Dlaczego nie napiszę o długości penisa

Dlaczego nie napiszę o długości penisa

Czy pamiętasz znaczenia słów tabu lub wstyd? Jeśli nie kojarzysz, to nie mam co wspominać o intymności, bo również i z nią masz problem. Dlatego tak wiele tracisz przez swoją ignorancję.

Smak erotyki

Żyjemy w świecie obdartym z piękna. Filmy, teledyski, reklamy przesycone są seksem i golizną. Brzmię jak stary pierdziel? Naaaah. Po prostu zauważam różnicę w podejściu do dzielenia się ze światem swoją intymnością. Oto przykłady – aktualna skandalistka Miley Cyrus (2013) vs zapomniane już The Beloved (1993). Niby te same światy. Jeden i drugi numer mówi o pragnieniu miłości, pożądaniu, byciu razem. Pomysł Miley jest niezły, ale wykonany bez krzty elegancji. Wokalistka wije się na tej kuli naga i mieli ozorem jak wygłodniała sucz. W zestawieniu z The Beloved, które wypuściło swój numer 20 lat (!) wcześniej, Hannah Montana wypada bledziusieńko. W Sweet Harmony jest to, czego brakuje w Wrecking Ball. Klasa, smak i tajemnica. Na tamte czasy teledysk był zapewne kontrowersją, ale pokazuje nygusów w sposób, który w żadnym wypadku nie kojarzy się z ostrym bezmyślnym rypaniem.

Ekshibicjonizm na blogu

Wskazane teledyski są dobrym wstępem do tematu dotyczącego ekshibicjonizmu na blogach.

Zanim zacząłem pisać, naczytałem się porad jak ten swój majdan rozwijać, czego się wystrzegać i jak walczyć z kryzysami, hejterami oraz sąsiadką z trzeciego piętra, której pies wypróżnia się w windzie. Sposobów na radzenie sobie w blogowym gąszczu jest tyle, ile poradników i nie ma jednej jedynej słusznej ścieżki. Co ciekawe, w sprawie publicznego obnażania się wszyscy doradcy są jednogłośni. SĄ NA TAK.

Ja też jestem NA TAK, ale z rozsądkiem. Bo co to jest ten ekshibicjonizm? To nic innego jak pisanie o swoich emocjach, przeżyciach, doświadczeniach, przemyśleniach. To dzielenie się sobą z innymi na własnych warunkach, czyli mówienie ile Ci się podoba i w sposób jaki chcesz.

Twoje granice

Czy są jednak granice, których nie powinno się przekraczać, bo zrobi się niesmacznie i żenująco? Każdy ma swoje, więc nie będę się tutaj bawił w moralizatorstwo i wyznaczanie norm, ale zawsze nazwę głupotą i plebejstwem mówienie na swoim blogu o sprawach totalnie intymnych. Jakie to są? Wszystkie, które dotyczą życia łóżkowego. Nie interesuje mnie czy Twój partner ma wygolone jajka, jak długiego ma penisa, czy Twoja cipka jest gładka, czy umiesz robić głębokie gardło i czy testowałaś, co musi jeść Twój anioł, żeby pić jego spermę litrami. Boże Święty, to przecież Twoje prywatne życie! Czym się jeszcze podzielisz? Może zdjęciami jak sobie robicie dobrze? Tak szkoleniowo, dla potomnych. Zostań instruktorem robienia loda z połykiem! Będą lajki, będzie oglądalność, będzie popularność.

Sorry, ale takie zachowanie jest jak dawanie dupy za darmo (przepraszam, za wejścia na bloga, ale to prawie jak za free). Budowanie swojej rozpoznawalności na pisaniu o tym, co robisz w łóżku ze swoim facetem jest niczym innym jak sztuczne powiększanie sobie wrażliwości łechtaczki (vide przedłużanie sobie penisa w przypadku facetów). Gawiedź klaśnie, a później wykrzyczy zajebistość i odwagę. Co inteligentniejsi wypunktują niemądrość, ale to przecież nie do takiej widowni skierowana jest Twoja „oferta”.

Jak Ci nie wstyd?

Wstyd. Niepopularne słowo, ale ciągle cenne. Wolimy je teraz określać zdrowym rozsądkiem. On mi właśnie podpowiada, że ten, co niczego się nie wstydzi i nazywa to wolnością, niczym nie różni się od małp w zoo, które biegają z gołymi dupami całe dnie. One są bezmyślnie szczęśliwe i wesołe, że mogą się dzielić swoim życiem z innymi, którzy biją brawo i uśmiechają się, gdy jedna zrobi kupę, a druga zacznie się samogwałcić.

Na szczęście blogosfera to nie ogród zoologiczny i są miejsca, które nie ograniczają się do prostackiego ekshibicjonizmu za rzut bananem z widowni. Takich szukam, takie polecam, takie tworzę, dlatego nie napiszę na swoim blogu o długości mojego penisa i liczbie orgazmów, które przeżyłem. To interesuje i dotyczy tylko mnie, więc z Wami o tym nie pogadam.

PS

Chica, dziękuję za inspirację.

Zdjęcie w nagłówku autorstwa Stefana Wagnera
Pomóż mi dotrzeć do innych. Podaj dalej, jeśli chcesz.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1

Jeśli podoba Ci się muszkiecenie i masz ochotę na więcej...

...zapisz się do Muszklettera! Raz w tygodniu dostaniesz garść informacji związanych z muszkieterskim thinkstajlem (i nie tylko). W każdej chwili możesz zrezygnować, więc subskrybuj bez obaw :)

  • „(…) nie napi­szę na swoim blogu o dłu­go­ści mojego penisa i licz­bie orga­zmów, które prze­ży­łem. To inte­re­suje i doty­czy tylko mnie, więc z Wami o tym nie pogadam.”
    To brzmi jak diss na samego siebie.

    Nauczanie w dzisiejszych czasach moralności, w szczególności przez internet mija się z celem. Albo ktoś ma granice, albo ma zaburzenia psychiczne i chwali się swoim penisem na lewo i prawo. Tyle w temacie.

    • Granice są rzeczą płynną (spójrz ile tu wypowiedzi, które potępiają moją świętojebliwość, a tekst o tym nie traktuje). Wolę je jasno określać.

  • olgacecylia

    Moment – to nie dotyczy tylko Ciebie. Seks z założenia dotyczy dwóch osób. Chyba że mowa o masturbacji :-)

    Ja nie poruszam tematów łóżkowych z kilku powodów: po pierwsze, taką mam z Nim umowę, że razem decydujemy o ujawnianiu naszych spraw, po drugie, mój blog czytają także nasze rodziny, których wolałabym nie wpuszczać do sypialni, no i wreszcie po trzecie, blog jest też dla mnie swoistą wizytówką dla potencjalnych klientów, dla których również nie ma miejsca w moim łóżku.

    Dlatego szanuję to, że ktoś nie chce jakiegoś tematu poruszać na swoim blogu – ale nie przeszkadza mi, że inny akurat ten temat porusza. Blogi różnią się od siebie, tak jak ich autorzy, różne są też granice prywatności. To nic złego :-)

  • Oburzasz się, i dobrze, bo przekraczanie pewnych granic świadczy o inteligencji, a innych o jej braku. Twój tekst jednak mógłby być napisany… bardziej elegancko :)
    Btw, „samogwłacić”? Serio?

    • Lubię zabawę słowem, co ja poradzę :) Kochaj, albo rzuć.

      • Chodzi o ten dziwaczny czasownik? Bardziej chodziło mi o to, że w ogóle użyłeś wyrazu „samogwałt”. Jest taki… tendencyjny :D

  • kel

    Jeśli pytasz o moje zdanie, a rozumiem że pytasz, to powiem tylko tyle, że żyję zgodnie z duchem whatever makes you happy. Niech każdy pisze o czym chce, zarówno Ty jak i Chica macie do tego święte prawo.

    Swoją drogą, czy takie publiczne pranie brudów nie jest dla Ciebie tym samym co pisanie o swoich doświadczeniach intymnych? Bo dla mnie trochę jest. :)

    • Jeśli założysz, że wyrażanie opinii o ekshibicjonizmie na blogach jest praniem brudów, to fakt – piorę na potęgę.

      • kel

        Nie uważam wyrażania opinii o ogólnym zjawisku jako pranie brudów, ale nie trzeba być biegłym w szukaniu ukrytych sensów i przemyconych znaczeń, żeby widzieć w kogo ten tekst jest wymierzony. :)

        • Nie podejrzewaj mi tu, że chciałem przypieprzyć w Chcicę (o! już wiem jak to będę pisał, bo jest problematycznie z tym dopełniaczem). Czy takie obnażanie się to jest zjawisko? Trudno oceniać, ale pomysł na pisanie o swoim życiu seksualnym w takim stylu jak robi to Chica mi się nie podoba. „To nie czytaj!” powiedziało już kilka osób. I właśnie tak zrobię, nie przeczytam już Chcicy, bo nie chcę dostać takiego strzała jak w przypadku instrukcji robienia loda z sugestywnym obrazkiem.

          • Byłabym jednak wdzięczna, żebyś nie przekręcał… Chica… nie ma dodatkowego „c”. Również bardzo się cieszę, że nie będziesz już więcej do mnie zaglądać.

  • Ten Awesome Years

    Czytając Twoje teksty miałam pewne wrażenie… i właśnie naprowadziłeś mnie na to, co mnie w nich tak drażniło. One wszystkie wyglądają jak pisane przez człowieka, który nie potrafi pisać, ale czyta Kominka i bardzo by chciał być ‚sławnym blogerę’, więc uzbroił się w poradniki, statystyki odwiedzin i obkuł się na pamięć tego, „jak prowadzić ten cały majdan”. Trochę cycków, trochę komunałów, trochę tekstów motywacyjnych, trochę kiszenia się w sosie z innymi blogerami, przekleństwo na każde 20 słów i wuala, ‚blog lajfstajlowy’ jest gotowy.

    I to jest w ogóle jakaś straszna epidemia. Jesteś ty, jest taki koleś, który ma bloga ze zdjęciem obitej głowy w [nomen omen] nagłówku i cała masa gimbazy, która pisze teksty absolutnie o niczym i absolutnie na jedno i to samo kopyto. Panowie, jesteście wtórni. [Akurat u Ciebie in plus jest to, że piszesz też o kulturze, ale też jest tyle ludzi robiących to lepiej, że te teksty się na nic nie przydają. Przy czym piszesz głównie o filmach i płytach. Przyznaj się, nie czytasz literatury pięknej. To widać w języku, którym się posługujesz.]

    • Ale pojazd :D
      Nie pierdziel, jest pierdyliard blogów rżnących z Kominka, aż wióry lecą, ale Muszkietera akurat bym o to nie posądzał, zupełnie inny styl.

    • Miło mi, że dokonałaś tak dogłębnej analizy. To mi imponuje. Oprócz tego nie czytam książek, mam ołtarz Kominka, przed którym zapalam jedną świeczkę, za każdy hejt.
      Chciałbym się jednak uczyć od lepszych. Zaspokoisz moją ciekawość i podzielisz się linkami do niewtórnych blogów? Poczytałbym coś, łyknął kultury i dał się chętnie posmagać świeżym powiewem oryginalności. Też Ci daję rabat dziś w komentarzach na linkowanie.

      • Ten Awesome Years

        Proszę bardzo. Tata w pracy (www.tatawpracy.pl) – jest tak spoko, że nawet mnie przełamał do blogów parentingowych, tematu odległego ode mnie o lata świetlne. Ale jest o czymś, czymś się wyróżnia. Dla niego i dla Zimno (www.zimnoblog.blogspot.com) robię wyjątek, bo Zimno oprócz tego pisze najpiękniejszą polszczyzną w sieci. Lubię też Unbrave Girl (www.unbravegirl.com), za poczucie humoru. Podczytuję Czas Gentlemanów (www.czasgentelmanów.pl), dla nieskazitelnych manier autora i dla tematyki. Kiedyś Tamtaram (http://www.tamtaram.pl), bo mieli pomysł na swojego bloga, mają talent i ich blog się czymś wyróżnia(ł) od miliarda innych ‚podróżniczych’ blogów. No i jak jesteśmy przy podróżach, to Skok w bok (www.skokwbokblog.pl), za styl wypowiedzi. Jak widzisz, nie ma tu blogów czysto lajfstajlowych. Żadnych Kominków ani Kasi Tusk. Zakładam, że jak ktoś się na czymś zna, to niech się wypowiada i niech inni z tego korzystają. Natomiast jak ktoś się nie zna na niczym… to zakłada blog lajfstajlowy i uczy ludzi jak żyć nie mając jeszcze trzydziestki.

        • Ten Awesome Years

          PS. Koleżanką Chiki też nie jestem, wpis o smaku spermy jakoś mnie odrzucił.

        • Ten Awesome Years

          (Jak mogłam zapomnieć: Chata Wuja Freda! – chatolandia.pl, za kompletnie zjechane poczucie humoru autorki)

        • Przejrzałem na razie pobieżnie i nie widzę nic oryginalnego, czasami wręcz wieje nudą. Muszę jednak przyznać, że są to blogi charakterystyczne. Ale jeśli są w Twoim guście, to spoko. Czas Gentlemanów sam czytam i uważam za wyjątkowy w skali kraju, więc w tym wypadku trafia również w moje gusta.

          Ja z kolei polecam najbardziej oryginalną świeżynę, której kibicuję od samego początku. Magdę na zimno: http://www.magdanazimno.be/dobor-naturalny-na-zawsze-sama/

          PS
          Ciężko dogodzić osobie, która zjeździła pół świata i zwie się animatorem kultury. Taki blog jak mój raczej nie będzie w obrębie Twoich zainteresowań. Dziękuję za krytykę napisaną przynajmniej z jakimś sensem. Wyznam jednak najszczerzej jak potrafię, że Kominka czytam na końcu. Aktualnie jest dla mnie zbyt mainstreamowy, co nie osłabia jego roli Imperatora Blogosfery i Jedynego Takiego Blogera, który przetarł szlaki.

          • A ja dopiero teraz trafiam na to wyznanie?! Dzięki za miłe słowo!

          • Fakty zawsze będą faktami :)

      • BGN

        Przyznaj się, że nie czytasz literatury pięknej. I najlepiej zamknij bloga!

    • BGN

      Z kolei ja mam wrażenie, że każdy kto zaczyna pisać bardziej charakterystycznie jest z góry posądzany o kopiowanie Kominka.

      Ja też nie potrafię pisać ale z każdym wpisem będę nad tym pracował. Muszkieter też pracuje. Z Twojego wywodu wynika, dla mnie (popraw mnie jeśli się mylę), że po prostu wolisz blogi niszowe zamiast lajfstajlowych. To nic złego, natomiast nas rugać i tak nie warto. To bezcelowe.

  • Ja Wam powiem tak. Śledzę blogosferę od ponad roku i nie jeden konflikt na linii bloger-bloger już widziałem (w tym jeden z moim udziałem) i efekt zawsze jest taki sam – blogery pokrzyczą, pokłócą się a na koniec pogodzą i będzie sielanka. Serio :) Ochłoniecie i na pierwszym lepszym spotkaniu wypijecie brudzia.

  • Tekst jak tekst, ale ta dyskusja… Czeski film.

    Spróbujmy zreasumować:

    1. Chica ma prawo w swoim blogu pisać, co chce.
    2. Muszkieter też.

    Jeśli się z sobą nie zgadzają, to niech sobie dadzą po razie i będzie po sprawie.

    Po co tyle słów, po co tyle emocji? Myślę, że części dyskutantów dobrze by zrobiły odwiedziny w blogu looqash dot com. Tam niedawno ukazał się tekst „Jeśli cię lubię, mogę cię skrytykować”. Mnie on przekonał, niestety za późno, ale to zupełnie inna historia.

    A teraz @muszkieterin:disqus

    Nie masz szans w tym sporze. Polska blogosfera ma to do siebie, że składa się z blogerów z łatką „lubiany”, z łatką „nielubiany” oraz bez łatki. Ci pierwsi mogą napisać dosłownie wszystko, mogą nawet przepisać książkę telefoniczną albo szatańskie wersety. Ci pozostali nie. Nie ma przy tym żadnego znaczenia, co zostało napisane, liczy się tylko to, kto napisał.

    Przekonasz się sam…

  • Przyczepiliście się do faceta jakby było o co. Jest blogerem, ma prawo pisać jeszcze ostrzej i ostro krytykować nawet to, co uwielbiacie. A co do inspiracji – Chica ,świetny wpis. I tak bardzo grzeczny w przekazie, że mógłby iść 5 minut po dobranocce. Brakowało tylko – czytała Krystyna Czubówna ;)

  • PS. Temat okazał się doskonały, zyskałeś sporo komentarzy i myślę odwiedzin, brawo.

    • Ktoś napisał tekst, ktoś stwierdził, że głupi, z obu stron padło trochę komentarzy, po czym wszyscy rozeszli się na obiad – Kolejny Zwyczajny Dzień w Internecie :)

      • no ale cóż za konwersja 118 wejść i 51 komentarzy :D

  • Ekhm. Ja sama mam „problem”, Krzysiek mnie ostatnio uświadomił, że to się „wojeryzm” nazywa, bycie z drugiej strony też mnie niesamowicie podnieca, ale są granice – bezpieczniej więc mieć bloga, osobnego, anonimowego, gdzie mogę wylewać swoje seksualne frustracje, fantazje i to wszystko, co nie mieści się w granicy tolerancji mojego partnera. Lepiej tak, niż pokazywać się na showup.tv.

    Są pewne granice, powinny być ostrzeżenia czy cokolwiek, że blog zawiera treści erotyczne / pornograficzne, ale jednak od tego jest internet by być siedliskiem tego wszystkiego.
    Przypomnij sobie, ile ze znanych autorów pisało erotyki? Nienacki (od Pana Samochodzika), Tuwim (jak ktoś jest na bieżąco z Mam Talent to się uświadomił), sama Kamasutra, która ma już ileś wieków, to wszystko było, tylko teraz jest łatwiej dostępne niż kiedyś…

    Seks zawsze będzie ważnym aspektem życia ludzi dorosłych, wiele obrazów powstało, książek czy innych „dzieł”, do których powoli w naszych czasach trzeba zaliczać i blogi. Przeglądasz zupę (soup.io) może? Tam jest seksu od cholery i mało komu to już przeszkadza (o ile nie wali za długo jajami po oczach), bo już się ludzie przyzwyczaili.

    • Ja mam w tematyce bloga wpisane, że mój blog jest o związkach i o seksie. Na stronie głównej, tuż pod nazwą bloga. Więc nie rozumiem całego zamieszania. Jak na blogu o seksie mam nie pisać o seksie?

      • No ja nic generalnie do tego nie mam, poza faktem, że mnie ostrzeżenie nie dopadło :D

        • Poprawię, żeby było bardziej widoczne ;-))

  • Dla pisania o emocjach, doświadczeniach, przeżyciach – tak. Dla bezwstydnego sprzedawania swojej prywatności (a może raczej dobrowolnego odzierania się z tej prywatności) – zdecydowane nie.

    Jasne że seks sprzedaje. Dużo jednak zależy od „sposobu podania” i kontekstu. W tej sytuacji odnoszę wrażenie, że nie możemy mówić o „sprzedaży” ale o „wyprzedaży”.

    Muszkieterze, masz moją szablę.

  • Blogi są po to by na nich dyskutować, autor piszę a widz wyraża swoją opinię. Ja jestem zdania, że pewne tematy „tabu” należy ruszyć. Poza tym musisz jako bloger myśleć trochę jak marketingowiec a seks, ciało, intymność dobrze się sprzedaje. Żeby to nie było tak niesmaczne jak mówisz wystarczy dodać do tekstu kilka żartów, dziwnych metafor i już zachowujemy pewien dystans.

  • Cóż, Muszkieterze, może tak dzieje się dlatego, że większość chętnie przeczyta o dupach, cyckach i robieniu loda, nawet gdy oficjalnie będzie się krygować :) Z tego m.in wyniknął kominkowy sukces kilka lat temu. Jeżeli nie nastawiasz się na niszowość, seks z reguły sprzedaje

    • Czytałem Twojego bloga. Jedziesz po wielu sprawach równo, ale temat seksu w Twoim ujęciu jest zajebiście zabawny. Dużo tam seksistowskich treści, ale one mnie jakoś nie rażą, a śmieszą. Na tym polega różnica w przedstawianiu treści tak, by była zjadliwa i chętnie się ją czytało, a nie kojarzyła się z traktatem o swojej przynależności do nieanonimowych spermopijców.

  • gdef

    no weź stary pierdzielu ;-) nie lepiej po prostu przyznać się, że masz małego dlatego o tym nie napiszesz? ;-) a tak serio… to wiesz… według tego co mówisz pisanie książek o fellatio i cunnilingus to też pornografia… :-D gratuluje tylko „na misjonarza” i cichego „podkołdernikowego pierdzenia” ;-)

  • Ciekawe, jak bardzo Cię rusza, że ktoś napisał coś odbiegającego od Twojej wrażliwości. Czujesz się zgwałcony przez oczy? :) A przecież mogłeś nie czytać.
    Zapowiadałeś, że nie będziesz moralizować, natomiast obrażasz, ba! obrzucasz gównem. Smutne.
    Pamiętaj, że każdy ma inne granice intymności i tylko jego sprawą jest, czym chce się dzielić z innymi. Nie Tobie to oceniać. Ty możesz po prostu nie czytać, nie oglądać. Ale zdecydowanie nie jesteś kimś, kto wyznaczałby tutaj normy. Dla jednych intymność to jaja, a dla innych emocje i łzy.

  • Panie etyczny, w obliczu tego, że sam pan żeś ostatnio po wypadku podczas biegu w Warszawie gdzie zmarł jeden z uczestników napisał o tym, że mężczyzna ów „kojtnął” (co zniknęło bardzo szybko po moim komentarzu o niestosowności) raczej jesteś ostatnią osobą która mogłaby nauczać.

    Ja ze swojej strony po tej Twojej „wpadce” obnażającej szacunek a raczej jego brak dla życia ludzkiego opuściłam szeregi Twoich czytelników i wróciłam tylko chwilowo, żeby bronić obrażoną tu przez Ciebie dziewczynę, która na to nie zasłużyła,

    Jedyną osobą która mogłaby się oburzyć tym wpisem jest partner Chiki. Jakoś nie wydaje mi się, żeby to jednak zrobił, bo podobnie jak ona, ja i jeszcze wielu innych ludzi jest osobą otwartą.
    Rozejrzyj się po internecie… heloł, na co drugim blogu znajdziesz tekst „jak robić loda?”, na nielicznych znajdziesz co zrobić, żeby partnerka chciała i nie było to dla niej przykrością czy poświęceniem.
    A to naprawdę jest problem dla wielu par. Nie rozumiem dlaczego blogerka, która ma w tym temacie jakąś wiedzę nie mogłaby się nią podzielić z czytelniczkami, zwłaszcza jeśli jej blog dotyczy przecież związków, zmysłowości i erotyki.
    Co innego gdyby nakręciła tutorial. Ale bez przesady to tylko klika rad.

    Jeśli chodzi o głupotę i plebejstwo to żarty ze śmierci mimo wszystko wygrywają z radami dotyczącymi seksu.
    Te pierwsze kują w oczy, tych drugich naprawdę wielu szuka.

    • Muszę się z tym godzić, seks jest niby powszechny ale skoro ktoś doświadczony jest w stanie dobrze ‚edukować’ innych to czemu nie?

      • Bo widać dla autora powyższego tekstu to obrzydliwe, temat tabu… Pewnie z takim samym obrzydzeniem podchodzi do tych spraw… wiadomo – po katolicku to tylko misjonarz i robienie loda to dla niego coś absolutnie niedopuszczalnego czego pewnie nie doświadczył, stąd to całe oburzenie ;-)

        • Ale spokojnie bez ataków, prawda jest taka, że blog to jego własność, ma swoje prywatne granicę, których nie przekracza, pragnę tylko zwrócić uwagę, że może warto czasami jako bloger napisać o czymś czego normalnie balibyśmy się podjąć?

        • Kocham te Twoje domysły. Nie usunę tego komentarza, zostawię dla potomnych.

          • …i zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.

          • niewyjaśnionych? jak kasujesz to znikają :-) czyżbym trafiła z domysłem? :-P

          • jak kasujesz komentarze to nie nazwałabym tego znikaniem w niewyjaśnionych okolicznościach tylko cenzurą.

    • Kamila, ja przegapiłem tą „wpadkę” Muszkietera jakoś, ale to naprawdę tylko o to chodził? O słowo „kojtnął”?

      To chyba troszkę nadinterpretacja, zakładać na podstawie takiego słowa, jaki ktoś ma stosunek do życia i śmierci. Czuje się tym bardziej zobligowany do obrony Muszkietera, bo sam mam duże pokłady czarnego humoru, które mogłyby być czasem w ten sposób odebrane.

      Czasami śmiech to po prostu specyficzna reakcja na złe wieści. Nie doszukiwałbym się tak daleko idących wniosków, zwłaszcza, że, jak mówisz, usunął jak dałaś do zrozumienia, że może to być tak odebrane ;)

      • Wojtek, wiem, jestem czepliwa.
        W temacie przemocy i nieszczęśliwych wypadków szczególnie. Mam powody.

        Natomiast jeśli kogoś śmieszy, że ktoś „kojtnął” a obrzydza kilka było nie było wcale nie wulgarnych rad apropo fellatio… to ja już nic nie rozumiem :)

        • A widzisz, mi akurat sprawia dyskomfort, jak ktoś wyciąga intymne szczegóły na temat np. swojego związku i życia seksualnego w nim na forum publicznym i też mam swoje powody, wynikające ściśle z własnych, przykrych doświadczeń.
          To znaczy – szanuję to, że ktoś nie ma z tym problemów, tak jak w linkowanym tu tekście Chici, jej partner godzi się na to, więc ja się nie wtrącam. Szanuje ale nie rozumiem i nie dam rady żeby nie odczuwać w takich sytuacjach złości na osobę „wyciągającą” te brudy. Po prostu nawet jeśli takie coś przeczytam, nie komentuję tego, idę dalej i tyle.

          W przypadku takim jak opisujesz – proszę, weź uwagę na to co pisałem, że zdarza mi się zapodać wisielczy humor i oprócz „kojtnął” mógłbym kiedyś przywalić z „wyciągnął kopyta” czy „kopnął w kalendarz”, tak samo jak śmiałem się do rozupuku z żartów o śliskim kocyku. Nie wynika to, z braku szacunku wobec życia ludzkiego. Jest to raczej sposób na oswajanie śmierci czy nieszczęścia, zakładając oczywiście, że nie serwujemy takiego humoru osobie bezpośrednio w to zamieszanej.

          Tak się usprawiedliwiam na zapas :)

          • „”wyciągającą” te brudy” – wyciągającą brudy? Satysfakcjonujące pożycie między dwojgiem ludzi jest dla Ciebie brudami? A to ciekawe podejście…

          • Seks jest brudny, fe ;)

          • Chica, nie zrozum mnie źle. Dla mnie to SĄ brudy i nic na to nie poradzę. Ale, jak pisałem, problem u mnie wynika z naprawdę złych doświadczeń, o których pisał nie będę, bo musiałbym bardzo naruszyć swoją granicę tabu.

            Obiektywnie – udane pożycie między dwoma ludźmi to nie brudy, to super sprawa. Porady od doświadczonych osób, dzięki którym zagubieni i niepewni mogą się czegoś nauczyć – super sprawa.

            Subiektywnie – to są brudy, które działają mi na nerwy i najchętniej zabroniłbym Ci o tym pisać pod groźbą upitolenia łba ;)

            Ale zdaję sobie sprawę, że patrzę na to przez pryzmat własnych doświadczeń. Dlatego, chociaż ten Twój tekst czytałem już wcześniej – nie komentowałem, a nawet dzisiaj, gdy wyszło to w tej dyskusji – byłem raczej po Twojej stronie. Nie przeszkadza mi to w czytaniu i komentowaniu innych Twoich fajnych wpisów :)

          • No to masz tak jak ja z kajtnięciem – odrzuca i już :)
            Tak czy inaczej ja sobię idę, nie będę komciów nabijać.

            Muszkieterze, na przyszłość, jak już chcesz wyrażać o kimś opinię lepiej szukaj słów.

            Poza głupotą i plebejstwem jest jeszcze sporo innych, odpowiedniejszych.

          • Postaram się więc Ciebie uprzedzać, żebyś nie czytał jakiegoś tekstu z moimi „brudami” :-) Bo jakby nie patrzeć, mój to z założenia jest blog o seksie i raczej trudno omijać główny jego temat :-)

            Za obronę i stanie po mojej stronie bardzo dziękuję :-) I za komentarze w innych miejscach też :-)

    • tzw Diabeł

      nie jestem oburzony :-D jestem wręcz z wszystkich umiejętności Chicki bardzo… ale to bardzo zadowolony :-) a w przypadku niektórych… mega zaspokojony :-)

    • Miliony much żre gówno, ja też mam? Jestem u siebie, piszę, co mi się podoba. Handluj z tym. Broniąc słabego tekstu Chicy (Chiki – nigdy nie wiem) i wyciągając argument mojej „wpadki” również sobie wystawiasz laurkę. U Chicy/Chiki napisałem co myślę o tym tekście. Poruszył mnie, dlatego postanowiłem pizdnąć do niego swój komentarz. Mogę? Mogę i chętnie to robię.

      Na temat „żartu o śmierci”: siedziałem na zajebiście nudnych zajęciach na uczelni. Zobaczyłem newsa o zmarłym biegaczu. Napisałem ćwierka „czy wiadomo już co z tym biegaczem, co kojtnął?”, Kamila zwróciła mi uwagę, że to jest kiepskie z punktu widzenia szacunku do zmarłego i jego rodziny, a że nie mogłem tego edytować, podziękowałem za radę i wywaliłem. Jestem kompletnie złym człowiekiem i się biczuję za takie zachowanie. Nie opublikuję tutaj zdjęć po samo-chłoście, bo zadowoliłbym zbyt wiele osób.

      • „Miliony much żre gówno, ja też mam?” Zmusił Cię ktoś? Czy tajona perwersja kazała Ci przeczytać, a potem zrobiłeś sobie „aty aty” za karę?

        • Żeby coś oceniać trzeba to poznać – taka zasada z przedszkola. Chica wrzuciła tekst na grupę na FB, by się nim pochwalić. I dziękuję jej za to, bo mnie zainspirowała. Jeśli publicznie pisze dzieli się swoimi wynurzeniami, to po co ten lament, że ją skomentowałem? U niej nie mogłem, bo wywaliła moje komentarze, więc zrobiłem to u siebie. Tekst mnie zaiste poruszył :) Negatywnie, bo negatywnie, ale zadziałał.

          • Nie skomentowałeś, tylko obraziłeś i wylałeś na nią pomyje.

          • Raczej użyłem jako inspiracji do określenia czego nie zrobię. Chica lubi się obnażać ze swoimi przygodami, ja obnażam się z moimi myślami. Nie ma żadnej różnicy.

          • Może poza taką, że ja swoimi przygodami Ciebie nie obrażam… jeszcze…

          • Jak Cię zainspiruję do napisania tekstu, nie zapomnij zalinkować do mnie :) Nie pisz „jakiś czytelnik”, „ten co nosi kapelusz” itd. Wal między oczy. A tak poważnie – jestem blogerem, a Ty blogerką. Jesteśmy z tej samej nacji. Chciałbym, aby jakość blogosfery się poprawiała, a nie pikowała w dół. Nawet za cenę tego, że czasem dostanę w kapelusz. To jest nawet zabawne, jak nagle zostałem prostakiem :)

          • Oczywiście, że będę linkować. Nie odpuściłabym sobie tej przyjemności.
            To nie jest zabawne. To jest raczej przykre, że jednym tekstem właśnie obniżyłeś swój poziom. Miałam o Tobie lepsze zdanie, ale widać się pomyliłam. Szkoda. Zacznij więc sam od siebie poprawianie jakości blogosfery, bo tym co napisałeś tutaj tego nie robisz.

          • Z niekłamaną przyjemnością piszę – wzajemnie :)

          • BGN

            Niezwykle łatwo dzisiaj, ogólnie, nawet poza samą blogosferą, zostać tym złym skurwysynem. Podziwiam ogólnie Twoją postawę bo ja bym już chyba zamknął się w sobie i pousuwał komentarze i wpisy.

          • Nawet takie ostre komentarze są potrzebne (a ja się nawet cieszę, że są). Weryfikują z kim masz do czynienia, kto jest Twoim czytelnikiem. Wiedziałem, że ta notka spowoduje lawinę gówna, ale jednocześnie, gdybym jej nie opublikował gotowałbym się w środku. Opadły mgły, wstał nowy dzień, życie toczy się dalej.

          • BGN

            Dobry ruch.

          • Uczciwy wobec samego siebie.

          • Wywaliłam, bo chamstwa i prostactwa u siebie nie toleruję. Tak samo jak bezpodstawnego obrażania. W końcu byłam u siebie i miałam do tego prawo.

      • Ja jak się okazuje, nawet Ci odtweetowałem na to, a nie zauważyłem problematycznego zwrotu ;)

        • Niefortunnie wyszło, ale cóż. Nawet pan etyczny w kapeluszu potrafi dać ciała.

      • Krzysztof Lis

        Chica też jest u siebie, pisze co się jej podoba. Tobie się podoba — czytasz. Nie podoba się — nie czytasz.

        Nie masz ochoty pisać o swoim siusiaku — nie piszesz. Masz ochotę — piszesz. Ludzie mają ochotę o nim czytać — czytają. Nie mają — nie czytają.

        Naprawdę wymaga to osobnego wpisu na blog?

        • Czyli Chica może pisać o tym jak Cię zaspokaja, a ja nie mogę pisać o tym, że mnie to w swej tragiczności przeraża? Moralność Kalego :)

          • Krzysztof Lis

            Możesz też napisać wpis, w którym wyrazisz swoją niezgodę na to, że w zimie dni są krótsze, niż w lecie. Nikt Ci nie broni.

            Tylko po co?

          • Bo mam ochotę o tym napisać :) Wystarczająca motywacja.

        • BGN

          Zrozum, że to autor bloga decyduje o tym co wymaga a co nie. Załóż swojego i tam też będziesz decydować o tym, co wymaga wpisu a co nie.

      • MisiaTulisia

        He he! Nikt ciebie nie zmusza do picia tej białej „ambrozji” :) no chyba, że sama myśl tak bardzo cię oburza, bo sam raz lub dwa myślałeś o skosztowaniu? ;) a może wiecej niż raz? I to do tego od kolegi? ;)

  • I się zgadzam i się trochę nie zgadzam.

    Zgadzam się – bo jestem absolutnie „za” intymnością i tabu. W życiu czy internetach itp. często piszę/ mówię o rzeczach, które według niektórych naruszają jakieś granice prywatności. Ja tego nie czuję, widocznie mam te granice inaczej przesunięte. Ale są rzeczy, których po prostu staram się nie poruszać publicznie. Moje życie seksualne jest jedną z nich ale nie tylko, publicznym tabu jest też dla mnie kwestia relacji z moją Kobietą. Dlatego nigdy, ale to nigdy nikt, włączając w to moich przyjaciół, nie usłyszy ode mnie słowa skargi na nią, czy opowieści-streszczenia kłótni czy innych problemów. Po prostu nie wynoszę tego poza związek. Możliwe, że to kwestia wychowania w staromodnej zasadzie „nie mów nikomu co się dzieje w domu”.
    O swoim życiu seksualnym też nie rozpowiadam, choć mogę czasami poruszyć to w gronie znajomych, jeśli sytuacja sprzyja. Ale to też z dosyć dużą dozą powściągliwości.
    Nie pasjonują mnie osoby wystawiające takie rzeczy na użytek publiczny, nie kupuję takiej wizji nowoczesności i niezależności umysłowej.

    Z drugiej strony, zahaczam obecnie o wiele blogów i nie widzę tego o czym piszesz. Możesz rzucić po prostu konkretnymi przykładami?
    Tekst, który zlinkowałeś może być dziwnie odebrany ale dla mnie, ma raczej formę poradnika i jako taki, nie kłuje mnie bardzo w oczy, nie ma znamion obnażania się. A takie poradniki? Cóż, zapewne są też komuś potrzebne, jak wszystko.