(Duchowa) dieta cud

(Duchowa) dieta cud

Nadchodzi wiosna, więc należy zrobić wreszcie porządek z nadmiarem ciałka. Kurs na odpowiednie odżywianie i sport, bo w zdrowym ciele, zdrowy duch. A właśnie! Jak hartować ducha? Gdy ciałko wyrzeźbione, on nieraz taki biedny i zaniedbany łachmaniarz, upraszający się o jałmużnę.

Tłusty czwartek jest taki popularny, a co…

…ze Środą Popielcową? Dla katoli, czyli m.in. dla mnie też, to dzień, który rozpoczyna Wielki Post. Biegamy do Kościoła na Mszę Św., robimy smutne miny i startujemy z pochyloną głową do księdza, który właśnie sypie nam popiół na głowę. Prochem jesteś i w proch się obrócisz. Wszyscy to znacie, nawet Ci, co już nawet nie pamiętają kiedy jest Popielec. Dlaczego ten dzień nie jest popularny? Bo jest przygnębiający. Nie ma nic bardziej podnoszącego na duchu, jak dowiedzieć się, że jest się niczym. No czad! Paradoksalnie w tym szaleństwie jest metoda. Nie ćwiczysz i żresz, co popadnie, to flaczejesz, a Twoje życie wewnętrzne zbyt bogatym nie można nazwać. Nie karmisz ducha, to głoduje biedaczek, by w końcu umrzeć w męczarniach i osamotnieniu.

Ahoj, przygodo!

Nigdy nie sądziłem, że będę chciał napisać o Popielcu w kontekście radości. Może zabrzmię jak wariat, ale gdy stałem dziś w tym pełnym jak nigdy kościele (a za moimi plecami zawodziła wkurzającym oazowym zaciągiem jakaś laska, nad wyraz czująca misję w darzeniu obecnych swoim spiaszczonym, ale nieskażonym talentem głosem), poczułem się, jakbym wrócił z dalekiej podróży i był zapraszany na kolejną. 40 dni przygody, w której głównym bohaterem jestem ja sam. Nie będzie to łatwa wyprawa, ale mój okręt ma niezastąpionego Kapitana, Boga, który właśnie zaprosił mnie na pokład życia osobistego. Mam 40 dni i nocy, aby z Majtka stać się pełnoprawnym Kapitanem i nauczyć się sterować swoim statkiem. Brzmi jak przygoda, bo ileż wiedzy można przyswoić w tak krótkim czasie. Niewiele, wydawałoby się, ale w gruncie rzeczy, to czasem aż za dużo.

Pokład trzeba koniecznie wyszorować

Każdy z nas ma swój poziom bajzlu, który jest w stanie akceptować. Mój próg tolerancji na syf wokół jest dosyć duży, ale nie nieograniczony. Co z dziadostwem u mnie samego? Pomyślałem, że Wielki Post potrzebny jest właśnie po to, abyśmy zobaczyli poziom zagracenia naszych dusz. Na co dzień akceptujemy bałagan, nawet jak nas kole w oczy to tu, to tam. Posprzątamy to przecież później, bo nie jest najważniejsze. Aż tu nagle wpada Kapitan-Bóg i mówi: Majtuś, bierz szczotę i szoruj, bo tak zapuściłeś pokład, że wywalę cię zaraz za burtę i policzysz rekinom ząbki, do stu tysięcy beczek zjełczałego rumu!. Nie ma przebacz. Należy zakasać rękawy i zasuwać. A gdyby się tak zbuntować i powiedzieć: To mój pokład i będę miał tu taki syf, jak mi się podoba. Nikt przecież nie broni. Ja spróbowałem jak to jest i niedługo później biegłem z mopem i wiadrem. W pewnym momencie nie wiedziałem już, czy to mój pokład, czy to wymyślony i ukształtowany przez całe otoczenie bohomaz, zawierający wszystko, tylko nie to, co należy do mnie. Nic się nie zgadzało, zero porządku. Nie mogłem znaleźć nawet swoich ulubionych schowków i zakamarków, gdzie pochowałem najpiękniejsze i najbardziej szczere myśli. Nienawidzę takich sytuacji, zwłaszcza, gdy sam jestem ich autorem.

Post nie tylko dla wierzących

Nikomu nie każę nawracać się i wierzyć w Ewangelię. Takie rzeczy trzeba czuć, by później chcieć. Post jednak jest czymś więcej niż tylko 40 dniami odmawiania sobie przyjemności, bo tak mi każe Kościół. Ba! Osobiście mam nawet trudniejszą sytuację, bo pracuję w rozrywce, a koncerty w marcu i kwietniu będą grane w sporej liczbie. Wiem za to, że Wielki Post to dobry czas na podsumowania i świetny moment na sprawdzenie swojej kondycji duchowej. Trening na krótkich odcinkach przed dłuższym dystansem jest potrzebny zawsze, gdy chce się wygrać cały maraton. Nie ma innej opcji. Zdajecie sobie sprawę, jak wielu duchowych słabeuszy mamy wokół? Zajadają się papką, serwowaną przez poradniki motywacyjne. Żyją według schematów, opracowanych na podstawie badań i analiz. Wszystko to zebrane do kupy tworzy syntetyczne nic. I potykają się, padają jak muchy, plując wyrzutem i nie rozumiejąc jak to możliwe, że kolejny sprawdzony sposób na sukces i szczęśliwe życie nie zadziałał.

Bez hartu ducha nie pomogą ani zaklęcia, ani ente odkrycie najnajnaj przepisu na lepsze. Sprawy nie rozwiążą powtarzalność i wytrwałość, poprzedzone nawet mocno postawionym celem. By znaleźć siłę, należy zajrzeć w głąb siebie i zrobić remanent. Może okazać się, że stan gospodarki magazynowej jest w opłakanym stanie, więc nie ma już z czego czerpać. Po to jest Wielki Post, czyli Czas Inwentaryzacji. Polecam, choć boli i ma gorzki smak, to przynajmniej pozwala czerpać moc do zmian. Ze świadomości swoich słabości.

Szorujemy?

photo credit: Gerg1967 via photopin cc
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • Trzeba budować swoja wewnętrzną siłę nie złudnymi motywacjami podawanymi przez nasz świat, lecz przez ugruntowanie hartu ducha w dążeniu do celu, w dążeniu do zmian. Muszkieter – zgadzam się.

  • Świetnie napisane ;) ja w ogóle uważamm, że okres Wielkiego Postu- mimo, że trudny, bo się duchowo pocimy i ćwiczymy jest właśnie dwa razy bardziej potrzebny od treningu ciała (przy dobrym duchu- łatwiej o mądre wybory dla ciała), a już Triduum Paschalne (prze-uwielbiam liturgię tych dni) i Uroczystość Zmartwychwstania od kilku lat, gdy to sama ‚je wybieram’ mają dla mnie wielkie duchowe znaczenie- a przynajmniej dążę do tego, by miały, bo wciąż z tą łajbą różnie bywa. ;)

  • Zdziwię Cię, nie miałam gdzie zaparkować na Popielcu… gorzej, nie miałam gdzie usiąść, ani uklęknąć. Dawno takich tłumów nie widzialam. Aż się boję. Jakby nagle tak w każdą niedzielę było… musiałabym 20 minut być wcześniej.

  • Piotr

    tylko słabi potrzebują niewidzialnych przyjaciół. Nie wiem, co masz do zarzucenia poradnikom motywacyjnym? Więcej w nich sensu życia i realnego planu drogi do sukcesu niż w kościelnych rytuałach.

    • rozsądna

      Nie jestem zwolenniczką jakichkolwiek religii, bo uważam, że to opium dla mas. Ale wierzę w istnienie Mocy (nazywanej przez wielu Bogiem). I nie jestem w tym odosobniona.

      Nie wiem czy słyszałeś kiedyś o teorii pól torsyjnych Szypowa, ale
      jeśli nie, to warto się nią zainteresować, bo potwierdza istnienie Boga, podobnie jak współczesna fizyka kwantowa. Podaję cytat z wywiadu z Szypowem.

      „Teoria próżni fizycznej, którą opracowałem, obejmuje swoim
      zainteresowaniem zagadnienie świadomości i włącza w obraz świata
      istnienie Superświadomości. Niedawno napisałem artykuł na temat
      sahadżajogi. Wykazałem w nim, jaką rolę w naszym życiu pełni świat
      materii subtelnej i świat Wyższej Rzeczywistości. W swojej teorii dzielę rzeczywistość na dwa poziomy:

      Świat materii gęstej, o której uczy współczesna nauka – ciała stałe,
      ciekłe i gazowe oraz cząstki elementarne i różne znane nam pola;
      następnie świat materii subtelnej – realność, której w starym rozumieniu nie można nazwać materią, gdyż nie posiada energii, ma natomiast różne inne cechy, których nie posiada zwykła, znana nam materia, choćby bardzo szybkie rozprzestrzenianie się, błyskawiczne wręcz. W istocie to też jest materia, ale żeby ją odróżnić od gęstej, nazywamy ją subtelną materią. Posiada ona takie właściwości, że można ją wykorzystywać do sterowania procesami zarówno tworzenia, jak i niszczenia obiektów materialnych. Pojawia się błyskawicznie, istniejąc natychmiast wszędzie.
      Jeśli zatem chcieć wykorzystać ją jako motor do kierowania procesami, to okazuje się ona do tego idealna. Poprzez tego nosiciela z subtelnej materii można kontrolować każde zdarzenie.

      Jeden z wiodących autorytetów w kosmologii i astrofizyce, Frank J.
      Tipler, autor książki „Fizyka nieśmiertelności” na pytanie korespondenta amerykańskiego magazynu popularno-naukowego „Omen”: „Co chciał Pan powiedzieć ludziom swoją najnowszą książką?” odpowiedział: „Emmanuel Kant przekonywał, że są trzy fundamentalne pytania metafizyki: czy istnieje Bóg? Czy posiadamy wolną wolę? Czy istnieje życie po śmierci?
      Ja transformuję te pytania metafizyki na zadania fizyki, rozwiązuję je i
      odpowiadam na wszystkie trzy: tak, tak, tak. Oto jak można podsumować to, co napisałem w mojej książce…”

      Czy fizyk rzeczywiście może dziś obwieścić z pozycji naukowca, że Bóg istnieje?

      Jest wielu fizyków, którzy uważają, że wiemy już prawie wszystko, i
      że dla Boga nie ma miejsca w tym obrazie świata. Materialiści twierdzą, że wszystko powstaje w sposób przypadkowy, że nie istnieją żadne inne poziomy rzeczywistości. Tymczasem doświadczenie naukowe już w tej chwili wskazuje, że nie ma niczego przypadkowego, a to, co my uważamy za przypadek to tylko nie poznany jeszcze przez nas obszar rzeczywistości.
      Mnie Bóg wyłonił się zza równań. Teoria próżni fizycznej, którą
      opracowałem, stwierdza istnienie poziomu Rzeczywistości Wyższej, jeszcze bardziej wysubtelnionej struktury, gdzie praktycznie nie ma materii, nawet subtelnej. To coś jakby plan według którego rodzi się materia zarówno subtelna, jak i gęsta. Materii nie ma, a plan już jest. Na pytanie: kto stworzył ten plan? otrzymujemy odpowiedź, że istnieje Wyższy Umysł, który to wszystko obmyślił i wykonał. On jest Początkiem Wszystkiego. Ponieważ nie ma takich równań, za pomocą których dałoby się Go opisać, oprócz równania typu 0=0, z punktu widzenia tradycyjnej nauki jawi się jako „nic” – na tym poziomie bowiem nie ma niczego, co by było nauce znane: ani materii, ani energii.”

      Więcej informacji możesz znaleźć tutaj

      http://www.swietageometria.darmowefora.pl/index.php?topic=479.5

    • Skoro tak stawiasz sprawę – świadomie wybieram bycie słabym i jakoś się z tym słabo nie czuję :) Każdy ma wybór i to jest fajne. Co do poradników motywacyjnych – są tylko poradnikami, tylko słabi je czytają, zamiast szukać motywacji w sobie. Zostały przecież napisane na bazie wniosków… z motywowania siebie ;) Są poza tym suche i mało związane z duchowością, a człowiek to nie tylko rozum i serce, ale także duch.

    • Skoro tak stawiasz sprawę – świadomie wybieram bycie słabym i jakoś się z tym słabo nie czuję :) Każdy ma wybór i to jest fajne. Co do poradników motywacyjnych – są tylko poradnikami, tylko słabi je czytają, zamiast szukać motywacji w sobie. Zostały przecież napisane na bazie wniosków… z motywowania siebie ;) Są poza tym suche i mało związane z duchowością, a człowiek to nie tylko rozum i serce, ale także duch.

    • myślę, że w poradnikach możesz znaleźć masę zjawisk, ale akurat sensu życia to nie bardzo.

  • rozsądna

    Siła każdego człowieka pochodzi z jego ducha, ale też znacznie trudniej o silnego ducha w słabym, schorowanym ciele (jednak nie jest to wykluczone). Każdemu ciału służy przegłodzenie od czasu do czasu, bo wtedy zużywa w pierwszej kolejności to, co szkodliwe i zbędne, przyczyniając się tym samym do procesu zdrowienia.
    Podobnie jest z duchem – gdy jest on przesycony wszelkimi bodźcami, myślami, pragnieniami, pożądaniami i frustracją z braku bądź nadmiaru czegoś, to dobrze jest go odciąć na jakiś czas od tych uczuć i „wypościć”. Wtedy życie lepiej smakuje i wszystko bardziej doceniamy :)

  • Szoruję od paru dni!

  • MUSZKIETER!!!
    Jasna cholera… od dawna nie jestem katoliczką (znaczy na papierze tak, w kwestii wiary natomiast jestem raczej niedookreśloną protestantką, że tak pozwolę sobie to z braku laku nazwać), ale to, w jaki sposób napisałeś o duchowym oczyszczeniu, uświadomiło mi, że nie trzeba być katolikiem, żeby czuć potrzebę wyszorowania swojego ducha. Udało Ci się ująć w słowa to, co od pewnego czasu mnie uwiera. Że czuję się duchowo zaniedbana. Że od miesięcy nie miałam w rękach Biblii, że od tygodni nie rozmawiałam z Ojczulkiem, nawet po to, by mu podziękować za to, że idzie ku dobremu.

  • Ola

    Chciałabym wyszorować swoją łajbę. Ale czy znajdę odpowiedniego mopa? Do tej pory rezygnacja ze słodyczy, alkoholu i innych przyjemności zdawała się być sensownym postanowieniem, które „oczyści” moją łajbę. Brak mi odwagi uczestniczyć w różnego rodzaju rekolekcjach i tego typu przedsięwzięciach, które mogłyby mi pomóc. Znalezienie odpowiedniego „mopa” dla siebie to duży problem (przynajmniej dla mnie), a te 40 dni nie wiem czy starczą na te poszukiwania.

    • Szukać możesz do woli, to wcale nie muszą być rekolekcje. Zauważ, że wcale proces znajdowania nie jest najważniejszy, tylko właśnie szukania. Strach jest oczywistością, bo nieraz okazuje się, że przeżycia i doświadczenia, które Cię dotykają – przewertują całe Twoje życie i przewrócą je do góry nogami. Kto by się tego nie bał? :) Ale dawać paraliżować się strachowi jest zwyczajnym… konformizmem. Odwagę buduje się przecież na przełamywaniu swoich barier i ograniczeń. Życzę powodzenia, kciuki trzymam :)