Droga do siebie

Droga do siebie

Wie­cie, co jest śmiesz­ne? My. My, któ­rzy szu­ka­my dro­gi, zamiast po pro­stu nią jechać. Powo­li, szyb­ciej, ostrzej zakręt, tu prze­kro­czyć pręd­kość, tam zwol­nić i prze­pu­ścić bab­cię na pasach.

Wyobraźmy sobie...

...że jeste­śmy w domu star­ców. Super warun­ki, super opie­ka, wszyst­ko super, tyl­ko cze­goś brak. Cze­go? Miło­ści takiej oczy­wi­stej. Tak sobie wyobra­żam, że jeśli kie­dyś będą w Pol­sce domy star­ców w takiej jako­ści, jak napi­sa­łem, kie­dy będę już nie­do­łęż­ny, będę ten ostat­ni czas spę­dzał z oso­bą, któ­rą kocham i któ­ra kocha mnie.

Aktu­al­nie jestem 35-lat­kiem. Do domu star­ców się nie wybie­ram, ale już teraz myślę o tym, co póź­niej. I to mój błąd, bo powi­nie­nem sku­pić się na tym, co teraz, a przy­szłość zosta­wić (jako ten pla­nu­ją­cy opie­sza­ły) samej przy­szło­ści. Niech się sama dzie­je, bo po co jej poma­gać, sko­ro wie­rzy­my, że nie war­to na dro­gę zabie­rać płasz­cza i san­da­łów (to taka jed­na z pie­śni reli­gij­nych, śpie­wa­nych na piel­grzym­kach). A czy wie­rzy­my? Oto jest pyta­nie i ja, sor­ry - nie mam upraw­nień. na nie nie odpo­wiem.

Spójność nasza kochana

Ja tu już dużo pisa­łem jak to robię rze­czy zgod­ne z moim ja i powiem Wam, że to wszyst­ko mogę roz­bić o kant dupy. Nie był­bym sobą, gdy­bym cza­sem nie prze­klął, nie był­bym sobą, gdy­bym cza­sem się zło­śli­wie odgryzł (czę­sto nie­świa­do­mie, takim misz­czem jestem!), gdy­bym robił całe miliard rze­czy, któ­re może i są popraw­ne, wła­ści­we, ale kom­plet­nie nie moje.

Tak więc wyglą­da dro­ga do sie­bie. Nie przez cier­nie, cier­pie­nie i gorycz. Przez wybór, ten naj­prost­szy. Wła­sny.

PS
Z dedykacją dla Kasi G.