Fejm się musi zgadzać

Fejm się musi zgadzać

„Fejm” prawdopodobnie pochodzi od angielskiego słowa „fame”, ale nie jestem językoznawcą, więc nie będę kaleczył etymologii (mamy od tego fachowców). Czym jest ten fejm? Spróbuję sobie o tym dziś podywagować.

Zupełnie od niechcenia zadałem pytanie na Twitterze:

Rozmowa, znów jakby od niechcenia, zeszła na „fejm”, ponieważ w większości odpowiedzi brzmiały „fejm się musi zgadzać”. I tu pojawia się pytanie – co to jest ten „fejm”?

W pierwszej chwili pomyślałem, że to sława, którą można odmieniać przez przypadki jak wolność. Rozpoznawalność, popularność, reputacja, gwiazdorstwo, uznanie, renoma, wzięcie. W drugiej jednak stwierdziłem, że osoby używające stwierdzenia „fejm się musi zgadzać” kompletnie nie wiedzą o czym mówią. Dlaczego? Bo się nad tym nie zastanawiają powtarzając znany w Internecie nośny tekst. Można nie wiedzieć? Można, a jakże!

Miałkość fejmu

Żyjemy w czasach, w których fejm kojarzy mi się w prostej linii z tzw. internetowym fejmem. Marketingowi prorocy doskonale zdają sobie sprawę, że strategie ATL (ang. „Above The Line”, pol. „powyżej linii” – działania prowadzone w mediach tradycyjnych typu telewizja, radio, prasa, plakaty, reklama zewnętrzna, reklama wewnętrzna) powoli się zwijają, ponieważ stoją za nimi nie tylko potężne budżety, ale i niezbyt elastyczne, wolno reagujące mechanizmy. Nowoczesny klient szuka BTL (ang. „Below The Line”, pol. „poniżej linii” – działania skierowane do konkretnego klienta, bez użycia środków masowego przekazu), bo ten rodzaj jest dla niego miłym oddechem od standardu i nieraz niemałym zaskoczeniem, budującymi wizję marki jako dbającej o jego zadowolenie.

Tyle teorii, bo nie będę kreował się na znawcę, którym nie jestem. Skupmy się więc na miałkości fejmu budowanego w Internecie (który, co prawda, wydaje się środkiem masowego przekazu, ale reklama w nim nadal niejedno ma imię), bo pasuje do działań w myśl BTL.

Są różne sposoby zaistnienia w sieciowych czeluściach. Jednym z nich jest fota na tle ścianki, zdjęcie z idolem, czy kolejna próżnojebka, czyli selfie. Wszystko to wydaje się śmieszne do momentu, gdy ktoś naprawdę zaczyna wykonywać te wszystkie miałkie działania z poważną miną, będąc przekonanym, że niby to wspiera swoją markę osobistą.

Tak budowany fejm niestety się nie zgadza. Nie przekonuje mnie udział w 137 konferencjach o budowaniu wizerunku, 77 szkoleniach dotyczących rozwoju osobistego i 240 warsztatach o tym, jak kreatywnie zaparzyć kawę. Działa to w zupełnie drugą stronę. Oto nagle masz przed oczami człowieka, który robił dosłownie wszystko, z czego wynika zupełne nic. Był wszędzie, gdzie można było ogrzać się w cieple czyjegoś fejmu. Pojawiał się tam, gdzie można zrobić zdjęcie na ściance i pokazać na swoim fejsie. Czytał to, co nakazuje znać aktualny trend, by (po kolejnej z miliona takich samych konferencji) móc zabłysnąć intelektem przy drinku. Oglądał również to, co wypada obejrzeć w kinie, by zabrać głos w sprawie sztuki filmowej. Prawdziwy „światowiec”. Z sieczką zamiast mózgu.

Rozwijaj się, miej pasje, bądź zwycięzcą!

Na logikę rzecz biorąc, to aktualnie zewsząd słychać krzyk: ROZWIJAJ SIĘ. Mało który ze „światowców” zadaje sobie pytanie PO CO się rozwija? DLACZEGO w tym kierunku? W JAKIM CELU idzie na kolejne szkolenie z budowania wizerunku (nadal nie umie?)?

Nie robi tego i nic w tym dziwnego, bo z inteligencją trzeba się urodzić. Mądrość zdobywa się poprzez prawdziwe doświadczenia, a nie warsztaty w warunkach „laboratoryjnych”.

Natrętna myśl jednak krąży mi po głowie, by odpowiedzieć na pytanie „PO CO?”. Po fejm! Ten prostacki fejm, który jest potrzebny, by zaspokoić wewnętrznego zwierzaka i pojechać na opinii wszędobylskiego, rozpoznawalnego, uśmiechniętego, pozytywnego człowieka z niezwykłym potencjałem.

A to przecież taki pusty bullshit.

Czasem mam wrażenie, że ludzie potrzebujący istnieć idą po tej linii, nie zastanawiając się, jaką krzywdę wyrządzają właśnie swojemu wizerunkowi. Budując ten niemądry „fejm” tracą z oczu właściwy cel, czyli naukę, spotkania z innymi ludźmi, wymianę realnych doświadczeń. Bez poświadczeń na papierze i obciążenia ogromną liczbą przebytych kursów. Tak zwyczajnie, po ludzku, gloryfikując szacunek stworzony przez pracę, opartą na prawdziwych osiągnięciach, a nie malowanych jak lala pustych fejmojebkach na ściance.

Fejm się nie musi zgadzać. Wolę odwrócić to stwierdzenie. Czy na pewno chcesz świadomie zgadzać się, aby taki głupi fejm przylgnął do Ciebie?

Osobiście jestem za tym, by uczyć się po to, by się nauczyć. Budować markę, by ją zbudować. Spotykać się, by z takiego spotkania coś wynieść, poza kacem na drugi dzień. Właściwy fejm zapuka wtedy do drzwi sam, nieproszony i założę się, że nie każdy zgodzi się mu otworzyć z uśmiechem na twarzy.

Bo fejm, proszę ja Ciebie, to sługa. Nie pan.

photo credit: shenamt via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)