Dlaczego seriale nas kręcą?

Dlaczego seriale nas kręcą?

Jeste­śmy oto­cze­ni przez sta­do dobrych seria­li. Bie­ga­my po łąkach thril­le­rów, sen­sa­cji, kome­dii i dra­ma­tów. Dla­cze­go (nie­ste­ty koń­czą­ce się) seria­le nas tak krę­cą?

Nie mam czasu

Naj­częst­szą wymów­ką, żeby nie oglą­dać fil­mu jest brak cza­su. W sumie bite 2 h w kinie to rze­czy­wi­ście wyzwa­nie, bo trze­ba jesz­cze do tego kina pójść czy tam doje­chać, wydać milio­ny na popcorn i dobrze się bawić sie­dząc przed bia­łą szma­tą. Więc suma­rycz­nie na jeden film wyda­je­my 3 do 4 godzin cza­su, co jak­by nie było jest co naj­mniej 1/​6 doby. A jak wie­my, doba z gumy nie jest.

Netflix

I wte­dy nad­szedł on - Net­flix! Ludzie prze­sta­li kraść na potę­gę po róż­nych ser­wi­sach z fil­ma­mi i seria­la­mi, bo sto­sun­ko­wo tanio moż­na oglą­dać legal­nie i w dobrej jako­ści, ze wspar­ciem dla mobil­ków. Mamy dużo seria­li do prze­gląd­nię­cia, ofer­ta fil­mów jest taka sobie, bra­ku­je nowo­ści. Moż­na uzu­peł­niać biblio­te­kę o inne ser­wi­sy VOD, bo albo są tam fil­my za dar­mo, albo koszt jed­ne­go jest cał­kiem zno­śny, a na pew­no tań­szy niż kino. Dla­cze­go więc seria­le tak nas krę­cą?

Dużo, za dużo

Seria­le zdo­mi­no­wa­ły rynek, ponie­waż sta­ły się lep­sze. Fabu­lar­nie nie odbie­ga­ją od fil­mów, są two­rzo­ne na pod­sta­wie dobrych sce­na­riu­szy, dodat­ko­wo mają nie­ba­ga­tel­ne budże­ty, więc i efek­ty w nich nie są pla­sti­ko­we, a wszyst­ko, co przy­le­głe jak stro­je czy sce­no­gra­fia są zro­bio­ne z dużym roz­ma­chem. Są pro­ce­du­ra­le, któ­re moż­na oglą­dać bez więk­sze­go kon­tek­stu, jak np. House, któ­ry był moim pierw­szym taśmo­cią­giem, wcią­ga­ją­cym na tyle, że rezy­gno­wa­łem z oglą­da­nia kolej­nych fil­mów, by zoba­czyć poczy­na­nia pie­kiel­nie uzdol­nio­ne­go leka­rza z pro­ble­ma­mi natu­ry oso­bi­stej. Chcia­ło się momen­ta­mi tym Housem być. Inny przy­kład to House of Cards, w któ­rym mamy typo­we­go anty­bo­ha­te­ra i choć nie chce się z nim utoż­sa­miać ani na chwi­lę, to w jakimś sen­sie kibi­cu­je się jego wybo­rom, decy­zjom, choć­by wia­ło gro­zą z ekra­nu. Jesz­cze ina­czej jest w Westworld, w któ­rym pomie­sza­nie z poplą­ta­niem powo­du­je, że jak man­tra wra­ca do nas pyta­nie o sztucz­ną inte­li­gen­cję. Czy zamknię­ta w get­cie może zacznie czuć i prze­ży­wać sta­ny emo­cjo­nal­ne zbli­żo­ne do ludz­kich. Ot, cie­ka­we podej­ście do tema­tu, któ­re wzma­ga się z każ­dym kolej­nym odcin­kiem. Jest całe mnó­stwo cie­ka­wych seria­li, ale to, co nas cią­gnie do nich to posta­cie.

House

Przyjaźń z bohaterami serialu

Kolej­ną moc­ną zale­tą seria­li jest... przy­jaźń z boha­te­ra­mi. Weź­my np. nie­znicz­czal­nych Przy­ja­ciół, ponad­cza­so­wy serial, któ­ry moż­na oglą­dać gar­ścia­mi tyl­ko dla­te­go, że boha­te­ro­wie, mimo prze­ry­so­wań, są bli­scy nam, tacy nor­mal­ni, z wzlo­ta­mi i upad­ka­mi w kome­dio­wym sosie. Odcin­ki są krót­kie, ale wystar­cza­ją­ce, tyl­ko mnie oso­bi­ście wku­rza za każ­dym razem ten śmiech widow­ni z offu. Moż­na się jed­nak przy­zwy­cza­ić nie tyl­ko do sche­ma­tów w tym seria­lu, ale przede wszyst­kim do boha­te­rów. Są zbu­do­wa­ni tak, żeby każ­dy mógł się z nimi utoż­sa­mić, żeby mógł zoba­czyć sie­bie w tele­wi­zji i zasta­no­wić się - co zro­bił­bym na jego/​jej miej­scu.

Dom z papieru

Ostat­nio wcią­gną­łem się w serial Dom z papie­ru, hisz­pań­skie 2 sezo­ny peł­ne akcji, ale i reflek­sji nad tym, co jest dobre, a co złe. Zaprzy­jaź­ni­łem się, nawet nie wiem kie­dy, z boha­te­ra­mi seria­lu. Pochła­nia­łem kolej­ne odcin­ki nie wie­dząc, co się wyda­rzy w następ­nym kro­ki, choć domy­śla­łem się, co będzie na koń­cu (a może tyl­ko mi się tak wyda­wa­ło). Serial, mimo nie­praw­do­po­dob­nych zwro­tów akcji przede wszyst­kim posta­wił na poka­za­nie nam ludz­kiej stro­ny boha­te­rów, ich dobrych wspo­mnień i marzeń o lep­szym życiu, a wszyst­ko to przy­pra­wio­ne geniu­szem Pro­fe­so­ra, któ­ry obja­wia się za każ­dym razem w kry­tycz­nej sytu­acji. Cie­ka­we połą­cze­nie i fabu­ła, któ­rej nie dało­by się zbu­do­wać w 1,5 czy 2 h.

Filmy z defektami

Od kie­dy namięt­nie oglą­dam seria­le, widzę ile luk fabu­lar­nych znaj­du­je się w fil­mach. Wybit­ne pro­duk­cje genial­nych reży­se­rów potra­fią wziąć nas w podróż, któ­ra nie tyl­ko wcią­gnie, ale zosta­wi coś na dłu­żej. Mimo, że fil­my mają się sto­sun­ko­wo dobrze (finan­so­wo), to jed­nak tych naj­lep­szych jest tyle, co kot napła­kał. Nie wiem, czy w jakiś spo­sób to zale­ży od sie­bie, ale od kie­dy seria­le mają wie­lo­wąt­ko­we fabu­ły, trud­ne reflek­sje, a wszyst­ko to roz­ło­żo­ne na raty odcin­ków, w któ­rych moż­na się wyżyć dobrym sce­na­riu­szem, nie­spiesz­nie i nie po łeb­kach, spa­dła jakość fil­mów. Może to my się zmie­ni­li­śmy, ocze­ku­je­my jakie­goś pozio­mu, ponie­waż na co dzień seria­le wła­śnie nam tę jakość dają. Prze­bie­ra­nie w ofer­cie pozwa­la też wybrać napraw­dę dobre kąski, coraz czę­ściej nie anglo­ję­zycz­ne. Rzą­dzi thril­ler, dra­mat i kry­mi­nał. Kome­die nadal wyma­ga­ją dopiesz­cze­nia, bo jakiej bym nie oglą­dał, wyda­je mi się po pro­stu głu­pia.

Więc dlaczego?

Dla­cze­go więc seria­le nas krę­cą? Bo jest ich dużo i są jak fil­my z dobrym sce­na­riu­szem. Ich siła pole­ga na tym, że reży­se­ro­wie mogą budo­wać posta­cie w więk­szym spo­ko­ju i zamy­słem. Poza tym jak kie­dyś powie­dzia­łą Agniesz­ka Hol­land, seria­le są taką zemstą sce­na­rzy­sty, bo sce­na­rzy­ści są zawsze spy­cha­ni gdzieś na opłot­ki sła­wy i chwa­ły, a prze­cież to od nich zale­ży jak będzie wyglą­da­ła fabu­ła, wca­le nie od reży­se­ra. Myślę, że rynek seria­li nadal będzie się roz­wi­jał, bo sta­cje prze­ści­ga­ją się w coraz więk­szych pro­duk­cjach. Dzię­ki seria­lom moż­na też zoba­czyć jak sil­ne spo­łecz­no­ści się wokół nich sku­pia­ją. Ile to filo­zo­ficz­nych pytań się poja­wia, a zada­ją sobie je zwy­kli zja­da­cze chle­ba. Klu­czem do takie­go obro­tu rze­czy jest dostęp­ność, bo teraz wca­le nie trze­ba się napro­du­ko­wać, żeby coś obej­rzeć. Cią­gle jed­nak bra­ku­je nam cza­su, a potra­fi­my oglą­dać cią­giem kil­ka odcin­ków tra­cąc go wię­cej, niż gdy­by­śmy poszli na film.

Kon­klu­zja jest pro­sta - nie daj­my się zwa­rio­wać w mno­go­ści seria­li. Od cza­su do cza­su war­to obej­rzeć dobry film w odpo­czyn­ku od tasiem­ców, a z seria­li wybie­rać te z naj­wyż­szej pół­ki, by sma­ko­wać je nie odci­nek po odcin­ku, ale z prze­rwą na oddech. Dla­te­go pro­duk­cje Net­fli­xa, któ­re udo­stęp­nia­ne są od razu w for­mie całe­go sezo­nu sku­tecz­nie uza­leż­nia­ją, bo oprzeć się nie moż­na, żeby obej­rzeć wię­cej, sko­ro jest dostęp­ne. Lep­sze było­by odcin­ko­we udo­stęp­nia­nie, żeby się nie prze­ja­dło albo kunszt dzie­ła nie został doce­nio­ny. Nie chciał­bym, żeby sta­cje sta­ły się seria­lo­wy­mi super­mar­ke­ta­mi, więc mam nadzie­ję, że nadal będą trzy­mać poziom albo przy­naj­mniej nie zej­dą poni­żej pew­ne­go puła­pu, a na to potrze­ba cza­su i dobre­go sce­na­riu­sza. Resz­ta to już tyl­ko otocz­ka.