Finisz i start

Finisz i start

Bardzo długo zastanawiałem się, co zrobić z tym miejscem. Doszedłem do wniosku, że czas przerwać tę przedłużającą się agonię.

Jak to się zaczęło?

Gdy zaczynałem pisać Muszkietera, miałem w miarę ustabilizowane życie i potrzebę odskoczni od tego, co na co dzień dręczyło moją głowę. Potrzebowałem miejsca, w którym będą panować moje zasady i gdzie będę mógł uskuteczniać wyżywkę intelektualną. Pisałem pod pseudonimem, nie chciałem się ujawniać. To miejsce było tylko moje.
Wymyśliłem tę dziwną ksywkę – Muszkieter. Może trochę infantylną, ale spójną z moim obrazem siebie wtedy. Zacząłem pisać jak szalony i sprawiało mi to ogromną radość, czasem kosztem snu. Udzielałem się w social mediach, zgłębiałem tajniki dystrybucji tekstów, jeździłem na spotkania, poznawałem ludzi. Zachłysnąłem się blogosferą na całego.

Gdy nastąpił krach…

W pewnym momencie samo pisanie przestało mi wystarczać. Ciągle z tyłu głowy miałem pomysł, że to może być sposób na życie, na zarabianie. Im dłużej sukces nie przychodził, tym większa była moja frustracja. Idea thinkstajlu jakby lekko przybladła, a ja zacząłem gubić się w swoich oczekiwaniach. Zabrakło mi cierpliwości, a wiele wydarzeń z życia osobistego i lata chuligaństwa psychicznego zebrały żniwa. Nastąpił krach, o którym nawet nie chcę tutaj pisać, bo nie ma co wracać do tego, co złe.
Muszkieter stał się królestwem chaosu. Gdy dziś patrzę na to z dystansu, dalsze pisanie przestawało mieć sens, a każda nowa notka niewiele wnosiła, odbierając mi energię. Zrobiło się duszno i ciasno, a przez to nieznośnie.

To już jest koniec

Patrzyłem na te swoje 250 muszkiecin i szkoda mi było je zostawiać. Perspektywa budowania wszystkiego od nowa mnie przerażała. Próbowałem reanimować motywację do pisania. Niestety, Muszkieter jak umarł, tak nie chciał się ożywić. Doszedłem do przykrego wniosku – nie da się już nic zrobić w tej sprawie. Mistrz szpady odszedł na zawsze, a co gorsze – to ja nie potrafiłem nim dłużej być i czuć się dobrze. Siadałem do kolejnego posta i nie mogłem z siebie wyrzucić czegokolwiek, z czym się utożsamiałem. Łudziłem się, że to tylko kryzys twórczy. Zgodziłem się ze smutną konkluzją: to, co było, już se ne vrati.

Nie zrezygnuję z pisania, bo nadal mam wielką potrzebę tworzyć. Jak już raz spróbujesz, to uzależnia. Chcę za to zmienić szyld i przekazywać treści spójniejsze z tym, czym teraz żyję. Na szczęście idea thinkstajlu nie umarła i wkrótce otworzę nowy blog. Korzystając z doświadczeń, które zdobyłem tutaj – zacznę od początku i mam nadzieję na lepszych fundamentach. Nie zależy mi na kasie. Ja po prostu chcę pisać wartościowe teksty, które będą służyć innym, a mnie – sprawiać przyjemność. To już nie będzie odskocznia, tylko coś więcej, szczególnie dla mnie, akurat w tym momencie życia, w którym się znalazłem.

Będzie osobiście i społecznie. Będzie inaczej. Będzie tak jak jest.

Podziękowania i przeprosiny

Dziękuję wszystkim Czytelnikom, zwłaszcza tym aktywnym w komentarzach i na mailach. Wnieśliście wiele i ożywaliście dyskusje pod postami, a to jedna z najcenniejszych wartości bloga. Kłaniam się Wam w pas i cieszę się, że wytrwaliście.

Przepraszam wszystkich, których uraziłem świadomie i mniej świadomie. Nie cofnę czasu, mogę za to wyciągnąć wnioski i posypać głowę popiołem z nadzieją na to, że jeszcze kiedyś się spotkamy, w innym miejscu, gdy czas zaleczy rany, a goryczkowe piwo będzie smakować dużo lepiej niż wcześniej.

Bywajcie. Do zobaczenia.

Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook5Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)