie dekonstrukcją osoby i posłania Jezusa Chrystusa. Artyści próbują opisać świat, zrozumieć go w innym języku, z inną wrażliwością. Często odwołując się do prowokacji, także bluźnierstwa.

        /…/

        Do istoty demokracji należy dyskusja na każdy temat – przypomniał to niedawno w innym kontekście naszych polskich sporów mój przyjaciel ksiądz – nie ma tematów zabronionych czy niewygodnych. Każdy głos dotyczący spraw ważnych powinien wybrzmieć. Nie należy go się bać. A tych głosów, z którymi w dużej części się nie zgadzamy, warto słuchać szczególnie uważnie. Bo może tam jest w nich coś, czego sami nie potrafimy zauważyć. Ludzi, z którymi wydaje się nam, że się nie zgadzamy, nie traktujmy z pozycji wyższości moralnej i nie traktujmy ich, „jakby byli intelektualnymi potworami”. A co do wątków obrazoburczych w sztuce, teatrze, literaturze. To nie tylko Grotowskiego można tu przywoływać z własnego podwórka, ale przede wszystkim Mickiewicza, u którego pamiętny bunt Konrada z „Dziadów”, wykrzyczany Panu Bogu w twarz, jest dziś częścią naszego kanonu literatury narodowej. Uczymy o tym w szkole. I jakoś potrafimy zrozumieć i okoliczności, i stanowisko Watykanu w stosunku do naszych powstań narodowych. Nawet gdy ciągle się z wieloma faktami nie zgadzamy.
        Chcę wierzyć, że poznańskie doświadczenie ze spektaklem „Golgota Picnic”, gdy opadną emocje, pozwoli zasiąść do wspólnego stołu – niech będzie okrągły – przy którym ludzie świata artystycznego i ludzie religii będą znowu próbowali zrozumieć odmienne światy, w których żyjemy. Bo przecież to tylko my myślimy, że te światy się nie przenikają. Różnorodność jest bogactwem. Potrzeba tylko wyjścia z własnych, to znaczy zakreślonych przez siebie „kredowych kół” absurdu.

        Źródło: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,16185612,O__Dostatni__Obejrzalem__Golgota_Picnic___Nie_jestem.html

  • Hej, sam przyznajesz, ze za bardzo nie wiesz co jest w sztuce i dziwisz sie, ze niektorym sie nie podoba. Ja od kilku dni sledze te wydarzenia i opinie po dwoch stronach tego „sporu” . przeczytalam tez spore fragmenty tego „dziela”- serio, nie trzeba byc specjalnie rozgarnietym, zeby ocenic, ze tekst jest zwyczajnie slaby- takie troche obrazliwe Paulo Cohelo. A co do warstwy przeciw ktorej protestuja niektorzy to przedstawienie Jezusa jest tam tak na glowie postawione i odwrocone sa podstawowe pojecia, ze tlumaczyc moge to juz chyba tylko swiadomym zabiegiem obliczonym na szokowanie i obrazanie. Ponadto z tego co widze, to osoby protestujace zazwyczaj nie angazuja sie aktywnie – fizycznie w swoich dzialaniach, oni czesto po prostu sie modla i spiewaja, tak bylo w kilku miastach, ale oczywiscie naglasnia sie tylko elementy skrajne, ktore podczepia sie pod glos katoli- ale do tego tez mozna sie juz przyzwyczaic obserwujac jakosc i roznorodnosc relacji z tego typu wydarzen.

    • Joanna, dziwię się, że książkę ocenia się po okładce. Wykonałaś kroki, na które ja nie mam ochoty i nie widzę w nich sensu, naprawdę. Osoby protestujące w jaki sposób miałyby się włączać aktywnie fizycznie, bo nie do końca rozumiem Twój punkt widzenia. Miałyby rzucać butelkami w teatr? :) Wklejam Ci opis zdarzenia na fejsie w Krakowie i podczepienie się Młodzieży Wszechpolskiej, która mówi o Polsce jako o jej kraju, jej zasadach, które w całym kraju katolickie być muszą. Te modlitwy pod teatrami są dokładnie taką samą skrajnością jak sama sztuka, a wszystko razem wzięte wygląda jak prawdziwa szopka, która może przerodzić się w jakieś agresje, z którymi jak mniemam, raczej z miłością do Boga nie mają nic wspólnego.

      • Chcialam wlasnie pokazac, ze moze nie wszyscy oceniaja po okladce i wlasnie protestuja, bo wiedza o co chodzi ;) odnosnie aktywnosci fizycznej- to wlasnie takie agresywne zachowanie zarzuca sie stronie protestujacej a nie ma w tym wiele prawdy- bo raczej odmawiajanie jakiejs modlitwy nie mozemy zrownac z atakiem na czyjas cielesnosc etc. Ja nie uwazam, zeby to , ze ktos chce sie pomodlic bylo na tym samym poziomie co obrazoburcza pseudosztuka, niejednokrotnie organizatorzy takich modlitw zapewniaja, ze chodzi im wylacznie o mozliwosc spokojnego „zadoscuczynienia” i ze sami beda starac sie przeciwdzialac jakiejkolwiek agresji. a to, ze czasem ktos sie podczepi to jest to zjawisko dosc czeste, nie wszystkich nalezy wrzucac do jednego worka. Mi osobiscie nie podoba sie ten tekst oraz uwazam przedstawienie Jezusa za obrazoburcze i bazujace na tanim chwycie wywolywania skandalu, jesli ktos mialby to obejrzec w miejscu finansowanym z publicznych srodkow to bym sie na pewno sprzeciwila, jesli chodzi o placowki typowo komercyjne to trudno- niech sobie oglada kazdy co chce- moge jedynie wypowiedziec sie na temat wlasnej opinii. i ewentualnie odradzic.

        • Joanna, dlaczego w miejscu finansowanym ze środków publicznych, które dostępne powinny być dla wszystkich na równych zasadach zabrania się wolnego od religii myślenia? Jeśli to Cię obraża – to oczywiste, że nie skorzystasz, ale dlaczego nie mieliby skorzystać inni, którzy np. wierzący nie są, a również płacą w tym kraju podatki? Nie jesteśmy krajem ustawowo katolickim, a wolność wyboru grupy nie jest tożsama z wolnością jednostki. To mnie mierzi, bo to, że spektakl jest obrazoburczy – pewnie tak, ale nie na te tory kierowałbym dyskusję o problemie, którego wynikiem są te dziwne protesty.

          Im bardziej coś zabronione, tym bardziej i zacieklej ktoś będzie z tym walczył. To oczywiste i wynikające z logiki. Stąd moim zdaniem cała szopka wyświadcza niedźwiedzią przysługę katolikom i nagłaśnia sam spektakl. Efekt odwrotny do zamierzeń protestujących modlitwą.

          • wspomnialam o finansowaniu mysle ze z bardzo oczywistego powodu- skoro na cos ida moje pieniadze to mam prawo sie wypowiedziec na temat tego, czy to wydatkowanie mi odpowiada. to troche tak jakby cala klasa sie skladala na przedstawienie a potem by sie okazalo, ze przedstawienie pokazuje matki polowy uczniow jako dziwki i zlodziejki- no chyba mieliby prawo sie oburzyc- owszem jest to metafora, ale prosciej sie nie da odpowiedziec. co wiecej, jesli ci obrazeni uczniowie nie mieliby prawa glosu -protestu to wsztscy -mysle,ze z tym nie ma polemiki- zgodziliby sie, ze cos jest nie tak. sprawa wspolistnienia ma sie tak- ze wspolnego finansujemy to, na co wszyscy jestesmy sie w stanie zgodzic.
            rowniez uwazam,,ze cala medialna otoczka i sposob przedstawienia sytuacji robi niepotrzebna reklame temu przedstawieniu.

          • Nikt nie zabrania Ci się wypowiadać w wolnym kraju, ale takie prawo powinni mieć też nie-katolicy. Wydaje mi się, że nie da się w 40-milionowym kraju dogodzić wszystkim i wszystkich pojednać, a worek z pieniędzmi jest wspólny. Dlatego z tego samego mieszka powinny być finansowane spektakle bez ograniczeń, skierowane do różnego widza, a nie jedynie słusznego katolika. Religia nie może stawać ponad prawem, a prawo nie powinno ograniczać religii. Dzięki temu, że żyjemy w wolnym kraju – takie protesty modlitewne mogą się odbywać, tylko ja ciągle się pytam – po co? Co to daje i komu? To woda na młyn dla mediów i agitatorów politycznych, którzy chętnie podczepiają się pod takie zjawiska społeczne, wyrządzając krzywdę ogółowi katolików. Ci z kolei sami sobie gotują przykry los. Oprócz emocji powinno się włączyć zwyczajne myślenie, którego, z całym szacunkiem do modlących się pod teatrami katolików, brakuje.

          • No nie-katolicy sie przeciez wypowiadaja ;) nie zgodze sie, ze nie da sie znalezc repertuaru, ktory nie bylby obrazliwy- serio- jest takie bogactwo , ze jest miejsce na kulturalna rozrywke dla wszystkich. Mysle, ze oceniajac te sytuacje widziales relacje z jednego moze miejsca i masz taki obraz tych ludzi- z innych relacji wygladalo na to, ze staly sobie tam osoby, w niezbyt wielkiej liczbie i sie modlily lub spiewaly- mysle, ze to nie szkodzi katolikom. zreszta co to za katolik, ktory sie wstydzi modlitwy, mi jako katoliczce nie przeszkadza to, ze ktos sie chce modlic przed teatrem. zgodze sie, ze trzeba dbac o kontekst, ale jak sam powiedziales- w wolnym kraju powinno sie moc zyc wg swojej wiary i wspolegzystowac z innymi, ktorzy nie wierza. niech tolerancja i prawo wypowiedzi bedzie szanowane w obie strony. niby proste a tak trudne jak sie okazuje.

          • Myślę, że mówimy o dwóch różnych sprawach.

            1. Nie napisałem, że nie da się zbudować repertuaru teatru bez takich Golgot Picniców. Napisałem za to, że nie wykluczam, aby takie Golgoty Picniki się pojawiały. Niech decyduje dyrektor teatru, który jest odpowiedzialny za program. Największym protestem i reakcją wyrażającą bunt społeczeństwa byłyby puste miejsca na sali. Nie to, czy mi jako katolikowi się to podoba.

            2. Nie napisałem, że modlitwa publiczna to wstyd, ale niestety dla nie-katolika będzie szopką, która wpisuje się w tą cierpienniczą, katolicką agitację i działanie „na pokaz”. Intencje niby jasne, a sposób wykonania kiepski.

            Jeszcze raz podkreślam – nie interesuje mnie Golgota Picnic, bo po zdjęciach widzę, że na spektakl pewnie bym się nie wybrał. Ważny jest dla mnie dialog społeczny i inicjatywy oddolne, które zaszkodziły katolikom jako grupie. To nie media są złe czy sama Golgota Picnic. Przez to, że katolicy wykonują taki ruch – wystawiają się na pośmiewisko i nie są w stanie kontrolować podczepiających się organizacji czy ugrupowań politycznych, którzy chcą na tym coś ugrać. To jest złe, krzywdzące i przykre, ale ostatecznie jest efektem. My tutaj próbujemy rozmawiać o przyczynach, które są głęboko zakorzenione w wierze katolickiej jako „walce” z innowiercami i ateistami, a jak wiemy – nie tędy droga.

          • to tak zupelnie na koniec-
            1: jesli ten dyrektor ma decydowac w publicznej placowce to wrcamy do kwestii wspolnego finansowania- nie ma tu zadnej roznicy.
            2:ale nie-katolik i tak przewaznie nie mysli nic szczegolnie dobrego o katoliku, wiec budowanie swojej postawy na zasadzie- co inni =nie-katolicy sobie pomysla jest bledem, ponadto ci, ktorych znam- ateisci etc czesto wiedza i rozumieja o dziwo bardziej motywacje katolikow niz inni katolicy jak sie okazuje.. ale to tez nie nowowsc, bo jako „calosc” katolicy sa bardzo rozni, w tym niedoskonali.

            co do „walki z innowiercami” to mysle, ze moje powyzsze wypowiedzi pokazuja jaki mam do tego stosunek- przede wszystkim przyklad wlasnego zucia i wiary oraz rozmowy.

            dzieki za rozmowe.

          • Dyrektor powinien decydować, bo od tego jest, a my powinniśmy decydować o tym, kto będzie tym dyrektorem, czyli obsadzamy tam fachowca, który wie co robi i mamy do niego zaufanie. Inaczej to nie zadziała, bo jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził :)

            Jeśli zaś chodzi o wizerunek katolików, to jestem za tym, by o niego dbać. Nie wierzymy, dlatego by inni o nas mówili, a tak wygląda ta modlitwa pod teatrem – modlą się, by o nich mówili, że protestują. Znów wkładasz w moje usta to, czego nie powiedziałem :) Otóż rozumiem motywację katolików, ale nie pochwalam formy, którą przybrali do komunikowania w świat swojego niezadowolenia. Jestem w tej wspólnocie i zamiast na spektaklu Golgota Picnic, który mam daleko gdzieś, skupiam się na tym, jaką krzywdę ta wspólnota robi mojej wierze, kwalifikując się sama do fanatyków.

        • Zwróć uwagę na to, że ludzie protestujący w tak nachalny, rzucający się w oczy sposób, przyczyniają się do promocji tego spektaklu. Modlitewne szopki są obliczone na to, żeby przyciągnąć uwagę, nie są spokojnym zadośćuczynieniem, nie czarujmy się.
          Jestem pewna, że gdyby wokół tego wydarzenia nie zorganizowano tyle ultrakatolickich protestów, cała sprawa ucichłaby o wiele szybciej, a sama Golgota przyciągnęłaby mniej widzów.
          W naszym kraju takie zjawisko jest niestety regułą, oburzamy się na Behemota i Madonnę w imię obrony katolickich wartości. A tymczasem jeśli ktoś ma w sercu żywą wiarę i realizuje ją w życiu, żaden taki artysta nie powinien stanowić dla niego najmniejszego niebezpieczeństwa.

          • dwie sprawy-
            modlitwa nigdy nie powinna sie kojarzyc z szopka- mysle, ze wiekszosc organizatorow i zwyczajnych uczestnikow robi to wlasnie w celu jaki opisalam, a co do agresji to chyba juz wyzej tez wypowiedzialam sie na ten temat ;)

            po drugie-jesli ktos ma w sercu zywa wiare to dba o to, by to w co wierzy nie bylo obrazane i dba tez o to, by przez cos postawionego na glowie ktos nie zrobil sobie duchowego kuku- tak w skrocie. jasne, ze to, ze codziennie dzieja sie obrazliwe rzeczy nie wplynie od razu na wierzacych, ale jednoczesnie czy nie wydaje sie ze glupim jest wymagac od osob prawdziwie wierzacych, zeby sie biernie przygladali jak ktos obraza ich wartosci a wiec posrednio ich samych?

          • Docieramy do meritum :) „dba tez o to, by przez cos postawionego na glowie ktos nie zrobil sobie duchowego kuku” To typowe dla katolików, Joanna. By ciągle pouczać kogoś, wskazywać mu drogę, a społeczeństwo jest zwyczajnie tym zmęczone. Samo chce wybierać, chce mieć możliwość tego wybór, bo żyje w wolnym kraju. Wola musi być wolna, a katolicy wskazując drogę wreszcie powinni pomyśleć, że ktoś może nie chce nią kroczyć.
            Idąc z rozumowaniem w kierunku wiary – spójrz na postawę Chrystusa wobec ataków na Niego. Nigdy nie dał się prowokować, ale zawsze zanim zareagował – dużo myślał, a swoje prawdy sprzedawał w sposób zrozumiały i mądry, nie agitacyjny. Tylko raz użył siły, gdy rozwalił stoły sprzedawców w Świątyni, bo to rzeczywiście było przegięcie pały (vide pokaz mody w kościele – to był dla mnie szok i coś zupełnie nie do zaakceptowania). Teatr to jednak nie Świątynia. Jego bogiem jest kultura w różnych odcieniach.

          • to bylo oczywiscie duze uproszczenjie- ale tak, w wiare wpisane jest tez dzialanie ewangelizacyjne- pisalam o tym u siebie kiedys i tez wywolalo to duzy odzew- dobrze, ze napisales „typowe dla katolikow” – bo wlasnie takie jest! czy nie mowisz znajomemu, zeby nie wydawal kasy na jakis bubel albo nie pomozesz innemu nie wejsc w kupe na chodniku, gdy ten sie zapatrzy? to jest cos zupelnie innego od fizycznych rozwiazan, ktore najbardziej sie rzucaja w oczy i ktorych nie popieram- osobiscie jestem za przykladem zycia i zyciem wiara oraz na rozmowach, w tym objasnianiu wiary innym w delikatny i kulturalny sposob a inni niech juz wybieraja sami.

          • Oczywiście, że ostrzegam znajomego i mówię mu, że może zrobić coś nie tak, źle wybrać, ale czy jestem na niego zły, gdy zdecyduje postąpić inaczej? Czy mam prawo skreślać jego wolny wybór, bo nie jest to po mojej linii? Czy mam go na siłę ewangelizować, bo ja mocno wierzę w to, co jest napisane w tej Ewangelii? I ostatecznie: czy mam prawo mówić mu jak ma żyć i co wybierać, jeśli mnie o to nie prosi, a wręcz wzbrania się przed moimi racjami?

            Można powiedzieć, że to pytania tendencyjne, ale naprawdę warto je sobie zadać, zanim wejdzie się na ścieżkę fanatyzmu zupełnie niepostrzeżenie. Bywałem na niej często, wierz mi :) Dziś staram się być mądrzejszy o różne złe doświadczenia, które miały u podstaw świetne, katolickie intencje, ale doprowadziły mnie do popełniania błędów. Nie odbieraj tego personalnie, bo wiadomo, że znamy się tylko z komentarzy, ale spróbuj spojrzeć na sprawę inaczej niż widzisz. Ja doskonale rozumiem Twoją perspektywę, bo sam w takiej długo trwałem, ale nie przyniosła żadnych dobrych owoców, dlatego staram dzielić się swoim doświadczeniem. Nie musisz z niego korzystać, ale weź je tylko pod uwagę i miej wątpliwość :) Wtedy łatwiej będzie rozmawiać w duchu pluralizmu, a nie niepodważalnych prawd.

          • jesli przeczytasz raz jeszcze koncowke mojej wypoweidzi wyzej to uznasz, ze nie pisalam nigdzie o ewangelizowaniu na sile- a wrecz przeciwnie. jesli rozmowa lub przedstawianie wlasnego zdania oraz nauki kosciola jest fanatyzmem to chyba gdzies tkwi problem w definicji. moja perspektywa jest daleka od skrajnosci- wystarczy uwaznie czytac co pisze wszedzie. jednoczenie uwazam, ze mam prawo wierzyc w prawdy, ktore wlasnie sa niepodwazalne- stad pojecie ” wiara” ;) ale generalnie sie usmialam troche, pierwszy raz ktos odbiera mnie jako fanatyczke, a wierz mi gadalam juz setki razy z agnostykami, ateistami, neopoganami i watpiacymi- mam dla moich rozmowcow zawsze duzo szacunku, ciekawosci i staram sie sluchac i rozumiec co mowia, te rozmowy maja na celu wytlumaczenie mojego punktu widzenia albo jakichs zagadnien wiary a nie przekonywanie kogokolwiek do czegokolwiek. czlowiek zawsze sam w wolnosci wybiera i zyje wg swoich wyborow.

          • Nie napisałem znów, że jesteś fanatyczką, tylko że komunikujesz potrzebę ewangelizacji i mówienia innym, ostrzegania, że coś może im zaszkodzić, w imię prawd, w które wierzysz. Nie będę śledził wszystkich Twoich wypowiedzi, żeby móc tu z Tobą rozmawiać – skupmy się na argumentach :) Ty masz prawo wierzyć, ale nie masz prawa ograniczać czyjegoś postępowania, dlatego że wierzysz. Nie musisz komuś modlić się w twarz, żeby powiedzieć mu, że nie podoba Ci się sztuka Golgota Picnic :)

            Wracając do meritum – czy uważasz, że to, co się dzieje wokół sztuki Golgota Picnic, biorąc pod uwagę efekt, a nie intencje – jest OK? Czy ewentualnie sama nie zgadzając się na wystawianie sztuki pójdziesz pod teatr i pomodlisz się na Różańcu lub odmówisz Koronkę do Miłosierdzia Bożego, żeby zaprotestować?

          • chodzilo mi o wypowiedzi, ktore pisze u Ciebie ;) nikomu nic nie ograniczam, zwracam uwage, ze niefajnie jest obrazac czyjes uczucia czy wiare- a zwrot ” modlic sie komus w twarz” uwazam za komiczny ;) osobiscie wole sie pomodlic w kosciele lub w domu , publicznie baaardzo rzadko biore udzial w takich akcjach ale jednoczesnie jestem w stanie zrozumiec tych, ktorzy uwazaja, ze tak chca postapic i nie wysmiewam ani nie umniejszam ich wiary lub motywacji np. jako wspomniane zadoscuczynienie – jesli ktos zachowuje sie kulturalnie to ma do tego prawo.

          • Aa, skoro tak – to OK :) Modlić się w twarz brzmi niestety tragikomicznie, bo tak ten protest wygląda, stąd moje porównania do szopek :). Jeszcze raz powtarzam – nie mówię tu o wierze i motywacji, ale sposobie wyrazu i realizacji celu. Dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane i w tym kontekście to powiedzenie brzmi równie komicznie, co strzał modlitwą w twarz, ale jest jak jest.
            Takie zachowanie umniejsza mi jako katolikowi i grupie społecznej jaką są katolicy, dlatego wyrażam swój sprzeciw wobec takiego instrumentalnego traktowania modlitwy i przypisywania jej zadośćuczynieniu oraz roli w całym proteście.

            I chyba na tym zakończę z mojej strony. Cieszę się, że udało się nam porozmawiać i spojrzeć na sprawę z różnych punktów widzenia :)

  • Poczytuję, śledzę dotąd po cichu… Ale muszę się odezwać tu po raz pierwszy. I trochę obok tematu. Wreszcie ktoś wypowiedział się bez jadu w którąkolwiek ze stron! Dziękuję Muszkieterze za Twoje pióro, bo daje mi odwagę myślenia pod prąd i pokazuje, że warto, kiedy rozum sam chce tak myśleć. Pozdrawiam cały brudny od węgla, w przerwie nocnej zmiany :)

    • Witaj Dawid :) Cieszę się, że zdecydowałeś się wypowiedzieć i to jeszcze w przerwie w swojej ciężkiej pracy. Podziwiam, szanuję i dziękuję, że ten czas chciałeś poświęcić na przeczytanie muszkieciny i komentarz. To dla mnie ważne i jestem za to bardzo wdzięczny.

      Miło mi też, że podoba Ci się jak piszę i o czym piszę. Ostatnio bardzo wiele myślałem o swoim blogowaniu, więc ćwiczę i uczę się pisać tak, by zachować subiektywizm, ale przy okazji nie pluć na innych, czyli zahaczyć minimalnie o obiektywizm. Wbrew pozorom to bardzo trudne, ale takie głosy jak Twój utwierdzają mnie w przekonaniu, że idzie ku dobremu.

      PS
      Na Twoim blogu też byłem i to całkiem niedawno :)

      • No to ogromny wstyd, bo się sam pogubiłem w organizowaniu i doprowadzaniu w ogromnych bólach w końcu do oficjalnego życia :) chyba za dużo kompleksów i obaw :) dzięki za odpowiedź, to swego rodzaju motywacja, by poszukać pomocy gdzieś, bo widocznie da się do mnie trafić jakoś :)
        Pozdrawiam raz jeszcze i dzięki za nieświadomego kopa!

        • Działaj. Pamiętaj, że wszystko, co zostawisz w necie może zostać wykorzystane przeciwko Tobie ;)

  • Anna Myśka Grzechowiak

    Nie rozumiem tych protestów na ulicach, bo przecież sztuka miała być wystawiana na festiwalu czy też w teatrze, gdzie jeśli ktoś sobie nie życzy tego oglądać, po prostu nie kupuje biletu. Proste jak drut. Niestety gdzieś padło hasło i ślepy tłum ruszył protestować na ulice nie wiedząc za czym dokładnie. Sądzę, że nie mają bladego pojęcia co w teatrach jest grane. Dziś byłam na sztuce, gdzie widziałam gołą pupę Jacka Poniedziałka i dziw mnie brał, że żadnego odmawiania pacierzy pod teatrem nie było. Nagość na scenie nie jest zjawiskiem nowym. Bywają sztuki kontrowersyjne, happeningi na ulicach, ale bywają też celowe prowokacje dla wytrawnego, światłego widza, który chciałby kontrowersji doświadczać w dodatku w kulturalnych warunkach. Dlaczego ktoś uzurpuje sobie prawo do dyktowania mi czym mam karmić moją duszę? Dziękuję Ci za ten tekst.

    • Anna Myśka Grzechowiak

      P.S. Petycję podpisałam.

    • Dziękuję Ci, Aniu, za komentarz, bo dokładnie tak samo myślę. W kwestii dojrzałych wyborów, a póki co w naszym kraju dojrzałość obarczona jest wiekiem 18 lat, to wystarczyłoby tę sztukę obwarować ograniczeniem wiekowym i sprawa byłaby załatwiona. Jeśli ktoś chce się karmić takimi treściami – to jego i tylko jego wybór. Naprawdę :) To zabrzmi trochę jak incepcja, ale nie rozumiem dlaczego tak wielu tego nie rozumie.

  • Jedyne co mnie w tej całej sytuacji wnerwia, mnie jako katolika, to jakiś paranoiczny strach/chęć cenzury/nie wiem jak to nazwać, wszystkich katoli. Moja współlokatorka dzisiaj zaczęła się głośno zastanawiać jak to jest, że nikt nie walczy z cycatą Larą Croft, Californication, czy z którąkolwiek z produkcji HBO, w których przecież „samo zło”, a ze spektaklami owszem tak. I to najlepiej transparentem i pogróżkami. Nie rozumiem tej wybiórczości. Jakby zasada „przeszkadza Ci-nie oglądaj” zupełnie przestała istnieć.

    • Różnica jest zasadnicza – Lara Croft nie jest Chrystusem, który stanowi nie tylko kiedyś tam ukrzyżowanego człowieka, ale symbol wiary katolickiej. Jezus był i jest Bogiem, więc zrozumiałym dla mnie jest, że może się komuś nie podobać to, co Garcia wyprawia na scenie z aktorami. Jest jednak bardzo duże „ale”. Ci, którzy dźwigają te transparenty i nawołują do nie-wiadomo-czego nie widzieli spektaklu i nie mają nawet prawa się o nim wypowiadać. Ocenili książkę po okładce, czyli powierzchownie i to jest krzywdzące zarówno dla spektaklu, jak i katolików jako grupy społecznej.

      Jak ja mam później chcieć się przyznawać do tego, że jestem myślącym wierzącym? Z automatu jestem wrzucany do worka zindoktrynowanych ludzi, którzy nie potrafią poddać swoich sądów jakiejkolwiek refleksji. Jako katolika mnie to boli, bo mimo że mam czasem zapędy masochistyczne ;), to jednak wolałbym dbać o to, co ludzie z mojej wspólnoty komunikują w świat. Chciałbym, żeby to była wiara mądrych i rozsądnych ludzi, nie bezmyślnych hipokrytów.

      Dzięki za Twój komentarz, Ania.

      • Więc boli nas dokładnie to samo ;)

        • Nie tylko. Piszemy o tym, a to też jasny komunikat, jakie jest nasze stanowisko :) I to lubię w moim kochanym Muszkieterowie :D

      • „Lara Croft nie jest Chrystusem, który stanowi nie tylko kiedyś tam
        ukrzyżowanego człowieka, ale symbol wiary katolickiej. Jezus był i jest
        Bogiem” – Jezus nigdy nie istniał, nie ma jakichkolwiek historycznych dowodów na to, że taka postać kiedykolwiek się pojawiła. Porównanie z Larą Croft czy Harrym Potterem jest o tyle trafne, że dotyczy wirtualnych postaci, postaci literackich. A to, że ktoś np zakocha się w takiej postaci albo przypisze jej jakieś cechy? Jego problem psychiczny, ale to można i należy leczyć.

        • Trudno :) Jeśli Ty nie wierzysz – daj wierzyć innym i nie nazywaj ich chorymi psychicznie, bo wylecisz stąd z hukiem. Trochę więcej szacunku.

          • Ana

            I trochę więcej wiedzy historycznej koledze by się też przydało :)