Fajnie się czyta, fajnie się słucha, fajnie się ogląda

Fajnie się czyta, fajnie się słucha, fajnie się ogląda

Lubi­my uprosz­cze­nia, ponie­waż poma­ga­ją nam w kil­ku sło­wach wyra­zić podziw i zachwyt. Pro­blem poja­wia się wte­dy, gdy sło­wo, dźwięk i obraz zaczy­na­my okre­ślać już tyl­ko jako FAJNE.

Subiektywne recenzje

Wie­my, że Tomek Tom­czyk zwa­ny Komin­kiem wydał książ­kę, któ­ra obie­gła nasz wir­tu­al­ny świat. Cie­szę się, że uda­je mu się z powo­dze­niem reali­zo­wać zało­żo­ny plan i kibi­cu­ję naj­moc­niej jak tyl­ko się da. Tomek, jaki jest, każ­dy czy­ta i jed­ni go kocha­ją, dru­dzy nie­na­wi­dzą, ale wyda­je się, że wszy­scy sza­nu­ją, a już na pew­no liczą się z jego zda­niem.

Gdy uka­za­ła się książ­ka BLOG. Pisz, kreuj, zara­biaj. zaczął się jakiś dziw­ny wyścig szczu­rów. Kto pierw­szy prze­czy­ta, kto pierw­szy zre­cen­zu­je, hurrr­ra!, mamy książ­kę o zara­bia­niu w blo­gos­fe­rze, łaaaaa! Tak, ja też się cie­szy­łem, że zosta­ła wyda­na, ale jakoś nie pod­nie­ca­ło mnie prze­ska­no­wa­nie jej w mgnie­niu oka po to, by napi­sać faj­na książ­ka, napi­sa­na faj­nym języ­kiem, o faj­nych rze­czach, faj­ne kon­kre­ty. Nie­ste­ty więk­szość recen­zji BLO­Ga wyglą­da nie­mal tak samo z drob­ny­mi zmia­na­mi kosme­tycz­ny­mi. I to jest smut­ne.

Można inaczej

Zrób­my mały eks­pe­ry­ment. Wybra­łem trzy recen­zje, któ­re prze­czy­ta­łem od deski do deski i przed­sta­wiam je dla porów­na­nia:

Posta­raj­cie się je prze­czy­tać, bez wzglę­du, czy Was inte­re­su­je tema­ty­ka. Gołym okiem widać róż­ni­cę.

Tyfon poszedł po linii naj­mniej­sze­go opo­ru, ponie­waż nie­wie­le o tej książ­ce dowie­my się z jego recen­zji, a bar­dziej o oso­bi­stych nie­speł­nio­nych pra­gnie­niach oraz o tym, że Tomek napraw­dę wie co mówi i jest wpły­wo­wy.

zwie­rza zda­rza­ło mi się na począt­ku czy­tać, ale w pew­nym momen­cie nie mogłem znieść pisa­nia w trze­ciej oso­bie. Zmu­si­łem się jed­nak na potrze­by testu recen­zji i... nie poża­ło­wa­łem. Mimo tego, że tekst jest dłu­uuuugi, to war­to się z nim zapo­znać dla­te­go, że zawie­ra przy­naj­mniej pró­bę oce­ny BLO­Ga z punk­tu widze­nia oso­by scep­tycz­nie nasta­wio­nej do posta­ci Tom­ka Tom­czy­ka. Mamy tu ana­li­zę zawar­to­ści i odnie­sie­nie do realiów zwie­rza. Recen­zja (wresz­cie!) trak­tu­je o książ­ce, zawie­ra reflek­sje i pod­da­je pod wąt­pli­wość zawar­te w niej tezy. W skró­cie - zwierz pró­bu­je sam pomy­śleć o swo­ich stan­dar­dach blo­go­wa­nia i współ­pra­cach z fir­ma­mi, a książ­ka Komin­ka ją (tak, zwierz to kobie­ta) tyl­ko do tego inspi­ru­je.

Jesz­cze ina­czej jest w przy­pad­ku Mać­ka Budzi­cha (media­fun). Z przy­jem­no­ścią czy­ta­łem wers po wer­sie jego ana­li­zę aktu­al­nej sytu­acji blo­gos­fe­ry oraz pro­gno­zy na przy­szłość. Tutaj na pierw­szym miej­scu nie ma Komin­ka i jego kni­gi. Maciek roz­pra­wia się z wie­lo­ma stwier­dze­nia­mi z książ­ki Tom­ka, spo­glą­da na nie z innej per­spek­ty­wy (jak­by nie było jest rów­nie wpły­wo­wym blo­ge­rem). Pró­bu­je oce­nić na ile rady Tom­ka będą przy­dat­ne w przy­szło­ści, na ile case'y przed­sta­wio­ne w BLO­Gu są aktu­al­ne i czy rze­czy­wi­ście stan­dar­dy wypra­co­wa­ne przez jego auto­ra rze­czy­wi­ście moż­na (jesz­cze) nazy­wać obo­wią­zu­ją­cy­mi nor­ma­mi.

Wcale nie musi być fajnie, nie powinno

Moż­na pisać recen­zje byle jak, sztam­po­wo i powta­rzać jak papu­ga okle­pa­ne stwier­dze­nia. Wte­dy będzie tyl­ko faj­nie, nie­ste­ty. Ja oso­bi­ście też mie­rzę się z mate­rią subiek­tyw­nych opi­nii i eks­pe­ry­men­tu­ję z for­mą. Po 3 mie­sią­cach pisa­nia i recen­zo­wa­nia głów­nie płyt oraz fil­mów powo­li kry­sta­li­zu­je mi się mój oso­bi­sty sche­mat, któ­ry oczy­wi­ście co jakiś czas łamię. Nie­mniej sta­ram się pisać tak, by nigdzie nie moż­na było prze­czy­tać takich tek­stów jak u mnie. Czy jestem inny na siłę? Nie. Sta­ram się być uni­kal­ny. Chcę, aby moja recen­zja skle­pa­ła Cię po pysku, powie­dzia­ła Ci, że jesteś nie­wie­le wart, jeśli nie zauwa­żasz tego, co krzy­czy, by być zauwa­żo­ne. Gdy spo­tkam zło­to, opi­szę na milion spo­so­bów jego blask tak, że Cię ośle­pi i wte­dy poczu­jesz jego moc.

Czy mi się to uda­je? Sami oceń­cie. Na pew­no jed­nak chcę się uczyć i szu­kać takich form, któ­re nie pozo­sta­wią wąt­pli­wo­ści, że coś jest dzia­do­stwem, coś ma poten­cjał, ale nie jest doj­rza­łe, że coś jest owo­cem genial­ne­go umy­słu i zde­rze­nie z nim zmie­ni Twój świa­to­po­gląd. Czy narzu­cam swo­je zda­nie? Jasne, ale i zachę­cam do dys­ku­sji, więc dla­cze­go poja­wia się kolej­ne nagmin­nie spo­ty­ka­ne zja­wi­sko (nie tyl­ko u mnie). Brak komen­ta­rzy pod recen­zja­mi. Dzi­wi mnie to, że not­ki są czy­ta­ne, a (pra­wie) nikt nie komen­tu­je, mimo tego, że wyda­wa­ło­by się, iż czę­sto prze­sa­dzam z peana­mi lub nie wyczer­pu­ję tema­tu do koń­ca. Może powi­nie­nem pró­bo­wać pisać ina­czej? Odpo­wie­dzi na to pyta­nie ocze­ki­wał­bym od Was, choć wiem, że piszę bar­dzo dobre recen­zje i mam swo­je zda­nie na ich temat. War­to jed­nak poroz­ma­wiać o tym, co dla Was zna­czy dobrze napi­sa­na opi­nia? Ona prze­cież nie zawsze musi być pozy­tyw­na i kształ­tu­ją­ca świa­to­po­gląd czy­tel­ni­ka. Powin­na być przede wszyst­kim szcze­ra, napi­sa­na pro­sto z ser­ca, z uczu­ciem. Wte­dy ma jakiś sens. W prze­ciw­nym razie to będą tyl­ko faj­ne liter­ki, na faj­nym blo­gu, faj­nie napi­sa­ne, faj­nym pro­stym języ­kiem, z faj­nym zakoń­cze­niem. Takie tam recen­zyj­ne blo­go­we fajan­siar­stwo.

photo credit: JD Hancock via photopin cc